Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

przez Nadie 24 kwi 2013, 04:19
Będzie długo.

Może zacznijmy od tego,co pożarło we mnie całą radość życia - mojej choroby.

Urodziłam się 20 lat temu, praktycznie martwa. Moja mama mała skierowanie na cesarskie cięcie ze względu na złe ułożenie płodu, jednak jak to nasi polscy lekarze mieli to praktycznie w d... . W rezultacie rozcięto jej macice a mi zrobiono zaraz po przyjściu na świat reanimację (odczepienie pępowiny jeszcze w brzuchu). Mała dygresja - wiecie co powiedzieli mojej matce,gdy jej dziecko walczyło o życie, a ona nawet nie wiedziała o co chodzi? "Chce Pani kanapkę?" Koniec końców przeżyłam. Teoretycznie powinnam być szczęśliwa,bo dzieci po takich przejściach kończą jako inwalidzi ,itp. Taaa...
W wyniku tego wypadku mam uszkodzoną część mózgu - cała neurologia mojego ciała poszła się ... Choruję na Dystonię - jeżeli komuś nie chcę się szukać w skrócie 24h/na dobę trzęsie się całe ciało, najbardziej ręce i najbardziej w stanach napięcia nerwowego. Plus jestem leworęczna i ledwie panuje nad ręką, prawą mam chyba tylko do ozdoby,bo nawet nie utrzymam nią łyżki. Dodatkowo mam dyskalkulię.

