chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

przez dunkelheit666 10 lip 2014, 11:10
Moi rodzice zniszczyli mi życie. Mam 23 lata i jestem wrakiem psychicznym. Moje poczucie własnej wartości to dno kompletne, czego bym nie zrobiła, czego bym nie osiągnęła nigdy nie jestem z siebie zadowolona, bo „skoro ty to osiągnęłaś to to żadna wielka sprawa, każdy jest w stanie”. Nienawidzę swojego wyglądu, nie mogę patrzeć w lustro, nienawidzę siebie i przez to wszystkich ludzi dookoła. Od 14 roku życia codziennie mam myśli samobójcze, codziennie płaczę, miałam 2 „próby samobójcze”, jedno to zdecydowanie zbyt płytkie nacięcie (miałam 15 lat i dostałam wtedy histerii, nie byłam w stanie utrzymać noża) i drugie tabletki nasenne, których było za mało (obudziłam się po 2 dniach, od tej pory jakby „głupsza”). Moi rodzice udawali, że niczego nie widzą, że nie widzą mojego stanu psychicznego, moich pociętych rąk, a gdy matka już nie mogła dłużej udawać, bo np. niechcący bezpośrednio jej wzrok na tym wylądował (o ojcu nie piszę, bo on w ogóle na mnie nie patrzy), to stawała się napastliwa, agresywna, nie wspominała słowem o tym co zobaczyła tylko znajdywała powody aby wyrazić swoje niezadowolenie spowodowane samy dostrzeżeniem tego (bo skoro to dostrzegła to wywoływało u niej dyskomfort psychiczny, bo nie zdążyła uciec wzrokiem i musiała jakoś zareagować). Nigdy nie powiedziałam rodzicom o żadnym moim problemie, ojciec jest nieobecny (zachowuje się jak mój współlokator, który mnie nie lubi) a matka dawała jasno do zrozumienia, że ma za dużo swoich problemów i ja informowaniem ją o moich robię jej dodatkowe. A jak ktoś zmusił ją do zajęcia się jakimś moim problemem (np. wychowawczyni w szkole) to robiła mi awantury, wyzywała od najgorszych (zawsze znajdywała najsłabszy punkt: miałam nadwagę, z którą czułam się niekomfortowo – byłam obleśną, opasłą świnią) i w efekcie mówiła, że mam ten problem rozwiązać, ją nie obchodzi jak. Całe życie rzucała mi niszczącymi psychikę tekstami, np. gdy pies zszedł z moich kolan powiedziała : widzisz? Nawet pies cie nie lubi. Gdy następował stan względnego spokoju i zawarcia sojuszu między nami ona dostawała nagłej amnezji, nie pamiętała/udawała że nie pamięta żadnej rzeczy, którą mnie zraniła. Moja matka jest życiowym nieudacznikiem, spod opieki babki weszła pod opiekę męża (który okazał się być totalnym niewypałem), jest kompletnie niesamodzielna, nie ma pracy, całe życie leży i nic nie robi i zachowuje się jak księżniczka. W dodatku jest chyba najbardziej zaniedbaną i rozleniwioną kobietą na świecie. Jej i ojca motto życiowe to „jak zarobić ale się nie narobić”. Mój ojciec to osoba, która nigdy nie dorosła i która nie ma żadnych wyrzutów sumienia, nie dostrzega swoich obowiązków. Traktuje mnie jak współlokatora, którego nie lubi. Gdy byłam małym dzieckiem i leżałam w szpitalu (było zagrożenie życia) w ciągu 2 miesięcy odwiedził mnie tylko raz, gdy zaciągneli go siła, i posiedział 5 min. Obiecał, że przyjdzie kolejnego dnia wieczorem. Czekałam całą noc nie zmrużywszy oka, a gdy go spytałam o to czemu nie przyszedł skłamał, ze był ale spałam. Aktualnie 90% czasu tłem moich wszystkich innych myśli jest moje samobójstwo, największą barierą przed tym są moje przemyślenia na temat życia po śmierci (nie jestem wierząca i po prostu panicznie boję się tego co się z nami dzieje już „po”), nie mam życia prywatnego bo ciągle się uczę (staram się sprostać sowim irracjonalnym, ciągle rosnącym wymaganiom – które kiedyś stawiała mi moja matka, która jest btw niemal anaalfabetką, która nie zdała w podstawówce). Wątpię w to, że komukolwiek chciało się to czytać, ale jeśli tak to serdecznie dziękuję... potrzebowałam to napisać, ulżyło mi po tym...
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lip 2014, 11:07

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

Avatar użytkownika
przez woowoo 10 lip 2014, 11:23
Hej,

W Twoim wieku możesz już się wyprowadzić. Może trzeba się odciąć od toksycznych rodziców, do tego psychoterapia, ew psychiatra.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
27 maja 2013, 11:54

