nie wiem co sie ze mną dzieje, nerwica czy depresja?

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

nie wiem co sie ze mną dzieje, nerwica czy depresja?

przez kate24 27 paź 2011, 14:34
Witam, mam na imię Katarzyna, mam 24 lata, jestem mężatką, matką 16-miesięcznej Oli, od stycznia br. niestety osobą bezrobotną, co mnie bardzo boli.... Mieszkam z teściami, bardzo toksycznymi ludźmi, którzy niby nic wiele mi nie robią krzywdy ale psychicznie to sie tu przy nich wykańczam. Ale to nie jeden problem. Wogóle to pisze bo nie wiem co mi dolega. Fatalnie sie czuje psychicznie, nie mam nastroju, smutno mi, nie chce mi sie żyć, nie mam na nic ochoty, moje libido jest prawie zerowe, ostatnio coraz więcej płacze. Dzisiaj od samego rana od kiedy wstałam płacze, użalam sie nad sobą. Myślę o samobójstwie, ale nie chce tego robić, przy życiu utrzymuje mnie moje dziecko, nie chce jej osierocić, kocham dziecko nad zycie. Ale to wszystko mnie poprostu dobija. Całymi dniami siedze w domu, nic innego nie robie, codziennie to samo: dziecko, pieluchy, gotowanie, sprzątanie, pranie, siedzenie, tv i tyle..... nic co mnie satysfakcjonuje życiowo. Czuje sie niepotrzebna i odrzucona. Rodzina mojego męża oskarża mnie ze odkąd ja tu jestem i On sie ze mną ożenił to jest źle w ich rodzinie, bo cały czas są jakieś kłótnie i nieporozumienia. Faktycznie odkąd ja jestem to nastały czasy, kiedy mąż sie nie dogaduje z rodzicami , ze siostrą i wogóle. Wszystko wynikło z tego, że po naszym ślubie, jego siostra strasznie zaczeła się wtrącać, zaczęła nastawiać rodziców-moich teściów przeciwko mnie, mówiła im co ja powinnam robić w domu, a czego nie, w sumie to najlepiej jakbym im usługiwała od rana do nocy, była taką służacą na całe 24 godz. Oczywiście teściom taka koncepcja bardzo odpowiada więc zaraz zaczeli mojego męża uświadamiać o tym, ale dobrze, Bogu dzięki mój mąż ma swój rozum i powiedział NIE, bronił mnie, wspierał, mówił ze nie mam obowiązku koło nich skakać. Wspólnie walczyliśmy z tymi ich przekonaniami. Wtedy też miałam więcej siły, pracowałam - od 11 do 19 nie było mnie w domu więc wiele ich nie oglądałam. BYły kłótnie, głównie między mężem a nimi, ja sie nic nie odzywałam, wysłuchiwałam tylko jak na mnie wyzywają jaka to jestem nie dobra, bo nie pójde mamusi garków umyć, bo nie posprzątam..itd. Tylko, że zaraz jak sie tam wprowadziłam to latałam, usługiwałam, sprzątałam, nie gotowałam bo pracowałam więc nie miałam bardzo kiedy, tydzień po ślubie to potrafiłam zrobić ponad 120 słoików ze sałatkami na zime, nikt tego nawet nie docenił. Ale od kiedy poszliśmy na swoją kuchnie, miesiąc po ślubie, zaczął sie ten koszmar, to co wcześniej napisałam, kłótnie, awantury o byle co, wypominania ze tam nie latam nie pomagam. Teście są w starszym wieku, moglibybyć moimi dziadkami, mają gospodarke i chętnie woleliby takie popychadło do roboty. Nie pasuje im, że mamy swoje życie i sami o nim decydujemy, chętnie wchodziliby brudnymi butami w nasze życie. Ale z tym wtedy jeszcze miałam siłe żeby stawiać temu czoła. Teraz nie mam sił, czuje sie wypalona, jesteśmy już razem ponad 2 lata, a ja mam już dość. Czuje sie w tym domu intruzem, którego najlepiej sie pozbyć. Nienawidze tu mieszkać, niecierpie tego domu, dusze sie w nim, jak gdzieś jade do sklepu czy mojej rodziny to nie chce mi sie wracać spowrotem. Miesiąc p ślubie w czasie kłótni z moim mężem teściu wykrzykiwał do mnie ,,spierdalaj spowrotem do wojnicza'' (gdzie wczesniej mieszkałam). Tak miło zostałam w tym domu przywitana. I dalej mnie nie cierpią mimo, że teraz mniej to okazują bo wkońcu sie im postawiłam, tylko ze chyba za późno bo dopiero jak sie dziecko urodziło, czyli jakieś 10 mies po