W przedszkolu jeszcze nic się nie działo, ot byłam zwykłym dzieckiem pełnym marzeń (ciekawe co bym pomyślała, gdybym wiedziała jak się życie dla mnie potoczy...) , klasa 1-3 pomimo mojego tragicznego pisma jakoś przeszła za to 4-6 była dla mnie koszmarem. Tak wielkim,że do tej pory na myśl o tym płaczę. Tylko ze względu na fakt,że byłam chora,byłam inna znienawidzono mnie. Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo dzieciaki w takim wieku są okrutne. Byłam bita , nie jak biją się dzieci,tylko pięścią w twarz, opluwana, nazywano mnie "Parkinsonem", gdy podchodziłam do tablicy wybuchano śmiechem z powodu mojej dziwnie wykrzywiającej się ręki i strasznego pisma. Błagałam nauczycieli,aby nie chodzić do tablicy, ale jak to tak, że uczennica jakieś fory będzie miała? Szybko po całej szkole rozeszło się,że w tej i tej klasie jest ta "trzęsąca się" , byłam jak okaz w Zoo, gdy przechodziłam korytarzem pokazywano mnie palcami, ludzie,których nie znałam kradli mi plecak i wkładali go do kosza, czy wplątywali mi gumę we włosy. Wmawiano mi wciąż,że jestem brzydka,że śmierdzę... Także w podstawówce pierwszy raz się pocięłam. Tylko jeden raz. Pamiętam to dziwne uczucie do tej pory, po prostu w jednej chwili trzymałam w ręce kawałek szkła,by zaraz potem pociągnąć go po ręce. Było mi wtedy strasznie głupio przed rodzicami i przed samą sobą, na parę lat mi przeszło. W reszcie po latach męki poszłam do gimnazjum, do niby normalnej klasy. Pamiętam jaka byłam wtedy szczęśliwa, jak myślałam,że w końcu się z kimś zaprzyjaźnię,że będę miała zgraną klasę ... Na początku pierwszej klasy robiłam wszystko ,aby się przypodobać kolegom, jeździłam na wycieczki, regularnie udzielałam się na forum klasowym i byłam ... szczęśliwa. Że w końcu nie bolał mnie brzuch przed pójściem do szkoły,że miałam z kim pogadać. Wszystko posypało się w II klasie. Pamiętam tamten dzień, byliśmy na wycieczce szkolnej,jedliśmy śniadanie a mnie potwornie latały ręce. Każdy przyglądał mi się natarczywie, każdy liczył mój kęs... Potem,gdy wychodziłam a oni stali w grupce i bez skrępowali dyskutowali o mnie ... nawet nie chce mi się przytaczać jak o mnie mówili. Od tamtej pory przestałam im ufać, nie ważne,czy mieli dobre i złe zamiary. Przestałam ufać komukolwiek, byłam maksymalnie zamknięta w sobie. Właśnie dlatego pierwszy raz w życiu wpadłam w depresję i powróciłam do cięcia się. Moi rodzice kompletnie to zbagatelizowali, wydawało im się,że to mój taki młodzieńczy bunt. Pamiętam jak powiedziałam mamie "Ja chyba mam depresję" a ona mi na to odpowiedziała "Pogieło cię? Jaką depresję?! Przestań sobie wymyślać!" A ja przestałam martwić się o cokolwiek, naukę, jedzenie. Pierwszy raz zaczęłam się interesować samobójstwem, ale chyba bardziej,żeby postraszyć samą siebie niż na serio.Poleciały mi stopnie, groziło mi zostanie w drugiej klasie. Jakoś się zmotywowałam, ledwie to ledwie, ale zdałam. W trzeciej klasie bywało raczej przeciętnie, bardzo dużo się uczyłam. Pierwszy raz zaliczyłam wizytę u psychologa załatwioną mi przez pedagog przed którą się otworzyłam, oczywiście bez wiedzy rodziców. W ich oczach psycholog był dla czubków i pomyleńców. Była to pierwsza moja wizyta u psychologa, więc wyszłam szczęśliwa , chociaż z perspektywy czasu pamiętam jaki był słaby. Standardowe ćwiczenia w stylu "Napisz na kartce wszystko co mówią o tobie negatywnego a następnie podrzyj. I co,lepiej?" Czy "Musisz wmawiać sobie,że jesteś piękna!" ... W między czasie odkryłam,że mam kurcz pisarski,co jest teraz dla mnie bardzo istotne. Miałam jako takie wsparcie nauczycieli. Potem był egzamin gimnazjalny, human poszedł mi całkiem całkiem, za to matma poszła mi druzgocąco. Byłam załamana, ponieważ przygotowywałam się do niego całe trzy lata, bardzo mocno a poszło mi tak źle... Wtedy pierwszy raz dostałam ataku nerwicowego (?) . Leżałam na podłodze,krzyczałam,rzucałam świadectwem, nie mogłam opanować oddechu. W końcu przez tą słabą matmę zamiast trafić do dobrego liceum (zabrakło mi jednego punktu) dostałam się do najsłabszego (bo wszystkie miejsca były pozajmowane,uroki małych miast). I tu zaczyna się nowy rozdział mojego życia. Już na wstępie zyskałam wroga w matematyczce,która szczerze mnie znienawidziła. Jeszcze trwał pierwszy semestr, a ona już zapowiedziała mi,że nie zdam. W między czasie moje choroba zebrała kolejne swoje żniwo. To była lekcja polskiego, ten przedmiot szedł mi wtedy bardzo dobrze jak nigdy. Poprosiłam ,aby zwolniła ze względu na mój kurcz pisarski, a ona odparła mi,że w takim razie źle wybrałam liceum, ona nie wróży mi przyszłości na studiach i powinnam była iść do zawodówki. Byłam w szoku, wybiegłam ze szkoły z płaczem. Wam to może wydać się śmieszne, ale przecież ja nie miałam wpływu na swoją neurologię. W szkole zrobiła się afera, moi rodzice poszli do szkoły i jakoś to załatwili,ale od teraz mogłam zapomnieć o dobrych ocenach. Polonistka mściła się na mnie na każdym kroku. Z polecenia szkoły znowu trafiłam do psychologa, bo przecież ja byłam tą złą, nauczycielka nie miała sobie nic do zarzucenia. U psychologa oczywiście standardowa śpiewka i o mało nie skończyłam znowu z karteczkami (poprosiłam aby dała sobie spokój). Te spotkanie było kompletną parodią, ja jej mówię,że boje się,że skończę bez matury zapierd*lając za najniższą średnią krajową cały tydzień w jakiejś fabryce margaryny a ona do mnie,że niektórzy ludzie może robią to z pasją ... Skończyło się na tym,że zaproponowała mi terapię grupową. Odmówiłam. W drugiej klasie przy regularnym "wsparciu" ze strony pani polonistki i matematyczki pierwszy raz trafiłam do psychiatry (prywatnego!). I ostatni. Jakim specjalistą musi być psychiatra,że po wyjściu od niego masz ochotę popełnić samobójstwo,bo myślisz,że nie ma dla ciebie już nadziei? Babka słuchała mojego gadania czemu jestem w takim stanie z miną : "Marnujesz mój cenny czas" , stwierdziła,że jestem sama sobie winna po czym za wszelką cenę chciała mi wcisnąć tabletki na uspokojenie i wsadzić do szpitala psychiatrycznego. Tutaj zaznaczę,że chętnie położyłabym się do takiego szpitala,ale ten w moim województwie jest najgorszy w kraju. Traktuje się w nim ludzi zwierzęta, kompletnie się z nimi nie rozmawia ,tylko wciska tabletki. Znowu skończyło się na tym,że poradziłam sobie sama. Trzecia klasa liceum, matura. Cały ten rok trzymałam się całkiem normalnie, jednak matura dobiła mnie totalnie. Wszystkie przedmioty zdałam perfekcyjnie oprócz matmy. Poprawki też nie zdałam. To już mnie dobiło ostatecznie. Z moją dyskalkulią matura jest dla mnie rzeczą nie do przeskoczenia, a jeszcze każdy stara mi się wmówić,że jestem skończonym debilem. Moje koleżanki powyjeżdżały na studia, przeżywają najlepsze lata swojego życia a ja kiszę się sama w domu. Gdybym mogła nie wstawała bym z łóżka. Jednak matura nie wpłynęła aż tak na moje samopoczucie tylko mój kurcz pisarki. Okazało się,że mój skromny ból podczas pisania rozrasta się. W przyszłości nie będę w stanie się posługiwać ręką. Muszę nauczyć się pisać prawą , a i tak najprawdopodobniej kurcz przejdzie mi też na prawą. Aktualnie pisze obiema rękoma jak przedszkolaczek.

