Skocz do zawartości
Nerwica.com

Moje życie, nie paradoks?


Twism1

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Powiedzcie mi jak to jest?

Zawsze starałem się być dobrym kumplem i towarzyszem, zachowywałem tajemnice i udzielałem rad wszystkim, którzy potrzebowali. Byłem prawie na każde wezwanie znajomych. Starałem się znaleźć kompromis i jakieś wyjście z każdej konfliktowej sytuacji, można powiedzieć, że wielokrotnie służyłem za bezstronnego mediatora wśród przyjaciół. A teraz czym mi przyszło zapłacić? Kiedy moi znajomi imprezują i korzystają z życia pełną gębą jak należy w tym wieku ja zostałem w tyle, pominięty, wykluczony, stałem się wyrzutkiem z nerwicą, depresją, wadą serca i samotnością w czterech ścianach. Tak, ojjj tak, smutny ma żywot ten nasz internetowy koleżka pomyślicie, oj smutny, kiedy ludzie na Ziemi głodują i umierają, faktycznie... Przecież mogę do nich napisać, odezwać się, wyjść do ludzi więc w czym problem? Co za problem walczyć całe życie o tolerancję i akceptację, kiedy ludzie w krajach Trzeciego świata walczą o życie każdego dnia. Też histeryzuje i wymyśla młodzieniec zbuntowany. Pewnie w dobrej rodzinie uchowany i za dużo ma czasu, a za mało dyscypliny. Tak?

Chylę czoła i czyszczę buty za przeczytanie, wybaczam też że o tym szybko zapomnicie bo już taka ludzka natura. Wiecie jaka jest najlepsza metoda by nie zwariować i utrzymać się w tym świecie? Akceptować wszystko bezwarunkowo jako normalne i dopuszczalne. Z resztą czytając to forum dochodzę do takiego wniosku. To jest wiedza objawiona. (fragment encykliki Twisma 2012-05-16)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A na co mamy wpływ jak sądzisz? Całe życie jesteśmy zależni i pod wpływem innych ludzi, a każdy dąży do narzucenia swojego zdania innym. Według mnie nie istnieje empatia i zrozumienie, jako tako, są sztuczki manipulacyjne, które mają służyć zdobyciu zaufania drugiego człowieka i sprawieniu, że poczuje się komfortowo, by się otworzył. A po co? Po to żeby ten drugi mógł mieć nad tym pierwszym władzę. Ludzie to dzikie bestie, owce w przebraniu wilka, każdy czeka, żeby drugiego stłamsić, przygnieść i zjeść. Wyjdź na ulicę i się rozejrzyj. Nie udawaj, że tak nie ma, sama dobrze wiesz. Wszędzie dookoła ludzkie spojrzenia wilcze. Jeden u drugiego szuka tylko słabostek i czułych punktów, by mieć przewagę, by móc uderzyć, zaatakować. Miłość to teoria i tylko piękna idea, stworzona przez Kościół by (też chore) zdobywać władzę wśród słabszych po przez manipulację (pacyfizm). Jest tylko agresja, drapieżność, pożądanie, dominacja. Czytałaś Nietzsche'go? Nie chce nic mówić, ale chłop miał absolutną rację. Cała ta etykietka i kurtuazja jest sztuczna i wbrew ludzkiej naturze. Człowiek niczym się nie różni od zwierzęcia. Kto wygrywa w życiu? Ten kto dłużej potrafi zachować maskę i nie da się wykryć. Amen.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A na co mamy wpływ jak sądzisz?

Moim zdaniem na wiele rzeczy..chociazby na wlasne wybory

Całe życie jesteśmy zależni i pod wpływem innych ludzi, a każdy dąży do narzucenia swojego zdania innym.

Majacv lat 20 tez tak myslalam bo nie bylam samodzielna... teraz inni mnie moga cmoknac. Kicham na ich zdanie i robie co chce

 

Smutne to Twoje widzenie swiata. Takie zero jedynkowe. Ludzie sa rozni... spotkalam takich ktorych wiecej na oczy nie chce widziec i takich bez ktorych zycia sobie nie wyobrazam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A na co mamy wpływ jak sądzisz?

Moim zdaniem na wiele rzeczy..chociazby na wlasne wybory

Całe życie jesteśmy zależni i pod wpływem innych ludzi, a każdy dąży do narzucenia swojego zdania innym.

