Witajcie Forumowicze!

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witajcie Forumowicze!

przez bananowo25 13 paź 2014, 09:00
Trafiłam tu bo nie umiem poradzić sobie z własnym życiem. Mam nadzieję, że ktoś nakieruje mój tok myślenia.
Na wstępie opiszę moją historię.
Otóż.. Pięć lat temu poznałam mojego męża, zakochaliśmy się - wszystko było idealnie. Po 3 miesiącach znajomości byliśmy zaręczeni, i z miłości i z powodu ciąży. Mój mąż, wtedy jeszcze narzeczony bardzo o mnie dbał, troszczył się także o nasze bliźniaki. Okazało się jednak, że ciąża zagrożona. Przerwałam studia. Leżałam. Dwa dni przed ślubem 23.12 pojechaliśmy na wizytę. Bliźnięta umarły w 5 miesiącu. Nie mogłam znieść bólu w sercu, dostałam skierowanie do szpitala na wywołanie porodu. Niestety, leki nie zadziałały, chcieli zrobić zabieg - nie zgodziłam się i wypisałam do domu. Odbył się ślub, wesele wraz z martwymi dzieciaczkami w moim łonie. 28 grudnia byłam już w innym szpitalu. Tam je naturalnie urodziłam wraz z mężem, mamą i teściową. Bardzo to przeżyłam. W trakcie tej trudnej sytuacji trwał dla mnie jeszcze jeden dramat. Ukochani rodzice rozstawali się. Były nagminne awantury, szarpaniny... tłumiłam wszystko w sobie, choć byłam tego świadkiem. Po porodzie rodzice wrócili do siebie. Każdy zapomniał już o bliźniakach - albo nie chciał o tym mówić. A ja byłam spragniona rozmów o nich. Chciałam całemu światu wykrzyczeć, że chce je odzyskać.

Po konsultacji z lekarzem odczekaliśmy 3 miesiące i za pierwszym razem byłam w ciąży. Chuchaliśmy, dmuchaliśmy na zimne. Donosiłam ślicznego chłopczyka, niedługo kończy 4 latka :) Poród był bardzo ciężki i bardzo długi, mały się prawie udusił szybko zabrali go ode mnie. Każdy płakał w niepewności. Tylko nie Jaś. Ja dostałam hektolitry krwi i osocza. Bóg z moimi bliźniakami jednak czuwali nad nami. Dwa dni później wyszliśmy do domu.

Wszystko układało się dobrze, mały rósł, relacje z mężem kwitły do czasu gdy wróciłam na studia. Pięć dni zajmowałam się domem, małym synkiem a w weekendy miałam odskocznie, dodatkowe zajęcie tylko dla siebie. To diametralnie zmieniło moje relacje z mężem. Aktualnie robię magistra, Jasio chodzi do przedszkola choć często choruje. Ja siedzę jak na razie w domu na bezrobociu, co jest dla wszystkich nie do zniesienia zwłaszcza dla mnie. Mąż mechanik ciężarówek non stop pracuje, jak nie pracuje to wymyśla sobie zajęcia wokół domu. Nie mamy już czasu, chęci rozmawiać ze sobą. Tylko uszczypliwości i zgryzoty. Jak tu sobie dogryźć. Zastanawiam się o jeszcze kocham, mentalnie już go zdradziłam. Wielokrotnie z jego bratem... Jestem okropna ale sex z mężem to dla mnie przykry obowiązek. Nie chce mi się. Czuję obrzydzenie często, wstręt nawet do jego dotyku. Odejść?

Kiedyś po alkoholu nawet wybił dziurę w drzwiach od łazienki w amoku alkoholowym bo nie chciałam z nim się kochać...

Dodam, że nie pije alkoholu przez co nie jestem kompanem dla mojego męża do sobotnich imprez z rodziną, znajomymi. On woli inne towarzystwo. Wytyka mi, że już nie śmieję się z jego żartów. Jak można śmiać się z głupich, ironicznych tekstów mówionych przez pijanego. Mnie już to irytuje. Albo to jego nagminne bluźnienie nawet w obecności dziecka. Proszę go żeby przestał ale on nie zwraca uwagi... Co mam robić?

Ogólnie rzecz biorąc nie jestem idealna ale staram się z całych sił aby naprawić to co było. Jak mąż przychodzi z pracy jest posprzątane, ugotowane, uprane, wyprasowane. Nawet sama remont kuchni zrobiłam, bo on nie lubi szpachli, farby itd. Jasne że czasami mam ochotę to wszystko rzucić ale mamy dziecko, które nas potrzebuje. Jak mam żyć?