Wiem,że to jest takie podstawowe w każdym rodzaju choroby czy depresji ale wciąż nie potrafię zrozumieć dlaczego właśnie ja? Przecież tyle dziewczyn wiedzie sobie swoje normalne, nudne życie, ma chłopaków, studia, chodzi do klubów i jeszcze narzeka jak im źle a ja ... po co wogóle się urodziłam skoro moje życie jest od razu skazane na porażkę? Ja mam dopiero 20 lat, a już wiem,że w przyszłości będę raczej na głodowej rencie, bez pracy, bez przyjaciół, nie mogąc sobie nawet samej przynieść herbaty i jeszcze będę czytać na forach typu Kwejk czy Onet jakim to ja jestem darmozjadem,że nie pracuje,że moja dyskalkulia to tylko wymysł bo jestem leniwa...

Kto mnie zatrudni do pracy bez matury,ze stale słabnącą ręką? Do jakiej?! Nawet nie będę banalną kelnerką ,bo sobie nie poradzę. Chciałam pójść do szkoły policealnej ,ale niby jaki kierunek,skoro każdy polega na sprawności ręki?

Wiem,że zawiodłam swoich rodziców. Podczas, gdy ich znajomi przechwalają się jak to ich córki są na studiach co oni mogą powiedzieć? Że ich jest debilem i nie da rady wyciągnąć banalnych 30% ? Tak mi wstyd, czuje się,ze ich zawiodłam.

Mam wrażenie,że ludzie mnie nienawidzą. To już obsesja. Że,np. jak spotykam nowych ludzi ,to oni uśmiechają się do mnie,by zaraz za moimi plecami mówić "Patrz jak jej się ręce trzęsą,ona jakaś psychiczna!" Czy fakt,że się uśmiechają to znaczy,że mnie lubią? Współczują? Jestem aż tak żałosna?

Gdybym mogła najchętniej wogóle nie wstawałabym z łóżka. W nocy płaczę, zasypiam koło 4 i budzę się ok.16. Bez przerwy czuje się potwornie zmęczona a nic się nie zmieniło w moich nawykach żywieniowych , nie uprawiam sportu. Sen jest dobry, ponieważ we śnie nie pamiętam kim jestem,co przeszłam,co jest przede mną. Moim rodzicom wydaje się,że to z powodu lenistwa a ja po prostu nie dam rady ... żyć.

A co z dziećmi? Przecież jeżeli założymy,że w przyszłości znajdę partnera czy z mojej strony nie będzie okrucieństwem się o nie strać wiedząc, jak wielkie jest ryzyko odziedziczenia choroby? Czy jeżeli będę miała dziecko, a ono będzie cierpieć tak samo jak ja teraz to czy nie będę egoistką?

