"Demony przeszłości", czyli nie potrafię być szczęśliwa...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

"Demony przeszłości", czyli nie potrafię być szczęśliwa...

przez caramia 07 kwi 2014, 13:14
Witam wszystkich. Zarejestrowałam się na tym forum ponieważ czuję, że powinnam "coś ze sobą zrobić", bo mam wiele do stracenia... Obecnie moja sytuacja wygląda tak, że obiektywnie rzecz ujmując naprawdę nie powinnam narzekać- jestem zdrowa (odpukać!), jak na nasze warunki mam nieźle płatną pracę i nie najgorzej mi się wiedzie w sensie ogólnym, oprócz tego prawie rok spotykam się z naprawdę cudownym mężczyzną, który jest najlepszym człowiekiem jakiego dane mi było spotkać w moim 31-letnim życiu. Planujemy wspólną przyszłość, dzieci. Niestety nie potrafię poradzić sobie z "demonami przeszłości", jestem pewna że mam nerwicę, niemal pewna że depresję, a nawet czasami podejrzewam i schizofrenię :( . Jestem DDA i DDD, w domu miałam piekło odkąd pamiętam- ojciec pił, bił i znęcał się psychicznie, a mama nie tylko nie broniła, ale i często prowokowała jego agresję wobec mnie. A wszystko to w otoczce "dobrego domu", bo mama była wykształcona i pracowała w budżetówce, a ojciec jest mundurowym i dobrze zarabiał. Nie miałam żadnego wsparcia ani w rodzinie, ani też u obcych ludzi- czy to znajomych, czy "specjalistów" u których przez jakiś czas starałam się szukać jakiejś pomocy. "Specjaliści" narobili mi więcej problemów niż pożytku, ale widać takie były wtedy czasy, że powszechnym było przeświadczenie "dzieci i ryby głosu nie mają", każdy "spec" to we mnie szukał zła i mnie chciał zmieniać, nikt nawet nie zasugerował że dobrze by było gdyby to moja mama zechciała mnie wysłuchać, zrozumieć itd. Znajomi zaś zawsze powtarzali, że "jak ja coś złego zrobiłam/em to też dostawałem lanie"- w końcu zaprzestałam prób uświadomienia im, że między "kosmetycznym" laniem za karę a pastwieniem i znęcaniem się na różne sposoby jest wieeelka różnica... Ogólnie odkąd tylko pamiętam miałam pod górkę- w dzieciństwie przeszłam poważną operację którą ledwo przeżyłam, byłam długo rehabilitowana i chyba przez to (a być może przez mój charakter?) zawsze byłam nieśmiała i nie umiałam odnaleźć się w grupie rówieśników, często miałam jakieś scysje w których występowałam w roli ofiary, a na pomoc czy poradę w domu nie miałam co liczyć (mama miała do mnie pretensje że nie jestem przebojowa, a ona taka była i takiego dziecka chciała). Wczesną dorosłość również miałam nieciekawą. Ojciec wyrzucił mnie z domu, na co mama nie protestowała, a jej "pomoc" ograniczała się do spotkania ze mną w tajemnicy raz na jakiś czas i daniu mi 100-200zł na miesiąc, jeszcze z pretensjami że to dużo (a podkreślę, że w domu panował dobrobyt, np. ojciec kupował zawsze wysokiej klasy samochody z salonów). W wieku 19 lat związałam się z kimś, kto okazał się niemal lustrzaną kopią mojego ojca- czyli pijakiem, tyranem z przerostem ego i psychopatą. Gdy wreszcie po prawie 8 latach udało mi się zakończyć ten "związek", poznałam kogoś w kim pokładałam wielkie nadzieje na rozpoczęcie nowego, szczęśliwego życia, ale on okazał się po prostu ci*** (przepraszam za słowo, ale inaczej nie da się tego określić). Teraz jest zupełnie inaczej- tak jak wspomniałam mam nieźle płatną pracę więc jestem niezależna (a przez 27 lat życia bez przerwy byłam od kogoś zależna), a przede wszystkim moim największym szczęściem jest mój mężczyzna, który mnie kocha i któremu na mnie zależy (jestem tego pewna, a w życiu tylu pozornie bliskich i godnych zaufania ludzi mnie zawiodło, że nie należę już do osób łatwowiernych i naiwnych). W