nie radzę sobie

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

nie radzę sobie

przez delusion 10 kwi 2012, 21:36
Mam problem. Przede wszystkim chyba sama ze sobą. Mam dopiero 18 lat, a nie radzę sobie z życiem, nawet nie mam siły próbować. Zawsze byłam dość szarym człowiekiem, ot zwykłą nieśmiałą, ale uśmiechniętą dziewczynką. Byłam normalna, miałam pasje, przyjaciół, dużo się śmiałam, cieszyłam się z każdego drobiazgu, chociażby ze słońca za oknem. Lecz to wszystko zniknęło gdy chyba zaczęłam dojrzewać i mieć większą świadomość życia. Rok temu wpadłam w okropny stan, męczyły mnie myśli samobójcze, przechodząc przez ulicę miałam nadzieję, że coś mnie dosłownie trafi i skończy ze mną. Nie miałam nad tymi myślami kontroli, czułam się bezsilna, wieczorem płakałam w łazience, próbując to z siebie wyrzucić, ale to oczywiście nie pomagało. To było straszne, te myśli były okropnie natrętne i choć wcale ich nie chciałam, to coś jakby szeptało mi nad głową codziennie "skończ ze sobą, nikt nawet nie zauważy, zrobisz im przysługę, uwolnisz ich od siebie"... Ten okres w moim życiu zmienił mnie diametralnie. Stałam się człowiekiem bardzo zimnym, nie potrafiącym uwierzyć w miłość czy przyjaźń, nie potrafiącym się cieszyć. Mam prawie 18 lat, chodzę do technikum. Nie jestem już wyjątkowo nieśmiała, jednak nie radzę sobie z kontaktem z innymi ludźmi. Nie wiem czy dlatego, bo się boję, czy nie chcę. Nie byłam nigdy w poważnym związku, zazwyczaj bawiłam się facetami, a potem uciekłam od nich, gdy sprawy zaczęły się robić poważniejsze. Miałam w życiu kilka przyjaciółek, jednak od każdej dostawałam swojego czasu po dupie, więc utwierdziłam się w przekonaniu, że przyjaźń nie istnieje. Jednak mam dwie zaufane osoby, z którymi uwielbiam spędzać czas, mogę normalnie pogadać o wszystkim, być sobą (strasznie boję się, że się od nich uzależnię i znowu ktoś mnie zostawi...). Nie wiem dlaczego one nadal są przy mnie, bo jestem okropnym człowiekiem, kłótliwym, jak mam gorszy dzień to wyżywam się na innych, jestem szczera do bólu i często nie kontroluje tego co mówię... Innych ludzi wręcz nie lubię. Mogę z kimś pogadać raz (choć teraz nie potrafię już chyba nawet rozmawiać...), ale nie potrafię jakoś w żaden sposób tego rozwinąć. A w tłumie ludzi często nie potrafię się odnaleźć, czuję się źle i chcę szybko uciec. Ostatnio jednak to wszystko się pogarsza, bo mało wychodzę do ludzi i wręcz zaczynam się ich bać. Miałam ostatnio pojechać po buty, jednak zauważając w sklepie tłum, momentalnie poczułam się nieswojo i wyszłam, nie potrafiąc nic załatwić (a bardzo chciałam). Ogólnie trudno to wszystko opisać, bo mam wrażenie jakbym miała jakieś rozdwojenie jaźni. Czasem mogę być duszą towarzystwa, czuć się świetnie, rozmawiać z