Moja droga przez.. nerwicę?

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Moja droga przez.. nerwicę?

Avatar użytkownika
przez Restart 05 sie 2014, 14:47
Witam,

artykuł w prasie o tężyczce mnie do Was przywiał, przeczytałam kilka historii i postanowiłam podzielić się z Wami moją.

Dzieciństwo - nerwowa mama- tzw. dorosłe dziecko alkoholika, która nie pije, ale potrafiła wybuchnąć z byle powodów i wiele razy zranić mnie do łez. Podstawówka - byłam nieśmiała, starałam się zasłużyć na pochwałę dobrymi ocenami. Po śmierci dziadka starłam się z tym, że majątek potrafi skutecznie podzielić rodzeństwo(mojego taty). Dorastałam przez to w atmosferze niesłusznych wyrzutów, zawiści, dwulicowości. Gimnazjum - mobbing kolegów, bo nie piłam jak oni, nie paliłam i zbyt dobrze się uczyłam. W liceum było lepiej - sama się sobie dziwiłam, że jestem taka pogodna i optymistycznie nastawiona. Ale w II klasie zemdlałam. Ogólnie już od 8 lat cierpię na omdlenia na tle nerwowym - impuls (tematy poronień, aborcji itp), ucisk w głowie i omdlenie. Pierwszy raz zemdlałam na filmie w szkole o aborcji, wykryto wtedy u mnie anemię. Niestety problem omdleń pozostał, ale nie myślałam o tym jakoś szczególnie - zawsze po takim "incydencie" poleżałam chwilę, doszłam do siebie i działałam dalej. A było już ich przez te lata kilkanaście. I tak przeszłam liceum, dzienne studia. Niestety, teraz mam 26 lat i od dwóch cierpię na lęki - po jednym z takich omdleń doszedł atak paniki, po którym został lęk. Było to po gorącym okresie w moim życiu - magisterka, praca, przygotowania do ślubu, kłótnie z mamą, która podcinała mi niechcący skrzydła... Posypałam się. Była bezsenność, załamanie, lęki, ale od razu szukałam kontaktu z psychologiem i w sporcie - bieganie. Moim pierwszym krokiem było leczenie duszy i trzymanie się jak najdalej od farmakologii. Oczywiście, po tej panice musiałam pić zioła, bo trudno było mi kontynuować pracę, ale przede wszystkim wierzyłam w terapię, w miarę zdrowe jedzenie i sportowe odreagowywanie. Niestety, początek nie wyszedł, zmarnowałam pół roku, bo psycholożka okazała się być płatną przyjaciółką - "co u Ciebie słychać?", nie szukała źródła problemu. Zawiodłam się na niej i sobie, czułam się jeszcze gorzej. Po skończonym stażu nastał czas długiego poszukiwania pracy - absolwenci bez znajomości znają ten ból ;) W międzyczasie trafiłam z polecenia do innej p.psycholog - wspaniała. Wizyta 2/m-c przez pół roku i już byłam innym człowiekiem. W kwietniu skończyłyśmy "kontrakt". Szukałam pracy dalej, było ok. Ale w wyniku nowej pracy, w korporacji, odczuwałam silny stres - piłam zioła, korzeń arktyczny i on blokował we mnie te napięcia i lęki. Niestety, 3 tygodnie temu, złapały mnie nagle duszności i zdrętwiały ręce. Spanikowałam, myślałam,że to jakiś zawał. Trafiłam do szpitala, stwierdzili że to nerwica i mam pójść sobie do domu. Nawet wyników krwi mi nie dali. Po odebraniu ich następnego dnia okazało się, że mam duży niedobór POTASU (http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/ ... 35476.html) - to był winowajca odrętwienia. Ale lekarzom oczywiście łatwiej powiedzieć "nerwica", skierować do psychiatry i tyle. Przez ten brak potasu musiałam przerwać treningi, a biegałam od roku, regularnie - od stycznia. Straciłam na jakiś czas swój odreagowywacz...

