Witam! Problem z samym sobą

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam! Problem z samym sobą

przez brecht 25 paź 2011, 14:32
Witam!
Uwaga wyszło bardzo długie...
Na imię mam Bartek lat 23 i mieszkam w Elblągu. Na forum zarejestrowałem się po to by się wygadać. Wszyscy w koło gadają, że będzie dobrze, że wróci, a jak nie ta to inna. Wystarczy, że powie się żebym się nie użalał? To dział na mnie jeszcze gorzej, już przesiąkłem tym stanem tak, że pewny jestem tego iż juz nigdy nie będzie dobrze. Zaczynam więc moją opowieść.
Dwa miesiące temu zostawiła mnie dziewczyna, była a w zasadzie to jest dalej dla mnie wszystkim, bez powietrza mógłbym żyć ale nie bez niej. Oddałem się temu związkowi cały, dosłownie... fizycznie, psychicznie, czasowo, materialnie. Byliśmy ze sobą prawie rok czyt. 11 miesiecy i okolo 3 tygodnie, znamy się jednak od lat już ponad trzech. Czekałem na nią pół roku bo miała chłopaka, nie wtrącałem się, nie moj charakter. Poprostu czekałem na nią, odzywając się czasem żeby wiedziała, że o niej nie zapomniałem. Kocham ją tak samo jak na początku mimo, że minęły już dwa miesiące. Mialy bycT oświadczyny, dzieci, dom. Robiła co chciala, gadała, chodziła gdzie i z kim chciała. Chciałem jej stworzyć normalny związek oparty na zaufaniu, miłości, przyjaźni bez nadgorliwego kontrolowania się nawzajem. Mówiła, że jestem dla niej wszystkim, że mnie kocha najbardziej na świecie. Aż nadszedł ten dzień... straszna awantura w domu z bratem i moją matką. Zapłakany wyleciałem z domu dzwonie do niej, nie odbiera, pisze, nie odpisuje, dzwonie dalej nie odbiera, pojechałem do niej pod dom, dalej nie odbiera mimo tego, że napisałem co sie wydarzyło i po prostu jej potrzebuje. Olała mnie, (dodam, że czas cały wolny tez poświecałem jej nie koniecznie na współnym spędzaniu czasu ale na ciągłym smsowaniu, doslownie cały czas ze sobą pisaliśmy) wtedy wpadłem w histerię, nie miałem do kogo pójść, wszystkich znajomych opuściłem, żeby się całkowicie jej poświecić, żeby nie było powodów do awantur i obrażania się co lubiła. Postanowiłem pójść i skoczyć z mostu. Nie umiem pływać więc poszedłem w wiadomym celu i napisałem jej o tym? Czemu? Wołanie o pomoc? Tak to mogę nazwać tylko zamiast pomocy otrzymałem wiadomość treści :"Nie pokazuj mi się na oczy, nie chcę Cie widzieć, nie będziesz mnie szantażował, że sobie coś zrobisz tylko po to żebym była z Tobą". Przerzuciłem nogi przez barierkę i jakas kobieta złapała mnie za rękę i powiedziała, że nie warto. Moja "była" już dalej tak naprawdę nie wie co się wydarzyło tego dnia. Zostawiła mnie i tamtej pory jestem załamany. Kocham ją bardzo, tęsknie za jej zapachem, dotykiem, jest dla mnie wszystkim co tylko miałem i mógłbym pragnąć. Widuję ją raz na tydzień nawet rzadziej. Ale nie dawałem o sobie zapomnieć mimo, że ona chciała o mnie zapomnieć i odzwyczaić się ode mnie, nie mogłem pozwolić na to, żeby się oddaliła ode mnie. Myśli samobójcze mam tak samo często jak myśli o niej, kilka prób, jedna prawie udana. Nie radze sobie bez niej, i boje się, że nie poradzę. Samemu z tyloma myślami, z tym co się dzieje. Wczoraj całkiem przypadkowo dowiedziałem się że już kogoś ma poleciałe do WC wymiotować, zemdlałem później po czym z rozwalonym czołem usiadlem i się rozplakałem. Nie śpie normalnie od 2 miesiecy, malo jem, bywaja dni, że wogóle, schudłem 7kg, przestałem dbać o swój wygląd, nie mam sie komu podobać już przecież. No i kończąc to co zacząłem wiem kim jest ten jej nowy chłopak, pojechałem do niego wczoraj wieczorem wcześniej po drodze wypijając dwie setki w razie jakby się z lapami rzucil na mnie, żebym nie miał oporów go bić. Znam ją tyle lat ale nigdy nie podejrzewałbym jej, że będzie z kimś takim. Koleś z nią jest bo tak naprawdę nie wie dlaczego ale ona chciała, chcesz to sobie ją bierz tak do mnie powiedział. Widać jak mu na niej zależy. Zacząłem się zastanawiać o co chodzi, że jest z kimś takim jak on. Niespałem całą noc, przeglądałem do rana stronki i fora o samobójstwach. Złożyłem dzisiaj wniosek o kredyt na samochód jednak zamiast samochodu mam taką myśl kupić broń... Nienawidzę swojego życia. Jestem gorzej niż strasznie nieszczęśliwy, użalam się nad sobą? I bedę to robil, nie zmieni się nic jak przestane się użalać, przecież nie przestane o niej myśleć, tęsknić i kochać. Nie moge sobie darować, że bylem dla niej nikim skoro sobie bo dwóch miesiącach innego znalazła a bylem niby wszystkim i tak mnie kochała?
Wygadałem się, nie wiem gdzie mam szukać pomocy ehh. Psycholog? Byłem powiedział mi bardzo ważną rzecz... "Czas leczy rany" jeszcze w gorszym stanie od niego wyszedłem niż przyszedłem. Poradnia psychiatryczna? Biorą kupę kasy za wizytę a i tak nie wiadomo czy mi pomogą. Próbowałem sie odurzać alkoholem, ale bylo jeszcze gorzej mimo, że czas szybciej leciał. Kupiłem jakieś leki ziolowe uspokojające to po jednej nic nie pomogło, po dwóch też a po trzeciej zamroczylo mnie i czułem się jak na haju.
Może nie to forum na moje preblemy psychologiczno miłosne. Musiałem się wygadać i może w taki sposób znaleźć kogoś kto poświęci mi trochę własnej cennej uwagi.
Gdybym miał klamkę... bez najmniejszego pierdnięcia strzeliłbym sobie w łeb.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
25 paź 2011, 13:51

