Co mi jest? Pytanie bez odpowiedzi.

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Co mi jest? Pytanie bez odpowiedzi.

przez MissBurgundy 31 sie 2012, 08:29
Witajcie.
Było kilka forów, gdzie rozpisywałam się bardzo nad niemalże całym swoim życiem. Nikt mi tak naprawdę nie pomógł, nawet nie zasugerował, co mi może dolegać. Teraz chciałabym przedstawić wszystkie moje objawy i prosić Was o radę.
A więc do niedawna myślałam, że wszelkie moje problemy sprowadzały się do zmiany szkoły, w której nie czułam się komfortowo. Był też czas, kiedy za sprawą wielu ludzi (także tych w internecie) myślałam, że każdy kłopot to "przez ten wiek" lub ... nudę.
Naprawdę dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że to wszystko trwa już za długo, że wymyka się spod kontroli, że w pełni zdrowi ludzie nie czują się tak jak ja i jak się okazało po szybkim przeanalizowaniu mojego życia (krotkiego, ale zupełnie przeciętnego), że cała sytuacja została zapoczątkowana już dawno temu.

Pozwólcie, że dla uporządkowania opiszę to w punktach

1. Problemy z sercem
Trzy lata temu po raz pierwszy odczułam, że coś jest nie tak (to była jeszcze sp). Początkowo gdzieś tak przez dwa tygodnie czułam ból w klatce piersiowej. To nie było nic silnego, raczej dokuczliwego. Po wizycie u lekarza okazało się, że nic mi nie jest, jednak gdyby to wszystko trwało nadal, powinnam się zgłosić do kardiologa. Rzeczywiście- ból ustąpił, ale około miesiąca później zaczęło się prawdziwe piekło. Nie pamiętam jak się to stało, ale poczułam "to dziwne uczucie w sercu, jakby mi przeskakiwało". Im intensywniej o tym myślałam, tym bardziej dawało się we znaki. Z uczuciem, które nie daje spać, ani posiedzieć chwili w spokoju, wybrałam się na EKG. Przyjęta przez jakąś straszną wiedźmę, maksymalnie się zdenerwowałam, płakałam, kiedy usłyszałam, że może mi grozić niedomykalność zastawki itp. Jednakże z powodu, iż kobieta miała ok. 70-80 lat, na wszelki wypadek, z wynikiem udałam się do pediatry. Co się okazało? SKURCZE DODATKOWE SERCA. Ponoć bardzo niegroźne i wynikające ze stresu. Byłam wtedy bardzo zdziwiona, bo już byłam pewna, że serce mam po prostu chore, chociaż nigdy nie miałam objawów typowych dla chorób serca- słabnięcia etc. Dziwne uczucie dowiedzieć się, że nawala psychika, a nie przeżyć wcześniej żadnego traumatycznego wydarzenia (chociaż coś mi świta w tym temacie). Pani doktor poleciła mi... picie meliski i techniki relaksujące, a także pójście na Echo serca. Na dalsze leczenie u kardiologa nie zdecydowałam się do dziś. Boję się po prostu. Okropne skurcze dodatkowe dają mi się we znaki, kiedy sobie o niech silnie przypomnę. Są okresy, kiedy delikatnie przeszkadzają mi przed snem, był też taki czas, kiedy nie przespałam wielu nocy, wstawałam zlana potem z uczuciem, że zaraz umrę.
[Przypominam też sobie jedną sytuację- kiedy miałam około 6 lat, odczułam pod wpływem tęsknoty coś w stylu ataku paniki. Miałam wrażenie, że moje serce wali jak oszalałe. Wybraliśmy się wtedy na EKG do szpitala i okazało się... że wszystko jest dobrze. ;/ ]

2. Lęk
Od najmłodszych lat byłam strachliwa, jednak gorszą rzeczą jest "strach przed niczym". Po prostu czuję lęk, który mnie nie odstępuje, podczas mycia czy wieczorem. Nie potrafię usiedzieć w ciszy, bo znowu mnie dopada. Od zawsze, tuż przed zaśnięciem czułam pewne przygnębienie, tak jest do dziś. Do tego problemy z zasypianiem. W nocy budzę się zlana potem i tak panicznie się boję sama nie wiem czego. Najgorsze jest to, że wtedy nikt nie chce mi pomów. Wszyscy śpią i mają do mnie pretensje, że ich budzę. To jest najgorsze- jestem samotna właśnie wtedy, kiedy kogoś potrzebuję.
Czasem czuję też takie dziwne uczucie, jakbym była poza swoim ciałem. To dodatkowo mnie przytłacza.

