Dzień "dobry"

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Dzień "dobry"

przez arekusandorra 10 lip 2014, 11:41
Tak jak w tytule, dzień "dobry".
Nie wiem gdzie szukać pomocy, wsparcia, boję się iść do lekarza, nie mam przyjaciół. Mieszkam za granicą. A z mojej autobiografii mogłabym napisać bestseller na miano Harrego Pottera.
Musiałam wychowywać się przykro mi to przyznać ale w patologicznej rodzinie, mimo, że kocham moich rodziców takimi jacy są. Wiem, że nie mogli dać mi więcej. Pewnie mi dali wszystko, co mogli. Mój brat jest innego zdania, obwinia ich o wszystko. W szkole od najmłodszych lat byłam wyśmiewana, nawet nauczyciele na głos przedrzeźniali mnie tym, z jakiej rodziny pochodzę. Dzieci nie lubiły mnie, bo byłam biednie ubrana, nie miałam zabawek, mieszkałam w brzydkim domu. Jako dziecko, to boli najbardziej, kiedy słyszy się, że mieszkam w szopie i tam straszy. Od małego tłumiłam w sobie stres który miałam w domu i w szkole, włączyła się autoagresja. Zaczęłam drapać swoje ciało do mięsa. Jako 7 latka, chodziłam z plastrami na buzi, wysmarowana fioletem, wyzywali mnie od straszydła. Wytykano palcami, robiono chamskie żarty, anty kluby. W gimnazjum z braku pieniędzy w domu, odcięto nam wodę. Zmuszona byłam przemycać butelki po napojach i uzupełniać je wodą w toalecie damskiej aby móc w czym się umyć i wyprać pranie. Mama dostała okazję pracy za granicą, opuściła mnie jako 13 letnią dziewczynkę w wieku dojrzewającym na pastwę losu, z ojcem i dwójką braci. Obiecała, że pomoże, będzie wysyłać pieniądze, że potem nas wszystkich ściągnie i będziemy żyć lepiej. Mama w Anglii poznała nowych znajomych, zapomniała o nas. Jeden brat poszedł na studia, drugi którego do dziś nienawidzę, był moją zmorą. Ciągle dokuczanie, wyzywanie, obrażanie, bicie. Tata pracował, pił, pił, pracował, albo nie pracował i też pił. Agresor zawsze był. Wszystkie obowiązki kuchty domowej spadły na mnie, rachunki, gotowanie, pranie, sprzątanie. Zawalałam naukę, nie chciałam chodzić do szkoły, próby samobójcze. Tata wmawiał mi że mama ma innego kochanka i mnie już nie kocha i nigdy nie wróci. Ciągle byłam poniżana, wyśmiewana. Przez brata i jego koleżków, robili chamskie dowcipy, kłamali do mojego taty abym dostała łomot - za coś, za co byłam niewinna. Cudem zdałam gimnazjum, pomimo tragicznych warunków w domu. Notorycznych wizytach u dyrektora i zdawaniu komisyjnych - udało mi się. 0 przyjaciół. Dostałam się do Technikum. Chciałam zdać maturę a zarazem obronić dyplom technika, aby mieć jakieś zabezpieczenie, gdyby ze studiami nie wyszło. W technikum postanowiłam, że nowi ludzie, nie znają mojej przeszłości, mojej rodziny, nikt nie wie gdzie mieszkam, mam czystą kartę. Ucząc się zawodu, zaczęłam dorabiać po domach. Zaczęłam kupować po lumpexach ubrania takie jak mniej więcej koleżanki z klasy, odkryłam co to tusz do rzęs i pomadka, zaczęłam o siebie dbać, z ponurego, grubego dziwaka przemieniłam się w atrakcyjną nastolatkę. Miałam koleżanki, które myślały, że jestem szaloną, wesołą nastolatką. Jednak po powrocie ze szkoły do domu, musiałam zdjąć tą maskę i wrócić do teraźniejszości. W technikum niemiły brat się wyprowadził do którejś z rzędu dziewczyny, mama wróciła z Anglii, Tata się ogarnął z piciem, robił to, ale nie tak często. Ja poprzez szkołę i nowe otoczenie nabrałam odwagi, pewności siebie. Jeżeli rodzice się kłócili, bili, bez oporu wbijałam między nich, darłam się w niebo głosy, rzucałam czym popadnie, ustawiając ich do pionu. Można