kolejne przywitanie

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 16 cze 2013, 22:13
Dziś się rozstaliśmy. Nie mam siły pisać. Nie wiem co robić. Spróbuję zasnąć, ale już czuję że to będzie długa noc.
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8618
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

kolejne przywitanie

przez TAO 16 cze 2013, 23:09
na_leśnik,

Czy to Ty zdecydowałeś o rozstaniu?
Facet, jeśli Ty, to kurcze się pospieszyłeś moim zdaniem.
To normalne że żyjesz w poczuciu winy.
Sam to przeżywałem, a miałem już dwójkę dzieci...
Miałem depresję z powodu nerwicy wegetatywnej, myśli samobójcze.
Jeśli miałeś w niej wsparcie... Taki związek jest bardzo cenny.
Jesteś sfrustrowany i zestresowany. Czy Ty przypadkiem nie masz w pracy stresu z powdu
tego ze to ona Ci tą pracę załatwiła?
Robisz to czego pewnie nie lubisz. Studiowałeś to co myslałeś że jest fajne... a okazało się kichą.
Czy nie tak?
Zatem jeśli tak jest to oczywiste ze żyjesz w ciągłym stresie i frustracji.
Zbyt wiele bierzesz na siebie noim zdaniem. Jesteś nadodpowiedzialny.
Skąd to masz? Po kim? A co z Twoim ojcem?
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 17 cze 2013, 11:59
TAO
o rozstaniu zdecydowaliśmy wspólnie.
Bardzo długo o tym myśleliśmy, ona chce normalną rodzinę założyć, chce "zwykłego" życia. Niestety nie dostrzega, że sama pochodząc z naprawdę kochającej się i trzymającej blisko rodziny nie ma pojęcia co oznacza "normalne" życie na zasranym blokowisku z chorym, nieporadnym człowiekiem.
Poza tym ten związek zarżnąłem już dawno, wchodząc do niego z kłamstwami, niedojrzałością i nieumiejętnością partnerskiego dialogu. Ona zamieniła się w pielęgniarkę, opiekunkę do dla pogubionego w dorosłym świecie chłopca. Musieliśmy to skończyć, pomimo że dalej oboje bez siebie życia nie widzimy.
Jeśli chodzi o prace, to masz rację - tak właśnie jest. Ona wcześniej pracowała na tym stanowisku na pół etatu i we wszystkim sobie świetnie radę dawała, a ja na cały etat nie potrafię. Na dodatek dobija mnie fakt, ze to bardzo samodzielne stanowisko, wymagające świetnej organizacji pracy, a ja - pomimo 8 miesięcy tutaj - dalej mam problemy nawet z podstawowymi sprawami. Dodatkowo mam świadomość, że jak ja zawalę to nikt inny tego nie odkręci jestem w tej redakcji sam i nawet szefowa nie zna moich obowiązków. W dodatku muszę czasem działać niezgodnie z własnymi zasadami etycznymi, ale nie chciałbym o tym tu pisać.
Ale innych perspektyw na pracę nie mam, więc codziennie wychodzę o 6 rano z domu, próbuję przetrwać, wracam o 6 kompletnie wykończony, udaję że coś robię na studia, robię obiado/kolację i zaczynam usiłować zasnąć. Najśmieszniejsze jest to, że 3/4 moich rówieśników w tym kraju dałoby się pociąć żeby mieć taką pracę.
Zbyt wiele bierzesz na siebie moim zdaniem. Jesteś nadodpowiedzialny.


Wiem, te studia po prostu były niewypałem kompletnym ale musiałem na coś iść żeby tu pracę dostać (wiem, absurd...).
Na szczęście 2 tygodnie temu mialem ostatni zjazd i teraz tylko muszę zrobić i obronić dyplom ale na razie nie mam siły ani pomysłu jak się za to zabrać.

Co do mojego ojca, to w sumie nie mieliśmy jakiejś bliskiej relacji. od kiedy pamiętałem chodził do pracy, spał albo siedział na działce, z nikim nie rozmawiał, ewentualnie krytykował, czasem mnie wyzywał i porównywał z moimi kuzynami (na zasadzie "oni młodsi a tacy zaradni a ty taka łajza"). Jak byłem na 1 roku magisterki, zmarł na raka płuc. Jak chodziłem na terapię to terapeutka mi mówiła ze moje problemy po części biorą się z nieprzeżytej żałoby po ojcu. Prawda jest taka, że faktycznie, kiedy chorował to współczułem mu patrząc jak cierpi a jak umarł to poczułem ulgę i przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Nigdy nie odczułem jego śmierci jako osobistej straty i jakoś nie byłem w stanie sobie wmówić, że jest inaczej.

