Witam. Dziwne?

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam. Dziwne?

przez ada933 22 lis 2012, 20:08
Witam. Mam 19 lat. Pochodzę z małej miejscowości i chciałbym się z wami podzielić swoimi doświadczeniami, gdyż powoli nie dają mi one funkcjonować. Swoją historię zacznę od samego początku, a więc od dzieciństwa, które według mnie nie było „różowe”. Pamiętam, że w dzieciństwie bardzo różniłem się od rówieśników. Byłem bardzo zamknięty w sobie, nie miałem przyjaciół, takich prawdziwych, a nie takich na „cześć”. Pamiętam, że od zawsze byłem ofiarą drwin, gdyż nie grzeszyłem urodą, tuszą (byłem takim pączkiem normalnie) i ogólnie wyglądem. Nie byłem nigdy dobrze ubrany, wtedy nawet nie myślalem o takich rzeczach. Rówieśnicy często mnie wyszydzali, a ja się dawałem(jako dzieciak się dawałem, strasznie mnie to denerwowało, ale zaczynałem tego nie słuchać po prostu, odcinałem się od tego). Moje życie ograniczało się do szkoły i domu praktycznie. Nic nie wiedziałem o świecie, nie byłem w centrum uwagi, ale byłem szczęsliwy, nie wiem czemu, ale byłem, i choć denerwowoały mnie docinki, to starałem się nimi nie przejmowąć i skupiałem się na byciu „wzorowym”. Gdy się urodziłem, to rodzice dopiero „przechodzili na swoje”. Tak więc z dzieciństwa pamiętam ciągłą pracę rodziców na domem. Później i ja pomagałem. Z wcześniejszych lat pamiętam także to, że’" mieszkali obok nas( a w zasadzie, nad nami), alkoholicy, którzy czasami urządzali libacje. Wstydziłem się za nich, ale i bałem. Pamiętam także to, że mieszkała obok nas osoba z zaburzeniami psychicznymi, która alktualnie jest w ośrodku, a ja czasami obok niej się „przewijałem” jako dzieciak. Pamiętam to, że ojca nigdy nie było w domu, bo ciężko pracował na to, żeby móc sie utrzymać. Miał nienormowany czas pracy. Czasmi nie było go w domu dzień, czasami 2, a gdy wracał, to zajmował się pracą przy domu. Od zawsze musiałem być samodzileny. W gimnazjum przypominałem „autystycznego dzieciaka” zamkniętego w wirtualnym świecie. Sieć bardzo mnie wciągnęła. Żyłem szkołą, która zawsze była dla mnie priorytetem i siecią. Nie byłem za bardzo lubiany i znowu nie miałem prawdziwych przyjaciół. Wszystko zmieniło sie na przełomie gimnazjum i liceum. Zacząłem się jakoś otwierać do ludzi. Ogniksa, alkohol, wspólne spędzanie wolnego czasu, wypady do knajp itd. To były świetne wakacje. Później przyszło liceum. Na początku było wszystko w jak najlepszym porządku, ale później stało się coś dziwnego, gdyż postanowięłm się zmienić w 100%. Zmieniłem praktycznie wszystko. Zacząłem żyć sportem i znowu, nieszczęsną szkołą(miałem od zawsze jedną z najwyższych średnich s szkole). Przez naukę i szkołe zerwałem kontakt z niektórymi osobami z gimnazjum, które jako tako mnie tolerowały. Mój tydzien obracał się wokół nauki i sportu. W pewnym momencie praktycznie zwariowałem przez jedną dziewczynę( ona była powodem, dla którego zmeiniłem wszystko, gdyż jak każdy młokos przezyłem rozczarowanie). Przybiło mnie to starsznie(wiadomo młody człowiek, który w jakimś późnijeszy mokresie zaczał wszystko przeżywać). Wciągnąłem się w sport maksymalnie. Byłem wtedy najzdrowższym człowiekiem na świecie, miałem budowę atlety normalnie. Sport, zdrowe odżywianie, budowa tura. Silny fizycznie i psychicznie. Powiedziałem sobie, że już nigdy nic mnie nie złamie, że będę silny, chciałem zapomnieć o wielu rzeczach, ale w jednym momecie wszystko sie popsuło. Odtsawiłem sport i zaczęło się imprezowanie. Alkohol w bardzo dyżych ilościach, jednka mimo to dalej trzymałem wysoki poziom w nauce, tętniało zycie towarzyskie, zarówno to dzienne jak i nocne. Miałem znajomych w każdych kręgach-od tych „porządnych”, po tzw. „margines”. Utrzymywałem kontakt ze wszystkimi, ale potem przyszło jakieś załamanie nerwowe. Nie mogłem np. Zdać prawa jazdy, bo mnie cholernie to stresowało. Potem zacząlem czasmi słyszeć „że lubie kubek”. Bywały tygodnie, że