Witam

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam

przez niejestdobrze 16 cze 2014, 15:52
Nie mam takiej osoby, której mogłabym powiedzieć wszystko, co do słowa. Nie ufam nikomu na tyle, żeby o tym mówić. Niestety drugi i trzeci krok odpada. Nie chcę z nikim o tym rozmawiać, bo nawet nie ma z kim, a do specjalisty się nie wybiorę.
Jest osoba, która próbowała mnie wesprzeć, ale to też mnie nie zmobilizowało. Nie potrafię się zmusić. To wszystko stało mi się tak obojętne, że nic mnie nie rusza.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 cze 2014, 20:08

Witam

przez mentalvaccine 16 cze 2014, 22:48
Może poza swoimi schorzeniami masz po prostu wyższy próg szczęścia niż inni ludzie. Ja dużo analizowałem swoje życie ostatnimi czasy i doszedłem do takiego właśnie wniosku. Np wiem ,że nie założe rodziny dopóki nie zaczne aktywnie rozwijać swoich zainteresowań, nie zaczne ich rozwijać dopóki nie zgromadze odpowiedniego kapitału itp, bo gdybym to zrobił to przenosiłbym swój ''dobry nastrój" na nich, co wiadomo jakby się skończyło. Dlatego olej rady dobrych wujków którzy ''tam'' byli gdzie się teraz znajdujesz, bo nikt nie zna Ciebie lepiej niż ty sama, a każdy kto tak twierdzi jest zwykłym burakiem. Pomyśl co byś chciała w życiu robić i rozpisz sobie plan działania. Ja tak zrobiłem. W moim przypadku to co uważam że mnie będzie cieszyło to po prostu to co wywołuje we mnie dobre emocje. Nie rób niczego dla kogoś. Przez lata chciałem zmienić swoje życie, żeby inni widzieli jak mi jest dobrze, żeby nie martwić rodziny itp. Stwarzało to pętle depresyjną, ciągłe myśli, że kogoś zawodzę, że świat idzie do przodu. Dzisiaj mam to w dupie. Zaczynam działać tylko po to aby siebie zadowolić, gdy to się stanie może zacznę zadowalać kogoś innego. A jeśli się nie uda mimo szacowalnych upadków i podniesień to skok z mostu bez żadnych skrupułów. Opiszę w jakimś nowym temacie jak ogólnie wygląda mój plan, może ktoś się dołączy, jako że na pewnym etapie system wymaga '' resocjalizacjii " i zwalczania różnych zaburzeń w grupie. Tutaj tylko pierwszy etap :

Pokonanie niechęci do działania:
Normalnie nie mam chęci do wstawania,do czegokolwiek. Dlatego załapałem się na start do jednej z gorszych robót fizycznych jakie może wykonywać człowiek z moimi zaburzeniami:
pył, smród, zmęczenie,upał, monotonia; ogólnie nie ma minuty abym nie chciał zwymiotować. Do tego prawie sami bezzębni ludzi, którzy mimo że całkiem w porządku, to ni /cenzura/ nie da się zrozumieć o czym dyskutują (może tylko ja nie rozumiem). Postanowiłem więc, że przepracuje tam dwa i pół miesiąca. Oto co zyskuję:
-Wyrabiam sobie nawyk ''robienia'' czegokolwiek
-Spłacam cholerne chwilówki które nie myśląc zaciągnąłem
-Po okresie ''mało komfortowej'' pracy znajdę inną, która w porównaniu z tą pierwszą będzie przyjemnością, a nawet jeśli nie to przynajmniej będzie akceptowalna co automatycznie powoduje wzrost zadowolenia.
-Po wymuszonych konaktach z ludźmi z pracy, zaczynanie kontaktów z ''normalnymi''(wiem brzmi to strasznie) ludźmi nie będzie stwarzał już takich problemów; dokładnie jak w przypadku pracy.
-W międzyczasie sobie biegam więc kondycja sie poprawia i od przyszłego tygodnia zwiedzam sobie miasto którego wogóle nie znam, mimo że w nim mieszkam ponad 20 lat.

Zrób sobie taką samoanalize i rozpisz plan. Może kiedyś się wymienimy doświadczeniami.

