Hej, witam was wszystkich!

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Hej, witam was wszystkich!

przez Veroni Mineral 26 maja 2013, 14:39
Cześć,
w tym szczególnie dla mnie paskudnym dniu postanowiłam przyłączyć się do Waszej społeczności.
Jestem Veroni i mam 24 lata - od pół roku mieszkam w Warszawie, choć nie wiem jak długo tu zabawię.
Obecnie kończę studia i szykuję się do obrony dyplomu oraz do wejścia w stuprocentowo dorosłe życie (praca, podatki itepe).
Właściwie nie wiem, od czego zacząć... To chyba będzie dobre ćwiczenie przed moją pierwszą wizytą u psychologa.
Podejrzewam, że mam depresję, która kształtowała się we mnie od kilku dobrych lat, a teraz przybrała najwyższą z dotychczasowych form. Całe życie czułam się smutniejsza od reszty moich rówieśników - mój tata był alkoholikiem, z którego to powodu nie doznałam większości uciech charakterystycznych dla dziecięcych lat. Byłam bardzo nieśmiała i zamknięta w sobie - nie chciałam, żeby ktokolwiek dowiedział się o moim problemie i przyznam, że przez kilkanaście lat doskonale mi się to udawało. Nikt nie miał pojęcia. Skutkowało to niestety deficytem znajomych - uchodziłam za dziwaczkę, bo byłam za poważna, nie śmiałam się z tego, z czego śmiali się inni - innymi słowy uczęszczając do drugiej klasy szkoły podstawowej miałam trochę mentalność dwudziestoparolatki. Paradoksalnie czułam się wówczas bardzo dobrze ze swoją osobą - uważałam się za najsilniejszą i najdzielniejszą istotę na świecie. Byłam dumna, że potrafię uporać się jakoś z problemami, których nazw moi równieśnicy nawet nie poznali.

Mniejsza o resztę - każdy, kto zetknął się z problemem alkoholu potrafi sobie wyobrazić, jak wyglądały szczegóły. Nadszedł jednak dzień, w którym mój tata udał sie na leczenie i po wielu perypetiach udało mu się wyjść z nałogu.
I tu z nagła zaczęły się schody. Przyznam, że straciłam grunt pod nogami i musiałam na nowo ustalać wyznacznik mojej wartości. Nie udało mi się to chyba do dziś.

Wybrałam się na studia artystyczne, gdzie na szczęście w końcu poznałam kilka wspaniałych osób. Niestety, nie byłam za to szczególnie udanym materiałem na artystkę - szybko okazało się, że jakakolwiek krytyka (a w tego typu szkołach egzamin zdawały nawet te usiane wulgaryzmami i niewybrednymi epitetami) rujnuje (tak, nie uszkadza - rujnuje) mój światopogląd, poczucie własnej wartości, nadzieje... Zawsze porównywałam się do innych, ale wtedy przybrało to niezdrową formę zazdrości. Zazdroszczę wszystkim, bo mam tą dziwaczną tendencję znajdywania przepięknych rzeczy w nawet najgorszym człowieku (nie tyczy się to mnie, rzecz jasna). Jestem wybitnym słuchaczem i pocieszaczem, mogłabym zarabiać na tym miliony. Oczywiście wszystko to odbywa sie kosztem mojej własnej energii życiowej. Widząc światełko w tunelu u innych kompletnie nie widzę go u siebie. W dodatku nie znalazłam osoby, która pocieszyłaby w zamian mnie. Miałam jeszcze do niedawna chłopaka, który był bardzo ciepłą osobą, ale i on (mam wrażenie) nie rozumiał do końca tego, co się ze mną dzieje.