Szczerze, potrzebuje pomocy. Może ze mną coś jest nie tak? Proszę o komentarze. Pozdrawiam, Ewelina

-- 13 paź 2014, 09:08 --

Ciągle boję się o jutro. Najchętniej bym spała całe dnie nie myśląc o niczym. Jestem przygnębiona, odosobniona. Jedyną radość sprawia mi mój synek. Choć i on czasem jest dla mnie "upierdliwy" i nie umiem sobie z nim poradzić. a studiuje pedagogikę... mam dosyć ciągłego gotowania dla 5 osób (moi rodzice + nasza 3) sprzątania po dorosłym byku (mężu). Nie daje sobie rady...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 paź 2014, 07:57

Witajcie Forumowicze!

Avatar użytkownika
przez bittersweet 13 paź 2014, 10:40
Wszystko układało się dobrze, mały rósł, relacje z mężem kwitły do czasu gdy wróciłam na studia. Pięć dni zajmowałam się domem, małym synkiem a w weekendy miałam odskocznie, dodatkowe zajęcie tylko dla siebie. To diametralnie zmieniło moje relacje z mężem.
co zmieniło relacje z mezem ? dlaczego milosc kwitla, a teraz sie nie znosicie , jaki był powód ?
Ogólnie rzecz biorąc nie jestem idealna ale staram się z całych sił aby naprawić to co było. Jak mąż przychodzi z pracy jest posprzątane, ugotowane, uprane, wyprasowane. Nawet sama remont kuchni zrobiłam, bo on nie lubi szpachli, farby itd.
+
Ciągle boję się o jutro. Najchętniej bym spała całe dnie nie myśląc o niczym. Jestem przygnębiona, odosobniona. Jedyną radość sprawia mi mój synek. Choć i on czasem jest dla mnie "upierdliwy" i nie umiem sobie z nim poradzić. a studiuje pedagogikę... mam dosyć ciągłego gotowania dla 5 osób (moi rodzice + nasza 3) sprzątania po dorosłym byku (mężu). Nie daje sobie rady...
mam wrazenie ze przeczysz sobie co chwila - cieszysz sie z macierzyństwa, a jednoczesnie jestes smutna i nie dajesz sobie rady, skaczesz koło męza, jednoczesnie narzekajac ze masz za duzó obowiazków domowych...nie tylko Twoje emocje sa sprzeczne, ale tez zachowanie - uskarżasz sie na cos, co sama robisz - jezeli czujesz sie przeciazona, nie rób, popros o pomoc, inaczej zorganizuj sobie prace, albo po prostu czesc obowiazków sobie odpusc.
Poza tym z tego co opisujesz masz depresje, jezeli zaczniesz sie leczyc, poczujesz sie lepiej.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Witajcie Forumowicze!

przez bananowo25 13 paź 2014, 13:15
Bittersweet! Bardzo dziękuję Ci za odpowiedź. Nie mam pojęcia co zmieniło nasze relacje. Być może brak zaangażowania w dom ze strony mojego męża tak mnie od niego odepchnęło. Czyżby dlatego że za dużo wzięłam na siebie np ten remont - wiem, że to obowiązek faceta. Ale ja jestem osobą która chce pokazać światu że bez niczyjej pomocy dam sobie radę. Brnę uparcie do celu i chyba to mnie przygniotło.

On pewnie w ogóle nie widzi problemu. Jest typem mężczyzny który wszystko bierze na żart czy na trzeźwo czy po alkoholu. Nie ma poważnych rozmów. Nigdy nie było.

Bardzo cieszę się z macierzyństwa jak zauważyłaś/łeś, po pierwszej ciąży powiedziałam sobie że mój syn będzie najlepszym dzieckiem pod słońcem. Bedzię miał wszystko czego zapragnie, najlepsze ubrania, najlepsze zabawki, najlepsze przedszkole... Najlepszą matkę, która staje na głowie żeby mu to zapewnić czasem kosztem siebie. To postępowanie chyba wpędziło mnie w zaułek. ?

Jestem jedynaczką. Mój syn też będzie. Nie zamierzam mieć więcej dzieci. Może to i dobrze bo już raz usłyszałam od mojej mamy, że nie wychowuje a rozpieszczam więc psuję swoje dziecko. Tylko szkoda, że ona jak mnie wychowywała to nie zwracała uwagi co czuję. Przynosiłam do domu dobre oceny - matka chciała jeszcze lepsze. Przynosiłam 3,2,1 było lanie, krzyk.

Czemu twierdzisz że mam depresję? Bo wolałabym przespać całe dnie jak mój syn idzie do przedszkola? Ale jednak odpycham to i robię to co mam zrobić. Bo kto to za mnie zrobi? Kogo mam poprosić o pomoc jak tylko w naszej rodzinie, w naszym domu nie pracuje? Każdy oczekuje, że przyjdzie po 8 -12h do domu i zje ciepły obiad. Albo będzie posprzątane, żeby można było gdzie usiąść i odpocząć. ( Mieszkamy z moimi rodzicami w bliźniaczym domku jednorodzinnym.)

