:)

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

:)

Avatar użytkownika
przez k669 14 gru 2013, 01:37
skoro próbuję wszystkiego, to może forum pomoże.
na psychologa mnie nie stać.
witam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
14 gru 2013, 00:59

:)

przez kolekcjoner snów 14 gru 2013, 01:40
A z czym problem?
kolekcjoner snów
Offline

:)

Avatar użytkownika
przez k669 14 gru 2013, 01:43
jakie to miłe, widzieć czyjeś zainteresowanie nawet po takim zniechęcającym przywitaniu :)

prawdopodobnie zostanę okrzyczana, aczkolwiek nie wiem sama z czym mam problem. wydaje mi się, że jest to wszystko po kolei. głównie zaburzenia odżywiania, brak samoakceptacji, początki depresji, złe samopoczucie od bardzo długiego czasu, brak chęci do życia i takie tam, sympatyczne zaburzenia emocjonalne.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
14 gru 2013, 00:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

:)

przez kolekcjoner snów 14 gru 2013, 01:44
A próbowałaś na NFZ? Wydają sie poważne problemy.
kolekcjoner snów
Offline

:)

Avatar użytkownika
przez k669 14 gru 2013, 01:48
właściwie to nie idę do psychologa dlatego, że jestem bardzo sceptycznie do nich nastawiona. jako małe dziecko chodziłam z bólami brzucha, które rzekomo występowały na podłożu psychicznym i jedyne w czym mi pani pomogła to uświadomienie mi, że mam problem. nic więcej.
teraz chodzę na studia, mieszkam w innym mieście z koleżanką, generalnie problemy ze studiami, a raczej z zaaklimatyzowaniem się tam zamieszkały w mojej głowie tak bardzo, że pójście do psychologa byłoby tylko kolejnym zmartwieniem. podejrzewam, że wtedy już kompletnie zabrakłoby mi sił na dalsze funkcjonowanie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
14 gru 2013, 00:59

:)

przez kolekcjoner snów 14 gru 2013, 01:51
To co uważasz, że Ci pomoże skoro tak Cie wiele rzeczy stresuje? Skoro już wiesz, że są problemy to można by je np. poprzez terapie próbować rozwiązać...
Może powinnaś się bardziej przełamać.
kolekcjoner snów
Offline

:)

Avatar użytkownika
przez k669 14 gru 2013, 01:56
sprawa polega na tym, że momentami wydaje mi się, że jestem chora psychicznie i naprawdę potrzebuję pomocy, a prawdopodobnie jutro rano wstanę z przeświadczeniem, że głupia jestem, że w ogóle myślę, że potrzebuję pomocy. i nagle wszystko będzie okej.
tak samo pewnie jutro będzie mi głupio, że w ogóle odważyłam się zarejestrować na tym forum i będę chciała skasować to konto, bo przecież mi nic nie jest.
nie wiem, to wygląda trochę tak jakbym sama próbowała wyprzeć ten problem. jednocześnie wiem, że jest coś nie tak ale nagle jakby odzywał się we mnie głos, żebym sobie dała spokój i że przecież wszystko jest okej.
btw, założyłam to konto też po to, żeby w końcu pogadać z kimś nieznajomym, który kompletnie mnie nie zna a się mną przejmie. rozmawianie o tym z moimi obecnymi znajomymi nie miałoby sensu, nikt by się tym nie przejął na tyle, żeby chcieć mi pomóc. więc wolę, żeby nikt nie wiedział.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
14 gru 2013, 00:59

:)

przez kolekcjoner snów 14 gru 2013, 01:58
Ale tak racjonalnie patrząc na to jesteś w stanie zdefiniować co jest nie tak i co Ci przeszkadza. To o czymś świadczy. Chyba bardziej boisz się szukać pomocy i mówić o tym co złego się dzieje.
kolekcjoner snów
Offline

:)