Miesiąc temu rozstaliśmy się. Wyprowadziłam się z naszego wspólnego mieszkania w dwa dni. Nic złego się nie stało - po prostu uznałam pewnego poranka, że muszę to zrobić i tyle. On miał problemy ze swoją pracą, ja miałam problemy ze znalezieniem jakiejkolwiek dla siebie (nawet do pracy za darmo musiałam przechodzić 3 etapy rekrutacji). Nie mogę zabrać sie do dyplomu - po co, skoro nie umiem. Skoro nie będzie to nic odkrywczego i ciekawego, a jak napisze połowę to mój promotor karze mi ją wyrzucić i napisać od nowa. Przede wszystkim po co mam się bronić, skoro w przypadku mojego zawodu papierek nie liczy się choćby w 1/10 tak, jak doświadczenie w branży?
I teraz siedzę w moim cudnym, pomalowanym na niezrozumiałe dla mnie kolory pokoju i nie robię absolutnie nic. Nic mi się nie chce, na nic nie mam ochoty i w niczym nie widzę sensu. Chodzę codziennie do sklepu po zakupy spożywcze, po czym układam je precyzyjnie na półkach, a potem nawet ich nie tykam. Po raz pierwszy jestem w stanie tak złym, że tracę apetyt (należę raczej do miłośników jedzenia). Nie mogę spać do 3 w nocy, a gdy już zasnę, to śnią mi się same koszmary. Znajoma dała mi blister Pramolanu (wiem, wiem, bez lekarza, konsultacji itepe...), który właśnie dzisiaj mi się skończył. Czekam na wybuch. Próbuję zapchać sobie czas różnymi obowiązkami - zapisałam się do wolontariatów, spotykam się z ludźmi poznanych przez portale typu wymiana umiejętności, bazgrzę sobie rysunki, grafiki itp. Czyli jednak udaje mi się jeszcze coś zrobić, ale jest to kompletnie puste. Nie odczuwam żadnych emocji przy robieniu tych rzeczy. Ani dobrych, ani złych na szczęście. Jestem kompletnie obojętna. Podejrzewam, że gdyby ktoś zorganizowałby dla mnie pokaz fajerwerków i napoił mnie nutellą, to mój wyraz twarzy nie zmieniłby sie ani trochę, tylko pozostałby taki:

:I

Dzisiaj dzień matki. Zadzwoniłam do mojej mamy i wysłuchałam, jaka jest zmęczona i zdenerwowana. Po odłożeniu słuchawki popłakałam się jak bóbr.
Jest mi tak wstyd za siebie. Tak mi żal moich rodziców, których córka wyrosła na niezrównoważoną emocjonalnie osobę, która nigdy (jak tak dalej pójdzie) nie będzie w stanie odwdzięczyć im się za trud wychowania i ogromne ilości pieniędzy, które złożyli na moją bezowocną edukację.
Nie myślę o popełnieniu samobójstwa, ale gdy stałam ostatnio w kolejce do kasy w banku wyobraziłam sobie, że ktoś na ten bank napada. W pewnym momencie coś idzie nie tak i bandyci zaczynają strzelać na oślep, w wyniku czego dostaję kulkę w łeb.
I uśmiechnęłam się do tej myśli.

Dziekuję wszystkim, którzy to czytaja, bo trochę się rozpisałam - nawet nie wiem, czy otworzyłam ten wątek w dobrym miejscu, przepraszam z góry za utrudnienia :) Trochę mi lepiej.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
26 maja 2013, 13:35

Hej, witam was wszystkich!

Avatar użytkownika
przez Keraj 26 maja 2013, 16:21
cześć Veroni Mineral :) Witaj na forum. Takie "wygadanie się" pomaga, sam to wiem. Wszystkiego dobrego. pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
314
Dołączył(a)
22 paź 2012, 19:04
Lokalizacja
wlkp

Hej, witam was wszystkich!

przez TAO 26 maja 2013, 16:33
Veroni Mineral napisał(a):
Dzisiaj dzień matki. Zadzwoniłam do mojej mamy i wysłuchałam, jaka jest zmęczona i zdenerwowana. Po odłożeniu słuchawki popłakałam się jak bóbr.
Jest mi tak wstyd za siebie. Tak mi żal moich rodziców, których córka wyrosła na niezrównoważoną emocjonalnie osobę, która nigdy (jak tak dalej pójdzie) nie będzie w stanie odwdzięczyć im się za trud wychowania i ogromne ilości pieniędzy, które złożyli na moją bezowocną edukację.
Nie myślę o popełnieniu samobójstwa, ale gdy stałam ostatnio w kolejce do kasy w banku wyobraziłam sobie, że ktoś na ten bank napada. W pewnym momencie coś idzie nie tak i bandyci zaczynają strzelać na oślep, w wyniku czego dostaję kulkę w łeb.
I uśmiechnęłam się do tej myśli.

Dziekuję wszystkim, którzy to czytaja, bo trochę się rozpisałam - nawet nie wiem, czy otworzyłam ten wątek w dobrym miejscu, przepraszam z góry za utrudnienia :) Trochę mi lepiej.