-- 16 cze 2014, 22:49 --

Może poza swoimi schorzeniami masz po prostu wyższy próg szczęścia niż inni ludzie. Ja dużo analizowałem swoje życie ostatnimi czasy i doszedłem do takiego właśnie wniosku. Np wiem ,że nie założe rodziny dopóki nie zaczne aktywnie rozwijać swoich zainteresowań, nie zaczne ich rozwijać dopóki nie zgromadze odpowiedniego kapitału itp, bo gdybym to zrobił to przenosiłbym swój ''dobry nastrój" na nich, co wiadomo jakby się skończyło. Dlatego olej rady dobrych wujków którzy ''tam'' byli gdzie się teraz znajdujesz, bo nikt nie zna Ciebie lepiej niż ty sama, a każdy kto tak twierdzi jest zwykłym burakiem. Pomyśl co byś chciała w życiu robić i rozpisz sobie plan działania. Ja tak zrobiłem. W moim przypadku to co uważam że mnie będzie cieszyło to po prostu to co wywołuje we mnie dobre emocje. Nie rób niczego dla kogoś. Przez lata chciałem zmienić swoje życie, żeby inni widzieli jak mi jest dobrze, żeby nie martwić rodziny itp. Stwarzało to pętle depresyjną, ciągłe myśli, że kogoś zawodzę, że świat idzie do przodu. Dzisiaj mam to w dupie. Zaczynam działać tylko po to aby siebie zadowolić, gdy to się stanie może zacznę zadowalać kogoś innego. A jeśli się nie uda mimo szacowalnych upadków i podniesień to skok z mostu bez żadnych skrupułów. Opiszę w jakimś nowym temacie jak ogólnie wygląda mój plan, może ktoś się dołączy, jako że na pewnym etapie system wymaga '' resocjalizacjii " i zwalczania różnych zaburzeń w grupie. Tutaj tylko pierwszy etap :

Pokonanie niechęci do działania:
Normalnie nie mam chęci do wstawania,do czegokolwiek. Dlatego załapałem się na start do jednej z gorszych robót fizycznych jakie może wykonywać człowiek z moimi zaburzeniami:
pył, smród, zmęczenie,upał, monotonia; ogólnie nie ma minuty abym nie chciał zwymiotować. Do tego prawie sami bezzębni ludzi, którzy mimo że całkiem w porządku, to ni /cenzura/ nie da się zrozumieć o czym dyskutują (może tylko ja nie rozumiem). Postanowiłem więc, że przepracuje tam dwa i pół miesiąca. Oto co zyskuję:
-Wyrabiam sobie nawyk ''robienia'' czegokolwiek
-Spłacam cholerne chwilówki które nie myśląc zaciągnąłem
-Po okresie ''mało komfortowej'' pracy znajdę inną, która w porównaniu z tą pierwszą będzie przyjemnością, a nawet jeśli nie to przynajmniej będzie akceptowalna co automatycznie powoduje wzrost zadowolenia.
-Po wymuszonych konaktach z ludźmi z pracy, zaczynanie kontaktów z ''normalnymi''(wiem brzmi to strasznie) ludźmi nie będzie stwarzał już takich problemów; dokładnie jak w przypadku pracy.
-W międzyczasie sobie biegam więc kondycja sie poprawia i od przyszłego tygodnia zwiedzam sobie miasto którego wogóle nie znam, mimo że w nim mieszkam ponad 20 lat.

Zrób sobie taką samoanalize i rozpisz plan. Może kiedyś się wymienimy doświadczeniami.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
22 maja 2014, 11:03

Witam

przez Linkaaa 17 cze 2014, 01:12
nie ma prostych recept, nie ma jednej metody. to nie grypa. tak jak kazdy czlowiek jest inny tak tez inaczej to przechodzi i innych metod potrzebuje.
ale izolowanie sie to nie jest najlepsze wyjscie. umysl cialo i emocje sa polaczone, jak sie czujesz zle to i nic dobrego sobie nie powiesz. ja tez kazalam sobie byc silna, mowilam ze sobie sama poradze itp itp. a prawda taka ze dosrywalam sobie na kazdym kroku bo nie bylam taka jak "powinnam" bo sie nie zmienailam. i w ten sposob pograzalam sie jeszcze bardziej.
najsilniejsza rzecza jaka zrobilam bylo przyznanie sie ze nie jestem silna, i ze nie musze byc
szukanie pomocy nie jest slaboscia, nie ma nic zlego w terapii, nikt tam nie bedzie cie ocenial ani mowil ci jak masz zyc. dobry terapeuta pomoze ci poznac siebie i spojrzec na siebie życzliwszym okiem. dopiero z tego miejsca mozna sie naprawde zmieniac
to forum jest fajne, pomaga
ale nie zastapii leczenia/ terapii
pozdrawiam
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
15 cze 2014, 20:39

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witam

przez niejestdobrze 17 cze 2014, 09:00
Mentalvaccine, nie chcę planować, bo wiem, że tych planów nie zrealizuję. Poza tym naprawdę mi się odechciało coś zmieniać. Twoje metody pewnie są dobre, ważne, że Tobie się udało.

