Witam czy ktoś mi może pomóc?

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam czy ktoś mi może pomóc?

przez cojestzemna 29 wrz 2013, 21:15
Witam, piszę do was z pomocą, ponieważ od zawsze było coś ze mną nie tak a teraz się to nasila.
Zacznę od tego, że mam 19lat - jestem w ostatniej klasie technikum i mam dość różnorodne problemy związane z podłożem psychicznym.
Pierwszy z nim jest nadmierny stres, który ostatnio występuje w dość dużych i mocnych dawkach, co odczuwam na własnym ciele. Po prostu czuję, że mnie to w jakiś sposób zabija.
Stres wrócił po samych wakacjach, kiedy zaczęła się szkoła mam dosyć dziwną wychowawczyni, której nienawidzę chociaż codziennie muszę się do niej miło uśmiechać, ogólnie wpływa na mnie bardzo stresująco, raz w 2 klasie(TECHNIKUM!) czując się za mocno zaatakowany przez nią, poszedłem na zaplecze i spytałem się dlaczego mnie tak traktuje(czułem się wtedy jakby się na mnie uwzięła już nie pamiętam czemu i co dokładniej robiła, ale wiem, że na tej lekcji coś zaczęła gadać o głupich ludziach - co wydało mi się aluzją do mnie) po tym jak zapytałem najnormalniej w świecie zacząłem płakać, ponieważ był to dla mnie bardzo dotkliwy ból, który siedział we mnie już bardzo długo(przez tą całą terrorystkę, nikt jej nie lubi ale nikt nie bierze do siebie tego wszystkiego tak jak ja) I nie był to pierwszy raz kiedy płakałem w sytuacjach, których by "nie wypadało" Kiedyś ćwiczyłem sport ok 3 lat, lecz niestety przez ostatni rok czasu treningów chodziłem na siłę, ponieważ nie chciałem zrobić przykrości trenerowi - głupio było mi po prostu wtedy odejść kiedy zaczęły się wyjazdy na zawody(same wygrane) tak po prostu powiedzieć mu i odejść, trzymałem to w sobie przez rok aż w końcu po 2tyg przerwie się przemogłem i mu o tym wszystkim powiedziałem, że nie miałem już ochoty uczęszczać na treningi od roku i, że chodziłem zmuszając się do tego(rozpłakałem się wtedy ponieważ to była część mojego życia, której poświeciłem trochę czasu i z którą się przywiązałem) Nie była to w ogóle wina trenera, powiedział, że nie ma sprawy i w 15min było po całym krzyku jak o wszystkim porozmawialiśmy - tak jakby nic się nie stało to ja sobie ubzdurałem tą całą historię, że odejdę, kiedy ktoś we mnie inwestuje czas blabla).
Może teraz napiszę od czego rozpoczęło się to cało płakanie, otóż to od sprawy - szkoła podstawowa, kiedy to byłem grubszą osobą i przez całe 6 lat podstawówki ciągle prześladowany przez kilku rówieśników, wtedy był okres kiedy najwięcej płakałem przez to jak inni się ze mnie nabijali, to chyba miało największy wpływ na moją dzisiejszą psychikę(raz jak ktoś mnie wyśmiał w ubikacji a był to mniejszy dzieciak to zacząłem go dusić i teraz pewnie nie postąpił bym inaczej, nienawidzę osób którzy nie widzą krzywdy jaką wyrządzają innym przez własną głupotę) Następnym okresem płakania jakby mogło być inaczej było gimnazjum w której to z takich najgorszych przypadków pamiętam jedynie 3:
1. Na początku roku szkolnego kiedy staliśmy przed klasą "kolega z klasy" zaczął się ze mnie wyśmiewać, oczywiście wykorzystując przy tym wady mojego wyglądu (bycie grubym) wtedy coś go popchnąłem, on mi uderzył z pięści i na tym się skończyło choć to akurat jest najmniej ważne(sprawa z "biciem")
2. Kiedy na, któryś z pierwszych lekcji polskiego nie zgłosiłem NP i dostałem jedynkę, czułem się, że zawiodłem mamę i, że znowu zaczynam naukę najgorzej jak można było(co dziwne nie wydaje mi się, żebym miał jakiegoś ostrego ciśnięcia o naukę w domu - choć teraz tego pewnie nie pamiętam)
3. Trzeci raz był chyba najgorszy była to druga klasa gimnazjum i sam WFista przy całej klasie, zamiast spytać się o imię zawołał do mnie ty grubasku ( przy całej klasie, były nawet dziewczyny, ponieważ był to łączony wf) to było najprzykrzejsze co zdarzyło mi się przez całe gimnazjum, nie wiem czy ja o tym nie wspominałem rodzinie, nie mam pojęcia - nie pamiętam(albo po prostu bałem się, że będę miał przechlapane jak o tym powiem)
Od trzeciej klasy było już normalnie chodziłem już z pół roku na treningi, moja sylwetka się zmieniła była typowo sportowa, nie było powodów do narzekań wszystko szło w dobrym kierunku.
Niestety jak na moje pechowe życie przystało doszedł trądzik, który ciągnie się teraz już 5-6 rok mojego życia( co na szczęście udaje się go wyleczyć, lecz całe policzki będę miał w bliznach - zajebiście...)
Żeby było jeszcze fajniej zaczęły się problemy z zębami dopiero w wieku 18latu stwierdzono u mnie wadę zgryzu przez co mam teraz strasznie starte dolne zęby, a dolną szczękę wysuniętą trochę bardziej od górnej - co ani dobrze nie wygląda, ani nie pomaga z związku ze ścieraniem się zębów.
Niestety nie mogę na razie nic na to poradzić, moja mama teraz pracuję w angli, urodził mi się brat i nie ma tyle funduszy aby ten cały aparat mi wykupić oraz opłacić całe lecenie co razem wychodzi ok. 7tyś złoty...
