Hej :)

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Hej :)

przez CrystalSpirit 14 maja 2014, 09:22
Cześć wszystkim :) Na przywitanie powiem, że mam 18 lat a od 3 cierpię na nerwicę najprawdopodobniej lękowa. Bardzo się boję iść z tym do pychologa, nie wyobrażam sobie mówić komuś o tym co mnie dręczy, co zrobiłam. Już lepiej by mi to było napisać. Ponieważ nie znam nikogo z nerwica, chciałam znaleźć tu ludzi, którzy mnie rozumieja i wiedza czym jest nerwica. Niestety mój chłopak nie rozumie tego. Baaaardzo go kocham, to najlepsze co mi się w życiu przytrafiło, mimo, że przez większość czasu nie potrafiłam go docenić. Jesteśmy razem dokładnie 2 lata i 8 miesięcy. Jest inteligentny, dobry - ja się wydzieram, wszystko mnie denerwuje, a on na wszystko spokojnie, czasami tylko też wybucha, ale wcale mu się nie dziwię. Niestety nie czuję się przez niego w pełni wspierana.
Myślę, że objawem mojej nerwicy jest moja "rodzinka". Oczywiście moja mama jest w porzadku. Ojca nie było od 15 lat, dopiero 1,5 roku temu się pojawił i próbujemy budować kontakty, ale dobrze się dogadujemy, jest taki sam jak ja :)
Sadzę, że nerwice złapałam przez babkę. Przez 5 lat mieszkałam z mama we Włoszech, więc nie musiałam jej ogladać, ale byłam jednak mała i sadziłam, że jest dobra. Wróciłam do niej w wieku 10 lat i została moim opiekunem prawnym, bo moja mama musiała mi ciagle zmieniać szkołę a u siebie pracę, powiedziała, że u "babci" bedzie mi lepiej i wygodniej. Oczywiście skad mogła wiedzieć, że mnie też bedzie traktowała tak, jak robiła to z nia. Przecież byłam wnuczka. Do osiagniecia 15 było wszystko ok. Dopiero, gdy już naprawdę zaczęłam dojrzewać, zaczęło się piekło. Nie mogłam wychodzić po 18. Chodziłam w dziurawych, brudnych butach, mimo że ona miała emeryturę, dostawała na mnie pieniadze i emeryturę od jej męża. Mam jej strasznie za złe, że mnie utuczyła, bo teraz gdy schudłam, mam strasznie obwisła skórę. Gotowała tłuste rzeczy, wszystko na smalcu, tłusta szynka, wszystko co tłuste, nigdy nie było w lodówce nawet sałaty. Ja tego nie chciałam jeść, ale skoro nic innego nie było - w końcu pod wieczór strasznie głodniałam i jadłam tego dużo. Starałam się też gotować sama coś chudszego, ale z nerwów jadłam ogromne porcje. Prosiłam ja żeby kupiła cokolwiek, jakieś owoce, warzywa, ale nie. Mdliło mnie od tego tłuszczu. Miałam ogromne kompleksy, czułam się ohydna nie mogłam na siebie patrzeć. Dziś mam bulimię, gdy zjem według mnie zbyt dużo, już wiem, gdzie mam iść po jedzeniu.
Później za to, że miałam 1 zagrożenie z matmy, powiedziała mi, patrzac prosto w oczy, że skończę jak moja matka - zostanę zwykła k***a. a moja mama nie jest żadna k***a, tylko samotna kobieta z wieloma problemami, miała wielu chłopaków, ale nikt jej nie każe mieć tylko jednego w życiu, bo tak wypada. Sytuacje sa różne.
Po tych słowach zabiła już wszystkie nasze relacje. Zaczełam ja ogromnie nienawidzieć. Kłamałam, żeby dostać pieniadze na normalne jedzenie i wiele innych rzeczy. Miała też fioła na punkcie kościoła. Ja nie chciałam chodzić, i od wtedy gdy przestałam tam uczęszczać zostałam pie******ym diabłem. Byłam ubliżana na każdym kroku. W tym roku przestałam starać się w szkole. Nie chodzę, bo nie mam siły na więcej nerwów. Przez to, zamiast spytać, jaki mam problem i ofiarować pomoc, w każdy weekend ok 6 ona udaje, że do kogoś dzwoni i drze się do słuchawki ile sił, aby tylko mnie obudzić, nie zdajac sobie sprawy, że mogłam nie przespać całej nocy bo kołatało mi serce i miałam ataki lękowe. Po co mam jej to mówić, przecież ona już była dla mnie nikim.
Druga częścia rodzinki jest jej maż, ja go żadnym dziadkiem nie chcę nazywać. Ona latala do niego na skargę i gdy przychodził do mnie do pokoju pytał czemu taka jestem itd. Oczywiście mówiłam, że to ona mnie obraża i traktuje jak śmiecia. I poszło, zaczał się wydzierać tak głośno, że i ja zaczełam. Dostałam z 10 razy kablem w udo. Miałam okropne rany. Co było najśmieszniejsze? Że on już stał z tym kablem, miał go przygotowanego. Jego też znienawidziłam. Zaczełam się wszędzie okaleczać.
W końcu moja mama wróciła do Polski gdy ja już byłam w 2 klasie liceum i po 3 awanturniczych miesiacach wyprowadziłyśmy się z jej chłopakiem. To było piękne. Zaczełam się uczyć, byłam spokojniejsza, naprawdę szczęśliwa. Niestety ataki nadal miałam. W końcu mama popadła w długi, bo Marcin ja zostawił a wcześniej pomagał finansowo. Wróciliśmy do babki i zaczęło się wszystko od nowa.
Oczywiście doświadczeń mogłabym wymieniać wiele, ale ten post już jest okropnie długi. Zaczełam pić, palić, nawet paliłam trawę. Upijałam się do nieprzytomności, żeby czuć "luz". Oczywiście robiłam z siebie tylko pajaca. Głupoty robione po alkoholu jednak bardziej umocniły moja chorobę. Dziś mam 18 lat i jestem w rozsypce. Chciałam tak bardzo śpiewać, ale ucięto mi skrzydła. Chciałam być wzorowa uczennica, ale zaniemogłam. Codziennie leżę w jednym miejscu i nie mogę się ruszyć. Wszyskiego mi się odechciewa. Na sen biorę mocne leki jak hydroksizinum ( nie wiem, jak to się pisze) bo tylko one mnie mocno usypiaja i odpreżaja.
Wybaczcie mi ten monolog, nie wiedziałam gdzie to wszystko z siebie wyrzucić. Może ktoś bedzie miał ochotę to przeczytać, może ktoś ma podobnie. Ja się czuję lżej, trochę łez poleciało, ale czasami staram się walczyć, przynajmniej dla mojego faceta, ale czasem nerwica i depresja sa silniejsze.
Pozdrawiam wszystkich ;)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
14 maja 2014, 08:05