Witam! Problem z samym sobą

przez kam80 25 paź 2011, 15:39
Witaj. Właśnie, czas leczy rany. I powiem brutalnie, nie ty pierwszy i nie ostatni. Takie ejst życie. Mnie też zostawił chłopak, z którym byłam 6 długich lat. raz gorzej raz lepiej bywało, ale kochałam mocno. Zbyt mocno. I żyję, choć przez rok nie mogłam się pozbierać do kupy. Rozstać się to jedno ale oszukiwać to drugie. Mnie oszukiwał. Przez pół roku spotykał się z inna (teraz już zoną) i to bolało tak długo. I boli nadal.
Najwyraźniej nie była Ciebie warta. I co to za dziewczyna, która będąc z jednym, zrywa i antychmiast idzie do drugiego? Poważna? Raczej nie. Nie kochała Cie i nie kocha, bo to nie ejst miłość. Ty miałeś i masz swoje życie. I doskonale Ciebie rozumiem, co znaczy poświęcić się dla drugiej osoby. Wyżekłeś się swojego życia, swojego JA na rzecz kogoś, kto na to nie zasłużył. Morał z tego taki, że nie ważne jak kochamy i jak nam zależy, nie warto zamykać wszystkich drzwi naszego własnego życia.
Dziś nie wiesz co masz ze sobą począć. Zacznij zyć własnym życiem . To, co zrobiłeś dla niej, bylo z jej strony czystym egoizmem, ze na to ci pozwoliła (żeby sę nie kłócić!). Bo nie powinna dopuścić do tego, byś dla niej rezygnował z siebie i tego co twoje. I tak to sobie tłumacz- nie zasłużyła na mnie. Sorry za brutalność, nie mam na celu ranić Cię jeszcze bardziej, ale nie mam ochoty też nikogo głaskać po głowie i utwierdzać w przekonaniu, że jest inaczej.
Sama przez 6 lat zrezygnowałąm z siebie na rzecz tego jedynego. Tego na całe życie. Hahahaha. Zapomniałam kim jestem. Żyłam nie swoim życiem. Poświęciłam każdą minutę. A jak sie rozstaliśmy nie wiedziałam, co mam dziś robić i czym się zająć. Nauka życia od nowa. Z nim spędzałąm każdą wolną chwilę, wszystkie weekendy. Z przyjaciółmi widywałąm się raz na kilka miesięcy. I nagle zostałam sama. sama ze sobą i pustką wokół mnie. I nie z braku miłości, ale dla tego, że oakzało się, że nie mam włąsnego życia. Bo nie żyłam swoim życiem! To było najbardziej bolesne. Każdą jedną rzecz robiliśmy wspólnie przez 6 lat.
Trzy miesiące zajęło mi odbudowywanie swojego życia. Nagle okazało się, że wszystko co lubiłam nie było moje. Bo to moje było pochowane głęboko w pudłach. Dokopanie się do tego było moją deską ratunku. Cały kwiecień i cały maj i czerwiec porządkowałąm swoje JA i zbierałam swoje ukochane zabawki. W lipcu spakowałam plecak i pojechałam na samotne wczasy z aparatem i muzyką na uszach. Morze, Mazury... Wszystko dla mnie!
Dziś wiem, że nie warto dla nikogo poświęcać przyjaciół, swoich zainteresowań i siebie samego. Oddać komuś an tacy całe swoje życie , założyć czyjeś szaty i udawać, że się właśnie tym kimś jest. Bo potem nie mamy nic. A pozbieranie się po porażce jest trudniejsze.
