moja historia...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

moja historia...

Avatar użytkownika
przez Kasiaq88 19 wrz 2006, 16:52
jak wiekszosc ludzi ktorzy tu pisza, chce znalezc troche pomocy i zrozumienia.. bo zaczynam sie gubic... wiekszosc ludzi powie pewnie ze to normalne w moim wieku.. tylko czasem mysle ze chyba troche za szybko dorosłam....

mam 18 lat. w tym roku zdaje mature. ucze sie dobrze. nigdy nei mialam z tym problemow. maluje, pisze wiersze, kocham rzezbic. nzywali mnie aniołkiem z różkami:)

sytuacja w rodzinie to jeden z powodow moich nerwow.. moj dziadek byl alkoholikiem. a moja babka to wykorzystywala. moja matka zawsze byla odrzucana, wszystko dostawalo jej rodzenstwo. nawet nie mieszkam w sowim domu bo nei stac nas na przeprowadzenie. dziadek nie zyje od kilku lat. ale to nie przeszkadza zeby roznosic plotki... pamietam krzyki. kłotnie. nie wytrzymuje jak ktos krzyczy. zaczynam sie trzasc i placze.
pamietam jak pijany dziadek bil po oknach. ale byly tez dobre momenty. zmarłych trzeba wspominac dobrze..
w wieku 7 lat zaczely sie problemy w szkole. zawsze bylam cicha i niesmiala. zamykalam sie w książkach. zlosliwe kolezanki doprowadzaly mnie do płaczu. pamietam do tej pory jak staly nade mna i krzyczaly. smieszne. ale tego sie nei zapomina zbyt szybko..
potem, w wieku 14 lat odblokowalam sie. stalam sie naprawde smialą panienką. nie lubilam byc w centrum uwagi, ale czesto tak bylo. bardzo przytylam bo bralam leki hormonalne.
w wieku 16 lat gwaltownie schudlam. przyczynil sie do tego zabieg przestawienia kregoslupa ktory ciagnal za soba rehabilitacje i jedna sytuacja.. ne wiedzialam co bylo powodem tego ze oje "przyjaciolki" zrobily ze mnie - przepraszam za wyraznenie - dziwke.. eraz wiem.. chlopak, z ktorym chodzilam. z reszta on tez mnie ponizyl, ale znioslam to bo bylam glupia i chcialam z nim byc. z reszta co 15 latka moze wiedziec o uczuciach.. to byla gehenna w szkole.. znęcanie sie psychiczne. i bylam na tyle glupia ze nie chcialam rozwiazac tego problemu.. rodzce zatwardziale bronili swoich grzecznych dzieci ktore szarpaly mi nerwy. plakalam co noc.. wszlam z tego jakos. dalo sie:) wszystko sie da;) poznej zaczely sie moje shizy.. myslalam ze mam cos z psychika hehe, byc moze.. przeczuwalam ozne wydarzenia. i sei to wszystko sprawdzalo.. czulam czyjas obecnosc, czulam hmm Anioły? widzialam szare cienie na cmentarzach, duzo rzeczy pokręconych.. ehh.. tez przeszlo, czasem tylko tak mam ze w oczach widze wszystko.. i jakies aury..
potem poznalam nowych ludzi. zaprzyjaznialm sie z nimi. nie wiedzialam tylko ze powtorzy sie sytuacja.. zaczelam chodzic z pewnym chlopakiem. nie wiedzialam ze podobal sie mojej przyjaciolce. niedawno sie dowiedzialam. a to bylo 3 lata temu;/... no i za plecami zostalam dziwką drugi raz... a chlopaka po prostu omotali. dal sie.. widze ile byl wart.. teraz. i chyba chcac o tym zapomniec wpadlam w ramiona (nei lubie taich okreslen ale ok..) innego.. i sie zakochalam po kilku miesiacach.. mialam gluche telefony, maile, zastraszania.. wiedzialam kto to robi, ale nie moglam tego udowodnic.. znowu placz op nocach.. zaczelam chorowac na serce. ten chlopak ze mna zerwal. a bylam zakochana;/.... bardzo;/ pierwsza milosc hehe:) w domu znowu pojawily sie kłótnie.. rodzice wspominali o rozwodzie.. rzyk krzyk i