co tydzień wracałem pijany jak bąk z dyskotek itd. Takie właśnie było moje życie. Wtedy zaczęła podupadać moja Wiara. Bywały tygodnie, że na strasznym kacu szedłem do kościoła i chciałem, żeby to był ostatni taki dzień. Potem przyszła matura, a z nią ogromny stres. Oddałem sie jej w 200% i wtedy praktycznie maniaklanie przytłoczyła mnie dbałość o swój wizerunek. Zachciałem złapać maksymalną kondycję i jednocześnie być najlepszym w innych dzedzinach. Wtedy to się chyba właśnie „skończyłem” fizycznie, psychicznie i emeocjonalnie. Wynajdywałem sobie najcieższe z możliwych ćwiczeń i powtarzałem je dzień w dzien przez 2 miesiące po 45 min. Wracałem ze szkoły, katowałem się fizycznie, a potem psychicznie nauką, nad książkami siedziałem do nocy. Przez te 3 lata sypiałem średnio po 5 h dziennie. Moja waga strasznie skakała przez ten czas, gimnazjum prawie 80 kg, lna początku liceum zrzuciłem do 74, potem ćwiczyłem obciążeniowo i dotarłem do 78, potem znowy szybko zrzuciłęm do 74, a pod koniec liceum, zaraz przed maturą ważyłem 64kg. Czułem jak uchodziło ze mnie życie, ale ćwiczyłem wręcz maniakalnie, hobby i największa pasja przerodziły się wręcz w obłęd. Codziennie miałem potężne zakwasy i skurcze, które wręcz, to dziwne, sprawiały mi radość. (Uwierzcie mi, ćwiczenia które codziennie stosowałem były mordercze, 45 min na morderczym tętnie i obrotach, wyobraźcie sobie coś gorszego niż bieg sprinterski przez ten czas, bo w tych ćwiczeniach pracowało całe ciało). Później to mi nie wystarczało, dorzuciłem rower, zacząłem jeździć nałogowo, godzina, dwie, trzy. Nie robiło to mi różnicy, tylko ja, słuchwki w uszach i pusta przestrzeń, kochałem to. Znowu zabójcz tempo + kilka kaw dziennie+ przed matura energetyki często. Doprowadziło to dlo tego, że miałem problemy z cisnieniem, za niskie, później za wysokie. W te wakacje przeszedłem kompleksowe badania i wyszło mi na nich, że bardzo ciężko mnie zmęczyć (ekg wysiłkowe) i mam przerośnięty mięsień sercowy(nieszkodliwy, na pewno przez ten wysiłek na dużych obrotach). Ale wte wakacje zączeły się dziać dziwne rzeczy. Pojawiła się pewna osoba, która mi wręcz spokoju nie dawła. Próbowałemsię jej pozbyć, ale nie mogłem, wciąż jej ulegałem i dałem jej zacząc wreszcie inegorwać w siebie. Znowu zmieniłem podejście do życia. Zacząłem palić i to miażdżąco sie na mnie odbiło.(zapomniałem dodać, że przed maturą, ten wysiłek wykończył mnie do tego stopnia, że wręcz czułem czasami jakieś dziwne impulsy, jakby iskry na głowie). Wracając do wakacji, to czułem się, że przy tej osobie nie jestem sobą. Z ambitnego człowieka(tak mi sie przunajmniej wydawało, bo matura i studia to był mój priorytet) stałem się totalnym „leniem” i nikim. Przestałem wierzyć w cokolwiek, zacząłem się obwiniac o wszystko zło, które zrobiłem w swoim życiu. Zapomniałbym dodać, że jak po maturze przestałem żyć szkołą, to otaczający świat mnie udeżył. Czułem sie jakbym wszystko poznawał na nowo, ciągłe powroty wspomień dotyczących określonych miejsc. Jakoś przestałem żyć bierzącynm życiem i zacząłem żyć przeszłośćią. Zupełnie jakbnym się zatrzymał w miejscu. Byłem strasznie wyczerpany nie miałem na nic sił, paliłem. W końcu zaczęło sie odbijać strasznie przemęczenia, potęzne ataki głodu, bóle mięsni. Jak coś zjadłem, to od razu mnie jedzenie „ścinało z nóg”, usypiałem. Nie miałem siły na nic. Zacząłem się bać tego, że nie wierze(przed liceum byłem niesamowicie religijną osobą), zaczął mnie przereażać widok duchownych. (przypomniałem sobie jeszcze, że zapomniałem wspomnieć, że w liceum byłem zawsze najbardziej pijaną osobą na każdej imprezie). Zacząłem sie wręcz bać alkoholu. Przestałem robić cokolwiek. Przesypiałem każdy następny dzień. Zacząłem mieć dziwne objawy dotyczące ucha, jakby przytkane, potem gula w gardle( podejżewam u sibie nerwice). Pamiętam jak raz w śordku nocy wróciłem na nogach z dyskoteki, po prostu wyszedłem i