I am pathetic human being

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

I am pathetic human being

przez Pathetic 05 wrz 2006, 18:29
mam 20 lat i od okolo 3 lat choruje na depresje. wszystko zaczelo sie w dziecinstwie. moi rodzice byli bardzo wymagajacy a za najmniejsze przewinienie dostawalem lanie. dodatkowym problemem byl alkohol (w znacznych ilosciach) w domu co tylko pogarszalo atmosfere rodzinna. dla ojca prawie nie istnialem a matka bardzo rzadko okazywala mi choc odrobine matczynej milosci. jako dziecko zylem w ciaglym stresie bojac sie ze jak tylko ktorys z rodzicow wroci do domu to zleja mnie na kwasne jablko za dwoje w dzienniczku czy jakis maly wybryk. moi rodzice nie daja sobie w kasze dmuchac i nie bylo z nimi dyskusji na zaden temat. mowili tylko masz tak robic i juz a jak cos nie pasuje to zaraz ci sie oberwie. w wielkm skrocie stad min sie wziela moja chroniczna niesmialosc ktora byla i jest dla mnie wielkim ciezarem. w wieku lat 15 wszyscy moi znajomi chwalili sie swoimi chlopakami i dziewczynami. ja tez chcialem miec kogos kogo moglbym przytulic czy pocalowac ale niestety dzieki mojej niesmialosci nie bylem w stanie znalezc sobie "przyjaciolki". pare razy probowalem sie przelamac ale z mizernym skutkiem. myslalem sobie jeszcze cale zycie przede mna i napewno kiedys spotkam ta jedyna ktora bedzie przebojowa i sie mna zainteresuje. wiec czekalem i czekalem az dostalem sie do liceum. w klasie przewazaly dziewczyny co mnie bardzo peszylo. wszyscy mysleli ze jestem jakis dziwny bo nie odzywalem sie za wiele a o wzieciu glosu na forum klasy nie bylo mowy. jestem wierzacy ale w ciagu swojego krotkiego (jak dla kogo) zycia wiele razy zwatpilem w boga. nigdy nie mialem za wielu przyjaciol chyba tylko w podstawowce i gimnazjum gdzie jescze moja niesmialosc kryla sie za mlodzienczym entuzjazmem i spontanicznoscia. ale to minelo bezpowrotnie. zawsze zazdroscilem odwaznym przebojowym osobom ja tez chcialem byc w centrum uwagi byc lubianym i szanowanym. niestety nie jestem taki. wszystko mialo sie zmienic gdy pewnego dnia zaczepila mnie pewna dziewczyna z ktora chodzilem do klasy bylo to w polowie szkoly sredniej. zawsze mi sie podobala byla sliczna zabawna i bezposrednia ale nigdy wczesniej nie zwracala na mnie uwagi. dobrze mi sie z nia rozmawialo a raczej jej sluchalo bo nie bylem w stanie sklecic zadnego zdania i tylko moje pojedyncze slowa jakos ratowaly sytuacje. od tego czasu zaczelismy sie czesciej widywac myslalem ze to spelnienie moich marzen. wiedzialem ze ma chlopaka ale takze to ze nie ukladalo im sie za dobrze. wiec postanowilem czekac az w koncu z nim zerwie. caly ten czas spotykalismy sie po kryjomu aby jej chlopak niczego nie podejzewal trwalo to okolo pol roku. mysl o tym ze bedziemy kiedys razem dawala mi wole do zycia. moja cierpliwosc dobiegala konca poniewac przez ten czas zdazylem pokochac ja calym sercem. ona takze mowila mi ze wiele czuje do mnie i uwielbia spedzac ze mna czas a przy najblizeszej okazji zerwie ze swoim chlopakiem. pewnego dnia zobaczylem ich razem patrzylem jak on ja obejmuje i pragnalem za wszelka cene byc na jego miejscu. dluzej czekac nie moglem wiec postanowilem postawic wszystko na jedna karte. powiedzialem jej zeby wybierala miedzy mna a nim... wybrala jego. caly moj swiat sie zawalil. zerwalem z nia wszelkie kontakty. az tu pewnego dnia slysze jej rozmowe z kolezanka z ktorej wynikalo ze w koncu z nim zerwala. pomyslalem sobie jednak bog istnieje. wiec czekalem az sama do mnie przyjdzie. nic takiego nie mialo miejsca. na pewnym spotkaniu klasowym przyprowadzila swojego nowego chlopaka co rozdarlo mi serce na milion kawalkow. a ona sama pograzyla mnie slowami "chyba nie myslisz ze moglabym byc z kims takim jak ty". tej nocy stracilem jakakolwiek nadzieje. bardzo to przezywalem a najgorsze bylo to ze musialem ja tolerwac w klasie. teraz mam 20 lat i nadal jestem sam. juz nie wierze w to ze ktos mnie szczerze pokocha. depresja zostawila na mojej psychice ogromne znamie. kazdy dzien jest dla mnie koszmarem nic mi nie sprawia radosci. mam leki przed spotkaniem z ludzmi. jestem bardzo samo krytyczny a wrecz nienawidze siebie swojego ciala swojego charakteru. najprostsze rzeczy takie jak pojscie na poczte sa dla mnie ogromnym wyzwaniem. depresja i ciagly stres takze wyniszczyly moje cialo. caly czas chudne nie mam sily na nic ani ochoty. caly czas miewam mysli somobojcze i jedyne co mnie od tego odwraca to strach przed wiecznym potepieniem. wiec jako wierzacy modle sie do boga aby skrocil me meki wzial mnie do siebie. wszystko mi jedno czy to bedzie rak czy noz dresa w plecach poprostu chce miec juz swiety spokoj. ludzie ktorzy mnie znaja mysla o mnie jak o jakims leniu ktory mysli tylko o sobie i wyolbrzymia wszystkie swoje problemy. nikt mnie nie rozumie. nawet postanowilem poszukac pomocy u psychiatry ale on przepisal mi tylko jakies prochy. bralem je 2 miesiace bez zadnego rezultatu. niedawno zaczalem chodzic do psychologa ale to takze jest bez sensu bo niby co ma mi dac takie mowienie zebym myslal pozytywnie. dobrze ze teraz jeszcze mam wakacje ale boje sie co bedzie od pazdzirnika bo zaczynam drugi rok studiow. nawet jesli uda mi sie go zdac to niczego mi to nie da bo na egzaminach tylko sciagam bo nie mam sily na nauke a problem z koncentracja tez daje sie we znaki. po studiach pewnie wyladuje na ulicy bez srodkow do zycia bez perspektyw na przyszlosc bez nikogo w kim moglbym miec oparcie. wole smierc. pladrujac fora o tej tematyce znalazlem jedno zdanie ktore zapadlo mi w pamiec mianowicie: "jak sie wychodzi z depresji? ...OKNEM!" narazie wszystko wskazuje na to ze to jedyne wyjscie. watpie ze komukolwiek bedzie sie chcialo pisac moje wypociny ale musialem z siebie to wyrzucic. pozdrawiam i zycze zdrowia!
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
05 wrz 2006, 16:16

