Witajcie!

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witajcie!

przez Stylow 08 lis 2011, 22:52
Moja historia nie jest zbyt skomplikowana. Jednak chciałabym się co nieco dowiedzieć o sobie. Psycholog jest dla mnie abstrakcją. A internet? Anionimowym zbawieniem.

Tak więc zaczynając od końca. Jakieś dwa dni temu miałam pierwszy atak. Paniki, chyba. Nie jestem co do tego pewna.
I wszystko zaczęło się od krzyku ojca. A potem jakoś poszło. Niemożność poruszania, szalone tętno, oddech coś na kształt duszenia się. Doszłam do siebie po ok. dwóch godzinach. Coś jednak zostało.

Mam wielu przyjaciół. Właśnie poprzez konfrontacje z najlepszym doszłam, że może nerwica. Czytałam i pasuje. Wiem, że potrzebuje pomocy, nie wiem tylko w jakiej formie, ect. Owa przyjaciółka ma zamiar iść jutro do szkolnego psychologa. Opowiedzieć o mnie.
Ja osobiście nie chodzę do szkoły, wykorzystując sytuacje, iż jestem trochę chora. Unikam konfrontacji ze społeczeństwem.

Mam zaledwie 15 lat i jestem w 3 klasie. Nigdy nie myślałam, że może być ze mną coś nie tak. Odsunęłam się od Boga, chociaż nie wiem jak bardzo istotne to jest. Matka nie wie nic o moich problemach. Wie jedynie, że nie mogę przyswajać wiedzy. Mam jakieś witaminy, nie pomagają. Ona sama to bagatelizuje. Mam też problemy z brzuchem, tzn. boli. Do tego mdłości i częste uczucie podobne do tego, które mamy zjeżdżając z górki.

Zgubiłam sens, odwagę i osobę na której bardzo mi zależało. W jednym czasie. Teraz nie mogę się pozbierać. Wiem, że dużo czynników pominęłam. Może jutro dopisze coś, może nigdy.

Chciałabym może tylko poznać opinię jakiegoś specjalisty, nie wiem co robić dalej. Czy powiedzieć rodzicom. Boję się, że jestem chora, ze mogę nie zdać do następnej klasy. Nigdy nie miałam podobnych problemów..
Stylow
Offline

Witajcie!

Avatar użytkownika
przez *Monika* 09 lis 2011, 00:13
Mirabeleee, Witaj.
Dobrze byłoby gdybyś o problemie opowiedziała szkolnemu psychologowi. Bo pewnie Twoje relacje z rodzicami nie są na zadowalającym poziomie. Dlaczego tak się dzieje?
Psycholog powinien podjąć kroki dotyczące Twojej sytuacji.
Przyjaciółka powinna zaprowadzić Cię do psychologa. Myślę, że jej nie wysłucha, co najwyżej powie, że możesz przyjść do psychologa sama.
Twoje objawy mogą mieć podłoże nerwicowe, ale trzeba to skonsultować ze specjalistą. Im szybciej, tym lepiej.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Witajcie!

Avatar użytkownika
przez Mental Cat 09 lis 2011, 01:10
Mirabeleee napisał(a):Może jutro dopisze coś, może nigdy.
Napisz jeszcze dzis,

Mirabeleee napisał(a):(...) Niemożność poruszania, szalone tętno, oddech coś na kształt duszenia się.
Dość niebezpiecznie jak na niespełna dwugodzinny stan. Dlaczego Twój ojciec nie wezwał karetki? Dlaczego akurat krzyczał wtedy? No bo chyba nie na Ciebie:P

Mirabeleee napisał(a):Zgubiłam sens, odwagę i osobę na której bardzo mi zależało. W jednym czasie. Teraz nie mogę się pozbierać.
Stało się to przed czy po Twoim pierwszym ataku? Jaką osobę masz na myśli?

Mirabeleee napisał(a):nie wiem co robić dalej. Czy powiedzieć rodzicom.
Nie wiesz czy powiedzieć im, że nie zdasz, czy że nigdy nie miałaś podobnych problemów?
Zostań nieśmiertelnym wierszem
Bądź nieśmiertelnym wierszem

Avatar użytkownika
Offline
Posty
281
Dołączył(a)
07 lis 2011, 13:20
Lokalizacja
Kielce/Kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witajcie!

przez Stylow 09 lis 2011, 11:29
Dość niebezpiecznie jak na niespełna dwugodzinny stan. Dlaczego Twój ojciec nie wezwał karetki? Dlaczego akurat krzyczał wtedy? No bo chyba nie na Ciebie:P

Ellis, stan nie trwał 2 godziny. Jakieś 20 minut, może więcej. Dłużej dochodziłam do siebie. A ojciec nawet nie wiedział. Mama nie wiedziała co się dzieje i śmieła się chyba nawet, już nie pamiętam. Oni nic nie podejrzewają. Ot, nastolatka i jej dojrzewanie. Tylko moim zdaniem trochę się wymyka spod kontroli.

