Witam wszystkich serdecznie

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam wszystkich serdecznie

przez galaretka 18 sie 2013, 22:01
Mam na imię Dorota i mam 27 lat. Jak większość z Was, znalazłam się na tym forum z pewną dolegliwością.

Od czego zacząć? Sama nie wiem :(

Moje życie nigdy nie było usłane różami - chociaż większość osób tak właśnie uważała. Ojciec pracujący za granicą, mama, która zawsze czekała w domu z obiadem. Ale czy to wystarczyło - nie, brakowało ciepła domu, miłości.

Ojciec wracający z pracy po wielu miesiącach nieobecności, radość a później piekło kłótni o najmniejszą rzecz... tak właśnie widziałam to ja. Kłótnie kończące się sięganiem po kieliszek przez ojca i wieczne zapewnienia, że się zabije. I ja, dziecko, które boi się zajrzeć do łazienki w nocy idąc siku, bo boi się czy nie zobaczy wiszącego ojca...

Czy później było lepiej ? sama nie wiem...

Piekło zaczęło się dopiero później, a mianowicie choroba mojej mamy. Rak - zdrowa kobieta, która cały ten bajzel trzymała w ryzach zachorowała na raka - 6 miesięcy patrzenia jak ukochana osoba ginie w Twoich oczach a Ty nie możesz nic zrobić... cholerne uczucie! A ja cały czas wierzyłam, że da rade, że z tego wyjdzie, że nie zostawi mnie samej! Przecież miałam dopiero 22 lata :( nie mogłam zostać z tym wszystkim sama. A jednak... po 6 ciężkich miesiącach odchodzi najwspanialsza osoba. Cios! Czy ktoś mnie wspiera ? NIE to ja wspieram każdego ... a co ze mną? A czy kogoś to w ogóle interesowało ? Co do cholery dzieje się ze mną :( NIKOGO! Minęło już dobrych parę lat... a ja dalej w tym tkwię, dalej mam to wszystko przed oczami i ... i ojca, który szuka ukojenia w wódce :(

Później wszystko toczy się jak w zwolnionym tempie, studia, chłopak ... życie codzienne z wielkim żalem w tle.

Dziecko? tak chce mieć dziecko :) i oto w 2009 roku przychodzi na świat mój cudowny, wyczekiwany skarb. Oczywiście, nie mogło obyć się bez przykrości. Budzę się rano po cesarskim cięciu, nie widziałam jeszcze syna, wchodzi Pani Doktor i oznajmia mi, że moje dziecko będzie potrzebowało stałej opieki neurologicznej. Zrobiła z niego potworka, a przecież ja go jeszcze nie widziałam, nie przytuliłam, nie pocałowałam. Przez 4 godziny leżałam sama w sali i ryczałam w przeświadczeniu, że mam chore dziecko. Nikomu nie życzę takiej nie kompetencji lekarza. 3 dni żyłam z przeświadczeniem, że moje dziecko jest chore. Odwiedzałam Go w inkubatorze i zapewniałam przez łzy, że mimo wszystko kocham Go najmocniej na świecie. Bałam zapytać się co Mu tak naprawdę jest. Bałam się okropnie! na 4 dzień... dopiero na 4 dzień wszystko okazało się być w jak najlepszym porządku. Ale to co przeszłam przez te 4 dni to koszmar.

Czas powrotu do domu i ... i uświadamiam sobie, że ja nic nie wiem o dzieciach a nie mam mamy, osoby której tak strasznie wtedy potrzebowałam :(

Uporałam się i z tym! Chociaż było ciężko.

I tak sobie żyłam dalej w ciągłej złości i z wiecznym pytaniem "dlaczego"? W dzień musiałam dawać z siebie 100% a przychodził wieczór i wszystko opadało a ja ? ... a ja wyłam w poduszkę! I tak mi zostało do dziś :(

Rozstanie po 7 latach :(... nigdy sobie nie wybaczę, że pozwoliłam na to. Że zamiast coś ratować ja odpuściłam. Czy byłam dobra przez te 7 lat ? Nie byłam :( miałam straszne napady złości, najmniejsza rzecz doprowadzała mnie do wrzenia. Wiecznie Mu się obrywało. Swoja wewnętrzną złość wyładowywałam na innych. Byłam złym człowiekiem i pewnie jestem nim nadal!

To są chyba wydarzenia, które mnie dobiły.