Linkaaa, wiem, że nie ma jednej metody, niestety muszę znaleźć jakąś dla siebie i szukam między innymi tu. Ja już przyznałam się, że nie jestem silna, jestem tego świadoma. Nie uważam, że szukanie pomocy jest słabością, po prostu nie uważam, że potrzebuję profesjonalnej pomocy. Nie chcę chodzić na żadne terapie, wątpię żeby były mi potrzebne. Chciałam jakoś sama sobie dać radę, a czy mi się uda to się okaże. Tak, czy inaczej, nigdzie się nie wybieram na chwilę obecną.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 cze 2014, 20:08

Witam

Avatar użytkownika
przez nieboszczyk 17 cze 2014, 11:28
niejestdobrze napisał(a): To, że ktoś jest chory nie oznacza, że musi zostać sam. Znam wiele przypadków i Ty pewnie też, w których osoby chore nie zostały same, mają kogoś, kto je wspiera, kto pomaga im walczyć. Jeżeli są nieuleczalnie chore to zawsze mają u swego boku osobę, która będzie z nimi do ostatnich chwil. Nie można stwierdzić, że ludzie zdrowi olewają ludzi chorych, bo będzie to błędne stwierdzenie. Jest wiele osób chętnych do pomocy, więc jeszcze raz powtórzę, nie można powiedzieć tego ogólnie.

bzdura.każdy chory przeszkadza światu i zdrowym,rodzinie,każdy chory denerwuje.ileż to matek mówi z rozbrajającą szczerością że gdyby było zdrowe to bym zabrała do domu i kochała nie mówiąc o społeczeństwu.jak myślisz skąd wzieło się motto "chcesz żyć?pracuj!nie masz czym?zdychaj! i problem uroczyście rozwiązany.z ogólnym dobrem dla wszystkich"więc nie pleć bzdur że kalecy mają kogoś u boku który do końca życia będzie spod nich gówna wybierał i pomagał walczyć.kto zdrowy dał by sobie zmarnować życie z kaleką czy terminalnie chorym?tu właśnie jest automatycznie samotnośc na deser jak grom z jasnego nieba.a zdrowy jak niechce towarzystwa i być popularny to wystarczy że powie "spadaj"to zawsze działa.
psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają samotnie.podobnie jak narkomani.narkomani umierają w jakimś śmierdzącym sraczu a psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają za murami obozów psychiatrycznych we własnych odchodach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7867
Dołączył(a)
29 wrz 2008, 20:28
Lokalizacja
z trumny z peryskopem

Witam

przez niejestdobrze 17 cze 2014, 14:10
Nie, nie każdy chory przeszkadza światu. Jeśli ktoś jest chory to niekoniecznie musi oznaczać, że jest niekochany, czy nielubiany. Przecież takich ludzi też da się pokochać. Albo ludzie, którzy kiedyś byli zdrowi, przecież Ci, którzy są im wierni kiedyś ich znali, prawda? Wiedzieli jacy byli kiedyś i to, że ktoś nagle zachorował nie znaczy, że stał się głupi, czy niewarty kochania. Wiadomo, ludzie inaczej obchodzą się z takimi osobami, wykazują niezrozumienie w ich kierunku, ale są jeszcze tacy, którzy do tej grupy nienależą.
Niestety, ale zaprzeczę Twoje stwierdzenie o tym, że nikt nie chciałby marnować sobie życia z kaleką. Taka osoba też zasługuje na miłość i niewątpliwie ją otrzymuje od kogoś bliskiego. Myślisz, że jeżeli ktoś jest choy to nie ma uczuć, czy nie można go lubić? Jesteś w błędzie.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 cze 2014, 20:08