Stało się to przed czy po Twoim pierwszym ataku? Jaką osobę masz na myśli?

Sens straciłam dawno, przyjaciela też. Przyjaciel był osobą na której bardzo mi zależało. Był jednocześnie moją miłościa, ale nie moglibyśm y być razem. Stwierdził, że to bez sensu i.. skończyło się. Ostatnio odwagę, boję się, że mogę dostać ataku w szkole lub na scenie (śpiewam i gram, coś trzeba z życia w końcu mieć..) Fobie społeczne miewam czasami ale jeszcze nigdy na scenie. Boje się, że mogło się to zmienić. Nie wiem. Myślałam, że mam depresje. Ale dziwna byłaby jakaś...

Nie wiesz czy powiedzieć im, że nie zdasz, czy że nigdy nie miałaś podobnych problemów?

Matka kapnie się, że nie jest wesoło - na wywiadówce. Ogółem widzi, że się nie uczę. Boje się powiedzieć im, że coś może być nie tak. Że ich kochana córcia może nie być do końca normalna i potrzebuje pomocy. Są wierzący, dość głęboko, głownie matka. Boje się, że zgonią wszystko na Boga, od którego się odsunęłam ostatnio, dosyć bardzo.
Stylow
Offline

Witajcie!

Avatar użytkownika
przez Mental Cat 09 lis 2011, 12:09
Wiesz, w rozmowie z Tobą trzeba wyciągnąć jakie funkcje pełni Twoja postawa samooskarżenia. Masz duży lęk przed dezaprobatą być może. Twoi rodzice nie są neurotyczni czasem?
Boje się powiedzieć im, że coś może być nie tak. (...) Boje się, że zgonią wszystko na Boga, od którego się odsunęłam ostatnio, dosyć bardzo.
To że rodzicom coś ciężko wytłumaczyć to faktycznie nie lada problem, a czasem może być niemożliwym :smile: Może kryzys wiary zaczyna Cię przerastać?
Mirabele zrobiłaś krok pisząc tu na forum, zrób następny - idź do psychologa on Ci pomoże w sposób profesjonalny, obiecuję że nie będzie się śmiać z Ciebie i Twoich problemów ani uważać je za błahe. Pozdrawiam
Zostań nieśmiertelnym wierszem
Bądź nieśmiertelnym wierszem

Avatar użytkownika
Offline
Posty
281
Dołączył(a)
07 lis 2011, 13:20
Lokalizacja
Kielce/Kraków

Witajcie!

przez Stylow 09 lis 2011, 12:27
Ellis, pomagasz. Myśle ciągle o tym. Tak, mam problemy z oceną innych. Może opowiem o swoim życiu, może to da jakiś obraz.


Więc, mieszkam na wsi. Od zawsze, blisko miasta co prawda. Obcuje z cywylizacją. :) Wychowywałam się z dorosłymi, byłam jedynaczką do 12 roku życia. ( Teraz mam 3-letniego kochanego braciszka. ) W młodości spędzałam czas z : dziećmi rodziny patologicznej, w której była przemoc a najmłodszy syn ma miano geja w szkole bo wygląda, zachowuje się, no.. nie ważne; z dwoma mulatami-murzynami - coś w tym stylu; araz koleżanką, z którą jestem w klasie. Jej przypisuje sporo winy. Zburzyła moją zamoocene, zawsze byłam zakompleksiona.
Gdzieś w 5 klasie trochę przytyłam, też nie obyło się bez uwag ze strony rówieśników.

Miałam spore problemy z nawiązaniem znajomości. Ogólnie boję się odrzucenia od zawsze. Że komuś się znudzę a ja się do niego przywiąże.

W drugiej kl podst. zaczęłam śpiewać, dzięki wspaniałej nauczycielce od muzyki. Była chyba moją pierwszą przyjaciółką. Miałam z nią także prywatne lekcje pianina, więc spędzałyśmy sporo czasu razem.

Po piątej klasie pojechałam pierwszy raz na Oaze Wakakcyjną Ruchu Światło-życie (może ktoś słyszał.) Pomogła mi w pewien specyficzny sposób. Pod przykrywką tego całego Boga ect. był to czas w którym nauczyłam się nawiązywać więzi, głębsze i trwalsze. I tu plusy oazy się skończyły. Jakiś miesiąc temu odeszłam od niej, formacja jest całoroczna po czymw wakacje wyjeżdza się na dwa tygodnie do ośrodka na rekolekcje.
Ostatnia oaza mnie bardzo znudziła i zdemotywowała. Nie odzywałam się prawie wcale na spotkaniach w grupach, czułam zażenowanie a animatorka grupy czyli prowadząca grupy zaczęła się martwić. Jednak po skończeniu spotkania zawsze się ożywiałam. : D

Jestem dość specyficzna. Nie wiem co ze mną, ponieważ potrafię się śmiać zawsze, praktycznie nie nie obchodzi mnie mój humor jeśli chodzi o samopoczucie. Jakby to były dwie odrębne istoty. Czuję się teraz często nieobecna, jakbym śniła albo jakby mnie nie było, jakbym była duchem. Czuję jak wszyscy na mnie patrzą, chociaż nie przeszkadza mi to nogdy na scenie. Nie wiem, nie rozumiem się.

