Proszę o pomoc

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Proszę o pomoc

przez Mirrage 22 lut 2012, 16:01
Dopiero co zarejestrowałam się na tym forum. Już sama nie daję rady. Myślę, że przydałaby mi się pomoc psychiatry ale obawiam się, że jak tam pójdę to niczego nie będę w stanie powiedzieć. Co innego tutaj. Tu nikt na mnie nie patrzy i nie ma ze mną bezpośredniego kontaktu. Nie dawno skończyłam 22 lata. Jestem zaręczona. Mój narzeczony jest dobrym człowiekiem. Sielanka... Ale ja nie potrafię być szczęśliwa. Nie umiem. Większość ludzkich odruchów jakie wykonuję jest wyuczona. Nawet kiedy się uśmiecham to robię to tylko dlatego, że inni tak robią. Mnie nic nie cieszy od zawsze. Nienawidzę się przytulać, całować, dotykać. Właściwie źle się czuję w towarzystwie. Lubię samotność. Mój narzeczony mnie rozumie i nie złości się kiedy chcę pobyć sama lub nie chcę rozmawiać. Jest cierpliwy. Chciałabym być lepszą narzeczoną, częściej pozwalać się przytulać itd ale niestety nie potrafię. Czasem dziwię się, że ze mną wytrzymuje ale on zawsze mówi, że wie że się staram dla niego. To prawda, staram się ale z miernym skutkiem. Kiedy jestem w pracy lub na zakupach, gdziekolwiek... staram się zachowywać jak inni. śmiać się z żartów, odwzajemniać uśmiech. Jestem dobrą aktorką bo mało kto domyślił się się, że mam takie problemy z sobą. Jestem totalnie aspołeczna. Najlepiej bym się czuła mieszkając na bezludnej wyspie, bylebym miała książki, papier, długopis i farby. To by mi wystarczyło. Zawsze taka byłam. Potrafię siedzieć i patrzeć w jeden punkt godzinami nie zdając sobie z tego sprawy. Stresują mnie zmiany. W domu, w pracy, wszędzie. Jak wchodzę do domu i coś nawet maleńkiego jest przestawione o cm ja to zauważę i puki nie przestawię z powrotem to będę zdenerwowana. Kiedy zmiany nie mogę cofnąć lub jest niezbędna to kilka dni czuję niepokój a potem się przyzwyczajam. Nigdy nie byłam u psychiatry czy psychologa. Dla rodziców byłam po prostu zamkniętym w sobie dzieciakiem, które można wytresować. Czuję się jakbym była "obca" dla świata, dla otoczenia. Wycięta z jednej opowieści i wklejona do innej.
Świat wygląda najlepiej, gdy się na niego patrzy z zamkniętymi oczyma.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
22 lut 2012, 15:18

Proszę o pomoc

Avatar użytkownika
przez lolcia663 22 lut 2012, 17:02
Hej a może po prostu taka jesteś może masz taki charakter przecież nie musisz być taka jak wszyscy i im się dopasowywać chyba że zaczyna Ci to przeszkadzac to umów się na wizyte do psychologa to nic nie zaszkodzi a pomoże;) ja polecam wszystkim psychologa czy psychiatre w trudnych momentach ponieważ lepiej jest się wygadać komuś obcemu i doświadczonemu bo na pewno coś poradzi:)
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
03 gru 2010, 16:51
Lokalizacja
lubelskie

Proszę o pomoc

przez Mirrage 22 lut 2012, 20:17
Mi to może nie przeszkadza ale znacznie utrudnia życie. Nie lubię przebywać wśród ludzi ale jakoś muszę pracować i poruszać się po mieście. Ostatnio szef pochwalił moją pracę ( jestem straszną perfekcjonistką ) i poklepał mnie po ramieniu. Odsunęłam się tak gwałtownie, że spadłam z krzesła. Na szczęście mój szef jest wyrozumiały. Nie mogę jeździć autobusami bo ścisk i uczucie, że ktoś obcy się o mnie opiera, dotyka nawet przypadkowo sprawia, że sztywnieję albo dostaję ataku histerii wtedy szybko wychodzę z autobusu bo nie chcę, żeby inni widzieli, że ja dorosła osoba mogę zacząć zachowywać się jak dziecko. Nie cierpię obcych. Nigdy nie rozmawiam z kimś jeśli nie znam tej osoby dłużej, wyjątkiem jest oczywiście praca ale przychodzi mi to z wielkim wysiłkiem. Stresują mnie zmiany jak już pisałam wcześniej. Nawet dzień muszę mieć idealnie zaplanowany. Kiedy coś mi wypadnie lub ktoś chce mi zrobić niespodziankę to bardzo się stresuję. Kiedyś się okaleczałam. Z pomocą mojego narzeczonego ograniczyłam się do obrywania skórek przy paznokciach. Często dopada mnie przeszłość. Wtedy nie chce mi się żyć. Nie chcę taka być ale to jest silniejsze ode mnie.
Świat wygląda najlepiej, gdy się na niego patrzy z zamkniętymi oczyma.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
22 lut 2012, 15:18