3. Hipochondria
To tłumaczy się samo przez siebie.
Byłam już u lekarza specjalisty z wyimaginowanym rakiem. Kiedy okazało się, że nic mi nie jest, znalazłam drugiego. Każdy ból głowy, każdy ból brzucha to dla mnie zły znak. Przed wspomnianą już wizytą chodziłam jak struta, miałam już wizję swojej śmierci, nawet nie zauważyłam, że ten pseudo-nowotwór nie daje żadnych objawów dla niego typowych.
Ponadto boję się nie tylko samej choroby, ale też śmierci. Odczuwam obawę przed jazdą samochodem i ewentualnym wypadkiem. Przed podróżą pojawiają się myśli "może nie wrócisz do domu".

4. Natręctwo
To jest chyba mój największy problem, który będzie się łączył z punktem [5]. Od dwóch lat nie opuszcza mnie pewna myśl, zmuszająca do wielu wyrzeczeń. Myśl ta sprowadza się prawdopodobnie od strachem przed publiczną kompromitacją. Przez nią niekiedy boję się wychodzić z domu, spotykać ze znajomymi ... Jestem na uwięzi jednej myśli, tak jakby ona trzymała mnie na smyczy i nie pozwalała się od niej odłączyć. To zdecydowanie problem, przez który bardzo cierpię.

5. Erytrofobia- fobia społeczna?
Kiedy zauważyłam u siebie objawy "dziwnego czerwienienia się", poszukałam w internecie i bardzo zdziwiłam się, kiedy to okazało się, że moje dolegliwości mają nawet nazwę! Czerwieniłam się przy każdym wystąpieniu publicznym, nawet podczas rozmowy czy też wizyty w sklepie. Najgorsze jest to, że chciałam tyle powiedzieć, tyle zrobić, a sama sobie nie pozwalałam (dokładnie jak w pkt. 4.). Pomimo tego, że miałam dobre koleżanki, byłam osobą lubianą i mądrą, do wyjątkowo wstydliwych wtedy też już nie należałam, czasem na forum wychodziłam na jakąś dziwaczkę, gbura. Nie byłam w stanie dokończyć zdania, bo już czułam rumieniec na policzku. Przed każdą wypowiedzią na lekcji przez piętnaście minut starałam sie przemóc, myślałam, co robić, by zapobiec czerwoności. Jak wiadomo, ma to zupełnie odwrotne skutki. Jednak w końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam walczyć. Stawiłam czoła erytrofobii i... wygrałam! Naprawdę wygrałam. Czułam się normalnie, zdobyłam pewność siebie, mogłam mówić to, co chciałam. Niestety na krótko... Fobia wróciła. Nie w takim natężeniu jak wcześniej (nie mam problemu w sklepach, wstydu, by podejść do ekspedientki, czy strachu przed wyjściem z domu), ale jednak. Na lekcjach wcale nic nie mówię, a tyle mam do powiedzenia. Bardzo mnie to boli. Panicznie boję się spotkań ze znajomymi, kiedy nie jestem na to przygotowana. Przypadkowe zetknięcie się w centrum handlowym? Burak. Czuję się potwornie, "Co oni sobie o mnie pomyśleli, wzięli mnie za totalnego dziwaka". Tego typy myśli niestety potęgują tę fobię. Strach przed brakiem akceptacji to jej przyczyna, ktora siedzi bardzo głęboko w mojej podświadomości- mam wiele jej skutków, a nadal nie czuję w sobie samej przyczyny. Często dopadają mnie myśli, że tak naprawdę nikt mnie nie lubi, że nie będę miala towarzystwa, przyjaciela. Nie jestem w stanie zaakceptować myśli, że ktoś mnie nie lubi. Staram się być przesadnie miła (to zmieniło się właśnie z nową szkolą). Natomiast z drugiej strony, nie jestem wcale osobą naiwną, dającą sobą pomiatać. Absolutnie nie! Może to nie ma sensu, ale jestem zarówno w swojej głowie "nic nie warta", jak i "ta, która jest lepsza od innych i kiedyś osiągnie sukces". Właśnie w świetlaną przyszłość chcę wierzyć. Ona daje mi nadzieję.

6. Kompleksy
Tak, każdy je ma, szczególnie w wieku nastoletnim, ale na pewno nie w takim stopniu jak ja. Potrafię płakać przez mój wygląd, chociaż stanę przed lustrem i mówię "nie jesteś brzydka". Może to wynika z tego, że niektórzy po prpstu czują się ładni, dają o tym znać, a ja tego nie potrafię i od razu zakodowuję sobie w głowie "ja-maszkara". Czuję też, że jestem tłusta. Wiem, że to nudna jak flaki z olejem, że każdy tak ma. Ale wyimaginowana tusza pojawiła się w moim umyśle nawet wtedy, kiedy miałam całkiem sporą niedowagę, na którą zwracał uwagę nawet lekarz. Teraz, kiedy waga jest w normie, nadal mam wrażenie, że jestem tłuściochem. Ludzie mi mówią coś zupełnie innego, ale ja naprawde nie potrafię przyswoić myśli, że mogę być szczupła. Zawsze szukam drugiego dna, w każdym słowie mogę znaleźć iluzję. Mogę popłakać się dlatego, że mama kupiła mi bluzkę w rozmiarze M (dodam, że mam ponad 1,7 m) To głupie, ale ciągle myślę o schudnięciu. Przechodziłam na diety ok. 700 kcal. Niestety przerwałam ze względu na reakcje mojego otoczenia. Miałam szczerze dość wtykania we mnie jedzenia i straszenia anoreksją i tym, "że tak to się zaczyna".