jeszcze raz krzyk.. i guz na jajniku. zalamalam sie. i znowu poznalam kogos innego. i po 3 miesiacach zerwalam, bo nie akceptowalam tego ze byl kibolem;/ bo jak mozna...... potem w ciagu roku tamten chlopak wracal do mnie 6 razy. rozstalismy sie w maju tego roku. klamal mnie bo wiedzial ze wszystko mu wybacze. teraz sie pomylil. przestalam pisac wiersze, przestalam malowac... czulam sie jakby KTOS NA GORZE o mnei zapomnial... pojawialy sie problemy ze zdrowiem. nei tak dawno skonczylam leczenie hiperprolaktynemii.. tzn ze nei moglam miec dzieic. ale chyba jest ok:) serce dawalo sie we znaki dopoki nei przeczytalam na opakowaniu tabletek tzn na ulotxe ze sa na silne stany nerwicowe.. wtedy powiedzialam sobie STOP... uciekalam z domu kiedy byl krzyk zeby sie nie denerwowac... odcielam sie od ludzi ktorzy robili mi złą opinie.. ale nadal nie bylam taka jak kiedys..
pewnego dnia, w lipcu tego roku, weszlam z nudow na czata.. podlaczyl sie jakis chlopak.. potem przeszlismy na gg.. po 8 dniach sie spotkalismy. na rowerach, super koles po prostu. strasznie szybko duzo mu powiedzialam, czulam ze moge mu zaufac. potem poszlismy na przadki, taki rezerwat, chodzilismy po skalkach (kilka dni po rowerach).. pierwszy raz sie wspinalam. nei mialam sily w pewnym momencie a on powiedzial: w zyciu poprzeczki trzeba stawiac sobie tak wysoko zeby samemu miec trudnosci z ich przekroczeniem... moje slowa.. no i wjechal mi na ambicje i weszlam tam. a wczesniej nie mowilam mu ze mam problemy z sercem i astme.. nic mi nie bylo:) czulam sie blizej nieba niz kiedykolwiek wczesniej. duzo mi tym dal. na jedenj ze skal zaczelismy ze soba chodzic. duzo dzialo sie szybko. strasznie intensywnie. wygladalo jak wakacyjny romanssss(tez nie lubie tego okreslenia ale doobra..) zakochalam sie w nim bo myslalam ze warto. i dalej tak sądze. od poczatku wiedzialam ze wyjedzie. za granice. ma 21 lat i swoje plany i marzenia. i nie mam zamiaru ich nisczyc!! jedzie za kilka dni.l poklocilismy sie. nie o to. tylko o to ze naciskalam. za bardzo... glupia kasia myslala ze moze nadrobic rok... i co teraz? teraz odklada spotkania.. mielismy sie spotkac i porozmawiac bo chcial. i co? i nic... ciagle cche czasu.. i daje mu go bo nie mam wyboru.. ten czlowiek pozwolil mi najpierw uwierzyc w swiat, w ludzi, we wlasne mozliwosci ale teraz mi pokazuje ze nei warto marzyc..... uslyszalam od niego ze dla niego to tylko zwiazek bo jutro moge byc z jego najlepszym kumplem, ale to nei moja wina ze dwoch jego kolegow zaczelo cos do mnie.... tlumaczylam im...... w domu znowu problemy... nie jem od kilku dni, nei moge sie ruszac i spac.. boli mnei glowa i brzuch.. zawracam sie... nie wiem co sie dzieje... nie wiem jak mam z nim rozmawiac... przed klotnia poprosil mnie zebym napisala dla niego od siebie zeszyt z przemysleniami... i pisze go.. ale nei wiem co dalej... boje sie o to... wiem ze wytrzymam kiedy będzie daleko ode mnie.. ale nei wytrzymam jesli nie pozwoli zostawic w moich rękach swojego serca... bylo swietnie. teraz nie wiem co będzie. boje sie ...... prosze o pomoc.....:(
Świat nie jest taki zły,
świat wcale nie jest zły:)
Niech no tylko zakwitną jabłonie!!!! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
19 wrz 2006, 16:17
Lokalizacja
okolice Krosna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Przeskocz do