Mieszkam teraz sam z babcią i tutaj zaczyna się kolejna kwestia rodziny i mojego stresu, mam wujka i ciocie, z którymi jesteśmy blisko ponieważ cały czas mieszkamy koło siebie 2 bloki dalej i którzy mają na mnie destrukcyjny wpływ nie pamiętam od kiedy chyba od technikum zacząłem się stresować z obecności wujka, ciągle wydawało mi się, że naśmiewa się z moich umiejętności matematycznych co wydawało mu się świetnym tematem na zarzucenie rozmowy niekiedy jak z nim przebywałem, zawsze czuje się wtedy napastowany kiedy czegoś nie wiem i tylko się uśmiecha mówiąc, że to przecież proste. Nawet jeśli wiem o co chodzi sam stres związany z sytuacja blokuje mnie całego oraz moje myśli nic nie mogę zrobić, ponieważ tak nieprzyjemna jest dla mnie ta sytuacja. Stworzyła się z tego jakiegoś rodzaju fobia w której zawsze odczuwam stres w kontakcie z nim, drugim osobnikiem jest ciocia, przy której ten stres również zaczął się udzielać, ponieważ czuje, że muszę się jakoś pokazać w ich oczach jaki to ja jestem mądry i w ogóle(ogólnie strasznie szydzą z innych osób, czego bardzo nie lubię a jedyne co mogę w takiej sytuacji zrobić to tylko się uśmiechnąć, ponieważ nie wyobrażam sobie nie wiem im czegoś powiedzieć bo przecież to ja jestem ten głupszy. Ostatnio porozmawiałem z ciocią i po części przekazałem jej co leży mi na sercu przy tym się rozpłakując, zrobiło jej się chyba glupio i też chciała zacząć płakać, mówiłą mi, że zawsze chcieli dla mnie jak najlepiej z powodu tego, że ojciec mnie porzucił jak miałem chyba 6 lat, chcieli mnie nauczy samodzielności itd, a jedyne co ja odczuwałem z ich strony to wymagania i ciągły stres, żeby tylko nie wyjść na głupiego, od tej rozmowy trochę się zmieniło choć i tak samo odczucie kiedy się przy nich znajduje zostało.
Przez nich czuję teraz obowiązek jakieś własnej misji, która miałaby polegać na osiągnięciu czegoś w życiu i pokazaniu im jak bardzo się mylili, że wcale taki głupi nie jestem, że ich przewyższam taka myśl zarodziła się we mnie i żyje od jakiegoś czasu. Kolejnym stresującym etapem w moim życiu było prawo jazdy, którego w końcu nie zdałem, oblałem 2 razy na łuku, pewnie ze stresu ale /cenzura/ już z tym się pogodziłem( gorzej jak teraz jeden znajomy, któremu udało się zrobić prawo jazdy wypytuje się głupio i śmieje, jakby chciał pokazać jaki to on nie jest zajebisty - tak to jest najlepsze określenie)
Nie wiem w jakiej się wychowałem w rodzinie, był dziadek było super ale wtedy byłem mały i jeszcze chudy, to wszystko było idealnie, zmarł z powodu picia alkoholu, następnie był okres mamy i ich chłopaków - piszę o tym bo pewnie to też jakoś wpłynęło na mnie i na to jaki jestem teraz. Z powodu wyrzucenia z pracy mama musiała wyjechać do angli i teraz tam pracuję i przesyła mi pieniądze (nie mam za złe nic mamie, może tyle, że mogła więcej uwagi poświęcać mi w dzieciństwie, żeby do tego wszystkiego nie doszło ale też nie wiem czy to jej wina dlatego nie chce jej osądzać bezpodstawnie)
No i teraz mieszkam sobie sam z babcią no i jak widzicie rodzina nie jest dla mnie żadnym autorytetem choć bym bardzo tego chciał aby ktoś pomógł mi, dał przykład lecz niestety ze strony rodziny już tego nie doznam. Jedyne co dostałem to chorą myśl udowodnienia, że jestem lepszy od wujka i cioci.
Jeszcze zapomniałem dodać, że cierpię na parasusis(nie pamiętam jak to się piszę) tzn nie mogę się wysikać jak wiem, że ktoś w pobliżu na mnie oczekuję( co bardzo ogranicza moje kontakty społeczne i przez co pewnie za bardzo ich też nie pragnę) co jeszcze do problemów to hmm mam problem z kręgosłupem, będę pewnie przechodził rehabilitacje i kontuzje(trwałą) obu barków przez co takie sporty jak siatkówka - nie mam co o nich mysleć po prostu.
Jak widzicie nazbierało się trochę tych brudów i nie wiem naprawdę co mam z tym począć, bardzo proszę o jakąkolwiek pomoc z waszej strony - będę bardzo wdzięczny.
PS: jeszcze taka jedna sprawa jedyna rzecz, która trzyma mnie przy życiu i przez którą nie myślę o walnięciu sobie w łeb jest Mooji, dla zainteresowanych proszę sprawdzić sobie na youtube(nie da się tego opisać)
Przepraszam za ten cały chaotycznie napisany tekst ale naprawdę nie chcę już dłużej czekać, naprawdę potrzebuje jakiejś pomocy, ponieważ teraz gdy zaczęła się szkoła ten stres staje się coraz gorszy...
Dla przykładu stresuje mnie to, że poszedłem na fakultety z rosz. angielskiego, a normalny angielskim mam z naszą wychowawczynią i czuję, że jak się pomylę to zaraz będzie się śmiała, że o tutaj rozszerzenie a nie umie zrobić zadania z książki i przez to dzień wcześniej wypełniam lekcje. Najgorsze jest to kiedy budzę się ze snu pełny spokoju i nagle ten cały stres dnia dzisiejszego na mnie napada, nawet bez myśli co go powoduje on już przychodzi..)
Jeszcze raz proszę o pomoc i jakieś rady, błagam!!