ślubie. wczesniej nie chciałam sie kłócić ze względu na ciążę. Właśnie wtedy jak tak sie ywdzierał zebym spier..., to wpadłam w taki stan, ze nie mogłam przestać płakać, wziełam tabletki na stres, później sie okazało ze byłam wtedy w ciąży.... nie mogłam sobie tego wybaczyć, cały czas do porodu modliłam sie żeby dziecko było zdrowe.... Boże kto wie jak ja sie wtedy czułam. Nie zycze tego nikomu. W ciąży też nikt mi kłotni nie oszczędzał, dalej wyzywali na mnie, nie bezpośrednio, ale wszystko było słychac na górze (mieszkamy na piętrze a teście na parterze). Dobrze wiedzieli ze wszystko słychać mimo to wyzywali zeby mnie jak najbardziej upokorzyć. Dużo tu jeszcze do pisania..... Jakoś sobie po swojemu z tym radziłam. To nie jedyny problem mojego obeznego stanu. Dochodzi do tego jeszcze brak pracy, problem z jej znalezieniem. Pracowałam 3 lata na poczcie. Miedzy ludźmi, miłymi, życzliwymi, było super, rozmowy, fajne tematy, dziesiątki kontaktów z ludźmi, było z kim porozmawiać, wyżalić sie, pośmiać. A teraz? siedze w 4ścianach, nie mam sie do kogo odezwać, zwłaszcza jak mąż dużo pracuje, po pracy idzie robić na gospodarke rodziców, czasem teściowa przyjdzie słowo zamienić,ale ona mi bardziej humor psuje niż poprawia, po tym wszystkim co sie działo to nie moge na nią patrzeć. W sumie to do dziecka bardziej przychodzi niż do mnie, mnie nienawidzi wiem o tym, kiedyś mi pięściami groziła, wyzywała. Przyznaje ze nauczyłam sie tu kłócić, i teraz też nie dam sobie powiedzieć. I tak jak prace miałam między ludźmi tak teraz czuje sie osamotniona, nie mam sie komu wyżalić, porozmawiać o swoich problemach, z mężem tylko powierzchownie troche na każdy problem, ale widze ze one wiele sobie z tego nie robi. Brakuje mi tej pracy, tęsknie za ludźmi, za normalnymi kontaktami społecznymi. Zwłaszcza ze mieszkam na takim zadupiu, ze nie ma gdzie wyjść, do miasta jest 6 km. Jak wychodze z dzieckiem na spacer to sąsiedzi i teście palcami mnie wytykają, bo tu to spacery rzecz zabroniona, w tej wsi sie tylko pracuje a nie na spacery chodzi, nieroby spaceruję. Olewam to i chodze dalej z dzieckiem, wkońcu chodzi o dobro dziecka zeby sie dobrze rozwijało. Boże chciałabym znaleźć pracę, oderwać sie od tej nudnej rzeczywistości, takich samych dni, bezsensowności. Chyba nie nadaje się na kure domową mimo ze nią teraz jestem, w tym sensie ze nie chce siedzieć tylko w domu, chce coś robić, tworzyć, pracować dla ludzi, dla społeczeństwa, osiągnąć jakiś sukces, zrobić chociaż odrobinę karierę zawodową. NIe zebym nie lubiała obowiązków domowych bo lubie, ale nie chce zyc tylko ttm. Mojemu męzowi ten układ odpowiada, bo przyjdzie z pracy, obiad dostaje, posprzatane jest, wyprane ma jak nigdy wcześniej, full serwis. Ale ja chce jakiejś odmainy. I niestety mi nie wychodzi co mnie dołuje.... Nastepna rzecz, to chciałabym zebysmy sie wyprowadzili z tego toksycznego domu, mąż mnie zapewnia TAK WYPROWADZIMY SIE, ale nic nie robi w tym kierunku, chce zebysmy jechali za granice, zarobili na mieszkanie, czy dom, on potwierdza, ale coraz wyraźniej widze ze przytakuje mi tak, tylko dlatego zeby mi nie było przykro a on rzeby nie musiał więcej wysłuchiwać próśb i moich błagań. Od kilku mies miał sie uczys jezyka niem. i co? ani raz jeszcze ksiązki do reki nie wziął, ja w tym czasie zdażyłam sie juz duzo nauczyć niemieckiego, wiem bo mam czas, ale on też nieraz ma, ale woli przesiedzieć przed tv. I chyba nici z wyjazdu, zostaja mi tylko marzenia o domu.....porażka, nieraz jak mam zły nastrój, kłade sie i wyobrażam sobie ze leże w łóżku w naszym własnym domu, jest fajnie, miło, humor mi sie poprawia, ale nagle wstaje bo słysze buczenie krowy teściów i co, cała fajna