Witam :) moja historia w telegraficznym skrócie.

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam :) moja historia w telegraficznym skrócie.

przez Zuzanka1991 10 sie 2012, 14:54
Witajcie, mam na imię Zuza i mam 20 lat. Na nerwicę cierpię oficjalnie od roku, ale wszystkie ataki, histerie, płacze ciągną się już mniej więcej od 10 lat. Ale nikt tego wcześniej nie zauważył do czasu mojego obecnego chłopaka.
Leczę się. Przyjmuję trittico. Jest czasem lepiej, ostatnio gorzej, dlatego szukam pomocy tutaj. Jeśli chodzi o terapię, niestety miałam już 3 i te znajomości nie układały się zbyt dobrze, głównie jeśli chodzi o kompetencje terapeuty (jedna gadała więcej ode mnie :p)

Moja nerwica? Mam wrażenie, że atakuje to, na czym najbardziej mi zależy i że jest jak rak. Zabiera pewność siebie, zabiera dosłownie to co najcenniejsze. Moje tzw "fazy" (taką terminologię przyjęłam z najbliższymi przyjaciółmi) zazwyczaj dotyczą mojej gotowości do stałego związku. Jesteśmy z Markiem razem od ponad 2 lat. Ja zawsze żyłam na emocjonalnych dopalaczach, mam artystyczną rodzinę, sama lubiłam katować się emocjonalnie, przeżywać uniesienia muzyczne. Wpakowałam się w 3letni związek z węgrem, który był tak wycieńczający, że dpiero teraz widzę efekty. Boję się, że nie umiem stworzyć związku, że nie jestem gotowa, że to nie ten. Wszystko się sypie, seksu brak. Czasami mam ochotę wyjąć z siebie jakąś część odpowiedzialną za analizowanie zachowań, za oczekiwanie od siebie cały czas wielkich emocji, motylków wzglęem mojego chłopaka. Tak to jest, że przy konfrontacji z prawdziwym życiem, dla osoby której podstawową wartością są emocje jest bardzo ciężko. Męczą mnie myśli, że może go nie kocham, kiedy nie czuję oczywistych emocji. A mimo wszystko chcę z nim być. Sami wiecie na czym polega to "sprzężenie zwrotne", myśli się mnożą, wszystkie są negatywne, wszystkie pogrążają związek, do tego dochodzą opinie, że jestem taka młoda, ze związki się wypalają... i to wszystko miesza mi w głowie. Cierpię wtedy, nie wiem co jest prawdą, co fałszem, a każde pytanie w mojej głowie powoduje lęk, zanim jeszcze przyjdzie faktyczna odpowiedź. Nie wiem skąd bierze się tylko to moje "ja chcę".
Czuję się bardzo toksyczna. Będąc tutaj nie muszę się wstydzić tego, że wiem, że jestem ciężarem dla przyjaciół. Egocentryczna, apodyktyczna i absorbująca. Prawie zniszczyłam przez to mojego chlopaka, mówiąc mu o każdej fazie, albo poddając się negatywnym emocjom i fazom, podczas których krytykowałam go za wszystko, bo nie pasowało do mojego schematu. Cierpią też moi przyjaciele. Ciężko jest być ciężarem. Z resztą rozumiem ich wszystkich: kiedy patrzysz na osobę którą kochasz, albo która jest Twoim przyjacielem ikedy starasz się jej pomóc bo widzisz, ze cierpi, a nie umiesz tego zrobić i wszystkie Twoje próby kończą się fiaskiem, poddajesz się. Z resztą mój umysł, na wszystko co powiedzą te osoby, na wszystko co chcę i potrzebuję usłyszeć, odruchowo generuje negatywne myśli i wątpliwości. Kolejne. I znów koło się zamyka.

To chyba najgorsza z faz. Marek jest najcenniejszą osobą w moim życiu. Nie potrafię wytłumaczyć skąd bierze się to moje "ja chcę". Mój mózg narzuca mi miliony wytłumaczeń, wszystkie mnie bolą.

Nie mam wsparcia ze strony rodziny. Moi rodzice rozstali się dawno w bardzo przykrych okolicznościach. Nienawidzą się. Ja za to również obrywam bo zdarza mi się usłyszeć, że jestem podobna do mojego szmatławego ojca. Ta część rodziny z której pochodze jest bardzo ortodoksyjna. Część nie wie o moich problemach, część natomiast uważa, że powinnam iść do kościoła, a nie brać leki.

Moje lęki w dużej mierze zaczęły się od kościoła. Wiele lat temu na lekcjach katechezy siostra opowiadała nam o opętaniach. Dziś mam ochotę strzelić ją w policzek, bo nie zdawała sobie sprawy, ze o takich rzeczach nie opowiada się dzieciom w podstawówce. Pojawiły się wtedy pierwsze histerie. Potem lęk przed kościołem, lęk przed dewocjonaliami. Sprzężenie zwrotne, kiedy wchodziłąm do kościoła bojąc się opętania, a im bardziej się bałam tym bardziej wydawało mi się, że tak jest. Karuzela nie miała końca wiec odeszłam od kościoła. Nigdy nie zapomnę, kiedy babcia powiedziała, że powinnam iśc do egzorcysty. Ten lęk nadal trwa. Ja wierzę w Boga. Mój mózg selekcjonuje negatywne myśli, kiedyś podłąpał taką, ze im bardziej ktoś wierzy w Boga tym bardziej Bóg go "trenuje" i stawia przeszkody. Ja nie chce przeszkód, jestem zmęczona.