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

przez dunkelheit666 10 lip 2014, 11:27
Tak, ale nie mam pieniędzy na to by się wyprowadzić... mam baaardzo absorbujące studia (od 8 do 17 na uczelni i po przyjściu do domu nauka do ok 22, weekendy także całe zajęte nauką) i nie mam jak podjąć pracy. Te studia też były mi wbijane do głowy od czasów gdy byłam dzieckiem, jak mantrę powtarzała mi, że mam studiować i tylko nauka się liczy i to jakie masz wykształcenie określa twoją wartość. Stąd u mnie takie parcie na naukę...
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lip 2014, 11:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

Avatar użytkownika
przez Olmici 10 lip 2014, 11:45
Studia zrób, są potrzebne. Wytrzymasz do końca na takich warunkach?
Szukaj światła w morzu cieni ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
01 lut 2013, 13:09

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

przez dunkelheit666 10 lip 2014, 12:01
Mam nadzieję, że wytrzymam. W październiku jadę na 4 miesiące za granicę na Erasmusa, więc może da mi to jakąś pozytywną energię...
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lip 2014, 11:07

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

Avatar użytkownika
przez beast6 10 lip 2014, 12:34
a co studiujesz? ile Ci jeszcze zostało? wiesz, nie oszukujmy się, zanim skończysz studia i znajdziesz pracę, która pozwoli Ci się usamodzielnić to trochę może potrwać. możesz przejść na zaoczne i szukać pracy już teraz, później będzie Ci łatwiej jak nie będziesz miała pustego CV. musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jesteś w stanie zacisnąć zęby i przetrwać z rodzicami... tylko nie wiesz jeszcze ile. powinnaś się odciąć od nich myślami, przestać słuchać tego co mówią. tym bardziej, że tak jak mówisz są życiowymi nieudacznikami. więc naprawdę nie warto, idź swoją drogą. ja mojego ojca już dawno traktuje jak powietrze- gdybym chciała go słuchać to nie wiem co by z tego było. jak dostałam się na studia dzienne to mówił 'idź na zaoczne', jak poszłam na zaoczne to powiedział 'z takimi wynikami powinnas iść na dzienne', czylli jakby się człowiek nie ruszył tak jest źle. Poza tym sam studiów nie skończył, nigdy nie doświadczył co to znaczy pogodzić pracę ze studiami więc moim zdaniem nie ma prawa głosu i tyle- mam to w nosie co mówi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
03 lip 2014, 10:36

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

przez dunkelheit666 10 lip 2014, 13:52
Właśnie problem jest w tym, że studiuję filologię ze specjalizacją turystyczną, w programie mam bardzo intensywną naukę 4 języków obcych, więc system zaoczny nie jest w ogóle możliwy na tym kierunku. Większość zajęć to ćwiczenia, których nie mogę opuszczać bo muszę je odrabiać, więc nie mam opcji na podjęcie pracy... Myślałam o tym, żeby odłożyć trochę pieniędzy ze stypendium na erasmusa, dodatkowo będę miała stypendium rektora od następnego semestru i zacząć pracę w weekendy, ale boję się, że wtedy po prostu nie wyrobię fizycznie.... teraz już jestem strasznie przemęczona, dzień w dzień intensywna nauka 4 języków obcych (straszny mętlik w głowie), oczywiście pozostałe przedmioty i nauka w domu. Teraz są wakacje i mimo, że powinnam trochę odpocząć to i tak ciągle się uczę, sama siebie w ten sposób męczę, ale nie mogę odpuścić bo mam wyżerające mnie od środka wyrzuty sumienia gdy to zrobię. Wytrzymałam już 23 lata, mam nadzieję że pare jeszcze dam radę, ale jest mi bardzo bardzo ciężko, szczególnie, że nie mam żadnych przyjaciół (ale na to nie będę narzekała, bo to z własnej winy i własnego wyboru, może podyktowanego jakimiś problemami psychicznymi, ale jednak własnego).
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lip 2014, 11:07

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

Avatar użytkownika
przez beast6 10 lip 2014, 14:19
słuchaj, ja też tak mam... studiuje prawo, mam zwalone weekendy,rano do pracy, wieczorem na egzamin, w nocy nauka + plus nauka do pracy... muszę to jakoś pogodzić. też jestem przemęczona, ale musimy to przeżyć. jak będziesz mieć stypendium (a na to też nie każdego stać) to zawsze coś odłożysz, głowa do góry.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
03 lip 2014, 10:36