Czemu dopiero teraz napisałam? Bo ostatnio czuje,że w mojej głowie dzieje się coś niedobrego. Podświadomie planuje samobójstwo i boje się,że w końcu to zrobię. Oglądam filmy, zdjęcia zwłok, analizuje... to silniejsze ode mnie. Z jednej strony to silniejsze ode mnie, z drugiej mam dla kogo żyć, chociażby dla moich rodziców, babci. Ale mam wrażenie,że w mojej głowie otworzyły się drzwi, do których wcześniej nie miałam wstępu. Za często myślę "co by było gdyby...". Mam wrażenie,że wkrótce coś sobie zrobię całkiem spontanicznie i nie będzie już odwrotu. Ale czy to nie jest jedyna dobra rzecz ,jaka może mnie spotkać? Przecież bez matury z rozwijającą się chorobą ja nie mam już przyszłości. Czuje ,że koniec jest blisko. Robiłam już mnóstwo złych rzeczy,ale teraz czuje się ... zupełnie inaczej. Boje się,ale czy jest inne wyjście? Nie chcę być niepełnosprawna,nie chcę obserwować jak tracę rękę. Boli mnie, cały czas mnie boli fizycznie i psychicznie i nie wiem jak to uciszyć jeżeli nie...
Po co wogóle żyje, skoro i tak będzie tylko gorzej? Czemu przeżyłam? Czy pozwolenie mi wtedy umrzeć nie byłoby miłosierdziem? Po co mam walczyć?
Życie jest najgorszą rzeczą jaka spotkała mnie w życiu.
Od 2007 roku depresja, od Września 2013 nerwica lękowa
Offline
Posty
53
Dołączył(a)
24 kwi 2013, 01:40

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

przez essprit 24 kwi 2013, 09:04
Powiem tak - masz kurcz pisarski a wymalowałaś taki elaborat że hej ;) !

Są dwie sprawy - realna trudność związana z neuro oraz twoje problemy psychiczne.
I jedno, i drugie można "opanować".

Do matury podchodź ile razy możesz, a nuż zdasz matmę na owe 30%. A potem możesz śmigać na studia humanistyczne. Co do rąk - to Ci napiszę, że znam jedną panią prof., która ma porażanie mózgowe - ledwo potrafi sprawdzić obecność i zaznaczyć krzyżyk przy nazwisku ...

Najlepiej jakbyś poszła do dobrego psychologa/terapeuty - ale zakładam, że w twojej małej miejscowości może być z tym problem.
Chcesz iść do szpitala ? Są takowe w Pl gdzie nie faszerują lekami, a leczą psychoterapeutycznie.
Offline
Posty
1421
Dołączył(a)
14 gru 2008, 13:21

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

przez zmienny 24 kwi 2013, 10:32
Nadie,

Dobitnie obnażyłaś w jakim potwornym żyjemy społeczeństwie.
Wymagasz pomocy specjalistycznej, ale takich lekarzy z ludzkimi odruchami.
Ładnie piszesz.
zmienny
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

Avatar użytkownika
przez agat 7 24 kwi 2013, 10:58
Witaj Nadie,
Wiem doskonale jak okrutne potrafią być dzieci , doświadczyłam tego na własnej skórze , mimo że nie jestem osobą niepełnosprawną. Pewne cechy mojej osobowości i zachowania ( oraz jedna mała wada w wyglądzie)sprawiły ,że stałam się '' kozłem ofiarnym ''. Bardzo cierpiałam , na każdym kroku wyzywana , wyśmiewana , a nawet bita, nie miałam się komu wyżalić .Nauczyciele i pedagodyz zamiast próbować pomóc , lekceważyli moje problemy . Teoretycznie nie sprawiałam kłopotów wychowawczych , dobrze się uczyłam , nie wagarowałam , więc nie było powodów by zainteresować się moim zdrowiem psychicznym . Efekt tego jest taki ,że tamte wydarzenia , plus wychowanie w toksycznej rodzinie poskutkowały nerwica lękową i silna fobią społeczna. Gdy jako dorosła juz osoba udałam się na terapie , dowiedziałam się od pani psycholog że ... nic takiego strasznego się nie działo , ze to musiało być przede wszystkim w mojej głowie , innymi słowy że przesadzam . Znowu poczułam się zlekceważona i niezrozumiana. Do dzisiaj boje się o tym mówić , bo wydaje mi sie , że nikt w to nie wierzy ,bo przecież to nie mogła być prawda :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
129
Dołączył(a)
06 paź 2011, 10:13

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

Avatar użytkownika
przez deader 24 kwi 2013, 11:16
Piszesz bardzo sensownie, składnie, więc jeśli masz problemy z pisaniem ręcznym to pociesz się tym że ta umiejętność jest "cywilizacyjnie zanikowa", na przykład ja po skończeniu liceum, czyli około 10 lat temu, nie za często pisywałem cokolwiek ręcznie, cała pisanina jaka wychodzi spod moich rąk leci z klawiatury i kiedy rok temu szef w pracy wprowadził jako dodatek do systemu komputerowego odręcznie wypełniane karty technologiczne do zleceń - odkryłem że umiejętność ręcznego pisania prawie u mnie zanikła :) Piszę odręcznie z wielkim trudem i strasznie bazgrolę, koleżanka która wpisuje dane z tych kart wiesza na mnie psy, ale co poradzę? :)

Czy bierzesz jakieś leki na swoje "drganie"? Jeśli nie to może powinnaś o tym pomyśleć? Udać się do specjalisty w tej dziedzinie, a i psychiatra ci na pewno nie zaszkodzi - może wypisać leki po których będzie ci bardziej "zwisać" co o tobie myślą inni.

