Ciepłe dobry wieczór

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez Josie_86 20 wrz 2013, 23:19
Cześć, mam 27 lat, mam nerwicę i dystymię. Od 8 lat chodzę do psychiatry, zmieniałam ich kilka razy, wcześniej zaczęłam chodzić do psychologa. Chodziłam też na terapię grupową, ale to był koszmar. Psycholog nie pomógł mi w niczym, terapia jeszcze mi zaszkodziła i sama z niej zrezygnowałam. U psychologa nie byłam już daawno, parę lat i nie wybieram się, a u psychiatry, a właściwie tylko po receptę byłam jakieś 2-3 tyg temu. Od kiedy zaczęłam się leczyć przerobiłam najróżniejsze leki, a najdłużej bez leków byłam ok. roku. Aktualnie biorę citalopram i sulpiryd plus nasennie zolpidem. O moich chorobach wie tylko mama i mąż, mama stara się mnie wspierać, a mąż kiepsko sobie z tym radzi, woli zmieniać temat, albo umniejszać to, że źle się czuję. Trudno mi go obwiniać, bo to wynika z jego charakteru, jest bardzo pogodną osobą i nie potrafi zrozumieć stanu, w jakim ja często (albo niemal zawsze) się znajduję. Jednak kiedy bywało ze mną dużo gorzej widziałam, że przeżywa to razem ze mną, pochmurnieje, nie radzi sobie z moją chorobą i teraz unikam tego tematu, bo mam wyrzuty sumienia, że go w to wciągam, zwłaszcza, że nie potrafi mi i tak pomóc. Nie wiem co mogę jeszcze dodać na początek, w sumie i tak chyba sie nadmiernie rozpisałam, mam nadzieję, że ktoś odpowie, nie wiem, może zaraz ucieknę z tego forum, ale może akurat pomoże mi czyjeś zainteresowanie i wymiana myśli, jest mi bardzo ciężko udawać ciągle przed ludźmi, że jest Ok, albo uchodzić za ponuraka i niemowę i nie móc nikomu powiedzieć, jak jest mi źle
Ściskam
J.
jeśli chcesz mnie zatrzymać (spójrz odchodzę)
podaj mi rękę, jeszcze może zatrzymać mnie ciepło twojej dłoni
Avatar użytkownika
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
20 wrz 2013, 22:52
Lokalizacja
Podkarpacie

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez hania33 20 wrz 2013, 23:24
Josie_86, Witaj i nie uciekaj,,tutaj Wszyscy mamy problemy :D
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez Lusesita Dolores 20 wrz 2013, 23:36
Witaj na forum
chodze boso po ulicy


Ketrel 400mg
Solian 800mg
Haloperidol 5mg


opium
Posty
6837
Dołączył(a)
16 cze 2013, 12:25
Lokalizacja
Chaos

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez Josie_86 21 wrz 2013, 08:19
Dziękuję za odpowiedzi:)
jeśli chcesz mnie zatrzymać (spójrz odchodzę)
podaj mi rękę, jeszcze może zatrzymać mnie ciepło twojej dłoni
Avatar użytkownika
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
20 wrz 2013, 22:52
Lokalizacja
Podkarpacie

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez Powietrzny Kowal 21 wrz 2013, 08:28
Bierz mocno pod uwagę Josie, że przedłużony stan zaburzenia jakim jest nerwica bardzo często wpływa bardzo źle na związek (zwłaszcza długoterminowo)
Moje 14 letnie (na pozór nierozerwalne) kontakty z moją partnerką uległy przez to całkowitemu rozbiciu w ciągu 4-5 lat.
Teraz jestem sam. Wiem, że choroba doprowadziła do tego i mając doświadczenie jak to działa - chcę raczej tak pozostać już.
Tylko loty dla lotuffff! xD ;) xD :* :DDDD - https://www.youtube.com/watch?v=NUgcygzQAwM
Posty
2119
Dołączył(a)
18 sie 2013, 23:07