atmosfera mija, powracam do tereźniejszości i dalej sie załamuje. Pogrąża mnie ta moja bezradność, nie wiem co mam robić, coraz bardziej nie mam na nic chęci, trace radość z życia, dobija mnie wszystko. Czasem żałuje ze wyszłam za mąż, mogłam iść na studia, bo dostałam sie na porządne studia i nie poszłam, nie miałam funduszy, wtedy jeszcze byłam bez pracy. POza tym obezny mój mąż wtedy zagroził ze jak pójde na studia to odejdzie. No i nie poszłam tez przez to. Więc teraz mam co chciałam. Żałuje tylko ze wczesniej nie przejrzałam tych okropnych ludzi, jakbym wiedziała jacy oni są, nie wprowadziłabym sie do tego domu. Mężowi zal tego domu, opuszczać go, bo duże pieniądze zainwestował w dom, rodzice obiecywali mu ze bedzie jego bo najmłodszy, a teraz d... na niego wypinaja i mówią ze nikt mu nie kazał tego robić. Wiem ze jego to tez boli i załamuje sie przez to? Ale czy ja i jego córka nie jestesmy ważniejsze od jakiegoś domu? mam wrażenie ze bardziej mu zalezy na domu. Czasem mysle ze pewnego dnia spakuje sie i odejde byle gdzieś daleko stąd. Kocham go, ale tak dłuzej nie moge. Mimo ze nie robi mi krzywdy, wogóle sie nie kłocimy, to czuje sie ze jestem mu niepotrzebna, lepiej byłoby mu moze bezemnie? nie wiem. Ostatnio mniej rozmawiamy, on ciągle pracuje, jak nie na etacie to u rodziców. na mnie i na dziecko ma mniej czasu, widze go moze w sumie 3 godz dziennie, nieraz mniej, nie ma kiedy pogadac, a jak przychodzi umeczony z gospodary to zaraz usypia ze zmeczenia, i znow nici z rozmowy, czasem jakis stosunek ale tez fizycznie go juz chyba nie pociagam. Kiedys przed ciąża byłam laska nie powiem, a teraz wiadomo...tu wałek, tam rozstępy, brzuszek itd. Niech mi tylko ikt nie mówi ze to depresja poporodowa bo napewno nie uwierze, bo po porodzie bardzo dobrze sie czułam przez wiele miesięcy, czułam sie szczęśliwą spełnioną mamą. Problem mam może od około 5 miesięcy i nie ustępuje ale sie pogłebua. Jeszcze teraz dochodzi ta pogoda jesienno-zimowa... Prosze powiedzcie co mi dolega, ze tak źle sie czuje, bo to naprawde nie jest normalne, boje sie tych mysli samobójczych, boje sie o dziecko zeby mi nie wpadło coś głupiego do głowy coś złego dziecku zrobić, bo to moja jedyna ostoja szczęscia teraz jest, mimo ze nieraz mnie tak wymęczy ze czasami mam dość bycia mamą, ale jeden uśmiech dziecka wszystko zmienia. Tylko teraz nawet to mi bardzo nie pomaga.
Prosze doradzcie co robić, czy mam gdzieć iść do jakiegoś terapeuty, czy jakieś tabletki brać, nie wiem cokolwiek.
Przepraszam, ze tak sie rozpisałam i to troche nieskłanie, ale pisze co mi wpadnie na myśl.
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wszelkie porady.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
27 paź 2011, 13:18

nie wiem co sie ze mną dzieje, nerwica czy depresja?

Avatar użytkownika
przez lenna 27 paź 2011, 19:34
Witam, widzę, że nie masz lekko.........i czujesz się samotna z tym wszystkim. Pamiętaj, że nie jesteś sama, bo tu zawsze ktoś jest kto wesprze dobrym słowem. Ale skoro zauważasz, ze możesz sobie nie poradzić sama, to nie zaszkodzi konsultacja z psychologiem lub psychiatrą. Myśli samobójcze nie pojawiają się z niczego, dobrze o tym wiem, są niepokojącym objawem i na pewno nie można ich bagatelizować. Tabletek sama nie bierz, musi je przepisać lekarz, będzie wiedział jakie Ci pomogą, jeśli będzie taka konieczność. Ewentualnie skieruje Cię na terapię. Skoro to już trochę trwa, to samo nie minie. Pozdrawiam Cię i witam na forum. ;)
-Żyj powiedziala nadzieja, - bez Ciebe nie moge odparło cicho życie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
26 paź 2011, 13:57
Lokalizacja
Łódź

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do