Avatar użytkownika
przez k669 14 gru 2013, 02:07
jedynym plusem jest to, że jestem świadoma tego, co jest nie tak. i wiem doskonale co robię źle, jak powinnam postąpić i tak dalej.
pójście do psychologa po prostu wiąże się nie tylko z finansami ale pewnie z wykryciem jakiś zaburzeń, wynalezieniem jakiś innych problemów albo po prostu przyznaniem się do bycia chorą. nie chcę zaczynać brak leków, przechodzić terapii bo obawiam się, że wpadnięcie w takie koło może spowodować, że sama się nakręcę na to że coś mi jest. i zacznę wierzyć w swoje zaburzenia, co spowoduje, że stanę się w stu procentach chora mimo, że teraz mogę mieć tylko jakieś chwilowy kryzys. czy możliwe jest to, że samo przejdzie? albo sama sobie jakoś poradzę z tymi problemami? czy lepiej po prostu iść, póki może nie jest za późno? jak już mówiłam, czasem wydaje mi się, że jest ok a czasem czuję się jakbym była całkowicie oderwana od rzeczywistości, chora psychicznie i już nieuleczalnie po prostu nienormalna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
14 gru 2013, 00:59

:)

przez kolekcjoner snów 14 gru 2013, 02:11
Nawet jak masz wątpliwości to idź. Nic nie zaszkodzi, a może pomóc ewentualnie. Się okaże później.
Często masz takie kryzysy?
kolekcjoner snów
Offline

:)

Avatar użytkownika
przez k669 14 gru 2013, 02:22
ostatnio bardzo często. głównie przez studia.
nie mam znajomych, już dawno porobiły się grupki, ja jak zwykle stoję sama, pod ścianą, gapiąc się w telefon lub po prostu na przechodzących obok mnie ludzi. praktycznie odkąd pamiętam miałam tak, że nie byłam zbyt kontaktową osobą. albo raczej przebojową. nie jestem typem "wow, patrzcie na mnie".
ale jakoś zawsze miałam koleżanki, ludzie, których już znam mnie lubią. problem w tym, że nie dam rady poznać nikogo nowego. nie umiem zawrzeć znajomości, a co gorsze jej podtrzymać.
no więc oglądając tych wszystkich ludzi dookoła, śmiejących się, żartujących ze sobą, gadających na różne tematy i ta świadomość, że oni przecież dopiero co się poznali. jak oni to robią? te myśli doprowadzają mnie do płaczu, wracam do mieszkania tramwajem, często ze łzami w oczach, kapturem na głowie, idę spać, żeby o tym nie myśleć. i tak ostatni miesiąc.

kolejny problem - odchudzanie. przy wzroście 166 ważę 51 kilo. to jest niedowaga. mimo to obsesyjnie liczę kalorie, jem według mnie poprawnie, ale często czuję uczucie głodu. moje dnie głównie opierają się na czekaniu do kolejnego posiłku (każdy co 3 godziny, zgodnie z zaleceniami racjonalnego odżywiania). męczy mnie to gdyż o niczym innym generalnie nie myślę. więc nie dość, że obsesyjnie zamartwiam się studiami na co dzień, to jeszcze dochodzi do tego to odżywianie. co kilkanaście minut sprawdzam, dotykając brzuch, czy przypadkiem nie jest wielki, gdyż kiedy cokolwiek zjem wydaje mi się, że jego obwód się powiększa kilkakrotnie. wiem, to jest już chore.

dodatkowo, obawiam się o to, że mogę mieć problem z kompulsywnym objadaniem się, bo wróciwszy dziś do domu rodzinnego nie robię nic tylko jem wszystko co stanie mi na drodze. poczucie winy jest tak wielkie, że prawdopodobnie dlatego nastąpił kolejny kryzys i moje życie straciło sens. bo zjadłam o kilkaset kalorii za dużo.

przepraszam za takie rozgadanie się, słowa poleciały, bo chyba za długo trzymałam to w sobie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
14 gru 2013, 00:59