7. Objawy somatyczne
Tłumaczy się samo "przez się". Od dłuższego czasu, razem z punktem 1, odczuwam inne objawy "zdrowotne", które jak wyczytałam mają silny związek z problemami psychicznymi. Przez cały rok panicznie obawiałam się tego, że zwymiotuję a to na lekcjach, a to w autobusie. Efekt był taki, że bałam się korzystać ze środków transportu i często potrafiłam zwalniać się ze szkoły. Te naprawdę z niczego wywodzące się mdłości potrafią utrzymywać się okresowo, raz przez kilka miesięcy, raz przez 45 minut lekcji, przed dzwonkiem. No i bóle brzucha i nieprzyjemne dolegliwości, które pojawiają się... tylko po wyjściu z domu! Zastanawiam się czy przypadkiem nie dopadł mnie ten zespół jelita drażliwego. Wiecznie trzęsą mi się ręce, jest mi zimno, a przy tym nadal się pocę... No, tragedia!

8. Wrażliwość i nerwowość za razem.
Jak już wspomniałam, proste słowa mnie ranią. Naprawdę nic nieznaczącego potrafi wprowadzić mnie w taki dół, że nie mogę z niego wyjść przez cały dzień. Wredni ludzie czają się wszędzie. Wstrętna nauczycielka, która poniża (tak, poniża) wiele osób, nie tylko mnie. Naprawdę to nie jest tak, że sobie to wmówiłam. Mam wrażenie, że po prostu był taki czas, kiedy nie wiem czemu się na mnie uwzięła (nie tylko ja to dostrzegałam). Wmawiała mi, że rozmawiałam na lekcjach wtedy, kiedy tego nie robiłam. Specjalnie brała do tablicy, czepiając się absolutnie wszystkiego. Czasem nawet nie powiedziała mi co mam robić, a potem miała pretensję, że coś nie tak napisałam. Potrafiłam wyjść ze łzami w oczach ze szkoły. Do tej pory nie wiem, czemu był taki czas, kiedy pałała do mnie taką nienawiścią. Może dlatego, że widziała we mnie to, że nie będę się jej podlizywała jak inni, że mam swoje zdanie i nie jest dla mnie żadnym autorytetem (absolutnie pomimo tego nie byłam w stosunku do niej niegrzeczna, choć niektórym puszczały już nerwy)/ Najgorsze były jeszcze te komentarze innych "ona cię tak nie lubi". Po prostu mogłam się wściec. Na szczęście czas ten już za mną, ale panicznie boję się powrotu do szkoły.
Tak jak wspomniałam każde słowo potrafi zadać mi taki cios. Najbardziej nie mogę znieść kłótni, gdy ktoś mówi mi, "jaka to ja jestem"/ Teraz, kiedy to piszę mam łzy w oczach. To niby nie jest nic wielkiego, ale czuć odmienność, pomimo tego, że to nie do końca ma sens, to dla mnie prawdziwa katorga. Być tą wyróżnioną, nie zawsze pozytywnie, która zrobiła coś innego niż reszta. Nie potrafię nawet sprecyzować o co mi chodzi. Naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego ludzie często mnie w jakiś sposób wyróżniają. Jedni kopiują, chcą ze mną konkurować, np. pomimo koleżeństwa. Ale zdarzyły się też sytuacje, kiedy raz jedna kobieta z podstawówki obarczała mnie winą za coś, czego nie zrobiłam, wmawiała mi jaka to jestem zła. Drugim razem, w pewnych okolicznościach, jedna dorosła osoba wygarnęła mi wszystko, co o mnie myśli (chociaż w sumie mnie nie znała), tylko dlatego, że trzymałam się własnego zdania. Mam wrażenie, że właśnie tamto wydarzenie jest we mnie tak bardzo głęboko zakodowane, że nie potrafię o nim zapomnieć, że chyba do końca pozostanie w mojej świadomości. Słyszałam, że steruję innymi, że jestem despotyczna. Tak, właśnie zawsze, kiedy potrafię się postawić i mieć odmienne zdanie, ludzie są na mnie wściekli. Czy można być osobą słabą i silną jednocześnie? Nie wiem. Ale mam wrażenie i czuję się tak, jakbym od zewnątrz była pokrytą bardzo twardą skorupą, chroniącą mnie przed tym wszystkim, uśmiechniętą i silną; a w środku- była tak krucha, jakby każde cios mógł mnie zniszczyć do całości. Tą osłonką bywa złość. W domu chodzę zdenerwowana, potrafię krzyczeć, bezsilnie bronić się podniesionym głosem. Potem żałuję. Tak jakby mówiły moje nerwy, a nie ta prawdziwa, delikatna "ja". Jestem w stanie płakać bez powodu. Wrócić do domu, usiąść i płakać. Tylko tak, by nikt mnie nie widział.
Najgorsze jest to, że nikt, absolutnie nikt nie próbował mnie zrozumieć. Nie próbował dojść do wniosku, że mam problem, że potrzebuję wsparcia. Niby ludzie są obok, a tak naprawdę ich nie ma. Kiedy chcę rozmawiać o moich problemach, okazuje się, że sobie wmawiam i od razu zbiega się z tematu. To straszne, niezmiernie straszne, gdy nawet bliska rodzina potrafi oceniać cię powierzchownie- że jestem rozkapryszona, a nie, że po prostu smutna. Nie wiem, czy kiedykolwiek doświadczę uczucia, że mogę być sobą nie tylko w swojej głowie i pisząc, ale także wśród ludzi. Czasem mam dość życia. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby mnie nie było. Zawsze powstrzymuje mnie myśl, że mam pasje i że mogę coś osiągnąć, chociaż z drugiej strony brak pewności siebie sieje obawę "nic ci się nie uda".