ludźmi, śmiać się, a czasem w tłumie paraliżuje mnie ze strachu tak, ze nie mogę się nawet odezwać i mam ochotę zniknąć. Nienawidzę siebie za to, przez te drugie sytuacje czuję obrzydzenie do siebie. Jestem bardzo mało pewna siebie i tego co robię, wszystkie moje nawet najmniejsze pomyłki mnie cały czas nawiedzają, rozpamiętuję je i nie mogę o nich zapomnieć, strasznie mnie to męczy. Zrobię jakiś malutki błąd, na prawdę głupotę, chociażby powiem coś głupiego i potem cały czas o tym myślę i mam złe myśli o sobie. Mam ogromne kompleksy (ale walczę z tym), choć ludzie często prawią mi komplementy, ja o tym nie myślę, bo moją głowę nawiedzają słowa np. jakiegoś jednego człowieka, który kiedyś powiedział coś o mnie źle. To chore i strasznie męczy. Wgl nie radzę sobie ze swoimi myślami, staram się z nimi walczyć, ale to mało co daje. Teraz staram się przynajmniej siebie nie krytykować, ale to trudne, bo na prawdę mało mi w życiu wychodzi, najchętniej to przespałabym całe życie. Zauważyłam też, że nic dosłownie mnie nie cieszy. Postawilibyście mi pod domem Porsche, to byłabym w szoku przez chwile, a potem nadal nie czułabym nic, ew zaczęła marudzić, bo kolor nie taki. Moją pasją od kilku lat jest jazda konna, kiedyś po każdej jeździe byłam wręcz błogo szczęśliwa, teraz mam znowu kolejną przerwę, bo przynosi mi to tylko frustracje (a jeżdżę bardzo dobrze).... Widzę świetną pogodę za oknem i nic, zero emocji... Nie potrafię się cieszyć, myślę tylko o tym co zrobiłam źle. W rodzinie jestem jak czarna owca, nie lubię z nimi spędzać czasu, za to oni biorą mnie za jakąś nienormalną, a ja ich za to nienawidzę jeszcze bardziej... Jestem mądra, podobno ładna, szczupła, uzdolniona plastycznie, potrafię robić bardzo dobre zdjęcia, mam genialny gust, zawsze swoje zdanie, uwielbiam dyskutować na każdy temat i przekonywać ludzi, że nie mają racji.... a jednak nie potrafię tego wszystkiego dostrzec, widząc w sobie tylko negatywy. Bardzo mi zależy na zdaniu innych ludzi, a oni mnie nie doceniają i to mnie dobija. Przez ostatnie kilka miesięcy też okropnie schudłam, robię sobie głodówki, żeby poczuć ból fizyczny, zamiast tego psychicznego. Czasem wyglądam jak chodzący trup, przez to, że dniami i nocami żeruje tylko na kofeinie. Najbardziej chyba mimo wszystko boję się samotności, czuję się okropnie jak nawet siedzę sama w nocy w domu.... I nie boję się wtedy bandytów czy potworów, tylko ta samotność mnie tak przeraża i siedzę i czuję w sobie i wokół tą okropną, zimną pustkę.... I do tego ostatnio wróciły te straszne, nie dające spokoju myśli.... to wszystko mnie przeraża, tym bardziej, że potem będzie matura, studia, praca.... a ja nie potrafię poradzić sobie ze sobą, a co dopiero z życiem i obowiązkami... Nie wiem co mi jest....