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez Josie_86 21 wrz 2013, 08:52
Chcesz już zawsze być sam?.. Boże, ja tego właśnie się boję, tzn rozpadu związku, nie wyobrażam sobie, żeby małżeństwo mi się rozpadło, jesteśmy dopiero dwa lata po ślubie, i nie chodzi tylko o mnie, ale tez jaki jemu sprawiam zawód, jak musi się czuć, wiedząc, że taką sobie wziął żonę na całe życie, zastanawiam się, czy nie żałuje i czy zmieniłby zdanie, gdyby mógł cofnąć czas i boję się poznać odpowiedź, moje choroby dały mu się poznać podczas przygotowań do ślubu i wesela i wtedy sam też byl bliski załamania, w bardzo kiepskim(jak na jego pogodne usposobienie i pozytywne nastawienie do życia) nastroju, a co jeśli już wtedy przestraszył się wizji życia ze mną i z takim problemami już na zawsze..
Mogę o coś zapytać? Nerwica odezwała się u Ciebie po tylu latach w związku? Czy była obecna cały czas, ale nasiliła się przez te ostatnie 4-5?
Dziękuję bardzo za Twoją wypowiedź
jeśli chcesz mnie zatrzymać (spójrz odchodzę)
podaj mi rękę, jeszcze może zatrzymać mnie ciepło twojej dłoni
Avatar użytkownika
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
20 wrz 2013, 22:52
Lokalizacja
Podkarpacie

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez hania33 21 wrz 2013, 09:38
Josie_86, Nie martw sie nie u wszystkich tak bywa ...moj partner nadal jest przy mnie pomimo nerwicy lękowej..nie opuścił mnie...zalezy od człowieka..zadał mi pytanie czy , jakby on zachorował...bym go zostawiła..ja na to , ze nie...wiec przestań nawet o tym myśleć...odpowiedział...każdy może zachorować..
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez Josie_86 21 wrz 2013, 10:38
Dziękuję Haniu. Widzisz, ja martwię się, bo on myśli, że mi to przejdzie, że leki w końcu pomogą mi na dobre, a wręcz sugeruje mi żebym odstawiła, zawsze kiedy muszę iść do lekarza po kolejne, on ma z tym wielki problem i pyta, czy naprawdę muszę, nie rozumie mnie wcale. Jednym z problemów między nam jest też to, że on myśli, że będziemy sie starać o dziecko, a przy lekach przecież nie mogę, a wiem, że nie odstawię, próbuję teraz zrezygnować chociaż z jednych(ale dla mnie to bardziej z powodu finansów, bo koszty są okropne), ale na pewno nie odstawię wszytskiego. Poza tym, chciałam mieć dziecko, zawsze chciałam i jeszcze rok temu myślałam o tym poważnie, ale teraz boję się tego, nie wyobrażam sobie zostać mamą, boję się ciąży, tego jak hormony dodatkowo wpłyną na mój stan, tego jak moje nerwy będą wpływały na rozwój ciąży i zdrowie dziecka i boję się, że nawet gdybym przetrwała te osiem miesięcy, to potem razem z dzieckiem w pakiecie przyszłaby depresja poporodowa, nie chcę, żeby doszło do takiej sytuacji, że nie będę mogła tym dzieckiem się zająć. Nie chcę już mieć dzieci, a nie potrafię mu o tym powiedzieć
jeśli chcesz mnie zatrzymać (spójrz odchodzę)
podaj mi rękę, jeszcze może zatrzymać mnie ciepło twojej dłoni
Avatar użytkownika
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
20 wrz 2013, 22:52
Lokalizacja
Podkarpacie

Ciepłe dobry wieczór

przez maciekpoznan 21 wrz 2013, 10:44
Hej. Witam.

Ja wiem, jak ta choroba wpływa na związek, moja narzeczona przez chorobę zrezygnowała ze ślubu miesiąc przed. Też w sumie się jej nie dziwię. Osoby zdrowe, nas nie zrozumieją, ale "na szczęście" nie wszyscy są zdrowi i my siebie nawzajem potrafimy zrozumieć.