Przede wszystkim nabierz dystansu do Matki. To co zrobiła to kazirodztwo emocjonalne!!!
NIE JESTEŚ JEJ NIC WINNA
To co zrobiła i co pewnie od dawna (zawsze robi) to karmi Cię swoim goownem.
Nie dziwi mnie, że jesteś w takim stanie.
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Hej, witam was wszystkich!

przez Dominika89 26 maja 2013, 16:38
ja też właśnie zarejestrowałam się na forum. :] Jestem w podobnym wieku , tzn własnie kończę studia -farmacje , powinnam pisać pracę magisterską ale obrona jednak na wrzesień o ile się zbiore . promotor pewnie będzie mną gardził , już chyba jest w tej fazie. Czuję się zagubiona i samotna. Taki stan rzeczy utrzymuje się od ok października, kompletna amotywacja. Mieszkam z rodzicami i bratem, upijam się ok 3 razy w tygodniu , wszystko się wali. Najgorsze że to ja wszystko zepsułam , swoje życie , tzn . dalej jestem na etapie psucia własciwie. Fajnie że chociaz nie jesz to schudniesz:P Może potrzebujesz jakichś silnych wrażeń żeby odżyć. Nie wiem czy to pomaga ale moze jak zrobisz coś co podniesie ci adrenalinę znajdziesz energię na pójście do przodu . Chociaż pewnie to tak nie działa
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 maja 2013, 16:29

Hej, witam was wszystkich!

przez Depresyjny :( 26 maja 2013, 17:49
witaj i uważaj na mnie bo jestem totalnym psycholem. O dualistycznej osobowości, więc ostrzegam.
Depresyjny :(
Offline

Hej, witam was wszystkich!

przez Veroni Mineral 26 maja 2013, 18:30
TAO napisał(a):
Veroni Mineral napisał(a):
Dzisiaj dzień matki. Zadzwoniłam do mojej mamy i wysłuchałam, jaka jest zmęczona i zdenerwowana. Po odłożeniu słuchawki popłakałam się jak bóbr.
Jest mi tak wstyd za siebie. Tak mi żal moich rodziców, których córka wyrosła na niezrównoważoną emocjonalnie osobę, która nigdy (jak tak dalej pójdzie) nie będzie w stanie odwdzięczyć im się za trud wychowania i ogromne ilości pieniędzy, które złożyli na moją bezowocną edukację.
Nie myślę o popełnieniu samobójstwa, ale gdy stałam ostatnio w kolejce do kasy w banku wyobraziłam sobie, że ktoś na ten bank napada. W pewnym momencie coś idzie nie tak i bandyci zaczynają strzelać na oślep, w wyniku czego dostaję kulkę w łeb.
I uśmiechnęłam się do tej myśli.

Dziekuję wszystkim, którzy to czytaja, bo trochę się rozpisałam - nawet nie wiem, czy otworzyłam ten wątek w dobrym miejscu, przepraszam z góry za utrudnienia :) Trochę mi lepiej.


Przede wszystkim nabierz dystansu do Matki. To co zrobiła to kazirodztwo emocjonalne!!!
NIE JESTEŚ JEJ NIC WINNA
To co zrobiła i co pewnie od dawna (zawsze robi) to karmi Cię swoim goownem.
Nie dziwi mnie, że jesteś w takim stanie.


Nie nazwałabym tego tak ostro - są pewne różnice pomiędzy bezgranicznym wylewaniem komuś swoich brudów a zwyczajną chęcią wyżalenia się. Miałyśmy wspólnego "oprawcę" i łączy nas taka dziwaczna więź zbudowana na podstawie podobnego rozgoryczenia. Nie jestem tu, by szukać winnych - ktoś kiedyś powiedział, że "piekło jest w nas" i właśnie w sobie będę go szukać. Miło jednak słyszeć opinię, że nie jestem jej nic winna, dlatego dziękuję za Twoją odpowiedź :) Wiem, że muszę się zdystansować... Jestem niestety od moich rodziców zależna finansowo i dopiero zarabianie własnych pieniędzy da mi taką opcję.

@Depresyjny - nie boję sie psycholów :) miło Cię poznać!