Nie wiem czy jestem sobą sobą czy sobą z nerwicą. Kim byłam zawsze? Może nerwice mam już z czasów przedszkolnych, może taka jestem. Boję się konfontacji z rzeczywistością, psychologiem. Dużo ode mnie wymagało by otworzyc się az tak przed przyjaciołką. Z reguły nie miałam z tym problemu. Ale jeśli chodzi o te stany lękowe to czułam pewien dyskomfort.

Czuję, że zrobiłam krok do przodu. Jestem na forum, powiedziałam przyjaciółkce, ona ma dziś isc do psychologa szkolnego.

Atak jednak był czymś dobrym. Zwrócił moją uwagę i nakazał działać. Optymizm?

Ps. mów jeśli pisze chaotycznie, bo często mam z tym problem; )

-- 09 lis 2011, 11:37 --

właśnie przeczytałam o myślach suicydalnych. w wieku 5 lat chyba miałam pierwszą, jakoś dawno. często wyobrażam sobie, że wchodzę do kuchni, biorę nóż i...

nie tak jak powinno jest chyba ze mną od zawsze..

-- 09 lis 2011, 11:39 --

Ellis,
A Ty? Chciałabym dowiedzieć się czegoś o Tobie. Muszę jakoś ppozanć kogoś kto poznaje mnie. :p To taka podstawowa zasada.

-- 09 lis 2011, 12:00 --

Brawo dla mnie, teraz będę wchodzić non stop na to forum czy mi ktoś przypadkiem nie odpisał. Ze wszystkim tak mam, z portalem poetyckim, gg, czy fb..
Stylow
Offline

Witajcie!

Avatar użytkownika
przez Mental Cat 09 lis 2011, 13:17
Mirabeleee napisał(a):Ellis,
A Ty? Chciałabym dowiedzieć się czegoś o Tobie. Muszę jakoś ppozanć kogoś kto poznaje mnie. :p To taka podstawowa zasada.
Co ja? Wiesz, chyba jednak musimy pozostać tu anonimowi, sama zresztą pisałaś na samym początku, cytuję: "A internet? Anionimowym zbawieniem." Przyszłaś tu po anonimową pomoc, jednak poznać kogoś najlepiej jest na żywo, np. psychologa:P Mam nadzieję, że przyjaciółka postara się dziś o niego dla Ciebie mimo wszystko.

Mirabeleee napisał(a):właśnie przeczytałam o myślach suicydalnych. w wieku 5 lat chyba miałam pierwszą, jakoś dawno. często wyobrażam sobie, że wchodzę do kuchni, biorę nóż i...
Pragnienie zwrócenia na siebie uwagi, bo widocznie dostawałaś jej za mało.
Czy Twój stan obecny pojawił się nagle w przeciągu miesiąca, czy może narastał stopniowo powoli latami? Albo zwyczajnie dojrzewasz (jesteś jeszcze młodą dziewczyną) albo masz w głowie jakieś konflikty nieuświadomione.
Ja nie wiem, ale psycholodzy się na tym dobrze znają - wiesz już do kogo iść :D
Zostań nieśmiertelnym wierszem
Bądź nieśmiertelnym wierszem

Avatar użytkownika
Offline
Posty
281
Dołączył(a)
07 lis 2011, 13:20
Lokalizacja
Kielce/Kraków

Witajcie!

przez niewiemocokaman 09 lis 2011, 13:41
Brawo dla mnie, teraz będę wchodzić non stop na to forum czy mi ktoś przypadkiem nie odpisał.

Cześć. Nie jest to nic niepokojącego. ;d postaraj się nie przyczepiać do siebie za takie "pierdoly" xD ja to samo robie a wcześniej tego nie zauważyłem ;p
Offline
Posty
910
Dołączył(a)
22 paź 2011, 16:35
Lokalizacja
Lublin

Witajcie!

przez Stylow 09 lis 2011, 15:03
Ellis, nie chce przecież Twoich danych osobowych.. :p

A co to stanu to. Marzec - kwiecień to jakoś w tym czasie zauważyłam, ze jest coś nie tak.
uwagę? Zawsze chciałam na siebie zwracać.


niewiemocokaman, wiem, wiem ale musiałam to powiedzieć. : D
Stylow
Offline

Witajcie!