Tak czytam to co napisałem i wyszło mniej nielogicznie niż myślałem , że wyjdzie. Przepraszam za ewentualne literówki, dwie godziny snu robią swoje...
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8618
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

kolejne przywitanie

przez TAO 21 cze 2013, 15:16
na_leśnik,

A co czujesz? piszesz 'myśleliśmy", ale jak się z tym czujesz?
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 21 cze 2013, 21:14
Prawdę mówiąc nie wiem co czuję. Chyba wyrzuty sumienia i strach przed samotnością. Tyle jej zawdzięczam nie dając nic, nie jestem w stanie być dla niej równorzędnym partnerem. Ciągle mam problemy z nerwami, zwłaszcza teraz kiedy mam pracę z którą sobie nie radzę i kompletny brak umiejętności myślenia o przyszłości, przy niej czuję się przegrany, jakby zastąpiła mi matkę która przez całe życie dyrygowała mną jak chciała. Ona nie jest apodyktyczna ani agresywna, ale sam fakt, że świetnie sobie w życiu radzi napędza we mnie takie negatywne skojarzenia.
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8618
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

kolejne przywitanie

przez TAO 21 cze 2013, 22:21
na_leśnik,

W piękny sposób ją kochasz, uczyniłeś ją wolną... to już jest wartość sama w sobie. To budzi we mnie do Ciebie mnóstwo szacunku.
A gdybyś pomyślał jak teraz w inny sposób możesz okazać jej swoją miłość? Zastanowił się, nad tym, czy jest w ogóle taka możliwość,
przestrzeń w Tobie na zobaczenie czegokolwiek. Ostatecznie ona jednak z Tobą była i z jakichś powodów... trwała w tym związku.
Może jesteś dla siebie zbyt surowy? Jak ona Cię oceniała? Przecież musiała Ci mówić jak Ciebie i Wasz związek widzi?
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 23 cze 2013, 10:01
TAO dzięki, ale to tak różowo nie wygląda w rzeczywistości. Zdecydowałem się skończyć ten związek również z przyczyn egoistycznych, to nie jest takie czyste, bezinteresowne poświęcenie.
Najprawdopodobniej jestem dla siebie zbyt surowy, niestety nic nie potrafię na to poradzić, próbuje, ale bez większych efektów.
Ona miała o nie bardzo dobre, nierealne wręcz mniemanie. Jej zdanie jestem najinteligentniejszym facetem jakiego zna, mam dobre serce itp. itd. Z czasem jak byliśmy razem zaczęła patrzeć trochę bardziej "przyziemnie", jednak i tak jej ocena nadal bardzo daleko odbiega od rzeczywistości. Od jakiegoś czasu zdarzały nam się "poważne rozmowy", a w zasadzie jej monologi po których ja obiecywałem rzucić palenie, wymyślić co zrobię ze swoim życiem itp. itd., ale efekty tych "popraw" były marne i czasowe. Poza tym musiała ciągle znosić moje humory, a w zasadzie wycofanie i milczenie (próbowałem nie okazywać tego co czuję w związku z codziennym lękiem i tymi wszystkimi swoimi schizami). Ja w zasadzie nic jej nie zarzucałem nigdy, na wszystko się godziłem, tylko dlatego, że nie potrafiłem jakoś sensownie zwerbalizować tego, co mi się w naszym związku nie podoba, poza tym bałem się, że ją obrażę. I w sumie do dziś nie potrafię. Na pytanie: "Co wypadałoby zmienić w tym związku?", jedyna odpowiedź jaka mi do głowy przychodzi to: "patrtnera". Ona trwała w tym związku tak długo dlatego, że udawałem kogoś kim nie jestem i na siłę próbowałem być tym kimś. Ciągle liczyła na to że się zmienię, bardzo wiele oczekiwała po tej terapii. Ja jednak tak nie potrafię. Po raz kolejny potwierdziła się zasada, że żeby być w dojrzałym związku trzeba być dojrzałym człowiekiem.
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8618
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

kolejne przywitanie

przez rotten soul 23 cze 2013, 11:59
na_leśnik,
Kolejny post na tym forum, który jasno i brutalnie daje mi do zrozumienia, że prawdopodobieństwo że pozostanę sam jak palec do końca życia jest bardzo wysokie. Nie mam Twojego doświadczenia, ale jestem przekonany (znam siebie jak zły szeląg), że moje postępowanie w związku byłoby niemal identyczne jak Twoje.