Jeszcze jedna kwestia, chciałbym się odnieść do tego fragmentu: "będę czytać na forach typu Kwejk czy Onet jakim to ja jestem darmozjadem,że nie pracuje,że moja dyskalkulia to tylko wymysł bo jestem leniwa..." - po pierwsze, odpuść sobie czytanie takich debilnych stron :) Ja jako osoba niewierząca nie czytuję chociażby portali katolickich, bo piszą tam o ateistach bzdury i generalnie nie widzę potrzeby podnoszenia sobie ciśnienia czytając takie bzdety :) A po drugie, odnosząc się już do samego właśnie "wytykania" "tobie" tych bzdur przez debili z kwejka - powiem tak: ci co jęczą i narzekają i pieprzą głupoty w tym stylu (czyli narzekający na socjal, na renty itd) to najcześciej gimnazjaliści którzy w życiu jeszcze złotówki nie zarobili i powtarzają frazesy zasłyszane od siedzącej na socjalu mamusi... Ja jestem osobą pracującą, legalnie oddaję państwu podatki, i ABSOLUTNE nie mam nic przeciwko socjalowi czy rentom. Mnie to miesięcznie kosztuje maksymalnie kilka złotych, więc nie biednieję od tego. Tak samo nie biednieją od tego ci którzy narzekają. Tak więc niech perspektywa życia na rencie cię nie zniesmacza - to nic haniebnego. A pracę może uda ci się znaleźć - piszesz jak widać składnie i sensownie, więc zajęcia typu przepisywanie tekstu bądź tłumaczenia (jeśli znasz/podszkolisz język obcy) stoją przed tobą otworem. Jak i zapewne wiele innych zajęc o których nie mam w obecnej chwili pojęcia.
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

przez zmienny 24 kwi 2013, 12:31
Nauczyciele i pedagodyz zamiast próbować pomóc , lekceważyli moje problemy .


dowiedziałam się od pani psycholog że ... nic takiego strasznego się nie działo , ze to musiało być przede wszystkim w mojej głowie , innymi słowy że przesadzam . Znowu poczułam się zlekceważona i niezrozumiana.

znowu, no co chwilę czytam jakąś historię a tam takie rażące błędy personelu szkolnego.

Do dzisiaj boje się o tym mówić , bo wydaje mi sie , że nikt w to nie wierzy ,bo przecież to nie mogła być prawda


społeczeństwo, żeby funkcjonować musi propagować kłamstwo, ludzie muszą wypierać pewne sprawy, ogłupiają się by nie widzieć faktów.
zmienny
Offline

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

przez Strzyga 24 kwi 2013, 13:10
Wam to może wydać się śmieszne, ale przecież ja nie miałam wpływu na swoją neurologię.


Właśnie o to chodzi, że na niektóre rzeczy nie masz wpływu. A to jednak Ty i Twoje ciało. A ludzie... boże, ja tego nie rozumiem... jak można nie oprzeć się pokusie obgadywania i obgadywać z boku, że ktoś ma tak a nie inaczej z ręką... To jest beznadziejne, nienormalne to jest. Głupie i zabawne dla mnie nawet. Ja bym się zaczęła chyba śmiać gdybym zobaczyła taką sytuację - bo to jest aż tak głupie. Czy to nasz kraj, czy świat, czy ludzie - tego ja nie wiem. Ale ja w szkole, mimo tego, że nie miałam problemów neuro, to też byłam gnębiona. Bo bylam zbyt wrażliwa i dzieci też mnie kopały i tak dalej. Nie wiem dlaczego. Na prawdę nie rozumiem takich zachowań.

Ktoś wyżej pisał, że jednak masz na to wpływ - no bo masz. Możesz popracować i nad neuro i nad psycho. Możesz nie mieć depresji. Tylko, że fajnie by było gdyby ktoś był dla Ciebie oparciem. Np. rodzice.

Też mam 20 lat, też mi jest teraz trudno, bo nie mam w nikim oparcia. Nikt nie mówi - tak, rozumiem cię. Wszyscy mówią - o, nie jesteś taka jak inni, musisz to i to, a będziesz szczęśliwa.

Matematyki też możesz się nauczyć. Ja nie mam dyskalkulii, ale chodziłam do szkoły plastycznej, gdzie bardzo dużo osób nie wyciągało na te 30 %. Mi się akurat udało na 36, jestem zaskoczona. I wiesz, wiele mądrych życiowo i duchowo osób nie dało rady. A się uczyli.