@Dominika - witaj w klubie amotywacji - jedyne, czym mogę Cię pocieszyć to tym, że każdy termin obrony jest słuszny dopóki nie dojdzie do dodatkowych opłat :) Gdybym chciała, to wyrobiłabym się z obroną na czerwiec - ale nie chciałam. Po co się spinać? Jeszcze tego mi brakuje... Idź małymi kroczkami do przodu, nie próbuj od razu przeskoczyć pewnych etapów. A promotor łaski Ci nie robi, bo mu za to płacą i kiedyś też się bronił - powinien znać ten ból.
Pamiętaj, że świadomość tego, że jest się przyczyną własnego nieszczęścia jest pierwszym krokiem do zmiany na lepsze. I proszę, nie upijaj się - o ile dwie lampki wina nie są szkodliwe, o tyle doprowadzenie się do stanu "upojenia" bardzo pogłębia depresyjny stan. Ja np. gdy jestem upita wybucham płaczem, a następnego dnia budzę się nienawidząc siebie jeszcze bardziej niż wcześnie. Zmień alko na kawę albo energetyki ;) (edit: albo melisę, yerba matte, pu-erh... opcji jest dużo)

@Keraj - miło mi i również pozdrawiam :)
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
26 maja 2013, 13:35

Hej, witam was wszystkich!

przez Depresyjny :( 26 maja 2013, 18:40
Veroni Mineral, miło mi, masz ładne imię. :) i Pa
Depresyjny :(
Offline

Hej, witam was wszystkich!

przez TAO 26 maja 2013, 18:52
Nie nazwałabym tego tak ostro - są pewne różnice pomiędzy bezgranicznym wylewaniem komuś swoich brudów a zwyczajną chęcią wyżalenia się. Miałyśmy wspólnego "oprawcę" i łączy nas taka dziwaczna więź zbudowana na podstawie podobnego rozgoryczenia. Nie jestem tu, by szukać winnych - ktoś kiedyś powiedział, że "piekło jest w nas" i właśnie w sobie będę go szukać. Miło jednak słyszeć opinię, że nie jestem jej nic winna, dlatego dziękuję za Twoją odpowiedź :) Wiem, że muszę się zdystansować... Jestem niestety od moich rodziców zależna finansowo i dopiero zarabianie własnych pieniędzy da mi taką opcję.


Przecież to twoja mama znalazła sobie takiego partnera. Ty jesteś niejako w to wciągnięta bo się urodziłaś w tym związku.
przechodziłaś z matką przez to bo to ona tak wybrała...
Masz jeszcze jakiś wątpliwości?

Nie chodzi o znalezienie czy szukanie winnych.
Chodzi o to, żeby uwolnić się od dźwigania nieswoich ciężarów, to jest moją intencją.
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Hej, witam was wszystkich!

Avatar użytkownika
przez Mihau 27 maja 2013, 11:25
Cześć! Rozumiem Cię ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
264
Dołączył(a)
04 lis 2012, 14:59

Hej, witam was wszystkich!