-- 29 wrz 2013, 21:24 --

Zapomniałem jeszcze dodać, że mam jakąś fobie związaną z ochorniarzami, czuje strasznie ich wzrok na sobie choć nie zawsze, najgorzej jak jest to miejsce, które dość często odwiedzam w biedronce jest jeden taki i po prostu nie wiem jak to opisać ale jak już nasze wzroki się spotkają to czuje napięcie, które się wytwarza między nami ja wkurwiony, że chodzi i myśli pewnie, że coś ukradnę (choć nigdy niczego tutaj nie ukradłem, raz batona hmm 8lat temu? pewnie go tu jeszzce nawet nie było) A on odczuwa jakąś dziwną emocje również w moim kierunku, ciągle mi się wydaje, że myśli, że jestem jakimś złodziejem... ( nie umiem tego powstrzymać nawet tłumacząc sobie, że to ja wymyślam ale to wszystko dzieje się samo)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
29 wrz 2013, 20:23

Witam czy ktoś mi może pomóc?

przez Adela 09 lis 2013, 19:11
lęki i fobie a przede wszystkim niskie poczucie własnej wartości. Radzę udać się do lekarza i na psychoterapię aby to wszystko zrozumieć skąd się wzieło, czyli z...zrozumieć dzieciństwo i zaakceptować to. Nie ma na co czekać bo problemy będą się nawarstwiać dnia codziennego. Życzę powodzenia i proszę nie martwić się co inni myślą - to ich problem nie Twój, i zebrać siłę najlepiej uprawiać może jakiś sport siłownia albo biegać można.
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
07 lis 2013, 15:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do