Hej :)

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 14 maja 2014, 12:49
Witaj CrystalSpirit!

Niewątpliwie Twoja sytuacja nie należy do najłatwiejszych i bardzo Ci współczuję tego, czego doświadczyłaś. Postaraj się jednak spojrzeć na swoją aktualną sytuację od strony tego, co możesz zmienić. Wcześniej byłaś zależna od swoich opiekunów, matki, babki, ale teraz jesteś pełnoletnia, masz 18 lat i możesz o sobie samej decydować. Zdaję sobie sprawę, że życiowe doświadczenia wywarły na Tobie negatywny wpływ i teraz borykasz się z różnymi problemami natury emocjonalnej. Wspomniałaś jednak o chłopaku, na którego możesz liczyć. Może razem z nim mogłabyś pomyśleć o uniezależnieniu się? Poszukaj dla siebie wsparcia (w centrach interwencji kryzysowej, w poradniach zdrowia psychicznego, w ośrodkach pomocy społecznej, o pomoc psychologiczną możesz pytać, dzwoniąc pod darmowe telefony zaufania, np. http://www.psychologia.edu.pl/kryzysy-o ... 12163.html). Jeżeli pozwala Ci na to Twoja kondycja, pomyśl o podjęciu pracy. Praca zawodowa miałaby na pewno też wpływ "terapeutyczny". Dzięki niej mogłabyś poczuć się pewniejsza, niezależna, bardziej dowartościowana, nie musiałabyś liczyć tylko na to, co zaoferuje Ci ktoś inny. Zastanów się nad tymi propozycjami. Poddaję je pod refleksję. ;) Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Psycholog
Posty
7564
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do