przez Zofija 28 maja 2013, 22:45
To i ja się przywitam jako nowozarejestrowana. Dobry wieczór wszystkim! Mam 27 lat, jestem mężatką od 2011 roku, próbuję skończyć studia, nie pracuję, za to robię różne ciekawe rzeczy. Właściwie mam dobre życie, bardzo dobre nawet, nie mam na co narzekać. Czuję się kochana, z mężem mam wspaniałą relację, mam dobrych przyjaciół.
Ale jednak coś jest nie tak. Prawdopodobnie mam nerwicę, od kilku już lat. Raz jest lepiej raz gorzej. Był taki okres, że miałam strasznie silną fagofobię, to mi koszmarnie utrudniało normalne funkcjonowanie, rezygnowałam z wielu rzeczy, bałam się wyjść z domu, bo nie mogłam przełykać, czy to na chodniku, czy w autobusie, a najgorzej na przejściu dla pieszych (to mi zostało di dziś). To było w 2010 roku. Wcześniej- dużo dużo wcześniej- były różne huśtawki emocjonalne, lęk, doły. W okresie dorastania zwalałam to na dorastanie właśnie i całą tę burzę hormonalną. Ale dorosłam już dawno, ale te objawy nie minęły.
Ta fagofobia w 2010 roku to był chyba najgorszy jak dotąd czas. Miałam i stale miewam także i inne dolegliwości. Najdziwniejsze było drętwienie lewej połowy całego ciała, najmocniej-twarzy i ręki. To było w 2009 chyba. Była wizyta u ortopedy, który pomacał kręgosłup, spytał, czy często myję ręce, dał skierowanie na rezonans mózgu i receptę na citronid, i stwierdził, że to nerwica. Receptę wyrzuciłam, bo uznałam diagnozę za zbyt pochopną. Rezonans pokazał, że wszystko ok. Potem pojawiły się ataki migreny, pierwszy latem 2010 roku. Migrenę miewam do dziś, biorę co jakiś czas lek na nią. W skrócie, żeby już nie zanudzać- mam różne dolegliwości, a to brzuch, a to głowa, serce, duszności, zawroty głowy, zaburzenia widzenia, zatykanie uszu, teraz doszły bóle zębów (mój dentysta, który zna moje zęby od 17 lat rozkłada teraz bezradnie ręce i nie wie, skąd ten ból).
Do tego jeszcze taka paskudna rzecz, jak chorobliwa zazdrość o męża, wyładowywanie się na nim, strach przed byciem ocenianą, wrażenie, że inni patrzą na mnie z pogardą/ironicznie/z wyższością. Boję się pójść do pracy, boję się obowiązków, stresuje mnie, gdy muszę coś załatwić. A z drugiej strony mogę ruszyć z plecakiem w góry albo robić sobie samotne długie spacery- wtedy wyjście nie jest problemem.

Przepraszam, że na samym początku tak chaotycznie i nieco przydługo. Chyba musiałam to z siebie wszystko wyrzucić. Jeszcze dodam tylko kilka rzeczy, wybaczcie :) Otóż:
w 2010, kiedy miałam najgorsze dolegliwości, zaliczyłam trzy wizyty u psychologów. Pierwsza była konsultacją, na której zalecano mi psychoterapię. Dwie kolejne były już początkiem psychoterapii. A potem pomyślałam sobie, że jest idiotyczne, żebym jeździła na drugi koniec miasta, żeby opowiadać obcej osobie jak to nie mogę przełykać, i jeszcze płacić za to. Tak się na tę sytuację wkurzyłam i jednocześnie tak mnie rozbawiła, że... przeszło mi. Fagofobia od tamtej pory nigdy już tak silna nie wróciła. Staram się ją ignorować, chociaż na pasach nie przełknę śliny, choćby mi za to płacono, no chyba, że idę z kimś... Bardziej martwią mnie napady lęku, żalu, niskie poczucie własnej wartości no i ta zazdrość, którą ranię męża.
Kończąc już: jest pewien kluczowy problem, pewna trauma z dzieciństwa. Wie o niej tylko mój mąż, nie jestem jeszcze gotowa by tu o tym pisać. Pod koniec czerwca wizyta u psychologa, mam nadzieję, że dotrę. Mam teraz nową motywację. W zeszłym roku straciłam ciążę, boję się, że przez nerwicę. Nim zaczniemy się starać o kolejną ciążę, chciałabym zrobić nieco porządek w moich zakurzonych zwojach mózgowych...

Dziękuję, kto nie przysnął, ten mistrz :)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 maja 2013, 22:08

Hej, witam was wszystkich!

Avatar użytkownika
przez pysiunia 28 maja 2013, 23:56
Zofija napisał(a): Kończąc już: jest pewien kluczowy problem, pewna trauma z dzieciństwa. Wie o niej tylko mój mąż, nie jestem jeszcze gotowa by tu o tym pisać.


Zgadzam się z tym całkowicie ! Nieszczęśliwe dzieciństwo - brak miłości, akceptacji i poczucia bezpieczeństwa - kładzie się cieniem na życie dorosłego człowieka.
Moje dzieciństwo (choć minęło od tamtej pory spoooooooooooro lat) położyło piętno na moim zdrowiu psychicznym.
Powodem smutnego dzieciństwa nie był alkohol jednego z rodziców.
Rodzice sprawy między sobą rozwiązywali przy nas - dzieciach. Często byłam świadkiem wielu rękoczynów mojego ojca, wieszania się ojca po każdym powrocie z zabawy. Byłam bita bez powodu, zawstydzana. Nie liczono się ze mną, z moimi uczuciami, nie byłam kochana, wciąż mnie krytykowano, porównywano z moimi koleżankami, choć byłam spokojna i byłam bdb uczennicą; wysoko stawiano mi poprzeczkę.