czym więc problem? No właśnie :( . Ciągle dopadają mnie jakieś złe, a wręcz fatalne nastroje, czasami zupełnie bez powodu, a czasami błahostkę potrafię tak wyolbrzymić, że urasta ona do poziomu jakiejś niewybaczalnej rzeczy, robię awantury, histeryzuję, wygaduję jakieś bzdury. Miliony razy obiecywałam sobie, że muszę nad tym panować, że to już się nie powtórzy, ale gdy przychodzi co do czego historia przeważnie się powtarza :( . Bo czy normalnym jest np. wściekanie się, że mój mężczyzna wrócił z pracy o godzinę wcześniej i nie zadzwonił żeby mi o tym powiedzieć??? A mnie po prostu doprowadza do szału "nieposiadanie kontroli", nie lubię niespodzianek (nawet tych pozytywnych), wszystko musi być u mnie "według planu". Boję się, że te dziwne nastroje w końcu zniszczą mój związek, czyli szansę na to, o czym zawsze marzyłam i czego nie miałam- stworzenie kochającej rodziny, związku opartego na miłości, szacunku i zrozumieniu, świadome rodzicielstwo. Wiem, że bardzo szczytny cel sobie postawiłam jako DDA i DDD bez żadnych przykładów wypływających z domu rodzinnego... Do tego moja praca, choć tak jak wspomniałam nie najgorzej płatna, jest strasznie stresująca, szczególnie dla kogoś nieśmiałego i nielubiącego kontaktu z obcymi- a ze względu na specyfikę stanowiska wymaga, i to z setkami dziennie :( . Dodam, że nie mogę z niej zrezygnować ani też zmienić, przynajmniej na razie. Czasem po dyżurze jestem tak wykończona psychicznie i zestresowana, że wybuchają z tego powodu konflikty :( . I tu muszę przyznać, że mój ukochany niestety trochę bagatelizuje, bo jego zdaniem "czym się można tak zmęczyć i zdenerwować siedząc za biurkiem"??? Tyle razy go prosiłam i tłumaczyłam mu, pomaga na jakiś czas a potem znowu "a co ty się tak nie odzywasz" w chwili, gdy po prostu chcę się wyciszyć i złapać trochę oddechu po robocie :/ . No ale nic, przecież nikt nie jest idealny i nie można tego oczekiwać- napisałam to żeby nawiązać do moich napadów złych nastroi. Wiem że wielu ludzi ma o wiele gorzej, wiem też że powinnam być dumna z tego co udało mi się osiągnąć pomimo przeciwności losu i bardzo złego startu w każdy etap życia, wiem że powinnam dziękować losowi za to, że wreszcie, po tylu zawodach na ludziach, dane mi jest być z kimś takim, jak mój mężczyzna. Powinnam jeżeli nie popadać w małpi zachwyt, to chociaż być zadowoloną i w miarę zrelaksowaną- a ja tymczasem jestem kłębkiem nerwów :( . Wiele razy myślałam o jakiejś terapii, ale fakty są takie, że przy moim nieregularnym trybie pracy nie byłabym w stanie wygospodarować zawsze jednego wolnego dnia w tygodniu, to jest po prostu niemożliwe. Najbardziej chciałabym brać jakieś leki na stonowanie moich nastroi, coś co "utrzymywałoby mój umysł na stałym poziomie", bez tych ciągłych "upadków" ("wzlotów" nie przeżywam, nie umiem się jakoś mocno czy długo z czegoś cieszyć, zawsze jest to jakaś taka "statyczna radość"). Oczywiście próbowałam różnych suplementów bez recepty, ale to tak jakby chciał Wisłę kijem zawrócić...
Na koniec powiem, że nie mam pojęcia czego "oczekuję" po napisaniu tego postu, na pewno nie chodzi o jakąś "złotą radę" która by mnie oświeciła, bo wiem że to moje życie i wszystko zależy tylko ode mnie. Niemniej jednak widzę, że nie jestem sama z problemami natury psychicznej, być może lektura forum w czymś mi pomoże- już teraz czuję się jakby lżej, bo w realnym życiu nie mam z kim pogadać o takich rzeczach, z resztą raczej nawet bym nie umiała (kilka razy próbowałam, ale z tym również mam negatywne wspomnienia).
Pozdrawiam serdecznie.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 kwi 2014, 10:34