Witam

Avatar użytkownika
przez nieboszczyk 18 cze 2014, 13:55
owszem nie każdy stał się głupi kiedy nagle zachorował.każdy stał się uciążliwy i przeszkadza kiedy nagle zachorował.nie można pokochac czy polubić uciążliwego kaleki bo za co?za to że istnieje i jest mu zle?osobnik taki tylko wymaga opieki i zajmuje łóżko,zatruwa powietrze oddychając patrząc na to okiem społeczeństwa.owszem znajdą się ludzie którzy zechcą być z kaleką dopóki doputy będzie on słono płacił ża towarzystwo,za wynoszenie śmieci,za mycie,za przewijanie a jak więcej dopłaci to może doczeka się odwiedzin i paczuszek w szpitalu.ale wszystko do czasu.kiedy ta osoba znajdzie lepiej płatną pracę to qńc i love you i koniec sentymentów,koniec złudzeń.owszem każdy kaleka,chory umierający ma uczucia ale co to społeczeństwo obchodzi?tak jak co obchodzi prawo że schizofrenik w świetle prawa niepoczytalny czasami bywa poczytalny?co to obchodzi kata że skazany na śmierć przez zastrzyki z tiopentalu,pankuronium i chlorku potasu że tiopental szybko przestał działać,pacjent wygląda jak martwy ale jest żywy i przytomny ale sparaliżowany nie może się poruszyć,cierpi niewyobrażalny palący ból i się dusi zanim zacznie działać chlorek potasu zatrzymujący serce?co SSmanów obchodziło że niektórzy żydki przyżyli gaz i spłoneli żywcem w krematorium?bo przecież to szarady i liczy się "pierwsze wrażenie"jeśli twierdzisz że każdy kaleka,rakowiec,chory psychicznie zasługuje na miłośc i przyjazń to niech państwo przydzieli z urzędu panienkę do szpitala psychiatrycznego,hospicjum,DPS,ZOL żeby umiliła wegetację chorym psychicznie rozpaczliwie samotnym lub umieranie w hospicjach rakowcom.
psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają samotnie.podobnie jak narkomani.narkomani umierają w jakimś śmierdzącym sraczu a psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają za murami obozów psychiatrycznych we własnych odchodach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7867
Dołączył(a)
29 wrz 2008, 20:28
Lokalizacja
z trumny z peryskopem

Witam

przez niejestdobrze 18 cze 2014, 16:36
Chyba dla każdego, kto był przyzwyczajony do "normalnego" życia nagła choroba jest uciążliwa, nieprawdaż? Ale z czasem człowiek się przyzwyczaja i do życia w sposób obecny. Czy uważasz, że ludzi kocha czy lubi się tylko za sprawność fizyczną? Co z tego, że ktoś jest kaleką, skoro ktoś go kochał wcześniej, albo poznał tą osobę, kiedy zachorowała i okazało się, że jest kimś wspaniałym. Kalectwo nie jest podstawą do dyskwalifikacji z relacji społecznych. Nie wszyscy myślą tak, jak ty, że np. "skoro jest kaleką to nie będę się z nim zadawać, bo to za dużo roboty". Nie wszyscy ludzie pomagają osobom chorym za pieniądze, dla osób, które robią to od serca pieniądze nie grają roli. Spójrz na przykład na wolontariuszy, myślisz, że im przeszkadza stan takich osób? Skoro przychodzą komuś pomóc to chyba jednak nie. Nie przeszkadza im to, że ktoś nie może wstać z łóżka, że potrzebuje pomocy itd, a kontakt potrafią złapać. To nie są ludzie, którzy robią wszystko na siłę, tak jak opisałeś w swojej wypowiedzi. Oni chcą pomóc i tu masz przykład na to, że te chore osoby nie zostały same.
Na miłość, przyjaźń zasługuje każdy, ale weź pod uwagę to, że nie powiedziałam, że każdy je otrzymuje. Takiej propozycji do mnie raczej kierować nie powinieneś, to nie do moich zadań należy. Jednakże znając nasz kraj Twoja prośba raczej by się nie spełniła, nie można oczekiwać cudów. Nie mówię, że w niczym nie masz racji, ale swój subiektywizm mógłbyś czasem przepleść nutą obiektywnych spojrzeń.
Nie wiem dlaczego zaczęliśmy rozwijać ten temat, bo to był wątek o powitaniu, a nie o skazanych na samotność. Myślę, że nie ma co kuć tej dygresji dalej, bo każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie i nikt nie powiedział, że musi być ono zgodne ze zdaniem oponenta.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 cze 2014, 20:08

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do