W tych zdaniach widzę całego siebie :(
Od jakiegoś czasu zdarzały nam się "poważne rozmowy", a w zasadzie jej monologi po których ja obiecywałem rzucić palenie, wymyślić co zrobię ze swoim życiem itp. itd., ale efekty tych "popraw" były marne i czasowe. Poza tym musiała ciągle znosić moje humory, a w zasadzie wycofanie i milczenie (próbowałem nie okazywać tego co czuję w związku z codziennym lękiem i tymi wszystkimi swoimi schizami). Ja w zasadzie nic jej nie zarzucałem nigdy, na wszystko się godziłem, tylko dlatego, że nie potrafiłem jakoś sensownie zwerbalizować tego, co mi się w naszym związku nie podoba, poza tym bałem się, że ją obrażę. I w sumie do dziś nie potrafię. Na pytanie: "Co wypadałoby zmienić w tym związku?", jedyna odpowiedź jaka mi do głowy przychodzi to: "patrtnera". Ona trwała w tym związku tak długo dlatego, że udawałem kogoś kim nie jestem i na siłę próbowałem być tym kimś. Ciągle liczyła na to że się zmienię, bardzo wiele oczekiwała po tej terapii


Chociaż miałeś fajnie, że tego doświadczyłeś, więc w sumie to Ci zazdroszczę.
rotten soul
Offline

kolejne przywitanie

przez TAO 23 cze 2013, 16:09
na_leśnik,

Wiesz co? piszesz jakby się zacieła funkcja "copy" i "paste" w kompie.
Cokolwiek nie wciśniesz to robi się "paste", zmienia się tylko rodzaj czcionki :D raz kursywa, raz Arial, raz tahoma... itd.
Tzn. że piszesz to samo tylko innymi słowami.
Spróbuj wziąć jeden z tych postów w których piszesz o sobie napisać tak jak w wątku "Czy znajdą się odważni?..."

W jaki sposób sobie poradzić z napisaniem tego masz napisane w wątku " Reverse psycholoy- dyscussion"

Zobacz, może Ci się uda?
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 24 cze 2013, 16:23
TAO
czytam i czytam te swoje poprzednie posty i prawdę mówiąc funkcji "copy & paste" w tym co napisałem nie widzę :) . Ale i tak zdecydowałem się przetestować twój pomysł - wydaje się dziwny, al w swoim dziwactwie... sensowny!
Przeczytałem te wątki o których pisałeś i po kilku próbach takiego odwrotnego przepisywania efekty są mniej więcej takie jak u Vitalii - chwilowa poprawa nastroju. No nic, testuję dalej :) .

rotten soul
podejrzewam, że tego typu zachowanie w związku to nie tylko Twoja i moja cecha. Generalnie przy obniżonej samoocenie ludzie wykazują tego typu dziwne zachowania w związkach, jedni agresję a inni bezwarunkową uległość. Pozostaje tylko wyciągać wnioski i próbować to zmienić.
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8618
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

kolejne przywitanie

przez rotten soul 27 cze 2013, 15:07
na_leśnik,
Mnie już nie chodzi nawet o to czy byłbym uległy (pewnie to, jeśli już) czy agresywny, ale podejrzewam, że mógłbym grać kogoś innego, żeby tylko utrzymać związek i być bardziej atrakcyjnym i akceptowanym przez dziewczynę.
rotten soul
Offline

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 28 cze 2013, 22:32
rotten soul napisał(a):na_leśnik,
Mnie już nie chodzi nawet o to czy byłbym uległy (pewnie to, jeśli już) czy agresywny, ale podejrzewam, że mógłbym grać kogoś innego, żeby tylko utrzymać związek i być bardziej atrakcyjnym i akceptowanym przez dziewczynę.

rotten soul dokładnie taki rodzaj uległości miałem na myśli:udawanie kogoś, kogo druga osoba chce w nas widzieć.
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8618
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

kolejne przywitanie

przez rotten soul 29 cze 2013, 11:57
na_leśnik napisał(a):rotten soul dokładnie taki rodzaj uległości miałem na myśli:udawanie kogoś, kogo druga osoba chce w nas widzieć.

Coraz częściej mi się wydaje, że to będzie nieuniknione w moim przypadku, bo wątpię, żeby któraś mnie chciała takim jakim jestem. No cóż, w końcu chcę się zmienić, a czyż wprowadzanie zmian w swoim zachowaniu nie jest po części zwykłym udawaniem?
rotten soul
Offline

kolejne przywitanie

przez arabeczka007 29 cze 2013, 22:21
Witam gorąco wszystkich Forumowiczów i pozdrawiam! :)
W końcu Słońce!
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 cze 2013, 22:20

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do