No i umiesz ładnie pisać.

A co na to Twoi rodzice? Nie mogliby Cię zrozumieć? Jak sądzisz - nie da rady z nimi o tym porozmawiać, o czym tutaj napisałaś?

Bardzo mi się podoba Twój post, bo jest szczery. Tyle rzeczy się pomija w świecie emocji i relacji na świecie = kłamie się. Ty nie dajesz się zakłamać, napisałaś ten post, nie godzisz się z tym... I masz rację, nie wolno się godzić na brak empatii...
Strzyga
Offline

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

przez vifi 24 kwi 2013, 20:33
Witaj. Idź do innego psychiatry i powiedz co ci jest, zwłaszcza o tych myślach samobójczych. Jak ta poprzednia mogła stwierdzić że sama jesteś sobie winna, co dokładnie powiedziała?
Wydaje się że mimo wszystko możesz pracować przy komputerze. Widziałem sporo ofert dla osób z orzeczoną niepełnosprawnością.
Poza tym twoja wada chyba nie jest genetyczna tylko nabyta, a z tego co wiem takich się nie dziedziczy?
To nie twoja ręka jest w zaniku ale jakieś podstawowe współczucie u innych ludzi. Postaraj się nie przejmować spojrzeniami, komentarzami itp. zwłaszcza jeśli z czasem możesz zacząć spodziewać się już tylko tego. Najlepiej jakby psychiatra skierował cię na terapię.
Kurde :evil: to jest straszne. Masz prawo czuć się fatalnie, ale nie przekreślaj jeszcze twojego życia.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

przez Nadie 26 kwi 2013, 01:55
Chciałabym na wstępie wam wszystkim bardzo podziękować. Bardzo długo zwlekałam z zarejestrowaniem się na forum,bo myślałam,że poradzę sobie sama, jednak chyba podświadomie szukałam wsparcia. Wasze komentarze są dla mnie naprawdę ważne.

Matura to jest chyba aktualnie mój najgorszy problem. Przez ten rok kompletnie zablokowałam się psychicznie. Już nie myślę na jakie iść studia,co chcę robić w życiu. Z jednej strony coś we mnie mówi "Spróbuj, nic nie szkodzi" z drugiej "Podchodziłaś już dwa razy i było tylko gorzej. Po co ci to? Będziesz tylko niepotrzebnie robić sobie nadzieje". Nie dam rady znaleźć w sobie czegoś,co zachęcało by mnie do dalszej walki.

Chciałabym pójść do psychiatry ale po ostatnich przejściach strasznie się boję,że znowu trafię na takiego. Po cichu chyba nadal wierzę,że istnieje jakiś psychiatra,który chce pomagać ludziom, ale jeżeli znowu sytuacja się powtórzy? To jak z dentystą, gdy jeden zepsuje ci zdrowego zęba trudno będzie ci zaufać innemu.

agat 7 Usłyszałam dokładnie te same opinie tyle,że od swoich rodziców...

deader
Jeśli chodzi o moje drganie praktycznie całe swoje dzieciństwo latałam po neurologach, miałam badanie dna oka, rezonans, i lekarze w niczym mi nie pomogli. Całą swoją wiedzę czerpie z for internetowych. Teoretycznie można zrobić botoks, ale po pierwsze jest to bardzo drogie a po drugie metoda jest krótkotrwała. Czytałam nawet o lekarzach,którzy przepisywali ludziom leki psychotropowe a one zamiast pomagać jeszcze bardziej szkodziły. Słyszałam,że podobno zagranicą jakiś hiszpański lekarz organizuje warsztaty z osobami chorymi na kurcz pisarski, jednak nie będę się nawet łudzić, po prostu nie stać mnie na taki wyjazd, poza tym ta terapia nie wiem czy jest wogóle skuteczna.

Aktualnie poszukuje pracy, jestem nawet zarejestrowana w PUPie ,ale albo nie ma żadnych ofert, albo są oferty,na które nie mogę sobie pozwolić ze względu na moją rękę albo ... cóż , w PUPie zaproponowano mi pracę windykatora... Dochodzi do tego jeszcze fakt,że mieszkam w jednym z najbardziej dotkniętym bezrobociem rejonów. Mam już za sobą tłumaczenie z angielskiego projektów w ramach wolontariatu coby mieć co do CV wpisać, regularnie daje ogłoszenia,ale nikt takiej osoby nie szuka.