Avatar użytkownika
przez Bajka63 09 lis 2011, 23:58
Mirabeleee

Czasem trudno z kimś rozmawiać o sobie, ale pomyśl, czy wśród Twoich znajomych dalszych lub bliższych jest może ktoś, komu możesz zaufać, a kto reprezentuje sobą dobrze pojęty autorytet ( kiedyś w okresie tzw. ,,nastu lat" świetnie dogadywałam się z dużo starszą ode mnie całkiem dla mnie obcą osobą, kimś na kształt cioci ). To była kobieta o sporych doświadczeniach, kompletnie spoza kręgu rodziny, można by rzec neutralna.
Była dobrym słuchaczem.
Potrafiła racjonalnie z boku spojrzeć na mnie i moje rozterki. Bardzo pomogła mi przebrnąć przez okres buntu nastolatki. Była powiernicą wielu moich rozterek. Do dzisiaj wspominam ją z sentymentem

Zdaję sobie sprawę że o kogoś takiego może być trudno, ale może warto poszukać rozejrzeć się dookoła siebie.
Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale to zrobię :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
09 lis 2011, 21:30

Witajcie!

przez Stylow 10 lis 2011, 00:02
Bajka63, sądzisz, że moje problemy to wynik dojrzewania? Cieszyłabym się gdyby tak było...!

Z reguły rozmawiam ze starszymi. Już czytając przyszedł mi ktoś na myśl.. cóż, lubiłam ludzi od zawsze, bałam się ich trochę tylko.
Stylow
Offline

Witajcie!

Avatar użytkownika
przez Bajka63 10 lis 2011, 00:06
Ja nie boję się ludzi ( tak mi się wydaje) ja ich po prostu czasem nie rozumiem i przez to nie potrafię zaakceptować, a to już tylko krok do unikania.
Sama sobie stawiam dosyć spore wymagania i wciąż wydaje mi się ze skoro ja potrafię z czymś się uporać to inni tez powinni to umieć.

Rzeczywistość niestety bywa często odmienna.

A jeśli chodzi o dorastanie ??? To chyba każdy przechodzi inaczej. Jedni to uzewnętrzniają, inni tłamszą w środku, jeszcze inni, udają że nie ma problemu, to trochę tak jak różnią się ludzie liniami papilarnymi, nigdy nie ma takich samych. A czynniki zewnętrzne ( rodzina, znajomi) też mają wpływ na jakość i sposób postrzegania świata w okresie gdy kształtuje się światopogląd.

Moje lata dorastania to był permanentny bunt i wojna z całym światem - zepchnęłam ( wyparłam) coś co zapaskudziło mi postrzeganie świata ( molestowanie przez ojczyma w wieku 12 - 13 lat ) i zamiast szukać pomocy ( nie miałam pojęcia jak to zrobić ) wytoczyłam wszystkie dostępne środki aby niszczyć świat wokół mnie.

pierwszą terapię przechodziłam po wielu latach ( całkiem niedawno 8 lat temu ) i wiem że do końca życia będę nosić w sobie ten ,,wrzód".

Teraz tylko uczę się nazywać po imieniu to co czuję.
Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale to zrobię :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
09 lis 2011, 21:30

Witajcie!

przez Stylow 10 lis 2011, 00:22
Moja logika w pigułce.

1. Sami się nie znamy, więc jak możemy poznać innych. Nie wiemy nic o sobie, nie rozumiemy siebie. Jak możemy poznać kogoś przez rozmowe skoro mówi nam o sobie ktoś, kto nie ma o sobie pojęcia. Jak ślepy o kolorach. Możemy udawać siebie, relacje, związki. W końcu wszystko się rozpadnie, prędzej czy później. Nawet jeśli to i tak umrzemy.

2. Coś jest we mnie. Nie wiem co i nie wiem czy to nie przypadkiem nie ja sama. To coś jest złe. Niszczy mnie, wywaliło sens z mojej świadomości. Jeśli to ja, ja jestem zła. Powinno mnie nie być, nie powinno mnie być we mnie, powinnam wyjść z siebie. Powinnam nie żyć.

3. A jeżeli nie mam racji i jestem zupełnie normalna tylko uroiłam sobie lęki i fobie. Co wtedy? Kiedy nie umiem fukncjonować poprawnie. I jeżeli istnieje sens naszej egzystencji. Mam jej kryzys nawet w drodze od łazienki do pokoju. Załamuję się jednocześnie funcjonując całkiem poprawnie, z pozoru. Jestem pełna optymizmu. Nic nie wskazuje, że jest ze mną nie tak. Ale ja czuję się nie tak, ze sobą..

-- 11 lis 2011, 12:00 --

Nie wiem czy ktokolwiek to czyta, ale czuję się gorzej, coraz gorzej..
Stylow
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do