Avatar użytkownika
przez Wypalony 05 wrz 2006, 18:47
Witaj! Coz, mi chcialo sie to przeczytac i po raz kolejny stwierdzilem ze moje problemy ze soba nie sa niczym wyjatkowym, ze mnostwo ludzi meczy sie co najmniej rownie mocno. Jest miedzy nami jednak pare roznic. Ja mam 24 lata i probowalem juz wychodzic z depresji "oknem".Na szczescie zyje nadal. I wole inny sposob wychodzenia z depresji- drzwiami. Trzeba sprobowac wyjsc i rozejrzec sie troche po swiecie. Jest po co na nim zyc, sa ludzie ktorzy pomimo roznych problemow ulozyli sobie zycie. Jesli tak, to czemu mi ne mialoby sie udac?Jesli mi, to czemu nie Tobie?
Pierwsza rada: depresja czy inne choroby umyslu(duszy jak kto woli) to nie kaluza w ktora sie wchodzi w jednej sekundzie i w drugiej mozna z niej rownie latwo wyjsc. Na to trzeba czasu, dwa miesiace brania lekow raczej nie wystarcza. Kilka spotkan z psychologiem raczej tez. To sie leczy miesiacami, a czesto latami. Poprawe mozna zauwazyc czasem juz po krotkiej terapii, ale trwale wyleczenie zajmuje duzo czasu(najczesciej).
Za to w tym czasie czlowiek uczy sie mnostwa nowych rzeczy, o sobie, o innych, tylko trzeba sie otworzyc (stad te "drzwi" na poczatku). I nie wolno sie poddawac. Nigdy nie masz gwarancji ze za chwile nie odmieni sie Twoj los.Ale rzadko kiedy los odmienia sie sam z siebie. To trudne, ale dzieki temu ze trzeba o to powalczyc staje sie tym cenniejsze. A ze mozna zyc i to czasem naprawde szczesliwie, to najlepiej sie przekonasz czytajac posty na tym forum. To nie jest jakies gadanie o pozytywnym mysleniu. To fakt. Nie poddawaj sie, nie warto. Pozdrawiam!
"Moja pieśń życia jeszcze dla mnie nie zamilkła
Niejedna przestrzeń jeszcze mój usłyszy głos"
Jacek Kaczmarski "Obława III"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
23 sie 2006, 15:59
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez dalilah 05 wrz 2006, 21:01
dokladnie tak jak napisal moj poprzednik. Ja rowniez kiedys myslalam ze juz nic mnie w zyciu nie czeka a jednak! Wiem ze to slaba pociecha ale skoro jestes az tak zmeczony tym wszystkim to pomysl ze.. juz gorzej byc nie moze, moze byc tylko lepiej! Zycie plata takie niespodzianki ze nigdy nie mozna mowic nigdy! Skoro jestes niesmialy i masz problemy z nawiazywaniem znajomosci to moze pocwiczysz troche na jakims chacie? To podobno tez niezly sposob na poznanie kogos, moj kolega (mial podobne do Twoich problemy) poznal tam wspaniala dziewczyne, miesiac temu sie pobrali, i pomyslec ze chcial ze soba skonczyc jeszcze tydzien przed tym jak ją poznal! Teraz oboje sie z tego smieja. Mimo wszystko warto czekac, nawet gdyby mialo to zajac kilka lat - coz znaczy kilka lat na przestrzeni calego zycia? Powodzenia, 3mam kciuki.
Secret Garden "Nocturne" - opowiesc o mnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
164
Dołączył(a)
27 lut 2006, 14:58
Lokalizacja
zachodniopomorskie