Strzyga

Pamiętam jak w szkole płakałam po kolejnym ataku moich rówieśników. W końcu interweniowała nauczycielka. Powiedziała na forum klasy "Dajcie jej spokój, ona jest taka wrażliwa" a ja czułam się tak ,jakby fakt,że jestem wrażliwa był jakąś słabością z mojej strony,jakąś chorobą. Dzisiaj na szczęście patrzę na to inaczej, ale wtedy bardzo to mną wstrząsnęło.

Rozmawiam z moimi rodzicami ciągle, najczęściej to ja wychodzę z inicjatywą,ale to jak grochem o ścianę. Ja im mówię,że się boję o moją przyszłość pod względem edukacyjnym i fizycznym a oni na to,że jestem leniwa.Ja naprawdę kocham swoich rodziców i wierzę,że oni mnie też kochają tylko po prostu nie rozumieją. Zwłaszcza mój ojciec. Cały czas robi mi wymówki czemu się nie uczę do matury, czemu nie szukam pracy podczas,gdy sprawdzałam oferty kilkanaście razy dziennie. Mówi,że przesadzam,że się tylko nad sobą użalam. Udaje,że nic się nie dzieje.Z jednej strony bardzo mnie to boli,że nie próbuje mnie zrozumieć ,ale jednak wiem,że nie mogę mieć do niego pretensji,że nie wie co się dzieje w mojej głowie, z boku pewnie wygląda to inaczej. Mogę się mylić,ale czasami wydaje mi się,że to taka psychologiczna zagrywka,że wmawia sobie,że jestem normalną, w pełni zdrowia dziewczyną, bo może sam nie może zaakceptować mojej choroby? Nie wiem, wiem,że bardzo mi brakuje jego wsparcia ,ale on mnie ignoruje.

Vifi

Jestem na takim etapie choroby,że z jednej strony nie mam szans na pracę jako np. kelnerka a z drugiej niedostane orzeczenia o niepełnosprawności. Poza tym nie wiem jaki jest stosunek do kurczu pisarskiego, ponieważ jest to bardzo rzadka choroba i nie jestem w stanie znaleźć na ten temat informacji.
Moja wada jest genetyczna spotęgowana przez powikłania. Od strony mojego taty idzie w genie drżenie rąk, miała ja moja babcia, ma je on, ma mój brat cioteczny i mam je ja, jednak w porównaniu do nich moje jest jak Katrina na tle wietrzyku. Poza tym oni mieli/mają tylko problem z rękoma, ja już mam z całym ciałem,czasami drżą mi nawet palce u stóp.
Zawsze mi się wydawało,że takie komentarze to tylko domena dzieci, jednak życie to zweryfikowało. Za każdym razem nawet,gdy mam się zapisać na jakiś nawet banalny kurs w towarzystwie dorosłych to kończy się na tym samym. Jak pomyślę,że mam to znosić przez całe życie a nawet jeszcze gorzej ... Takie banalne rzeczy jak picie kawy w kawiarni czy kupienie cukru powoduje u mnie potworny stres. Pamiętam jak kiedyś miałam ochotę na frytki w parku, stwierdziłam,że nie mogę się tak ciągle ograniczać i kupiłam je. Byłam na siebie wściekła, mi ręce latały jak szalone a wszyscy na mnie patrzyli nawet nie ukradkiem, pokazywali palcami... Potem miałam do siebie potworne wyrzuty sumienia.
Od 2007 roku depresja, od Września 2013 nerwica lękowa
Offline
Posty
53
Dołączył(a)
24 kwi 2013, 01:40

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

przez Strzyga 26 kwi 2013, 09:55
Nadie,
Zawsze mi się wydawało,że takie komentarze to tylko domena dzieci, jednak życie to zweryfikowało. Za każdym razem nawet,gdy mam się zapisać na jakiś nawet banalny kurs w towarzystwie dorosłych to kończy się na tym samym. Jak pomyślę,że mam to znosić przez całe życie a nawet jeszcze gorzej ... Takie banalne rzeczy jak picie kawy w kawiarni czy kupienie cukru powoduje u mnie potworny stres. Pamiętam jak kiedyś miałam ochotę na frytki w parku, stwierdziłam,że nie mogę się tak ciągle ograniczać i kupiłam je. Byłam na siebie wściekła, mi ręce latały jak szalone a wszyscy na mnie patrzyli nawet nie ukradkiem, pokazywali palcami... Potem miałam do siebie potworne wyrzuty sumienia.