Z tego powodu od wielu, wielu lat borykam się z nerwicą lękową, a właściwie z panicznym lękiem. Raz jest gorzej, raz lepiej.
By być kochaną - robiłam wszystko, by na tę miłość zasłużyć sobie u rodziców.
Teraz robię to samo - by zasłużyć sobie na miłość ludzi - pomagam im bezinteresownie, myśląc że to pomoże mi zaskarbić ich sobie. Na każdym mi zależy, tylko nie na sobie.
Dla siebie samej nie jestem ważna, mam niskie poczucie własnej wartości (choć jestem zdolna, wiele potrafię zrobić) i - tak jak Ty Veroni Mineral - potrafię każdego pocieszyć i ludzie garną się do mnie ze swoimi problemami.
Ale jeśli sama mam problem - nie potrafię poprosić o pomoc, siadam w kącie i płaczę z bezsilności...

Rodzice uczynili nam sporo zła, sporo krzywdy w dzieciństwie. W dorosłe życie - zamiast miłości i pewności siebie - wyposażyli nas w bagaż traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa. My teraz, będąc dorosłymi ludźmi - zamiast cieszyć się życiem - borykamy się z problemami psychicznymi, lękiem.
Zawsze bądź sobą, wyrażaj siebie, wierz w siebie, nie szukaj udanej osobowości i powielaj jej.
Jestem sobą, bo oryginały są więcej warte niż kopie :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
277
Dołączył(a)
14 mar 2010, 12:48
Lokalizacja
Poland

Hej, witam was wszystkich!

przez TAO 29 maja 2013, 00:35
Kika7 napisał(a):



Rodzice uczynili nam sporo zła, sporo krzywdy w dzieciństwie. W dorosłe życie - zamiast miłości i pewności siebie - wyposażyli nas w bagaż traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa. My teraz, będąc dorosłymi ludźmi - zamiast cieszyć się życiem - borykamy się z problemami psychicznymi, lękiem.


No to jest jakby baza.
Ale okazuje się, że są jeszcze uwarunkowania pokoleniowe.
Nasze komórki całego ciała mają tzw. pamięć, która wędruje z nami od pokoleń.
To też trzeba brać pod uwagę. Miałem okazję widzieć jak ludzie uwalniają takie
uwarunkowania pokoleniowe... niesamowita sprawa, choć brzmi niewiarygodnie.
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Hej, witam was wszystkich!

Avatar użytkownika
przez pysiunia 29 maja 2013, 00:49
TAO napisał(a):Miałem okazję widzieć jak ludzie uwalniają takie
uwarunkowania pokoleniowe... niesamowita sprawa, choć brzmi niewiarygodnie.


TAO, To nie muszą być uwarunkowania pokoleniowe.
W przypadku moich Rodziców te uwarunkowania nie sprawdzają się.

Jak można uwolnić się od warunkowań pokoleniowych ?
Zawsze bądź sobą, wyrażaj siebie, wierz w siebie, nie szukaj udanej osobowości i powielaj jej.
Jestem sobą, bo oryginały są więcej warte niż kopie :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
277
Dołączył(a)
14 mar 2010, 12:48
Lokalizacja
Poland

Hej, witam was wszystkich!

przez Kika1802 29 maja 2013, 01:16
Witam Was wszystkich.Jestem tu juz kilka dni ale chyba zapomnialam sie przywitac.Wybaczcie,po prostu zle sie czuje i dzialam troche w zwolnionym tempie.Pierwsze ataki lekowe mialam jakies 10,11 albo 12 lat temu.sama juz sie gubie.terapia,leki,rozwod,milion rzeczy.przeszlo,uspokoilo sie i wrocilo niedawno z taka sila,ze nie daje rady.terapia i psychiatra nie wchodza na razie w rachube.wyjechalam pol roku temu z dzieckiem do niemiec i jest cholernie ciezko.przez ataki wszystko odbieram ze zdwojona sila.generalnie czuje sie od lat bardzo samotna,niedowartosciowana i ze zbyt duzym bagazem doswiadczen.cala wine zbieram na klate no i wykonczylam sie juz tym wszystkim.sa dni,ze nie mam sily na nic.zyje bo musze,dla dziecka.to tak po krotce.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
22 maja 2013, 11:28

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do