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez sensitive 05 wrz 2006, 21:32
Jakie to dziwnie podobne...

Choć na stosunki z rodzicami narzekać nie mogłem i nie mogę, to jednak też czułem się podobnie. Coraz większa nieśmiałość, która z czasem przekształciła się w lęk przed otoczeniem. Szczególnie nieśmiałość w kontaktach z dziewczynami. Też nie potrafiłem sklecić zdania. Coraz gorzej radziłem sobie w życiu, w nauce. Każdy kolejny dzień stawał się koszmarem (który ja akurat wolałbym przespać). Coraz częste myśli o tym jednym "wyjściu"....najpierw tylko teoretycznie, ale z czasem nie było dnia w którym nie myślałbym jak to zrobić i kiedy. Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że jestem na to tak gotowy że mogę zrobić to w każdej chwili, ale paradoksalnie poczułem ulgę - bo równocześnie pomyślałem, że w takim razie nic nie szkodzi na przeszkodzie by przeżyć jeszcze jeden dzień (jeśli będzie bardzo źle to za dzień, dwa pomyślę nad końcem).

W końcu zdecydowałem się zrobić coś z tym. Mój pierwszy lekarz zaatakował mnie chlorprotixenem - który tylko pogorszył moje samopoczucie. Fakt - nie miałem złych myśli, ale kompletnie nie nadawałem się też do myśli pozytywnych, bo spałem;-)

Ale później trafiłem na dobrego lekarza. Dostałem dobry lek - fluoksetynę - który pomógł mi. Poprawiły się moje kontakty z ludźmi, a podrywanie dziewczyn też nie było już takim problemem. Wprawdzie wciąż nie mogłem się na to zdobyć "na żywo" - ale pierwszy kontakt przez internet ułatwiał późniejsze spotkanie "w realu".