Później.... później już był tylko gorzej. Każdy postrzegał mnie jako wesołą osobę... ale w środku był wielki ból i cierpienie.
Każdy wieczór to było morze wylanych łez, zdałam sobie sprawę, że przecież do niczego się nie nadaję :(, ogarnął mnie straszny lek przed rakiem! nigdzie się nie uderzyłam, a łokieć bolał mnie przez miesiąc... byłam pewna, że mam raka i zaraz umrę i zrobię to samo swojemu dziecku, odejdę! Te myśli były ze mną jakies 4 miesiące, w tym czasie napisałam wiele listów do mojego dziecka w których przepraszałam Go i zapewniałam, że Go kocham. Chciałam nawet kupić małe drobiazgi, które ktoś w moim imieniu będzie Mu dawał na urodziny... straszne... ale później było jeszcze gorzej :( do bolącego łokcia doszły mdłości, ogromny ból żołądka i strach przed wyjściem z domu. Doszło do tego, że wstawałam rano i nie miałam sił się z niego podnieść, a jak już wstałam to zaraz robiło mi się tak słabo, że zaraz omdlewałam.

Poszłam w końcu do lekarza bo naprawdę myślałam, że umieram.... powiedziałam o wszystkim. O tym, że nie mogę sobie poradzić z samą sobą, nie mogę pozbyć się tych wszystkich złych myśli, że nie mogę pogodzić się ze smiercią mamy. Pani doktor przepisała mi coaxil ( chyba tak się to pisze) po 2 tabletkach wyladowałam na pogotowiu z wrażeniem, że zaraz dostanę zawału, ból i ucisk w klatce piersiowej i wrażenie, że nie mogę oddychać. Lekarz kazał mi to odstawić i spróbować uporać się z tym sama . Rano lustro i mówienie sobie, że wszystko jest ok! Jestem silna i dam rade! Czy pomogło ? Bardzo długo dochodziłam do siebie po tym wszystkim, i długo jeszcze miałam lęki, że zaraz zemdleje.

Wszystko się uspokoiło... ale ja dalej nie potrafiłam czerpać z niczego przyjemności, dalej uważałam, że do niczego się nie nadaję, uważam się za złą matkę, wiele razy miałam ochotę to wszystko zakończyć... bo po co żyć skoro jest się dla każdego ciężarem ? Wiecznie płaczę, nic mi się nie udaje! i tak jest do cholernego DZIS !!!! Wieczny dół, brak radości, piętrzące się myśli... Już nie daje rady :( nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić sama :( nie umiem...

Dzisiaj mam podły dzień, cały przepłakany... dlatego poszukałam takiego forum, gdzie w końcu może ktoś mnie zrozumie :(
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 sie 2013, 21:07

Witam wszystkich serdecznie

Avatar użytkownika
przez borderline.kowalsky 18 sie 2013, 22:23
Witaj.
Niestety nie jestem dobra w pocieszaniu ale dokładnie przeczytałam cały Twój post i jedyne co mogę powiedzieć, że wiele z nas przeżywa bardziej i mniej podobne trudności. Zachęcałabym Cię do kompleksowej wizyty u psychiatry oraz podjęcia terapii. To co piszesz o lekach to niestety często przy początku leczenia farmakologicznego stan albo się pogarsza a dopiero później poprawia albo pojawiają się skutki uboczne które mogą mieć różne objawy.

Ja psychiatrycznie leczę się z przerwami od jakiś 12 lat i przeszłam przez wiele różnych rodzajów leków. Niektóre nie miały większych skutków ubocznych a po niektórych miałam na prawdę bardzo bardzo nieprzyjemne epizody.

Spróbuj skonsultować z lekarzem inny lek.

Uszy do góry, z tego co piszesz jesteś silną osobą i z pewnością przy pomocy dobrego terapeuty uporządkujesz pewne sprawy w swoim życiu :)
Valar Morghulis
Posty
161
Dołączył(a)
26 lut 2013, 22:03
Lokalizacja
Winterfell

Witam wszystkich serdecznie

przez galaretka 18 sie 2013, 22:55
Witaj, właśnie nie jestem... leków się boje panicznie bo wiem co miałam po tamtym, a niby to najsłabszy :( Mam dla kogo żyć ale co to za życie, kiedy nie czerpie się z niego w ogóle przyjemności. A każdy wieczór to morze łez.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 sie 2013, 21:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witam wszystkich serdecznie

Avatar użytkownika
przez borderline.kowalsky 18 sie 2013, 23:09
To co miałaś po tamtym wcale nie musisz mieć po innym. Poza tym często można zaczynać od minimalnej dawki i powolutku zwiększać do docelowej co uchroni nas przed takimi właśnie niepożądanymi objawami ubocznymi. Jednakże leki to jedno a drugie psychoterapia, tylko to pozwala całkowicie uporządkować swoje życie, leki to tylko łatka która pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile.
Valar Morghulis
Posty
161
Dołączył(a)
26 lut 2013, 22:03
Lokalizacja
Winterfell

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do