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Proszę o pomoc

przez nextMatii 22 lut 2012, 21:07
Witaj tez doradzalbym Ci wizyte u psychiatry u psychologa...to niezbednie,jezeli chcesz sobie pomoc...
Napisz na kartce jesli obawiasz sie,ze nie dasz rady nalezycie otworzyc sie przed lekarzem zrozumie...po to jest.
nextMatii
Offline

Proszę o pomoc

Avatar użytkownika
przez lolcia663 22 lut 2012, 21:43
w pewnym stopniu Cię rozumiem ja borykam się z nerwicą lękową i też nienawidze jeździć autobusami cięzko mi wystać w kościele itp ale dziwi mnie to że przecież masz narzeczonego to przed nim musiałaś się otworzyć i on Ciebie dotyka nie drażni Cie to kiedy on to robi? idź na wizyte pomoże Ci :) ja chyba też musze się udać i powiedzieć o tych lękach przed jazdą bo nie dość że boje sie jezdzic autobusami to z każda inna osoba samochodem...jak sama prowadzę jest ok a innym nie ufam i się boje;/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
03 gru 2010, 16:51
Lokalizacja
lubelskie

Proszę o pomoc

przez Mirrage 23 lut 2012, 11:03
Owszem musiałam się troszkę otworzyć przed narzeczonym... ale jego dotyk również nie jest dla mnie przyjemny, codziennie walczę z sobą żeby dać się mu przytulić i pocałować. Ja nie toleruję jakiejkolwiek bliskości, dla niego się zmuszam bo chcę być jak inni a od kogoś trzeba zacząć. Całe dzieciństwo byłam molestowana i tresowana bo wychowaniem bym tego nie nazwała... Nie wolno mi było się z nikim przyjaźnić. Moim obowiązkiem była nauka, i hobby narzucone przez rodziców. Nauka była dla mnie prosta, szybko przyswajam informacje więc byli z tego zadowoleni. Wszystko co robiłam musiało być idealne, perfekcyjne, doskonałe. Tego ode mnie wymagano. Taka musiałam być. Byłam kiedyś leworęczna ale rodzice usłyszeli gdzieś, że to oznaka mniejszej inteligencji więc przestawili mnie na prawą. Kiedy byłam przyłapana na używaniu lewej ręki spotykały mnie bolesne konsekwencje. Doszło do tego, że tata zawiązywał mi lewą dłoń bandażem bym nie mogła z niej korzystać. Z czasem przyzwyczaiłam się do prawej i do dziś jestem praworęczna. Nie wolno mi było robić nic na co nie dostałam wyraźnego zezwolenia, a dostawałam je rzadko i na kilka rzeczy. Nie mogłam rozmawiać z chłopcami z klasy bo rodzice uważali, że będę się puszczać. Właściwie moje życie dziecięce i nastoletnie wyglądało tak: 5 rano wstać, zrobić serię brzuszków, zjeść kanapkę i jogurt, ubrać się w wcześniej wybrane ubrania przez mamę, iść na autobus. 7-17/18 szkoła razem ze wszystkimi dodatkowymi zajęciami, na które musiałam chodzić. 19-21 odrobić lekcje, nawet jeśli jest piątek. 21-22 umyć się. 22 spać. To był mój stały plan dnia. W wekendy było podobnie mimo braku szkoły. Czasem w wakacje oddawali mnie pod opiekę dziadkom alkoholikom, którzy zapominali o mnie dość często. Raz zamknęli mnie w altance na działce na ponad tydzień. Było ciemno, zimno. Do jedzenia miałam tylko 2 kromki suchego chleba i kawałek kurczaka leżące na brudnej podłodze. Słyszałam jak pod podłogą piszczą szczury. Śni mi się to czasem. Nigdy tego nie zapomnę.
Świat wygląda najlepiej, gdy się na niego patrzy z zamkniętymi oczyma.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
22 lut 2012, 15:18