Robię to głównie dla mojego dziecka bo ja dorastałam w jednym pokoju z rodzicami przedzielonym regałem. Wszędzie były sterty nieuprasowanych ubrań a w zlewie przewalały się gary. Wiem, że jak ja odpuszczę to nikt inny tego nie zrobi. A nie pozwolę, żeby moje dziecko miało tak jak ja.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 paź 2014, 07:57

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witajcie Forumowicze!

Avatar użytkownika
przez bittersweet 13 paź 2014, 19:51
bananowo25, kilka spraw rzuca sie w oczy w Twoim poscie, ale na pierwszym miejscu perfekcjonizm. Prowadzi do tego ze za dużó bierzesz na siebie, chcesz sobie sama ze wszystkim poradzić, być najlepsza - skutkiem takiej postawy jest nadmiernie eksploatowanie siebie, nic dziwnego ze źle sie czujesz kiedy sama siebie stawiasz pod presja. W dodatku przyzwyczaiłas otoczenie, że wszystko ogarniasz, wiec po co maja sie angazowac czy Ci pomagac ? przeciez sobie poradzisz ze wszystkim - tak jak zawsze.
On pewnie w ogóle nie widzi problemu. Jest typem mężczyzny który wszystko bierze na żart czy na trzeźwo czy po alkoholu. Nie ma poważnych rozmów. Nigdy nie było.
niedobrze, mysleliscie o terapii małżeńskiej ? jemu sie pewnie wydaje ze unikanie problemu go rozwiazuje
Bardzo cieszę się z macierzyństwa jak zauważyłaś/łeś, po pierwszej ciąży powiedziałam sobie że mój syn będzie najlepszym dzieckiem pod słońcem. Bedzię miał wszystko czego zapragnie, najlepsze ubrania, najlepsze zabawki, najlepsze przedszkole... Najlepszą matkę, która staje na głowie żeby mu to zapewnić czasem kosztem siebie. To postępowanie chyba wpędziło mnie w zaułek. ?
najgorsze, ze Twoje dziecko tez wpedza w ślepy zaułek, przciez przejmie od Ciebie Twoją postawę..
usłyszałam od mojej mamy, że nie wychowuje a rozpieszczam więc psuję swoje dziecko. Tylko szkoda, że ona jak mnie wychowywała to nie zwracała uwagi co czuję. Przynosiłam do domu dobre oceny - matka chciała jeszcze lepsze. Przynosiłam 3,2,1 było lanie, krzyk.
teraz wiesz, skad przymus bycia najlepszą.... po a tym teraz sama ignorujesz swoje uczucia, tego tez sie od niej nauczyłaś. Źle sie czujesz , ale brniesz dalej w swoim schemacie.
Czemu twierdzisz że mam depresję? Bo wolałabym przespać całe dnie jak mój syn idzie do przedszkola?
tak, m.in pisałas, ze Twoja sytuacja jest nie do zniesienia, podejrzewam ze nałozyły sie na nia smierc dzieci, problemy małzenskie, i byc może Twoje osobiste nastawienie .
Ale jednak odpycham to i robię to co mam zrobić. Bo kto to za mnie zrobi? Kogo mam poprosić o pomoc jak tylko w naszej rodzinie, w naszym domu nie pracuje? Każdy oczekuje, że przyjdzie po 8 -12h do domu i zje ciepły obiad. Albo będzie posprzątane, żeby można było gdzie usiąść i odpocząć. ( Mieszkamy z moimi rodzicami w bliźniaczym domku jednorodzinnym.)
chyba nie sprztasz po innych dorosłych członkach rodziny ? nie wiem dokładnie co robisz, ale radze zredukwoac swoje domowe zjecia do minimum, nic sie nie stanie jezeli nie bedziesz prasowac albo ugotujesz obiad z mrozónki. Co do zmywania polecam zmywarkę, itd - to dom jest dla Ciebie a nie Ty dla domu.
BTW, jest jakas aktywnosc która wykonujesz tylko dla siebie, dla własnej przyjemnosci ? hobby np ? ile czasu na to poświecasz ?
Wszędzie były sterty nieuprasowanych ubrań a w zlewie przewalały się gary. Wiem, że jak ja odpuszczę to nikt inny tego nie zrobi.
pewnie że nie, przeciez Ty wszystko robisz - po co inni maja sie starac ?
A nie pozwolę, żeby moje dziecko miało tak jak ja.
a dziecko chce mieć odkurzone czy wyluzuwaną, zadowoloną mamę ?
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do