Więc głowa do góry i żyj swoim życiem. Bo nic nie jest cenniejsze od nas samych, przyjaciół i tego co lubimy i kochamy.
Rozstanie boli. A utrata własnego życia jeszcze bardziej. A zabijanie się z miłości to głupota. Czy to była miłość? Odpowiedz sobie sam na to pytanie. Za miesiąc, dwa będzie mniej bolało. Za pół roku prawie w ogóle, a jak poznasz inną będziesz się sam z siebie śmiał. Tak to działa. Możesz upierać się rpzy swoim, takie amsz prawo, ale każda jedna osoba, którą spotkał zawód miłosny, powie, że to mija - prędzej czy później.

Ściskam mocno! I zazdroszczę, że mieszkasz na Mazurach! Aaaaaaaaa! Cuuuuudo!
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
23 paź 2011, 19:30
Lokalizacja
Zagłębie

Witam! Problem z samym sobą

przez brecht 25 paź 2011, 16:17
Żyłem dla niej. Po prostu... nie mam swojego życia. Swoje tzn. MOJE życie zamieniłem na NASZE. Nie mam co robić. To już drugi miesiąc a ja dalej nie potrafię wrócić do siebie, dawnych zainteresowań, nudzi mnie wszystko, szybko się zniechęcam. Nie mam co robić, przeżyć kilka godzin po pracy do wieczora to jest dla mnie koszmar... 4 godziny trwają wieczność. Do momentu aż się położę, włączę tv i oglądam do 4 nad ranem i o 6 wstaje do roboty. Udręką jest codzienne wracanie do domu wiedząc, że znów będę walczył z czasem, samym sobą, myślami, nawiedzać mnie będą samobójstwa znowu.
Pierwszy raz w życiu się tak zakochałem, tak oddałem ze świadomością, że jest dla mnie wszystkim, całym światem. Przed nią byłem 4 lata sam, odkąd skończyłem szkołę, zainteresowanie mną u płci pięknej rozmyło się gdzieś w przestworzach, nie jestem ani ładny, przystojny, atrakcyjny.
Ja pojechałem 100km na koncert w ten weekend, sam. wsiadłem w pociąg i pojechałem. Dosłownie jestem sam nie tylko pod względem związku ale pod każdym możliwym. Mam rodzinę, ale z nimi pogadać nie można, z chłopakami z pracy o takich rzeczach gadać tez nie będę bo zawsze kończy się tym samym, że nie ta to inna, tego kwiatu jest pół światu itp itd.
Ja jestem jakimś nienormalnym facetem, że mam uczucia? Ponad przeciętnie jestem obdarzony emocjonalnie?
Czas leczy rany ale jest zupełnie odwrotnie... na początku żyłem myślą, aaa za miesiąc mi przejdzie i będzie good, ale z dnia na dzień tęsknie bardziej, gorzej się czuje. Nie daje sobie rady. Ona jako jedyna osoba, którą dotychczas poznałem i z którą byłem była tak dla mnie dobra. Jak żyć? Żyć bo żyć? Z tyloma myślami, wspomnieniami.
Z dnia na dzień staję się zupełnie innym człowiekiem. Niedługo się zacznę bać ludzi. Nie czuję się swobodnie w swoim własnym życiu. To jest życie? Chyba już tylko życie.
Gdybym miał klamkę... bez najmniejszego pierdnięcia strzeliłbym sobie w łeb.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
25 paź 2011, 13:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witam! Problem z samym sobą