Proszę o pomoc

Avatar użytkownika
przez luli2003 23 lut 2012, 11:57
matko boska co to za ludzie
az mi gęsia skorka wylazła
masakra jakas-jak oni mogli cie tak traktowac'
powinnas jak najszybciej isc do specjalisty
ja tez sie wstydziłam pojsc-odwlekałam wizyte bardzo długo a teraz załuje ze nie poszłam wczesniej bo niepotrzebnie sie meczyłam
bałam sie ze jak to bedzie przed obcym człowiekiem sie otworzyc-wstydziłam sie
ale gdy weszłam do gabinetu pani psycholog to emocje wzieły góre
rozpłakałam sie a pani psycholog cierpliwie poczekała az zaczne mowic
i zaczełam -bardzo mi pomogła rozmowa
i teraz wiem ze mi łatwiej sie otworzyc przed obcym człowiekiem i chetnie do niej chodze i rozmawiamy
pozdrawiam i przytulam mocno
W nerwicy, której charakterystyczną cechą jest nuda, chory znajduje się w potrzasku między lękiem przed życiem a lękiem przed śmiercią.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
505
Dołączył(a)
04 lut 2012, 15:32
Lokalizacja
szara brudna LÓDŻ

Proszę o pomoc

Avatar użytkownika
przez lolcia663 23 lut 2012, 18:46
nie ma czego się wstydzić, przecież po to są i słuchają setki przypadków więc twój ich nawet nie zadziwi bo każdy się z czymś zmaga...
Mirrage bardzo Ci współczuje i dlatego taka jesteś bo niestety ale twoi rodzice są tego przyczyną;/ strasznie Cię wychowywali i mysle że obce jest Ci okazywanie uczuć i wręcz tego nie znosisz bo to dla Ciebie obce, rodzice Ci tego nie przekazali więc będąc dorosłą osobą jest Ci bardzo trudno zrozumiec i się nauczyć uczuć...bardzo mi przykro, musiałaś niewątpliwie bardzon cierpieć a skutki wychodzą...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
03 gru 2010, 16:51
Lokalizacja
lubelskie

Proszę o pomoc

przez basia_m 24 lut 2012, 09:55
Mirrage, przede wszystkim masz pełne prawo opowiedzieć o wszystkim swojemu narzeczonemu - w końcu ma zamiar spędzić resztę życia z Tobą, więc chyba zasługuje na zaufanie i świadomość, z czym bedzie musiał walczyć. Tak, bo on bedzie walczył u Twojego boku, bo jest w Tobie coś, co pokochał.

To, co zaproponuję, mozę wydać się dziwne i straszne, ale może kup sobie zwierzątko - właśnie szczura albo myszkę. Najlepiej takiego zwierzaka, który kolorem nijak nie będzie przypominał altanki... to są bardzo inteligentne, miłe w dotyku, przyjazne zwierzątka. W ten sposób "oswoisz" jedno ze wspomnień, a dodatkowo zyskasz przyjaciela, przed którym nie będziesz musiała nic udawać. Możesz na niego nakrzyczeć, opowiedzieć mu swój zły dzień - jeśli nie jesteś gotowa na kontakty z ludźmi. I nie bój się, że ktoś pomyśli, zę jesteś wariatką, ludzie mówią do zwierząt cały czas :D

No i koniecznie idź do jakiegoś psychologa - takie "wygadanie się" przed lekarzem, który nie ocenia, nie gani, tylko jest po to, by wysłuchać i pokazać palcem, co i jak naprawić jest bardzo, bardzo pomocne.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
21 lut 2012, 12:52