Majacv lat 20 tez tak myslalam bo nie bylam samodzielna... teraz inni mnie moga cmoknac. Kicham na ich zdanie i robie co chce

 

Smutne to Twoje widzenie swiata. Takie zero jedynkowe. Ludzie sa rozni... spotkalam takich ktorych wiecej na oczy nie chce widziec i takich bez ktorych zycia sobie nie wyobrazam

 

Wiem, że smutne, dlatego widzisz, wolę zamknąć się w swoim świecie, odizolować, niż zatruwać innym życie. Z resztą znajomi też niechętnie utrzymują ze mną kontakt. Nie chcę robić z siebie ofiary, ale tak właśnie jest. Mam nadzieję, że to szaleństwo się skończy już niebawem. Sama widzisz jak jadowity teraz jestem, żal mam tylko do siebie, że moi bliscy muszą ze mną teraz przebywać. ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wolę zamknąć się w swoim świecie, odizolować, niż zatruwać innym życie.

Tylko, ze to nie ejst zadne wyjscie bo zatruwasz siebie. Widac, ze doskwiera Ci samotnosc i potrzebujesz ludzi. Im bardziej zamykamy sie w sobie tym bardziej dziczejemy. Mialam tak przez pewien czas i nawet zwykle wyjscie z domu stawalo sie dla mnie problemem bo dostawalam atakow paniki. Nigdy przenigdy nie chce do tego wrocic. Nie zamykaj sie bo ciezko potem wrocic do zywych

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Według mnie nie istnieje empatia i zrozumienie, jako tako, są sztuczki manipulacyjne, które mają służyć zdobyciu zaufania drugiego człowieka i sprawieniu, że poczuje się komfortowo, by się otworzył. A po co? Po to żeby ten drugi mógł mieć nad tym pierwszym władzę. Ludzie to dzikie bestie, owce w przebraniu wilka, każdy czeka, żeby drugiego stłamsić, przygnieść i zjeść. Wyjdź na ulicę i się rozejrzyj. Nie udawaj, że tak nie ma, sama dobrze wiesz. Wszędzie dookoła ludzkie spojrzenia wilcze. Jeden u drugiego szuka tylko słabostek i czułych punktów, by mieć przewagę, by móc uderzyć, zaatakować. Miłość to teoria i tylko piękna idea, stworzona przez Kościół by (też chore) zdobywać władzę wśród słabszych po przez manipulację (pacyfizm). Jest tylko agresja, drapieżność, pożądanie, dominacja. Czytałaś Nietzsche'go? Nie chce nic mówić, ale chłop miał absolutną rację. Cała ta etykietka i kurtuazja jest sztuczna i wbrew ludzkiej naturze. Człowiek niczym się nie różni od zwierzęcia. Kto wygrywa w życiu? Ten kto dłużej potrafi zachować maskę i nie da się wykryć. Amen.

Nie zgodzę się z tym tak do końca.Masz rację,że to co opisujesz występuje w większości wypadków.Ale są też jednostki,które są totalnym przeciwieństwem ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A na co mamy wpływ jak sądzisz? Całe życie jesteśmy zależni i pod wpływem innych ludzi, a każdy dąży do narzucenia swojego zdania innym. Według mnie nie istnieje empatia i zrozumienie, jako tako, są sztuczki manipulacyjne, które mają służyć zdobyciu zaufania drugiego człowieka i sprawieniu, że poczuje się komfortowo, by się otworzył. A po co? Po to żeby ten drugi mógł mieć nad tym pierwszym władzę. Ludzie to dzikie bestie, owce w przebraniu wilka, każdy czeka, żeby drugiego stłamsić, przygnieść i zjeść. Wyjdź na ulicę i się rozejrzyj. Nie udawaj, że tak nie ma, sama dobrze wiesz. Wszędzie dookoła ludzkie spojrzenia wilcze. Jeden u drugiego szuka tylko słabostek i czułych punktów, by mieć przewagę, by móc uderzyć, zaatakować. Miłość to teoria i tylko piękna idea, stworzona przez Kościół by (też chore) zdobywać władzę wśród słabszych po przez manipulację (pacyfizm). Jest tylko agresja, drapieżność, pożądanie, dominacja. Czytałaś Nietzsche'go? Nie chce nic mówić, ale chłop miał absolutną rację. Cała ta etykietka i kurtuazja jest sztuczna i wbrew ludzkiej naturze. Człowiek niczym się nie różni od zwierzęcia. Kto wygrywa w życiu? Ten kto dłużej potrafi zachować maskę i nie da się wykryć. Amen.