Trzymaj się!
Offline
Posty
419
Dołączył(a)
03 lip 2013, 16:24

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez hania33 21 wrz 2013, 11:06
Josie_86, Moze sie Tobie polepszyc w ciazy...nie musisz miec zaraz depresji poporodowej...
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez Josie_86 21 wrz 2013, 11:08
Bardzo mi przykro.. A ja nie wiem, czy mój mąż też by nie zrezygnował, gdyby wcześniej dowiedział się, doświadczył moich 'stanów'.. Męczy mnie ta niewiedza..
jeśli chcesz mnie zatrzymać (spójrz odchodzę)
podaj mi rękę, jeszcze może zatrzymać mnie ciepło twojej dłoni
Avatar użytkownika
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
20 wrz 2013, 22:52
Lokalizacja
Podkarpacie

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez agat 7 21 wrz 2013, 11:15
Witaj Josie_86, chciałabym Ci napisać coś optymistycznego , ale niestety... na przykładzie własnego małżeństwa , widzę jak wielki wpływ mają zaburzenia psychiczne nie tylko na osoby nią dotknięte , ale także na ich bliskich :( mój mąż , kiedyś wesoły optymista ,zmienił się w ciągu ostatnich lat , zamknął w sobie , spoważniał. Mimo że jest bardzo kochający i wyrozumiały , wiem jak jest mu ciężko znosić moje zmienne nastroje , depresje , lęki. To wszystko odbija się także na nim , cierpi , bo często czuje się zupełnie bezsilny. Ale ... w życiu generalnie bywa ciężko , są rożne problemy z którymi także w związku trzeba sobie jakoś radzić , macie siebie nawzajem i Waszą miłość . Musisz wierzyć ,że będzie dobrze :smile: Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
129
Dołączył(a)
06 paź 2011, 10:13

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez Powietrzny Kowal 21 wrz 2013, 16:43
Josie_86 napisał(a):Chcesz już zawsze być sam?.. Boże, ja tego właśnie się boję, tzn rozpadu związku, nie wyobrażam sobie, żeby małżeństwo mi się rozpadło, jesteśmy dopiero dwa lata po ślubie, i nie chodzi tylko o mnie, ale tez jaki jemu sprawiam zawód, jak musi się czuć, wiedząc, że taką sobie wziął żonę na całe życie, zastanawiam się, czy nie żałuje i czy zmieniłby zdanie, gdyby mógł cofnąć czas i boję się poznać odpowiedź, moje choroby dały mu się poznać podczas przygotowań do ślubu i wesela i wtedy sam też byl bliski załamania, w bardzo kiepskim(jak na jego pogodne usposobienie i pozytywne nastawienie do życia) nastroju, a co jeśli już wtedy przestraszył się wizji życia ze mną i z takim problemami już na zawsze..
Mogę o coś zapytać? Nerwica odezwała się u Ciebie po tylu latach w związku? Czy była obecna cały czas, ale nasiliła się przez te ostatnie 4-5?
Dziękuję bardzo za Twoją wypowiedź