Proszę o pomoc

przez Mirrage 24 lut 2012, 11:39
Narzeczony wie o wszystkim. Powiedziałam mu po roku związku. Jest dobrym człowiekiem więc uznałam, że zasługuję na prawdę. Zwierzątko mam, nawet nie jedno. Często przyłapuję się na tym, że zwierzam się mojemu kotu ale wydaje mi się, że on mnie rozumie. Jak byłam dzieckiem nie mogłam mieć zwierzaka chociaż bardzo chciałam. Kiedyś znalazłam wracając ze szkoły małego jeżyka. Zabrałam go do domu i ukrywałam przez prawie dwa tygodnie. Miło było patrzeć jak chodzi sobie nieporadnie po dywanie i je kawałki jabłka ode mnie. Odkrył go tata. Był wściekły, mówił że to "coś" ma zarazki. Wyrzucił go przez balkon. Dodam, że mieszkaliśmy na dziesiątym piętrze... niemożliwe, żeby maleństwo przeżyło upadek. Już nigdy nie przemyciłam żadnego zwierzaka do domu. Nie chciałam, żeby coś im się potem stało. Nie wolno i już. Z domu rodzinnego odeszłam mając 16 lat. Gdzie poszłam? Do babci alkoholiczki, która wcześniej zamknęła mnie w altance. Wybrałam mniejsze zło bo wiedziałam, że teraz babcia mnie już tak nie załatwi. Byłam już zbyt "obeznana" na ich metody i wiedziałam co mnie czeka. Tak więc po części miałam spokój. Babcia piła i wyzywała mnie od darmozjadów i pasożytów mimo że już ciężko pracowałam i jednocześnie chodziłam do szkoły. Dopiero teraz miałam kontrolę nad swoim życiem. Wzięłam kota ze schroniska, mogłam sama wychodzić na zakupy i kupować na co tylko chcę. Babcia za dnia trzeźwiała więc miałam ją z głowy. Spłaciłam wszystkie jej długi, mieszkania, rachunków, bankowe. Gdy się stałam pełnoletnia rodzice całkowicie zmienili do mnie stosunek. Chcieli pomagać ( taa jasne teraz jak już byłam dorosła i miałam własny plan na życie ), zaczęli chwalić za wszystko ( jakby to teraz miało jakieś znaczenie ). Nie wiem skąd ta zmiana ale wiedziałam, że mi to nie zwróci tych wszystkich lat. Zerwałam częściowo kontakt z rodzicami. Dużo jeszcze czasu minie zanim odnajdę spokój.

-- 24 lut 2012, 10:55 --

Mój narzeczony znalazł mi specjalistę. Obiecał, że mnie zaprowadzi. Wczoraj powiedziałam mu o mojej obawie przed macierzyństwem. Nie chodzi o to, że nie chcę mieć dzieci tylko ja boję się, że nie będę dobrą matką i będę uciekać przed nawiązaniem więzi z dzieckiem. Uspokoił mnie mówiąc, że skoro byłam w stanie pokochać jego i przywiązać się do wszystkich zwierząt jakie mamy i bardzo o nie dbać to z dzieckiem będzie tak samo albo i lepiej. Chyba ma rację. Nie dopuściłabym, żeby jakiemukolwiek dziecku działa się krzywda. Narzeczony mówi, że dziecko pomoże mi zrozumieć świat. Mam nadzieję. Niedługo bierzemy ślub i zastanowimy się wtedy nad zaplanowaniem dziecka. Dziękuję wszystkim za zrozumienie. Zawsze jest mi jakby troszkę lżej jak popiszę z innymi.
Świat wygląda najlepiej, gdy się na niego patrzy z zamkniętymi oczyma.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
22 lut 2012, 15:18

Proszę o pomoc

przez basia_m 24 lut 2012, 15:45
pisz, pisz do nas, będziemy wspierać, jakby co :)

Cieszę się, że maz zwierzątko i masz obrego człowieka obok siebie. Pozwólmu się zaprowadzić do specjalistki i pomyśl o dziecku tak - przez 9 miesięcy będzie jego serduszko biło wewnątrz Twojego ciała, będzie pachniało Tobą i bedzie częścią Twojego życia. Będzie ciężko, ale masz obok siebie kogoś, kto Cię będzie wspierał, będziesz pod dobrą opieką specjalisty i jestem pewna, że będzie dobrze.

nie bój się mówić do zwierzaków, one zabierają smutki i zamieniają je w radość, nie oczekując nic w zamian (no, może oprócz miseczki jedzenia :D). Zwierzę potrafi wyczuwać nastroje swojego właściciela i dostraja się do niego, przytulając się czy okazując przywiązanie.