Wiem, że wina tych omdleń, później lęków, a z czasem - przytłoczenia i braku sensu istnienia leży po środku - gdzieś między naszą przeszłością, wychowaniem, genami, trybem życia i odżywianiem, stanem zdrowia, przekonaniami a wiarą..


Nigdy nie byłam specjalnie religijna - rodzice i brat nie chodzą do kościoła, tacy "wierzący-niepraktykujący". Sama chodziłam sporadycznie. Ale po ślubie zaczęłam, stopniowo coraz częściej. A tydzień temu byłam na swojej pierwszej mszy uzdrawiającej - coś niesamowitego. Teściowa, która została uzdrowiona w ten sposób, mnie do tego przekonała. Modliłam się o uzdrowienie moje i relacji w rodzinie. W czasie uzdrawiania byłam jedną z osób, które ksiądz opisał - mimo, że nie mógł tego wiedzieć - dokładnie przedstawił mój problem. Później każdą z osób, które "zdiagnozował"- zaprosił do ołtarza. Otrzymałam błogosławieństwo i modlitwę o uzdrowienie. Wiele osób wokół mnie usnęło w Duchu Świętym, natomiast ja nie poczułam niczego specjalnego. Jednak po powrocie do domu stało się coś niesamowitego - jeszcze rano miałam sprzeczkę z bratem, który stwierdził, że ślub weźmie za 2 lata, a tymczasem jego narzeczona może już zamieszkać w naszym rodzinnym domu. Wraz z mamą nie zgodziłyśmy się z tym - jak ona by się czuła przez ten czas? To godzi w godność kobiety, a on tego nie widział. Ale po powrocie ze mszy patrzę, a tu brat siedzi z narzeczoną i mamą, i omawiają ślub! Że wezmą za rok kościelny i dopiero wtedy zamieszkają razem. Byłam w szoku, bo brat ma ciężki charakterek i zawsze jego zdanie jest najważniejsze [ma to po mamie ;) ]. Na drugi dzień nie piłam żadnego syropu na nerwy, a mimo to nie czułam napięcia będąc np. w markecie, a już do takich skrajności wcześniej dochodziło.

Przede mną pewnie jeszcze długa droga - badania, terapia, dieta, pewnie rezygnacja z pracy, bo najwyraźniej bardziej mi szkodzi, niż pomaga. Często odczuwałam w niej ściski w głowie i chęć ucieczki z niej.. Teraz widzę też, że równie ważny jest rozwój duchowy, bo daje nam siły do poznania samego siebie i walki o siebie. Bez znieczulania się farmakologiami, które pozwalają egzystować, pracować, ale niestety - stanowią jednocześnie tylko ucieczkę od problemu. W korporacji spotkałam wiele osób z "depresjami", które w ten sposób sobie radzą..

Zazdroszczę ludziom, których praca stanowi powołanie i napędza ich do działania, jednocześnie nie niszcząc - marzę o takiej ;)

Trzymam za Was i siebie kciuki - w drodze do odnalezienia swojego celu! :)
"Myśleć to co praw­dzi­we, czuć to co piękne i kochać co dob­re - w tym cel ro­zum­ne­go życia." -Platon
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
05 sie 2014, 08:29

Moja droga przez.. nerwicę?

przez maala 05 sie 2014, 18:21
Witaj restart, ja też miewam takie uciski w głowie, dosyć często.
Dlatego dzisiaj poprosiłam o hydroksyzynę...

W pracy mam bardzo często takie stany i w domu, pracę mam do tyłka ale w PL (jestem w UK od 6 lat) miałam wspaniałą pracę, wysokie stanowisko, pieniądze, władza...

Życzę Ci znalezienia Twojego zajęcia :)x
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
03 sie 2014, 10:32

Moja droga przez.. nerwicę?

Avatar użytkownika
przez Restart 06 sie 2014, 17:32
To dlaczego wyjechałaś?
"Myśleć to co praw­dzi­we, czuć to co piękne i kochać co dob­re - w tym cel ro­zum­ne­go życia." -Platon
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
05 sie 2014, 08:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do