Nie zakładaj od razu, że tak musi być - ale też miej na uwadze, że ryzyko rozpadu związku podczas chorób na tle nerwowym jest znacznie większe
niż normalnie. Coś jak z ryzykiem wypadku kierowcy statystycznego a rajdowego. Nie jest jakoś ogromnie większe - ale na pewno jest.
Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś się "przestrasza", i jednak rezygnuje ze związku (musiałby być albo lekko niedorozwinięty, albo pospolitym "zmieniaczem kobiet").
Związek w nerwicach/depresjach "umiera" (jeśli już) bardzo powoli i powiedziałbym nawet w pewien sposób z "bezsilnej logiki". Co gorsza - wiele razy okazuje się (o dziwo), że
po zakończeniu takiego związku człowiek wraca dość szybko do całkiem dobrej kondycji (mimo, że związek był w 100% udany i jakkolwiek nietoksyczny, czy coś w tym rodzaju).
Żaden psycholog/psychiatra na tym świecie nie ma pojęcia dlaczego tak się dzieje i w żaden sposób nie ma na to żadnej reguły.
Po prostu żyj sobie najlepiej jak umiesz - wmawiaj (cokolwiek się dzieje), że to tylko choroba nerwowa i za nic nie myśl o tym "kiedy będę mogła odstawić tabletki" - bo nigdy
z tego nie wyjdziesz (ani tym bardziej ich nie odstawisz).
U mnie nerwica przyszła razem z chorobą somatyczną 7-8 lat temu zakładam. A te ostatnie 4 chciałem się przekonać, czy pomysł kupna mieszkania i zamieszkania razem z
partnerką będzie mi w chorobie bardziej pomagał, czy bardziej szkodził. Okazało się przez ostatnie 4 lata, że bardziej szkodził.
Przy czym dodaję, że na milion % Miśka nigdy niczemu nie była winna, pomagała mi jak umiała oraz starała się zrobić wszystko co w jej mocy by
wszystko było OK. Koniec końcem okazało się, że jednak choroba zmusiła mnie do wyboru bycia samemu. I tak teraz będzie. Jak długo - nie mam zielonego pojęcia.
A czy się nasiliła? Nie. Od 2 lat biorę leki, które skutecznie mnie utrzymują przy jako takim życiu, więc to nie porównanie do tego co było 3,4 i 5 lat wstecz. Mimo wszystko
jak czasem dociśnie to se leżę jak bury pies :D

Czymaj się Josiu i powodzenia Obrazek
Tylko loty dla lotuffff! xD ;) xD :* :DDDD - https://www.youtube.com/watch?v=NUgcygzQAwM
Posty
2119
Dołączył(a)
18 sie 2013, 23:07

Ciepłe dobry wieczór

Avatar użytkownika
przez Josie_86 21 wrz 2013, 17:46
Haniu, a Ty masz dzieci? Lub chciałabyś mieć? No tak, ja wiem, że nie mogę zakładać, że będzie źle podczas ciąży i po urodzeniu, ale ta niepewność mnie przeraża, zresztą bliższa jestem myśli, że będzie źle niż dobrze.. Duże znaczenie ma dla mnie też, że moi rodzice(o mamę mi głównie chodzi) mieszkają daleko i odwiedzają nas raz-dwa razy do roku, a chciałabym w tkich chwilach mieć jak największy z mamą kontakt i wsparcie w niej. Na miejscu mieszka teściowa, która jest naprawd kochana i robiłaby dla mnie co mogła, ale ona o chorobie nie wie, a to bardzo zmienia to jak się odbiera czyjąś postawę i zachowanie..

Agat7, u mnie podobnie, moja choroba też tak wpływa na męża - nie potrafi ze mną o tym rozmawiać, a nie ma z kim poruszyć tego tematu (a chciałabym, żeby mógł sie komuś wygadać, namawiam go na spotkanie z psychologiem, ale bezskutecznie), więcej się martwi itd, czego innego oczekiwał po małżeństwie, a tu trafił mu się taki chodzący problem jak ja..

Powietrzny Kowal, dziękuję za miłe słowa. Wydajesz się być bardzo pogodzony ze stanem rzeczy.. A to musi być bardzo trudne rozstać się z kimś po tylu latach, podziwiam, że tak dobrze sobie radzisz po czymś takim i mam nadzieję, że u Ciebie będzie tylko coraz lepiej. Ściskam mocno :*
jeśli chcesz mnie zatrzymać (spójrz odchodzę)
podaj mi rękę, jeszcze może zatrzymać mnie ciepło twojej dłoni
Avatar użytkownika
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
20 wrz 2013, 22:52
Lokalizacja
Podkarpacie

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do