nie wiem po co zyje...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

nie wiem po co zyje...

Avatar użytkownika
przez JERZY62 05 lip 2014, 09:14
Ja też nie wiem po co żyje lepiej żeby mnie nie było.
♪♪♪
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9023
Dołączył(a)
08 lut 2011, 22:38
Lokalizacja
50° 0′ 45″ N, 20° 59′ 19″ E

nie wiem po co zyje...

przez lukaas67 05 lip 2014, 12:53
Vitalia napisał(a):
Inga_beta napisał(a):
Powiem ci jeszcze, że przeglądam się swojemu odbiciu, przechodzę obok samochodu i musze zerknąć jak wyglądam. Narcyzm?


Nie, niska samoocena

Może faktycznie to coś podobnego do narcyzmu, ale mamy jakby 2 rodzaje narcyzmu, pierwszy występuje u osoby, która była jako dziecko rozpieszczana, wszytko było jej wolno i w dorosłym życiu uważa, że jest najlepsza, najpiekniejsza, a inni powinni ją podziwiać i spełniać jej zachcianki itp. a drugi rodzaj narcyzmu występuje właśnie u osób z niską samooceną, które skupiają się na sobie i robią wszystko, aby być najlepszymi, najpiękniejszymi, ale w środku wcale tak się nie czują. Poniżej fragment z ksiązki o narcystycznym zaburzeniu osobowości u osób u którym rozwinęło się to zaburzenie z powodu poczucia wadliwości i wstydu.

" ... Większość pacjentów z narcystycznym zaburzeniem osobowości czuje się wybrakowana. Z tego powodu nie pozwalają oni innym ludziom zanadto się do siebie zbliżyć i mają ambiwalentny stosunek do bliskości: tęsknią do niej, a zarazem czują się nieswojo, kiedy jej doświadczają, i wtedy bronią się przed nią. Pacjenci wierzą , że ujawnienie jakiejkolwiek wady będzie dla nich upokarzające i ostatecznie doprowadzi do odrzucenia. Zawsze, kiedy publicznie nie udaje im się sprostać wysokim wymaganiom, popadają z poczucia wielkości w poczucie niższości i czują się zawstydzeni. Takie porażki często prowadzą do depresji lub innych symptomów osi I tj. niepokój lub objawy psychosomatyczne, a zwykle także do dalszych działań na rzecz nadmiernej kompensacji"

A tak całkiem poważnie, to trzeba by było pomyśleć o psychoterapii.

Ps.Na początku tego tematu pisałeś, że już nie masz siły do życia, może dlatego, ze całą siłe wkładasz w bycie doskonałym, cały czas sie spinasz? Mi psycholog powiedzial, że tak na prawdę ludzie nie lubią doskonałych bo się przy nich źle czują, czują się od nich gorsi. Nie ma niczego złego w przeciętności, to przeciętni mają najwięcej prawdziwych przyjaciół, a doskonali są adorowanie, podziwiani, ale czy są lubiani?


Temat założyłem 8 miesięcy temu. Wtedy rzeczywiście miałem takie ciśnienie na bycie najlepszym, że wysiadalem.
Teraz poprostu chce być z siebie zadowolony. Ale nie jestem, ciągle myślę o przyszłości, i nie widzę siebie w niej.
Ciągle mam wrażenie ze mogłem coś zrobić lepiej, szybciej, że marnuje to co mam. Nikt z mojego rodzeństwa niema takich problemów, jest im dobrze jak jest. Ja jestem wiecznie z siebie niezadowolony, ponieważ nonstop chce więcej, lepiej. Itd
Chyba to jest narcyzm, bo najważniejsze dla mnie jest moje, ja, którego nienawidzę, bo jest wybrakowane. Dlatego chce doświadczać sytuacji w których jestem the Best, a unikam takich w których mogę okazać swoją jakikolwiek słabość.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 paź 2013, 19:22

nie wiem po co zyje...

przez Anaszka 18 lip 2014, 15:26
już zauważyłam.....czytałam po nocy i po ciemku wiec łatwo o pomyłkę-mea culpa -przepraszam.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
30 cze 2014, 03:03

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

nie wiem po co zyje...

przez lukaas67 20 lut 2015, 20:24
Witam po raz kolejny.
U mnie trochę się zmieniło. Moje próby bycia coraz lepszym, skończyły sie na tym, ze miałem wypadek samochodowy.
Na szczescie/nie-szczescie nic mi sie nie stalo, oprocz kompletnej demolki w psychice, ktora mialem bardzo slaba. Po wypadku wszystko sie posypalo, sens tego wszystkiego itd, Az zglosilem sie do psychologa. Narazie 2 wizyty i odczuwam pozytywne, ale i wciaz powaracajace negatywne stany emocjonalne. Jednak wielkim bledem bylo odkladanie tej wizyty, dopiero wypadek "zmusil" mnie aby pojsc do psychologa. Teraz tak jakby, od nowa tworze wlasne "fundamenty". Calosc jako "budowla"sie chwieje, ale widze nadzieje. Chociaz nieraz wpadam w zwatpienie, to staram sie jak najwiecej zrobic sam, bez pomocy terapeuty. Zreszta poprosilem tylko o ukierunkownie w dobra strone, moich dzialan, bo sam nieznam tej sciezki, badz nie jestem jej pewien. Tez tak macie na terapi?
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 paź 2013, 19:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: xya43 i 5 gości

Przeskocz do