:)

przez kolekcjoner snów 14 gru 2013, 02:29
Nie trzeba być przebojową by mieć znajomych. Wystarczy bycie otwartą i miłe podejście do innych. Myślę, że za bardzo się przejmujesz i nakręcasz tym jak nie pasujesz. Jakbyś podeszła do tego na luzie to by było łatwiej. A nic nie łączy tak jak wspólne sprawy. Więc możesz np. o co coś zapytać związanego ze studiami czy wymienić notatki. Z kimś może się nie uda, ale na pewno co najmniej jedna osoba będzie ok ;)

A jaką masz dietę? Wychodzi na to, że myślisz o tym bo jesteś głodna? Może jest to jakaś niedowaga, ale nie straszna.

Zajadasz stres po prostu?
kolekcjoner snów
Offline

:)

Avatar użytkownika
przez k669 14 gru 2013, 02:44
nie wiem sama czy to jest zajadanie stresu czy po prostu rekompensowanie sobie tej całotygodniowej diety. zawsze kochałam słodycze i zaprzestanie ich jedzenia jest straszną męczarnią.nie mam żadnej diety. zaczęłam się odchudzać jakieś pół roku temu i od tej pory bardzo dużo czytałam na temat odżywiania, wyciągając z tego to co najlepsze i po prostu sama sobie dietę ustanowiłam. nie stosuję diet cud, nie odżywiam się wodą i suchym chlebem. jem normalnie, tylko po prostu przeszkadza mi to, że obliczam za każdym razem ile co ma kalorii i czy zdążę to spalić siedząc półtorej godziny na wykładzie. i czy może lepiej iść kilka przystanków na piechotę niż tramwajem, żeby na pewno spalić to co zjadłam.
w ciągu tygodnia udaje mi się doskonale trzymać tej diety, jeść zdrowo i racjonalnie, unikać niezdrowych potraw, które są przecież domeną życia studenckiego. problem pojawia się kiedy wracam do domu na weekend, mama mi dogadza kawą, ciastkami i tak dalej. jedząc jedno małe ciasteczko chcę jej sprawić przyjemność, że doceniam, że się stara i tak dalej. i od tego ciasteczka się zaczyna jedzenie wszystkiego naraz. całe opakowanie tych małych ciasteczek na rozgrzewkę a potem, gdy nikt nie patrzy (bo głupio mi tak co chwilę wyciągać rękę po jedzenie, jak jakiś żarłok) jem wszystko co zobaczę. nieważne czy jest to czekolada, ogórek kiszony, śledź w śmietanie czy kawałek wędliny. nie robi na mnie wrażenia taka mieszanka. przed chwilą mama pojechała do pracy na nocną zmianę, zostałam sama w domu. zjadłam naprawdę o wiele za dużo jak na wieczorny posiłek i ciągle myślę o jedzeniu. w dodatku już kilka razy wstawałam z łóżka, szłam do pokoju i oglądałam się w lustrze i chociaż dobrze wiem, że nie da się obrosnąć tłuszczem w godzinę, właśnie tak się czuję.

a co do tych znajomych, jest jeszcze jeden problem. mianowicie wydaje mi się, że już wszyscy się na mnie poznali i stworzyli sobie obraz mnie jako takiej biednej sierotki, bojaźliwej, stojącej w kącie dlatego boję się zaczynać rozmowy bo jestem pewna, że jak się odwrócę to zaczną się śmiechy czy obgadywanie mnie typu "łał, ona umie mówić" im dłużej taka jestem tym trudniej jest mi się przebić a jak już dochodzi do rozmowy z kimś to zazwyczaj kończę pogawędkę gdy załatwię sprawę, bo nie wiem jak mogłabym dalej ciągnąć temat. wydaje mi się, że ta osoba po prostu nie chciałaby ze mną gadać bo niby po co, jakim cudem miałaby być zainteresowana rozmową z kimś takim jak ja?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
14 gru 2013, 00:59

:)

przez Nortt 14 gru 2013, 02:52
Hmmm, ciekawie gadasz

:>

To wystarczy.
Nortt
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 7 gości

Przeskocz do