powiedzieć, że ich sobie trochę wychowałam, co zdaje się cudem. Kiedy sezon się kończył, tata znów nie miał pracy, mama dorywczo za parę zł podejmowała się sprzątania, bo nic innego nie mogła znaleźć. Lata mijały, ostatnia klasa technikum, bida nastała, odcięto nam tym razem prąd. Do matury i technika przygotowywałam się ucząc i pisząc pracę przy świeczkach. Była sroga zima, w domu było tak zimno, że włosy mi nie zdążyły wyschnąć w nocy, notorycznie byłam przeziębiona, jednak nie opuszczałam ani dnia szkoły. W tak tragicznych warunkach, udało mi się zdać maturę i obronić dyplom technika, z czego jestem dumna. Moim marzeniem było od zawsze uwolnić się od tego przeklętego domu, dostać pracę, ściągnąć rodziców, pomóc im i zacząć żyć nowym życiem. Wyjechałam do Szwecji, angielski język znam biegle, poznałam mężczyznę, tak - mężczyznę, był starszy o 10 lat. Ujął mnie charakterem, wyglądem, zachowaniem. Był przecudny. Zaoferował mi, że w jego terenach znajdę pracę w mojej profesji w ciągu jednego dnia, nawet z angielskim, że ma duże mieszkanie, mogę u niego zamieszkać, wystarczy, że troszkę posprzątam, będę dbać o dom, a dopiero jak zarobię pierwszą wypłatę wtedy on mi pomoże ze znalezieniem czegoś dla siebie. Pisaliśmy do siebie przez 11 dni, po czym z miasta a. przyjechałam do miasta b. - gdyż miała być praca, super start. Tak bardzo zależało mi na tym aby wybić się od dna. Pierwsze dni - było super, dorabiałam po domach w zawodzie, miałam uskładane pieniądze, część szła na zakupy, część do rachunków, część na przyszłość. Nasza przyjaźń zamieniła się w miłość. Zakochałam się po raz pierwszy w mężczyźnie. W ogóle się zakochałam! Czułam w nim oparcie, nawet jakby troche miłość którą powinien dać mi ojciec. Do momentu aż zaczęłam czuć z jego strony to jakby chciał mną władać. Z czasem zaczął mi zabraniać wielu rzeczy, był pochodzenia arabskiego, i tu mogę potwierdzić - wszelakie stereotypy o arabach, przeżyłam to wszystko na własnej skórze. Bicie, poniewieranie, gwałty, służenie. Wymienione zostały zamki w drzwiach, skok z tak wysokiej odległości skończyłby się śmiercią. Odcięcie od świata. To co przeżyłam, nazywają syndromem sztokholmskim. Po prostu wybaczałam mu, bo go kochałam, mimo, że był tyranem. Ból stawał się dla mnie codziennością, kiedy mnie bił, modliłam się do Boga żeby mnie zabił. Kiedy mnie policzkował, bo patrzyłam przez okno na ludzi, odwróciłam się i powiedziałam, żeby jeszcze raz uderzył. Wtedy on oddał mocniej i mocniej. W końcu zaczęłam w łzach się perfidnie śmiać, on agresywnie złapał mnie za szyje, docisnął do szyby i dawał plaszczaki z takiej odległości i siły, że miałam wrażenie, że łamią mi się kości czaszki. Nie miałam odwagi podciąć sobie żył, trułam się za to tabletkami, które i tak nic nie dały, bo wciąż tu jestem. Głodowałam. Nie miałam telefonu ani komputera. On miał wszystko poblokowane z brakiem dostępu dla mnie. Nawet jeżeli miałam okazję ukraść telefon i schować się do łazienki, nie zrobiłam tego, bo tak panicznie bałam się, co mi zrobi. Apropo łazienki, raz po próbie samobójczej, szarpał mnie za włosy i wkładał głowę do muszli, abym wymiotowała. Szarpanie przeplatał z ciosami w głowę i twarz, czy to pięść czy plaszczak. Największe kłopoty zaczęły się, kiedy zaczął sprowadzać do domu jakichś brudasów, z Syrii, Somalii. Zaczęli brać narkotyki. W ich obecności traktował mnie wciąż jak dziwkę. A ja z tak spranym mózgiem wykonywałam każde polecenie. Raz nawet chciał aby jego kolega zaczął mnie gwałcić a on