Były też inne fazy, że jestem lesbijką, że powinnam iść do zakonu, że byłabym w stanie zrobić sobie krzywdę, albo komuś.Nie mogłam patrzeć ani na nadjeżdżające metro, ani na noże w kuchni. Kiedy o tym piszę, one brzmią bardzo banalnie, wręcz zabawne, ale wiecie, że kiedy taka natrętna myśl przyczepi się do głowy to trudno ją usunąć. Jestem też przewrażliwiona na punkcie chorób.

Do tego wszystkiego doszła derealizacja i depersonalizacja.

Tak w skrócie to moja historia.
Czemu tu jestem? Bo poszukuję pomocy. Szczególnie w tej pierwszej kwestii. Potrzebuję pewności, bo sama jej nie mam. Bardzo chcę wierzyć, że moje problemy to tylko moje zaburzenia, ale potem pojawia się myśl : a co jeśli nie? A co jeśli taka jestem? I koło się zamyka.

Bardzo chętnie usłyszę wasze komentarze, opinie, rady albo nawet i krytykę.

Pozdrawiam :)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 sie 2012, 14:27

Witam :) moja historia w telegraficznym skrócie.

przez beladin 10 sie 2012, 20:07
Długo przyjmujesz ten lek? Na początek wybierz się do psychiatry i powiedz wprost, że potrzebujesz leku, który zatamuje strumień negatywnych myśli, wyciszy lęki i poprawi samopoczucie. Trudno jest "walczyć ze sobą" w takim stanie. Kiedy część myśli i emocji odejdzie i w Twojej głowie zrobi się trochę przestrzeni rozwiązania nasuną się same.
beladin
Offline

Witam :) moja historia w telegraficznym skrócie.

przez Zuzanka1991 10 sie 2012, 22:18
Trittico? Niecałe pół roku. Przez jakiś czas skutkowało, potem pojawił się kryzys w związku i wszystko runęło. I dalej karuzela poszła. Nie mogę oglądać filmów, czytać książek bo wszystko porównuję do mojego związku, a potem wpadam w histerię, nie wiem co się dzieje. Kiedyś było tak, że bliskość mnie uspokajała, teraz już tak nie jest. Nawet jak mnie przytula to nie wiem co czuję.

Nie wiem czy takie leki istnieją. Boję się terapii bo boję się, że terapia uświadomi mi coś czego nie chcę. Że nie będę go już chciała. Wiem, ze piszę chaotycznie, ale teraz... właśnie teraz mam atak. Cięzko mi i nie wiem co robić.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 sie 2012, 14:27

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witam :) moja historia w telegraficznym skrócie.

przez Saraid 11 sie 2012, 05:26
Zapewniam chodzenie do Kosciola zamiast leczyc sie lekami to bardzo glupi pomysł!
Powinnas isc do psychiatry powiedz mu dokładnie jak sie czujesz,dobrze dobrane leki przyniosa poprawe,co do terapii
wg mnie znajdz kompetentnego
psychoterapeute,leki pomagaja wyciszyc emocje ale emocje w Tobie musisz przepracowac aby isc dalej,nabrac odpowiedniego stosunku do siebie i otoczenia.
Wiem to nie jest łatwe,boli ale stojac w miejscu niczego nie osiagniesz.
Powodzenia.
Saraid
Offline

Witam :) moja historia w telegraficznym skrócie.

przez Ukata 14 sie 2012, 17:02
hej Zuzo
mam 19 lat, wkrótce 20.Nie wiem jeszcze co mi jest, lecz jest to prawdopodobnie depresja.

Czuję się do Ciebie cholernie podobny - również często słyszę,że jestem podobny do mojego beznadziejnego ojca,rodzice również się rozstali

Jestem krócej ze swoją partnerką,ale wczoraj okazało się wiele smutnych rzeczy.Ciesz się(wiem,łatwo powiedzieć -ale spróbuj!)z tego,że jemu zależy.
Mi zależy na mej lubej bardzo.Nie potrafię tego opisać,ale jedyne co mogę powiedzieć,to to,że każdego razu się starałem.
Ona jednak mniej,z czasem prawie wcale.

Boję się,że nikt nie będzie chciał mnie poznawać,odkrywać ani się mną interesować.Boję się,że już nikogo nie znajdę
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
31 lip 2012, 19:15

Witam :) moja historia w telegraficznym skrócie.

przez warek44 15 sie 2012, 16:17
witamy na naszym forum:)
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
15 sie 2012, 16:04

Witam :) moja historia w telegraficznym skrócie.

Avatar użytkownika
przez pannaAlicja 17 sie 2012, 12:07
Zuzanka1991, z całą pewnością jesteś zaburzona. Potrafisz rozpoznać te "fazy" a to już dużo. Niestety czeka Cię terapia... leki to nie wszystko, chociaż bardzo się przydają.
Życie nie jest problemem do rozwiązania...
jest realnością, którą warto doświadczać
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1204
Dołączył(a)
09 paź 2011, 22:47

Witam :) moja historia w telegraficznym skrócie.

przez jasminumdalia 17 sie 2012, 13:32
Jesteś mądrą dziewczyną. Nie zdarza mi sie czesto poznawac tak młodą osobe która pisze ładnie i składnie. Ja wywnioskowałam że jesteś jak i ja ekstrawertyczką. Mówisz dużo o emocjach, uczuciach. Jesteś bardzo emocjonalna. Potrzebujesz słuchacza, ciepłych, bliskich osób w otoczeniu i oczekujesz tego od partnera. :papa:
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
17 sie 2012, 07:53

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do