Jakby Ci było ciężko, to pisz :) po to między innymi jest forum, żeby wewnętrzne "ble" wyrzucić i posłuchać innych, możę też mają taki problem i doradzą :)
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
21 lut 2012, 12:52

Proszę o pomoc

Avatar użytkownika
przez tahela 24 lut 2012, 16:10
Mirrage,
hej ja mam tak samo z dotykiem obcych ludzi, jak ktoś mnie właśnie tak poklepie dotknie to sie przeważnie odsuwam ,sztywnieje cała, bardzo trudno tak naprawde znaleźć mi faceta, którego dotyk sprawia mi przyjemnosć ,z którym chce przebywać, owszem zdarza sie , że czasem się z kimś spotykam ,ale raczej to jest cały czas na siłę i uciekam z tych zwiazków pierwsza , tak było zawsze dopóki nie spotkałam odpowiedniego faceta, jego dotyk sprawiał mi przyjemnosć i nie uciekąłam od tego , po nim mam dalej to samo ciągle uciekam, i bardzo za nim tesknie cały czas, zastanawiam sie czy spotkam jeszcze kogoś z kim bym chciała być na dłużej i nie na siłę, niestety ma więcej niz 22 lata i chyba powoli godze się z faktem bycia z kimś na siłe albo samemu, fakt jest też taki ze zawsze czegoś mi brakowało oprócz tego jednego faceta w sensie duchowym, charakteru zainteresowań lub nawet poglądów politycznych a być moze to sie z tym wiąze i no ta cała chemia też jest ważna, a tak to sama w sumie doprowadzam wszystkie znajomosci z biegiem czasu do koleżeństwa nawet jak sie od koleżęństwa nie zaczynają
chce mi się płakać znowu

-- 24 lut 2012, 15:17 --

Mirrage napisał(a):Owszem musiałam się troszkę otworzyć przed narzeczonym... ale jego dotyk również nie jest dla mnie przyjemny, codziennie walczę z sobą żeby dać się mu przytulić i pocałować. Ja nie toleruję jakiejkolwiek bliskości, dla niego się zmuszam bo chcę być jak inni a od kogoś trzeba zacząć. Całe dzieciństwo byłam molestowana i tresowana bo wychowaniem bym tego nie nazwała... Nie wolno mi było się z nikim przyjaźnić. Moim obowiązkiem była nauka, i hobby narzucone przez rodziców. Nauka była dla mnie prosta, szybko przyswajam informacje więc byli z tego zadowoleni. Wszystko co robiłam musiało być idealne, perfekcyjne, doskonałe. Tego ode mnie wymagano. Taka musiałam być. Byłam kiedyś leworęczna ale rodzice usłyszeli gdzieś, że to oznaka mniejszej inteligencji więc przestawili mnie na prawą. Kiedy byłam przyłapana na używaniu lewej ręki spotykały mnie bolesne konsekwencje. Doszło do tego, że tata zawiązywał mi lewą dłoń bandażem bym nie mogła z niej korzystać. Z czasem przyzwyczaiłam się do prawej i do dziś jestem praworęczna. Nie wolno mi było robić nic na co nie dostałam wyraźnego zezwolenia, a dostawałam je rzadko i na kilka rzeczy. Nie mogłam rozmawiać z chłopcami z klasy bo rodzice uważali, że będę się puszczać. Właściwie moje życie dziecięce i nastoletnie wyglądało tak: 5 rano wstać, zrobić serię brzuszków, zjeść kanapkę i jogurt, ubrać się w wcześniej wybrane ubrania przez mamę, iść na autobus. 7-17/18 szkoła razem ze wszystkimi dodatkowymi zajęciami, na które musiałam chodzić. 19-21 odrobić lekcje, nawet jeśli jest piątek. 21-22 umyć się. 22 spać. To był mój stały plan dnia. W wekendy było podobnie mimo braku szkoły. Czasem w wakacje oddawali mnie pod opiekę dziadkom alkoholikom, którzy zapominali o mnie dość często. Raz zamknęli mnie w altance na działce na ponad tydzień. Było ciemno, zimno. Do jedzenia miałam tylko 2 kromki suchego chleba i kawałek kurczaka leżące na brudnej podłodze. Słyszałam jak pod podłogą piszczą szczury. Śni mi się to czasem. Nigdy tego nie zapomnę.

to co opisałaś to ajkiś koszmar był, terapia by Ci sie przydała porządna
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10990
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: paulilamot i 7 gości

Przeskocz do