Widzę że masz podobny światopogląd do mojego...ba identyczny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Problem tkwi w tym, że czas spędzam w domu z toksyczną, zaborczą, emocjonalnie niedostępną matką, sprawując rolę gospodarza, ojca jak zawsze nie ma, a jeśli już jest to znajduje pretekst, żeby się gdzieś podziać, i tak było zawsze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Twism1, miałam identycznych rodziców.

Od pierwszej Twojej wypowiedzi sam dewaluujesz swoje uczucia, krytykujesz je i umniejszasz tylko po to, żeby ktoś tego nie zrobił za Ciebie. Robię to samo, bo nigdy nie spotkałam ludzi, którzy dostrzegliby moje problemy i zmagania. Nigdy to nie było akceptowana i zawsze było dewaluowane. To straszne, wiem co czujesz. Też wiecznie poszukuję akceptacji, ale nigdy jej nie znajduję, bo sama siebie nie akceptuję. Wmówiono mi że jestem zła i moje cierpienia nic nie znaczą. Nie daj sobie tego wmówić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale obłęd słuchajcie do czego teraz doszedłem... Czytając te wszystkie swoje poprzednie wypociny, aż łapę się za głowę, że to ja pisałem... Poważnie.

Przyszła mi do głowy taka myśl, że moja nieufność, rezerwa i negatywne nastawienie do otoczenia bierze się stąd, że... Od dziecka wykazywałem pewnego rodzaju 'odchyły', ale z resztą jak to dzieci, są ciekawe świata. Większość czasu spędzałem z rodzicami. Myślę, że przez cały okres dorastania rodzice mnie obserwowali i doszukiwali się u mnie objawów jakiejś choroby psychicznej, autentycznie, czasami czułem się prześladowany... Teraz po tych wszystkich zajściach, o wszystkim im powiedziałem, o lękach, o moich lekach, jak mają mnie traktować? Na chłopski rozum... Wyjdę z tego, no i co? Będzie to samo, będzie wracanie do tego tematu, grzebanie w przeszłości. Najbliższa mi rodzina choćby nie wiem co dalej będzie patrzeć na mnie jak na dziwaka, a przynajmniej ja będę mieć stale to uczucie, bo jak może mi być nie wstyd po tym wszystkim... Samo to, że będę o tym pamiętał będąc z moimi rodzicami. To jest przykre, znowu się chyba załamię...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

21. Tak, oczywiście, że ze względu sytuacji finansowej i chorobowej, inaczej bym dawno się już wyniósł. Najbardziej doskwiera mi bylejaka relacja z matką, nawzajem się zatruwamy. Wina jest po mojej stronie, bo zrobiłem przesadnie dużo hałasu wokół siebie z moimi lękami, no ale nie miałem absolutnie nikogo. Teraz stale myślę, co z tym zrobić.

 

-- 18 maja 2012, 13:40 --

 

U mnie w domu panuje nieco dziwna atmosfera i ciągłe napięcie. ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Twism1, Czasem nawet przeprowadzka nie pomoże, wyprowadziłem się z bratem (matkę widzę codziennie - a i tak nikomu z rodziny nie ufam,mimo że ni byli źli), Choć lepiej być samemu, jeśli ludzie się męczą nawzajem swoją obecnością...

Nieciekawa sytuacja tak czy siak...

Co ze studiami,pracą itp?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Twism1[/b ]Pisałeś tak jak myślałeś i czułeś w danej chwili.Czyżbyś był jasnowidzem,że wiesz jak twoi najbliżsi będą reagowali w przyszłości,jak Cię będą odbierali.Myślę ,że to ty sam jesteś dla siebie największym "sędzią".To ty sam musisz zaakceptować w sobie to jaki teraz jesteś,i nie masz się czego wstydzić.To nie twoja wina ,że jesteś bardziej wrażliwy od innych,i że przyszedł taki moment ,że gorzej sobie radzisz z rzeczywistością.Co do twoich znajomych ,to myślę że oni po prostu widzieli ciebie jako osobe silną,zawsze chętna pomóc,więc kiedy zobaczyli twoje nowe oblicze to nie poradzili sobie z tym.Wielu z nich pewnie odeszło ze strachu,nie wiedząc jak do ciebie teraz podejść.I nie ma w tym twojej winy.I życzę Ci dużo siły,by móc zwalczyć w sobie krytyka,i zaakceptować siebie.Trzymaj się

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×