Witajcie

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witajcie

przez ona.zawiedziona31 20 maja 2015, 12:58
Witam się i ja wraz z moimi zaburzeniami.
Osobowość chwiejna emocjonalnie F60,3 co do tego jest zgodnych 3 psychiatrów :D
Zespół stresu pourazowego wstępnie zdiagnozowany przez lekarza rodzinnego kilka dni temu.
Dwa poniższe stwierdzone przez 2 różnych psychiatrów.
Zaburzenia adaptacyjne lękowo-depresyjne F43,22
Zaburzenia depresyjno- lękowe 41,2
Mam 31 lat.
Problemy moje ciągną się od dzieciństwa, ale jakos dawałam rade do 2008r.
Potem 1,5 roku leczenie w szpitalach, opieka psychologa i psychiatry.
Leki niewiele dawały, psychoterapia też, miałam wrążenie że psycholog mnie nie rozumie.
Zaszłam w ciąże leki odstawiłam psychoterapie też, bo z brzuchem sie wstydziłam iść do psychologa.
Moje problemy wynikają z zaniedbań emocjonalnych w dziecinstwie ojciec alkoholik, przemoc domowa itd, braku akceptacji wśród rówieśników tz koziol ofiarny w klasie.
Przeszlam tez przez przemoc seksualna jako nastolatka, ale od nieznanych mi osob, nikomu nie powiedzialam, bo nie moglam sie zwierzyc mamie ani nikomu innemu, bylam niesmiala.
Jakos sie zycie potoczylo partner, ktory z czasem odszedl co mnie zgolowalo poczulam sie odrzucona, pojawil sie kolejny ale po pewnym czasie wyznal ze byl ze mna dla zabawy wiec kolejne zalamanie, ze ja mimo przejsc jako nastolatka ufalam kochalam zmuszalam sie do bliskosci a tu takie zakonczenie..
Glownym moim problemem jest lek przed ludzmi boje sie isc do pracy tego ze mnie w pracy nie zaakceptuja beda krytykowac a wynika to z tego ze moja mama stale mnie krytykuje wytyka bledy wady mowi ze jestem do niczego ze wygodnie mi byc leniem zyc na koszt partnerow itd.
Przeszlam kilka prob samobojczych leczenie psychiatryczne itd.
Moja mama bardzo sie wstydzi nie akceptuje moich zaburzen uwaza ze sa moim wymyslem, nie odwiedzala mnie w szpitalu nie dawala wsparcia a w domu wiecznie krytykowala, wyzywala od pasozytow bo leczylam sie nie mialam srodkow do zycia i bylam na mamy utrzymaniu...
Pomocna reke wyciagnal do mnie przyjaciel zaopiekowal sie mna w tym trudnym dla mnie okresie odwiedzal w szpitalu itd.
Los chcial ze zaszlam z nim w ciaze zamieszkalismy razem utrzymuje mnie i dziecko od kilku lat, ale nie ma miedzy nami bliskosci on mnie kocha stara sie aleja bojac sie kolejnego odrzucenia skrzywdzenia trzymam go na dystans nie okazuje uczucia nie ma przytulani, pocalunkow ani sexu..
Wiem ze jest mu ciezko i jest ze mna tylko dla dziecka.
W 2010r skorzystal z okazji ze bylam pod wplywem alkoholu na tyle ze nie bylam swiadoma co sie w kolo mnie dzieje i wykorzystal mnie sexualnie w moim domu w moim lozku.
Przepraszal plakal ale ja chcialam aby sie wyprowadzil.
Moja mama gdy jej powiedzialam co zaszlo stwierdzila ze mnie to wszyscy gwalca i dala mi do zrozumienia ze mi nie wierzy ze to kolejny moj wymysl co mnie bardzo zabolalo.
Zostalam z partnerem dla dziecka i by miec za co zyc bo z samych alimentow z malym dzieckiem bym nie dala rade a na wsparcie mamy nie mialabym co liczyc owszem pomogla by finansowo ale wyrzygala by te pomoc codziennie upadlajac mnie mowiac ze jestem nikim, ze niczego nie umiem do niczego sie nie nadaje...
Jako tako nam sie ukladalo zylismy z partnerem razem a jednak osobno.
Ostatnio mialam gorszy czas wiadomo czuje sie winna ze nie daje partnerowi tego co zazwyczaj kobieta daje, ze nie dokladam sie do domowego buzdzetu ze brakuje na to i owo, ze jestem beznadziejna upilam sie i moj partner znow wykorzystal mnie sexualnie :(
Nie wiem czy dobrze czy zle ale wyciagnelam z niego co robil po co itd opowiadal a ja nagralam by miec dowod.
Najgorsze bylo jego stwierdzenie ze obcej dziewczynie by tego nie zrobil bo by sie bal dal mi do zrozumienia ze innej nie tknie bo sie boi a ze mna moze robic co chce bo jestem od niego zalezna finansowo...
Oczywiscie przepraszal plakal, ale cos we mnie peklo mam ataki leku, nie moze mnie dotknac dziecko, partner, na sama mysl ze partner moze mnie dotknac mam ataki leku, na slowa zwiazane z zyciem seksualnym tez mam ataki leki, jak zamykam oczy i probuje zasnac...
Najgorzej bylo 2 dni temu nie spalam 48 godzin w powodu ciaglych lekow, bycmoze balam sie ze zasne nie bede w stanie kontrolowac tego co sie dzieje...
Chcialabym aby partner sie wyprowadzil bo jak tylko jest w domu ( chocbysmy gadali o dupie maryni) mam ataki leku.
Z drugiej strony wiem, ze sama nie dam rady nie mam srodkow do zycia, a mama nijak mi nie pomoze, no moze finansowo ale kosztem dobicia mnie psychicznie...
Sytuacja mega trudna i puki co nie wiem jak ja ogarnac tak by bylo najl;epiej dla mnie...
Jak by znalazl sie ktos kto ma podobne przejscia zaburzenia co ja i moglby, chcialby pogadac piszcie na priv..
PS. przepraszam za bledy ale ostatnio gubie wyrazy, litery i wogole jak by mozg w jakies czesci nie pracowal jak powienien zawiesza sie :/
Posty
1
Dołączył(a)
20 maja 2015, 10:04

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do