będzie się na to patrzeć. Nie rozumiałam nigdy tego co rozmawiali, arabski. Ale kiedy poprosił mnie do sypialni, a po chwili zaprosił jego kolege i powiedział, że mam się połozyć na łóżku. Zaczęłam panicznie płakać, błagać, mówić " LA, LA, LA " - po arabsku " nie ". Ten facet się wycofał, a on szyderczo śmiać, zamknął mnie w sypialni. Mogłabym pisać tak ciągle, o tym co się działo przez te 2 lata. Nastał moment, kiedy przez jego narkotyki zaczęło brakować mu pieniędzy. Wtedy wyganiał mnie na ulice i kazał żebrać o papierosy, powiedział, że stoi i mnie widzi, jak coś zrobię nie tak to mnie złapie. Robiłam jak nakazał. Poprzez to wychodzenie i pytanie o papierosy, poznałam sąsiadkę z dołu, szwedka, alkoholiczka. Zorientowała się o co chodzi, mówiła, że słyszy ciągle mój płacz i krzyki, ale boi sie dzwonić po policję, bo każdy wie, że on jest psycholem. Dawała często mi jedzenie, papierosy. Był 1 kwietnia 2013r. prima aprilis w Polsce. A u nas nastał dzień kiedy znów kazał mi iść żebrać o papierosy, szybko się zerwałam aby iść, a wtedy on stanął i pyta się, dokąd się wybieram, że ten burdel mam sprzątnąć bo jego kolega zaraz przychodzi. Jadł w kuchni - zapomniałam dodać, że jak żarł, bo jedzeniem tego nie nazwę, to z jego obleśnej mordy jedzenie wylatywało na boki, żarł paluchami, bo sztućcy nie zna, wszystko wokół było usyfione. Wtedy nie wiem co we mnie wstąpiło, odparłam mu tak, jak wam teraz piszę: "Zrobiłeś ten burdel, to sam sobie posprzątaj" , nawet nie wiem czy w sekundę poczułam jego ucisk na mojej szyi, pchnął mnie na filar ściany, dusił jedną ręką, a drugą okładał pięściami po głowie, kiedy uwolnił gardło zaczęłam krzyczeć głosem, którego nigdy nie spodziewałabym się, że moje ciało potrafi wydostać. Wtedy nie wiem co się działo, moje włosy były wszędzie, białe ściany zamieniły się w ozdobione krwią fragmenty. Zaczął dusić, mówić, że jak jeszcze raz krzyknę, to przysięga, że mnie zabije. Że mam zamknąć ryj. Nie wiem co dalej się działo bo obudziłam się jak mnie szarpał za włosy po podłodze, zemdlałam, rzucił mnie na łóżko, usiadł okrakiem na klatce piersiowej, i policzkował tak mocno, że miałam wrażenie że ktoś mnie okłada kamieniami. Darł się, że ja go nie kocham, że jestem nie wdzięczna, wyzywał od suki, dziwki, brudnej wywłoki. Sweter który miałam na sobie był totalnie potargany, zaczęłam wymiotować, nie mogłam złapać oddechu, wtedy zszedł mi z piersi i zaczął mówić, że zaraz da mi oscara, za to jaką wspaniałą aktorką jestem, śmiał się szyderczo. Nagle ktoś dzwoni do drzwi, powiedział, że to jego przyjaciel, mam tu siedzieć, zaraz wróci, słyszałam pukanie do drzwi na przemian z dzwonkiem, zdecydowałam się wstać z łózka, otworzyć drzwi, obojętne mi było, czy w tym momencie stracę życie. Moim oczom ukazały się dwie kobiety ubrane w mundur, rozmawiały po szwedzku do niego, jak jedna mnie zobaczyła, druga od razu skończyła mowę, obezwładniła go, założyła kajdanki. On bez oporu się poddał. Druga zaś podeszła do mnie, mówiła coś, ale nie jestem w stanie teraz przypomnieć co, wiem, że przytuliłam się do niej jak do matki, zaczęłam uściskiwać. Po chwili zjawiło się stado ludzi, lekarze, policjanci, detektywi, sama nie wiem kto był. Sąsiadka z dołu, dzięki niej chyba żyję. Uratowała moje nędzne życie, zadzwoniła na policję. Sprowadzono mnie na dół, przesłuchania, badania odbyły się u niej w mieszkaniu, w początkowej fazie nie wiedziałam jak się nazywam, nie byłam w stanie wypowiedzieć żadnego słowa, trzęsłam się, wymiotowałam, zdecydowano