Kilka miesięcy temu ożeniłem się i jestem szczęśliwy, choć wcale nie uważam się za wyleczonego - wręcz przeciwnie. Zresztą nie wierzę bym kiedyś stwierdził "już zawsze będzie dobrze". Myślę, że sam sobie trochę zawiniłem z nawrotami depresji, bo po kilku miesiącach terapii odstawiałem ją (przecież tak dobrze się czułem, zresztą fluoksetyna przestała na mnie działać). Teraz biorę nieco mocniejszy lek i nie wiem co będzie, jeśli i on przestanie na mnie dobrze wpływać, ale wierzę że będępotrafił zapanować nad depresją, lękiem i nieśmiałością. Tego i wam życzę...

PS. Jeśli ktoś chce pogadać - to bardzo chętnie, sam trafiłem tu z chęci pogadania z ludźmi o podobnych problemach. Proszę o PW, podam gg czy coś...

Dobrze jest wiedzieć, że nie jest się samemu...
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
05 wrz 2006, 21:16
Lokalizacja
śląsk

przez Pathetic 05 wrz 2006, 23:48
naprawde dziekuje wam za slowa otuchy! mam nadzieje ze i mnie w koncu spotka szczescie w zyciu. ale ciagle porazki wcale na to nie wskazuja. dzisiaj zapisalem sie do innego psychiatry i licze na to ze ten juz nie bdzie patrzyl na mnie olewacko i bagatelizowal wszystkie moje problemy. cieszy mnie fakt ze ludzie z tego wychodza ale obecnie czuje sie tak jakby juz nic nie bylo w stanie mi pomoc. dziwi mnie fakt ze osoby majace kochajacego partnera maja depresje bo przeciez milosc to jest to o co w tym calym zakichanym zyciu chodzi. gdybym i ja zaznal troche czulosci to watpie ze teraz myslabym o najgorszym. pozdrawiam
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
05 wrz 2006, 16:16

przez chmurka 06 wrz 2006, 11:12
Mój drogi ja też tak myślę a raczej uważam że miłość powinna uskrzydlać,że jak jest się kochanym to o depresji nie powinno być mowy .Ale jak widać po tych różnych historiach to nie tak jak by się chciało. Problem jest o wiele bardziej złożony to niestety jest choroba i najbardziej kochająca osoba nas nie uleczy,może jedynie pomóc łagodzić jej skutki lub łagodzić objawy, nie kiedy nawet je maskować ,może sprawiać że nie mamy myśli samobójczych bo chcemy żyć właśnie dla tego kogoś.Jednakże uważam ,miłość nie obroni nas przed nami samymi, przed lękiem ,który tak głęboko dzrzemie od lat.CZęsto bywa tak że najpiękniejsza miłość przeradza się w cierpienie nie do zniesienia.Osoba którą kochamy albo zawodzi na całe życie albo poprostu krzywdzi :zdradami ,alkocholem,brakiem zrozumienia,obojętnością,a nam jako osobom z problemami ,często nadwrażliwymi,z kompletnym brakiem odporności na stres,jest trudniej się uporać z porażka ,trudniej zapomnieć, trudniej nie winić siebie,a juz napewno trudniej z kimś takim skończyć,podjąć śmiałe decyzje,poprostu jeśli nie ma wyjścia to ODEJŚĆ.BO bywamy bezradni ,bezbronni,ubezwłaswolnieni przez strach i brak wiary w lepsze jutro.RASumując z tą miłością też bywa różnie ,pomimo tego uważam warto i należy jej szukać każdego dnia ,warto się poświęcić, warto z sobą walczyć ,bo potrzeba kochania jest w każdym z nas i nigdy nie wiemy co nas czeka.Jeśli nawet za jakiś czas okazałoby się że jest daleka od tego czego się spodziewaliśmy ,to naprawdę warto,poniewaz to niesamowite uczucie które warto przeżyć.I tylko od nas samych zalezy czy nie zrobi nam krzywdy a znajbardziej kaleczacego układu możemy wyjść bez krwawych ran bo siła jest w nas.
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
03 wrz 2006, 22:32