Wiem o co z tym chodzi... Ja np. mam problem z jedzeniem publicznie. Spinam się od razu. Zupy publicznie nie zjem bo bym się oblała. Wiem, że Twoja sytuacja jest inna. Ale ja nie raz doslownie 'walczyłam' o przetrwanie. Byłam głodna i czekalam aż dookoła nikogo nie będzie by zjeść. Paraliżowałam się na samą myśl o tym. Robiło mi si gorąco i miałam lęk.

Są dobrzy psychiatrzy i dobrzy psychologowie. Wydaje mi się, że mogłabyś wydrukować tą rozmowę na przykład i pokazać ją jakiemuś psychologowi lub psychiatrze. A jak zobaczysz, że lekarz podchodzi do Ciebie jak do kolejnego z rzędu pacjenta, jak do przedmiotu jakiegoś, to pojedź mu po ambicji - zapytaj czy mógłby postarać się Ciebie zrozumieć? Że każdy ma inny mózg, inne uczucia, inaczej przeżywa różne sprawy? Wymuszaj na nich, skoro są tacy plytcy.
Strzyga
Offline

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

przez zmienny 26 kwi 2013, 12:21
No lekarz nie ma prawa traktować jej jak przedmiot, więc jak któryś będzie, to najwidoczniej jest idiotą i trzeba poszukać innego. ;)
zmienny
Offline

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

Avatar użytkownika
przez Uroboros 28 kwi 2013, 11:33
Widzę, że masz bardzo ciężkie życie, niestety nie wiem jak ci pomóc. Jednak nie znaczy to, że wyjścia nie ma. Cały czas mam wrażenie, że widzisz tylko jedno wyjście, a za niepowodzenia obwiniasz wszystkich naokoło. Ludzie nie są istotami doskonałymi, sama się o tym przekonałam będąc poniżana z pewnego powodu w podstawówce. Lecz z czasem pojęłam jedną istotną rzecz, ci ludzie nie są czystym złem, są tylko małymi, niedoskonałymi istotkami będącymi tworem i zarazem odzwierciedleniem społeczeństwa, w którym żyjemy. Chcąc zmieniać tych maluczkich, trzeba byłoby zmienić ten świat. Niestety ja nie jestem cudotwórcą, choć wciąż ślepo wierzę, że da się coś jeszcze zmienić.
Z biegiem czasu przyzwyczaiłam się widywać osoby, które w gruncie rzeczy nie są warte uwagi ze względu na swą infantylność, brak zrozumienia albo po prostu głupotę. Ludzie zawsze będą krzywdzić się na wzajem, dlaczego że nie potrafią współczuć. Wiem, to banalna odpowiedź, ale takie życie jest - proste, i nie ma sensu go utrudniać. Gdyby potrafili współczuć, postawić się na miejscu drugiej osoby, zniknęłoby wiele zła z tego świata.
Niestety, nas nie nauczona... jak żyć, kochać.
Nas nauczono trzeba walczyć o swoje nawet po trupach,
...nie ma litości,
...ostaną się tylko "najsilniejsi".


Cóż, rozpisałam się nie wiadomo w jakim celu, a może wiadomo...
Celem mojej rozprawy na temat tego świata było przybliżenie ci ogólnego problemu, abyś wiedziała, że nie tylko ty cierpisz. kiedy czytałam o twoim życiu, zauważyłam tam ogromną ilość złości, która prawdopodobnie aż cię zaślepia. Może najwyższy czas pogodzić się z tym, że życie jest pełne cierpień? Uwierz, gdy pogodzisz się z tą świadomością, zobaczysz drugą stronę i dostrzeżesz to czego nie widzisz teraz.
Jak mówi pewne angielskie powiedzenie, czasem trzeba wyjść z pudełka, w którym się siedzi, obejrzeć go z każdej strony i wrócić do niego, aby wiedzieć w czym jest problem:)

Na koniec zadedykuję ci fragment z kawałka Słonia "szczerze"

"To bezsens chłopaku mimo całego syfu
Nie rób sobie krzywdy przez rzeczy na które nie masz wpływu
Bo depresja jak tyfus niszczy społeczeństwo
I niektórzy poddają się tej dziwce zbyt często"
Gotowa by walczyć... O co? To się okaże:3
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
26 kwi 2013, 19:35
Lokalizacja
Piła, okolice

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

przez zmienny 28 kwi 2013, 13:54
Uroboros, słoń miał depresję?
zmienny
Offline

Chyba po prostu potrzebuje się wyżalić...

Avatar użytkownika
przez Uroboros 28 kwi 2013, 14:16
zmienny, nie mam pojęcia, ale kto w tych czasach jest zupełnie zdrowy?;p
Gotowa by walczyć... O co? To się okaże:3
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
26 kwi 2013, 19:35
Lokalizacja
Piła, okolice

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do