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

Avatar użytkownika
przez bittersweet 10 lip 2014, 14:29
dunkelheit666, jezeli się uczysz, chyba do 24 roku życia przysługuje Ci utrzymanie od rodziców, w zwiazku z powyzszym alimenty od nich. Teoretycznie nie musisz mieszkac u nich, tylko sie wyniesc i mieszkać samodzielnie otrzymujac alimenty. Nie wiem jednak, czy ma to sens, skoro masz 23 lata i prawdopodobnie niedługo skończysz studia.
W obecnej sytuacji radziłabym Ci sie udac na terapie, aby nauczyc się jak przetrwać mieszkajac z rodzicami, a przy pierwszej nadazajacej sie okazji /zmiana uczelni, studia za granicą/ - po prostu uciekaj z domu :bezradny: dalej, jesli tyle czasu poswiecasz na naukę powinnas dostawac stypendium - może lepiej bedzie wynajac jakiś pokój z kims na spółkę i wegetowac z własnych środków, niz znosic patologie domową ?
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

przez dunkelheit666 10 lip 2014, 16:05
Dziękuję wam wszystkim za przeczytanie, rady i wsparcie, to na prawdę bardzo wiele dla mnie znaczy, szczególnie że pierwszy raz odważyłam się przenieść to wszystko poza wyłączne granice moich myśli!
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lip 2014, 11:07

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

przez tomek76 11 lip 2014, 14:54
Twoi rodzice spaprali sobie życie na własne życzenie i próbują odreagować na Tobie. Postaraj się nie zwracać na nich uwagi. Z takiej córki można być tylko dumnym. Weź się w garść, skończ studia i dbaj o siebie. Będąc tak pracowitą osobą napewno znajdziesz dobrą pracę. Myśle że jeszcze naprawde fajne życie przed Tobą.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
11 lip 2014, 14:13

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

Avatar użytkownika
przez mggabijp 12 lip 2014, 14:17
Uważam, że musisz jak najprędzej się z domu wyprowadzić i zacząć wszystko od podstaw. Tak wiem, że to trudne, ale tak jest że z rodzicami długo się nie wytrzyma... Ja wynoszę się do chłopaka niedługo (mam 22 lata), ale mam koleżankę, która jest w podobnej sytuacji, tyle że nie ma (mam nadzieję) myśli samobójczych i stara się żyć pozytywnie.
Naprawdę przeczytawszy Twoje wyznanie zaczęłam się o Ciebie obawiać, choć Cię nie znam jeszcze. Proszę Cię, weź się w garść, nie daj się rodzicom, oni nic Ci zrobić nie mogą, musisz się na nich uodpornić. Wyjdź do innych ludzi, poznaj kogoś, nie poniżaj samej siebie, a będzie dobrze, uwierz mi - znam to z autopsji! Jesteś pełnoletnia, rodzice nie mają już na Ciebie wpływu. Owszem, wiem, że takie traktowanie jest poniżające i dołujące, ale musisz pokazać IM, że umiesz żyć i bez nich sobie poradzisz. Zobaczysz, jaka satysfakcja będzie, kiedy to zobaczą i będzie im łyso :) Jak ułożysz sobie życie lepiej od nich! Powodzenia, trzymam kciuki za Ciebie, będę się modlić (jestem głęboko wierząca) i dawaj o sobie znać!
...I close my eyes, I tell myself to breathe
and be calm.
Be calm.
I know you feel like you are breaking down.
Oh I know that it gets so hard sometimes.
Be calm...


https://www.youtube.com/watch?v=v4UOPPZVR8E
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
11 lip 2014, 11:47
Lokalizacja
Głęboki dół

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

Avatar użytkownika
przez Olmici 12 lip 2014, 14:54
Dużo dobrej energi przesyłamy do działań! Głowa do góry nie poddawaj się :great: .
Szukaj światła w morzu cieni ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
01 lut 2013, 13:09

chciałam się przywitać i jednocześnie wygadać...

przez dunkelheit666 13 lip 2014, 20:37
Niektórzy ludzie po prostu nie powinni mieć dzieci, bo zamiast tworzyć nowe życie niszczą ten potencjał i przez swoje nieumiejętności wychowawcze hodują takie zombie jak ja. A na prawdę można było tego uniknąć. Mam jedno życie i będę o nie walczyła, chociaż nie ukrywam, jest mi bardzo ciężko. Ale walczyć będę, bo mogę tylko zyskać, a nie chciałabym żeby stan psychiczny zmusił mnie do przegranej walkowerem :)

A co do wychodzenia do ludzi: Zostałam obdarowana przez los także ciężką odmianą choroby skórnej, która sukcesywnie na współ z matką odbierała mi pewność siebie. Aktualnie jestem w bardzo ciężkiej jej fazie, tak że nie jestem w stanie "wychodzić do ludzi", bo podczas kontaktów z nimi myślę tylko o mojej skórze.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lip 2014, 11:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do