Avatar użytkownika
przez Fiolka 25 sty 2008, 18:09
Jeszcze trzy grosze ode mnie Pathetic. Mówisz, że jesteś brzydki, nieatrakcyjny, ale tak naprawdę piękno tkwi w oczach patrzącego, a prościej choć bardziej drastycznie: każda potwora znajdzie swojego amatora. To nie o to chodzi żeby się wpisywać w dzisiejsze kanony piękna (kanony takie zmieniały się przez wieki wielokrotnie - wiem coś o tym jestem historykiem ;P) ale żeby być sobą. Żeby być osobą jedyną i niepowtarzalną. A szukaj sobie takiej dziewczyny która nie będzie się Tobą bawić, bo z taką można co najwyżej przelecieć i puścić w zapomnienie. Szukaj kogoś kto będzie z Tobą nie tylko w chwilach szczęśliwych, ale też w tych smutny. A najlepiej wogóle nie szukać ;) Ja jak przestałam szukać to faceci zaczęli pchać się do mnie drzwiami i oknami :PPP A teraz kiedy jestem już zajęta mogą się tylko ślinić i przystawiać bezskutecznie, he he taka mała perwersyjna przyjemność ;PPP
A propo mocnych stron. Każdy jakieś ma, trzeba je tylko w sobie dojrzeć. Trzeba umieć poznać samego siebie i z samym sobą się zaprzyjaźnić. I oczywiście trzeba umieć się rozwijać. Postaw na rozwój, na podwyższanie sobie poprzeczki. Kobiety lubią ambitnych i pracowitych facetów, bo tacy faceci zwykle są dobrymi partnerami w życiu i nawet w sytuacjach kryzysowych potrafią sobie radzić. I uwierz w siebie, to podstawa, daj samemu sobie szansę na szczęśliwe życie. Świat czeka na nasze marzenia do spełnienia :) Powodzenia



ps. gdzie się podział temat z działu "Depresja"?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
19 gru 2007, 01:43

przez Felicity 02 lut 2008, 13:21
Dorzucę coś jeszcze Pathetic. Czytając Twoją opowieść pomyślałam, że jesteś fajnym, wartościowym i bardzo inteligentnym facetem. I to nie jest pociecha. To opis rzeczywistości. :smile:
Szukam Nadziei.
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
15 sie 2007, 13:19
Lokalizacja
z bagna

Avatar użytkownika
przez K. 02 lut 2008, 16:28
Witaj ;)

No i znów sprawdziły się moje słowa o psychologach.
Jeśli jednak uważasz, że ten u którego byłeś nie spełnia Twoich oczekiwań, to może warto pójść do innego ? Wiem, że teraz wydaje Ci się, że te osoby tylko mówią o pozytywnym myśleniu, o tym, że będzie dobrze i biorą pieniądze, ale są także i tacy którzy pracują w tym zawodzie z powołania. I naprawdę potrafią pomóc.

A co do Twojej historii. Już często słyszało się o nieszczęśliwej miłości, która zmieniła na zawsze życie człowieka. Jednak ja radziłabym Tobie - jako człowiekowi, który na pewno jest inteligentny, z tego co przeczytałam - abyś wyciągnął z tego wnioski. Jakie ? Ano, takie, że kobiety także potrafią być wredne, podłe. Jednak tylko dlatego masz zmarnować sobie życie ? Tylko dlatego, że jakaś niedojrzała dziewczyna nawet nie potrafiła wybrać i oszukiwała Ciebie i swojego chłopaka ? Swoją drogą - chciałbyś być z kimś, kto nie mówi Tobie szczerze co myśli, w razie gdyby coś między Wami źle się działo, tylko po kryjomu spotykała się z kimś innym ? Przecież to samo robiła będą z nim, a więc dlaczego gdyby była z Tobą sytuacja miałaby się nie powtarzać ?
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

przez Pstryk 04 lut 2008, 21:05
Cześć Pathetic. Miło Cię poznać.

Nie napisze niczego oryginalnego - moi przedmówcy mnie uprzedzili ;)
Pstryk
Offline

przez .Tomek 04 lut 2008, 21:23
Ten temat był założony we wrześniu 2006 bethi ;)
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

przez Pstryk 04 lut 2008, 21:34
Hm, nom - fakt, lepiej późno się przywitać niż wcale :lol: :lol: :lol:
Pstryk
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: fiszer i 8 gości

Przeskocz do