przewieźć mnie do szpitala. Obrażenia ciała, wstrząśnienie mózgu, niedotlenienie mózgu, szok. Obdukcja. Tydzień zleciał na robieniu mi zdjęć, robieniu wywiadów, podpisywaniu jakichś papierków, rozmów z tłumaczem przysięgłym. Tak czy siak, on poszedł siedzieć, ja zostałam wypuszczona na własne żądanie ze szpitala, z pomocą sąsiadki uciekłam do Niemiec, gdzie obecnie żyje. Także po przyjeździe nie miałam łatwo, pierw kuzynka, która ofiarowała mi pomóc. Kiedy dostałam pracę, chciała mnie okraść, wyzyskać na kredyty itp. Poznałam za granicą jakim okazała się człowiekiem, narobiła niesamowitych przykrości mi tutaj, bo nie mogła znieść tego, że gówniara przyjechała i po 2 tygodniach ma pracę lepiej płatną, niżli ona tu po 10 latach. Zazdrość, zawiść. Wyrzuciła mnie z domu, policja odzyskała od niej moje dokumenty, ubrań już nie. Nie chciałam się poddać, szef mnie wspierał, zabronił wracać do Polski, kazał pracować, chwalił. Szukałam oparcia w ludziach, zamieszkałam u mojego obecnego chłopaka, wtedy jeszcze - jedynego kolegi. Był pierwszą osobą do której się otworzyłam, płakał jak dziecko kiedy opowiadałam mu o tym co się stało, kiedy pokazywałam mu dowody na to co mówię. Sam nie mógł uwierzyć, aż w końcu poznał trochę tego co i ja na własnej skórze. Moja kuzynka próbowała wszelakich dróg aby mnie stąd spławić. Niszczyła opinię, w Polsce powiedziała, że pracuję w burdelu, że turasy mnie pi*****ą, że ćpam na ulicy itp. historie. Każda jej próba była nieudolna, gdyż ludzie, których tu poznałam, dziwne - nie chcieli wierzyć w to, co ona opowiada na mój temat, gdyż sprawdzałam się w 100% jako dobry pracownik, zawsze punktualna, odwalałam co należało, nie robiłam szumu. Pracowałam i składałam grosz do grosza aby wynająć swoje mieszkanie. Kiedy doszło do tego, że mój przyjaciel zaczął pomagać mi z malowaniem ścian, ja byłam w tym czasie w pracy, dostałam telefon, abym uciekała z pracy bo mój były tu jest i mnie szuka. Oniemiałam, nie wiedziałam, czy żartuje, czy serio. Po około 2-3 minutach w drzwiach stoi on, milion myśli - ale jak? siedział w więzieniu? jak to możliwe?! usunęłam wszelakie portale społecznościowe, unikałam kontaktu z ludźmi, nikt nie wiedział, gdzie obecnie się znajduję. Na to moja bezczelna kuzynka, w jakiś sposób się z nim skontaktowała, dostał przepustkę, gdyż z więzienia skierowano go do psychiatryka. Znalazł się tutaj, ona przywiozła go ze swoim ojcem pod mój dom, gdzie był mój przyjaciel. Nikogo nie zastali więc przyjechała pokazać mu gdzie pracuję. W mojej pracy zrobił burdę, ludzie wyszli w strachu, dzwoniłam na policję, powiedział, że mam stąd wyjść i mnie zabiera do Szwecji z powrotem. Wcisnęłam alarm pod biurkiem, mój przyjaciel przyjechał w tym czasie, kazał mi iść się schować do łazienki, że on mnie obroni. Mój były chciał się bić w miejscu mojej pracy. Dzięki Bogu były kamery, wszystko zostało zarejestrowane. Mimo wyrzucenia go, on co chwila wracał, wykonałam chyba z 10 telefonów na policję, nikt nadal się nie zgłaszał. Po około godzinie przyjechało dwóch facetów, on wtedy uciekł, złożyłam zeznania, pojechali. Po 5 minutach od ich wyjścia on znów się pojawił. Zaczął wyzywać, że co ja robię, że jestem jego i on znajdzie mi w 10 minut 10 takich prac co ja mam tu teraz. Wtedy dostałam telefon od szefa, że co się dzieje, że alarm działa, wyjaśniłam sytuację, powiedział, że mam zamknąć lokal, jechać do miasteczka obok na komisariat i nie niszczyć jego mienia na które pracował 20 lat. Pojechaliśmy z moim