"Demony przeszłości", czyli nie potrafię być szczęśliwa...

przez psychidae 07 kwi 2014, 15:55
hmmm diagnozę postawiłaś sobie na podstawie internetu czy jakiś lekarz to stwierdził ???
schizofrenii to Ty na bank nie masz, depresji też na 99% nie, ale od stawiania diagnoz jest lekarz psychiatra

co to za praca tak stresująca ??? może warto byłoby rozładować gdzie indziej stres (karate, bieganie, skakanie)
idź do psychiatry on najlepiej pomyśli - wypisze receptę i skieruje na terapię
psychidae
Offline

"Demony przeszłości", czyli nie potrafię być szczęśliwa...

przez caramia 07 kwi 2014, 16:54
"Diagnozę" oparłam na tym, że dwa razy zostały mi przepisane przez dwóch niezależnych lekarzy leki stosowane m.in. przy nerwicy (niestety obecnie mogę przypomnieć sobie tylko Rudotel). Oba przypadki były na przestrzeni kilku lat- pierwszy gdy byłam jeszcze w związku z "klonem ojca", drugi po rozstaniu z facetem w którym pokładałam duże nadzieje (zwanego ci*** ;)). Lekarzom nigdy nie wspominałam nic o trudnym dzieciństwie, zawsze wydawało mi się że jak zacznę rozwijać temat, to czasu wizyty nie starczy, lekarz mi przerwie w połowie i tym bardziej będę upokorzona że w ogóle zaczynałam... I pewnie przez to nie odczułam żeby przepisane leki mi pomogły w jakimkolwiek stopniu, według mnie były za słabe, nie dobrane do tego co mi naprawdę dolega lub po prostu "do kompletu" brakowało terapii właśnie, szczerego wygadania się a nie wiecznego udawania że "tak naprawdę to wszystko ok, tylko czasem nie mam humoru bo facet mnie wkurzył"- u mnie jest to naprawdę coś znacznie więcej niż jakieś tam babskie fochy :( . Ogólnie mam problem żeby się otworzyć przed innymi, najczęściej właśnie udaję jaka to jestem silna, jak sobie doskonale radzę- ciężko jest inaczej, bo na szczerym wyznawaniu tego że jest mi źle wychodziłam zawsze jak Zabłocki na mydle, zdarzało się to tak wiele razy i było tak bolesne, że teraz wolę ukrywać się za taką czy inną maską niż po raz kolejny wtopić w kogoś uczucia i cierpieć (mam tu na myśli fałszywych przyjaciół chociażby, którzy napsuli mi krwi pewnie tyle samo, co nieudolni rodzice).
W pracy najbardziej stresuje mnie to, że mam kontakt z wieloma nieznanymi osobami- dla kogoś nieśmiałego to potrafi być naprawdę ciężkie do zniesienia, szczególnie gdy ma się stanowisko wymagające "podległości" i "służalczości" wobec tych wszystkich "petentów" zawracających głowę :evil: . Doprowadza mnie do szału gdy ktoś się nade mną pastwi słownie, a ja muszę być dla niego miła, bo tego się ode mnie wymaga... Próbowałam uprawiać różne sporty (siłownia, fitness, rower, rolki), ale to mnie męczy jeszcze bardziej, nie czuję żeby dawało mi coś więcej niż wyczerpanie fizyczne.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 kwi 2014, 10:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

"Demony przeszłości", czyli nie potrafię być szczęśliwa...

przez psychidae 07 kwi 2014, 17:09
może popróbuj przez dłuższy czas odreagowywać emocje - po pewnym czasie zmęczenie znika

mnie psychiatra pytał czy ktoś nadużywał alkoholu - myślę że jak ujmiesz to konkretnie w kilku zdaniach to nikt Ci nie przerwie
psychidae
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do