Przepraszam za te durne i chaotyczne farmazony.... ah i tak, witam was...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 mar 2011, 00:46

nie radzę sobie

Avatar użytkownika
przez Snejana 10 kwi 2012, 21:45
hej, też dopiero dzisiaj zaczęłąm aktywność na tym forum i zapewniam Cię, że mozna tutaj znaleśc zrozumienie :) jestesmy w tym samym wieku i też czeka mnie własnie matura... rozumiem troche z tego o czym mówisz... nie jestem znawcą, ale potrzbujesz zdecydowanie kogoś ze swojego otoczenia z kim powinnaś o tym pogadać... jezeli nie znajdziesz zrozumienia nie ma się co bac psychiatry czy psychologa... ja to odkladałam i bagatelizowałam, aż zemdlałam i wylądowałam z szpitalu z diagnozą anoreksji...
"I czemu głupi człowiek czepia się tak uparcie popełnionej omyłki, czemu poraniony, pokaleczony, świadomy, że idzie złą drogą brnie wciąż dalej, ciągle się łudząc, że to może nie była omyłka?"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8006
Dołączył(a)
27 lut 2012, 17:19
Lokalizacja
Kraków/Myślenice

nie radzę sobie

przez Locust 10 kwi 2012, 21:49
Snejana, ma z kim porozmawiać, ale widzę tu silniejsze stany, z którymi sobie nie radzi i dobrze by właśnie było udać się do specjalisty...
Locust
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

nie radzę sobie

Avatar użytkownika
przez Snejana 10 kwi 2012, 22:04
delusion, tak powinnaś chyba zrobić :) mamy nadzieję, ze się jeszcze odezwiesz :)
"I czemu głupi człowiek czepia się tak uparcie popełnionej omyłki, czemu poraniony, pokaleczony, świadomy, że idzie złą drogą brnie wciąż dalej, ciągle się łudząc, że to może nie była omyłka?"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8006
Dołączył(a)
27 lut 2012, 17:19
Lokalizacja
Kraków/Myślenice

nie radzę sobie

Avatar użytkownika
przez amelia83 10 kwi 2012, 22:54
delusion witaj kochana na forum. Twoja historia przypomina mi po części moją, ja równiez w wieku 18 lat ...zaczęłam sobie nie radzić po prostu.Witaj. Pomyśl nad dobrym psychoterapeutą
'Jeśli nie umiesz latać, biegnij. Jeśli nie umiesz biegać, chodz. Jeśli nie umiesz chodzić czołgaj się. Ale bez względu na wszystko- Posuwaj się naprzód '
M. Luther King

'jak o mnie ktoś zapyta powiedzcie mu że znikam, za równoległym światem, gdzie liczby nie są ważne'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13390
Dołączył(a)
17 mar 2011, 16:01
Lokalizacja
daleko czasem blisko

nie radzę sobie

przez delusion 11 kwi 2012, 02:22
Dzięki za odzew, to miłe.

Do psychiatry nie pójdę, boję się diagnozy i przypisania jakichś leków, których też bałabym się brać. A co do psychologa to też się obawiam, trudno mi było napisać tutaj, w internecie, i nawet tu nie potrafiłam opisać wszystkiego tak jak chciałam, a co dopiero u psychologa, co jak nie będę potrafiła mu nic opisać i powiedzieć o siebie? Mam problem z otworzeniem się przed obcym człowiekiem i jakoś sobie tego wszystkiego nie wyobrażam.

Dzisiaj niedługo po tym jak napisałam tego posta i tekst, że "boję się, że znowu wszyscy mnie zostawią", jedna z owych "bliskich mi osób" zasugerowała, że nie chce się już ze mną zadawać i widywać. Po sporej wymianie zdań, zaczęłam płakać, ten stan zajął mi może 10min, a potem nie czułam już nic, przestałam o tym momentalnie myśleć, w głowie i w sercu miałam pustkę, jaką mam do teraz. Już mnie to nie smuci, nie zastanawia... Na prawdę mam wrażenie jakbym była wyprana z uczuć. Nic nie jest w stanie mnie ruszyć. Może nie mam serca? To wszystko jest mi już tak okropnie obojętne...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 mar 2011, 00:46

nie radzę sobie

przez Flea 11 kwi 2012, 07:41
Delusion, wiesz co? Psycholog na wstęp, nie wyobrażaj sobie, nie kombinuj, po prostu idź.
To co opisujesz to z jednej opis nastolatki pełnej sprzeczności samej z sobą, nieszczęśliwej ( nikt nie zauważy jak zginie), samotnej, pragnącej miłości a jednocześnie odrzuca....

Delusion czy naprawdę nikt by nie zwrócił uwagi jak znikniesz? Tak z ręką na sercu?

Zamknęłaś się w spirali lęku, brak Ci akceptacji siebie i wiary, że potrafisz coś dobrze. ( wszyscy to chyba znamy :) )

Daj sobie pomóc i zgłoś się do specjalisty, mając lat naście powinnaś czerpać z życia to co najlepsze, a nie cierpieć.
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
15 lut 2012, 19:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do