przyjacielem na policję, znów zeznania, dzwonili w jego obecności do Szwedzkiej policji i porozumiewali się za pomocą tłumacza, wtedy w konwersacji brało udział 4 osoby, każdy słyszał, co tamtejsza policja podawała w raporcie niemieckiej, o biciu, atakach, tym wszystkim co się działo, wtedy mój przyjaciel miał na to 100% potwierdzenie. Po 2h odesłano nas do domu, kazali najlepiej spać w innym miejscu niż teraz. Z tego co wiem, moja kuzynka nie poniosła żadnej odpowiedzialności karnej za swój czyn, mój były także, uciekł, ukrywa się we Francji gdyż ściga go (PONOĆ) interpol. Od tamtej pory dostawałam emaile, napastowanie, prześladowanie. Policja nie zrobiła nic. A mnie została szrama w psychice. Siedzę zamknięta w domu z metalowymi żaluzjami, boję się otworzyć drzwi listonoszowi, z myślą, że to może być on. Mój obecny chłopak, a niegdyś przyjaciel, ciężko mi było się przed nim otworzyć, ale to dzięki niemu żyję, czuję, że jest jedyną osobą która mnie rozumie. Kocham go nad życie. Bo to on, jakby nie patrzeć, wyciągnął mnie z drugiego dna. Jednak ostatnio nasze relacje bardzo się psują, on mi wypomina o jakichś symptomach, o których ja nie mam pojęcia. Że płacze przez sen, krzyczę, on musi mnie uspokajać, notoryczne drgawki, rzucanie się. Kiedy idziemy na spacer, że zawsze patrzę się w dół, że nigdy nie spojrzę na ludzi na świat wokół. Nawet, że w domu moje spojrzenie idzie na podłogę. Unikam seksu, zbliżeń. On nie nalegał, gdyż wie, co mnie spotkało. Ostatnio zaproponował wizytę do seksuologa. O psychiatrze truje mi od długiego czasu, ale się boję, mam paniczny lęk przed społeczeństwem. Bez niego nigdzie nie wychodzę, bez niego nie podnoszę rolet z okien. O moje wahania nastrojów i płacze obwinia siebie. Myśli, że jestem z nim nieszczęśliwa. Ja mam obawy, że on mnie już nie kocha, że ma inną, że nie może już ze mną wytrzymać. Ja schizuję. Coraz bardziej. Mam dziwne sny, koszmary, wychodzę z ciała, słyszę i widzę, coś co nie istnieje, idę i się wywracam, mam wrażenie, że ktoś podkłada mi haka, wszystko leci mi z rąk, straciłam możliwość koncentracji. A ten post został napisany w częściach, pisałam go w notatniku 5 dni, aż zdecydowałam się utworzyć tutaj konto. Tak jak widać, to jednak to moja przeszłość siedzi we mnie, płaczę codziennie, o każdej porze, z żalem, że sobie zepsułam życie. Nie odzywam się do nikogo. Nie mam przyjaciół. Za to mam notoryczne myśli samobójcze. Nie umiem mu o tym powiedzieć, codziennie walczę z sobą, o to, że jutro może będzie lepiej. Nie wiem jak szukać pomocy, chciałabym zrestartować mój mózg. Przestać cierpieć. I ostrzec inne bezbronne kobiety, aby doceniły to co mają, tych rodziców alkoholików, tą biedę. Bo lepsze to, niż nieustająca walka o to, aby się nie powiesić.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 lip 2014, 09:30

Dzień "dobry"

Avatar użytkownika
przez White Rabbit 12 lip 2014, 17:04
Cześć.
Nie mam teraz czasu pisać, a czuje się tak, jakbym byla w psychicznej agonii, parę razy już bylam, twarda jestem. Wynurzałam główkę, a teraz znów, chlup, do dna.
Na pewno się odniosę do Twojej historii. Chciałam, żebyś wiedziała, że przeczytałam. Nie wiem tylko, czy tu jeszcze zajrzysz.

Twoją wiadomość przeczytałam już dwa dni temu, ale próbowałam załapać balans i zrobić bilans emocji. Czu.ję, że to jeszcze nie ten moment.

Daj znać, czy tu jeszcze zaglądasz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
524
Dołączył(a)
31 lip 2013, 20:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do