A więc skończyło się jakoś tak pesymistycznie. Nie chciałam się rozgadywać, ale cóż- tak już wyszło. Mam nadzieję, że ktokolwiek, kto dotrwał do tego momentu, będzie w stanie napisać, co może mi dolegać.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
31 sie 2012, 06:53

Co mi jest? Pytanie bez odpowiedzi.

Avatar użytkownika
przez Fleure_De_Violette 31 sie 2012, 08:52
forum nie jest od stawiania diagnozy. Po to powinnaś się udać szybko do lekarza.
Life always offers you a second chance. Its called tomorrow.
Posty
816
Dołączył(a)
25 cze 2012, 20:14
Lokalizacja
Śląsk

Co mi jest? Pytanie bez odpowiedzi.

przez MissBurgundy 31 sie 2012, 09:27
Fleure_De_Violette napisał(a):forum nie jest od stawiania diagnozy. Po to powinnaś się udać szybko do lekarza.


Doskonale mam tego świadomość. Ale może jest osoba z podobnym problemem i może coś doradzić.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
31 sie 2012, 06:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co mi jest? Pytanie bez odpowiedzi.

przez MissBurgundy 31 sie 2012, 17:23
Powietrzny Kowal napisał(a):Pkt. 1 był w zasadzie cały mój. Według mnie po opisie na 99,9% masz nerwicę lękową. Ale to potwierdzi lekarz i to on ewentualnie zapisze Ci odpowiednie leki po których będzie inaczej.
Nie radzę tego bagatelizować. Ja tak dość długo robiłem i mówiąc kolokwialnie to się "rozrosło" to naprawdę sporych rozmiarów.


Niedługo mam w planach wizytę u psychiatry. Jestem dobrej nadziei. :great:
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
31 sie 2012, 06:53

Co mi jest? Pytanie bez odpowiedzi.

przez Murzyn 31 sie 2012, 18:43
Miss,niestety tylko wizyta u psychiatry...nie wstydź się tego!!!Życzę Ci abyś trafiła do dobrego specjalisty.
Z tego co wyczytałem sama kładziesz wszystko na łopatki,niestety to przez nerwicę ona wzięła nad Tobą górę,ale nie poddawaj się,leki powinny pomóc w dużym stopniu.Miałem podobnie jak ty i szkoła i praca rodzina,radziłem sobie z tym nie wiedząc co mi jest,aż nagle mnie dopadło.W młodości każde uczestnictwo na lekcjach to był jeden stres i utajniony strach przed pytaniem,klasówką itd,choć wiedziałem że jestem przygotowany.
W pracy podejmowanie decyzji i odpowiedzialność za grupę ludzi czasami przekraczalo moje możliwości.
Teraz jestem na lekach,znikły uciski w brzuchu podczas stresu,nie zmuszam się do rozmowy z obcą osobą tylko na luzie rozmawiam,nie mam obaw zapytać się kogoś o coś...
Ale niestety czasami nerwica daje znać jednak o sobie,powraca.Jesteś młoda,na pewno lekarz zaleci leki i w/g mnie terapię to dużo pomaga,wzmacnia,pozwala uwierzyć w siebie.Powodzenia.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
31 sie 2012, 18:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do