poszedłem do domu o 1 w nocy( ponad godzina drogi), czułem się jak oszołomiony(nie byłem pijany), po prostu nie mogłem tam wytrzymać, nie przynałem się do tego znajomym. Na wszystko zacząłem patrzec z innej perspektywy. W wakacje doszło tez kilka innych stresującyh sytuacji. Brałem udział w kolizji, kolega zjechał na poboczę i gałąź wybiła szybę, przy której siedziałem(nic mi się nie stało, małe zacięcie na twarzy), lecz lecz cały bok samochodu był skasowany. Później ja o mało co nie rozbiłem samochodu. Obróciło mnie o 180 stopni na zakręcie i przybrałem 2 pobocza, nie wiem czemu, ale to wspomnienie wywołuje na mojej twarzy uśmiech. Następnie rozpoczeły się studia. Myslałem, że wreszcie stane się „normalny”, ale gdy wszedłem w progi uczelni poczułem się jak w klatce z rozszalałymi zwierzętami. Ponowny styk z tak duża liczbą ludzi mnie przeraził, nie mogłem się odnaleźc(teraz też nie mogę, ale jest lepiej). Zaczęło mi nie wychodzić wiele rzeczy, a kiedyś nie było rzeczy, z która bym sobie nie poradził. Siedzę na tej uczelni na wykładach i czuje się niesamowicie skrępowany, wręcz osaczony, później po wykładzie wstaje, rozglądam się i czuje się jakbym był w zupełnie innym miesjcu. Gdy dojeżdżam na uczelnie ze swojej miejscowości czuje jakbynm żył innym zyciem (np. gdy spadł pierwszy śnieg w tym roku, czułem sie jakbym zył wspomnieniem pewnego dnia z przeszłości). Codziennie mam dziwne objawy. Ciągłe zmęczenie, apatia, zniechęcenie, poczucie bezsensu życia, wole np. sam pochodzic bez celu po mieście, niż iśc na impreze, spotkać sie ze znajomymi, porozmawiać. Nic mnie nie cieszy, ucze się, ale to i tak nic nie daje, gdyż gdy przyjdzie do przelania tego na papier zjadają mnie nerwy. Zaczynam czuć panikę, robię się czerwony (twarz i kark). Czasami gdy przechodzę obok ludzi i słysze jak się śmieją(ja już od dawna sie nie uśmiecham), to mam wrażenie, że to ze mnie. Ciągle myslę, że mnie ktos obgaduje, że każdy ma o mnie złe zdanie. Czasami jak jade autobusem i nie wiem już co ze sobą zrobić to na usta cisną sie słowa modlitwy i zaczynam sie w myślach modlić. Czasami jak patrze na ludzi to mam wrażenie jakby mnie coś opętało. Czuje sie wyłączony, czuje ciągłe napięcie nerwowe(z wieloma rzeczami nie mogę sobie poradzić, wszystko leci mi z rąk, wszytsko robie jakby w amoku, często nawet najprostsze czynności mi nie wychodzą). Cały czas mam uczucie przytkanych uszu, sztywnego karku, napiętych mięśni, ciągle jem, bo czuje się słaby, czasami mi drętwieje coś, czasami czuje jakby krew zaczynała mi pulsowac w nogach. Jak przyjdzie mi z kims porozmawiać, to nawet to wywołuje u mnie stres. Chciałbym być sam, denerwuje mnie nawet przebywanie ze współlokatorami, których długo znam. Gdy siedzę na wykąłdach mam ochotę stamtąd jak najszybciej wyjść, gdy siedzę w mieszkaniu, czuje się jak w kaltce ogarniczony. Często sie potykam, nie zauważam wielu rzeczy. Jakoś powoli dociera do mnie to co się dookoło dzieje. Uwielbiam samotność, aktualnie mógłbym przespac całe życie. Nie wiem czemu, ale własnie się uśmiechnąłem....zapomniałem dodać, że usłyszałem kilka razy od znajmomych, że mam psychikę jak seryjny morderca, rozśmieszyło mnie to trochę. To wszystko co tu napisałem jest tym co aktualnie siedziało w mojej głowie...strasznie dziwne mam myśli
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 lis 2012, 19:53

Witam. Dziwne?

przez quiedro 22 lis 2012, 20:38
Cześć, dużo się u Ciebie działo, jak na Twój młody wiek :smile:
Przeczytałem wszystko jednym tchem. Mam nadzieję, że na forum znajdziesz pomoc, jeśli akurat ona Cię tu interesuje. Pozdro :P
quiedro
Offline

Witam. Dziwne?

przez ada933 22 lis 2012, 20:46
Mam jeszcze wiele innych wspomnień, do ciekawszych należy to, że kiedyś wpadłem do wody i ledwo co wyszedłem na brzeg
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 lis 2012, 19:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do