przez paradoksy 25 paź 2011, 16:31
brecht, chyba jesteś od niej uzależniony, a ewidentnie nie jest Ciebie warta :!:

terapie oraz poradnie psychiatryczne są refundowane przez NFZ - możesz iść nie płacąc jeśli jesteś ubezpieczony.
powinieneś sobie pomóc... próby samobójcze to poważna sprawa :-| udaj się do innego psychiatry może... do psychologa... zawalcz o siebie.
paradoksy
Offline

Witam! Problem z samym sobą

przez kam80 25 paź 2011, 17:00
Naprawdę przejdzie. Tylko musisz chcieć wyjść z tego stanu. Apatia wykańcza, to fakt. Ale może napiszę inaczej. Pomyśl, że dałeś jej wolność i ona teraz jeszcz szczęśliwa i ciesz się jej szczęściem. Wybacz. Nikt nie mówi o zapominaniu. Wszystko samo sie wyklaruje. Wiem, co znaczy iść do pracy, wrócić i nic nie robić. I doskonale wiem, co znaczy, mieć wokół siebie ludzi a być samotnym. Może rpzeczytaj Małego Księcia? Lubisz czytać? Dla mnie to kraina zapomnienia. Odskocznia od życia. Sama mam poważne problemy ze samą sobą. Lęki, strachy, widma, zjawy, brak snu, nerwica... depresja, DDA . Dla mnie książki to zycie. Ostatnio stwierdziłam, że nie ma to jak dokształcanie się. Przeczytałąm książkę WSPOMNIENIA WOJENNE KAROLINY LANCKOROŃSKIEJ. Jej haryzma, siłą, wola życia, walka tak bardzo wpłynęła na moja psychikę, że stwierdziłąm, jak bardzo jestem beznadziejna użalając się nad sobą. A mój sąsiad, lat 11- zanik mięśni, wózek inwalidzki i każde rpzeziębienie, które może skończyć się śmiercią dla niego?Nie chodzi, nie rusza rękoma... Całkowicie zleżny od rodziców. On jest taaaki radosny i pełen życia! Imponuje mi swą postawą. A ja przy nim czuję się jak nic nie warta istota, bo nie potrafię uszanować takiego daru jaki mi dano - ŻYCIA.
Musisz zacząć chcieć zmian. Pokochać siebie i wierzyć w to, ze jesteś wartościowym człowiekiem. I przestać mówić, że ejstes brzydki.Uroda to pudełeczko, które szybko się niszczy, a piękno jest w nas. W środku. Tam są skarby jakimi dysponujemy. Otworzyć się na siebie i na to, co wokół Ciebie. Łatwo się mówi a trudniej zrobić. Ale chcieć warto. I nawet trzeba, bo inaczej zwariujesz.
Nie jesteś zły. Twoja ponad przeciętna wrażliwość to dobra cecha, lecz zgubna. Wrażliwość świadczy o nas, o tym ile mamy w sobie dobra i miłości. Chcesz to tanio sprzedać? Nie warto. Masz dopiero 23lat i całe życie przed sobą. Nie warto zatracać się dla jednej osoby. Która nie jest warta tego.
Co lubiłeś robić zanim ją poznałeś? Jakie maileś zainteresowania? Czemu najwięcej czasu poświęcałeś?
Co to za koncert był? Fajnie było?
Swojego czasu, jak w kieszeni miełam więcej geltu niż dzisiaj, a czułam, że moja psychika zaczyna siadać, pakowałam plecak i jechałam na Mazury. Do dziadków. W miejsce dla mnie taaaaak bardzo ważne. Tam się urodziłam. Tam są moje korzenie. I tam zaczyna się moja historia. Dwa dni!!! Chociaż dwa dni w swojej oazie ciszy i spokoju. Wracałam. I żyłam. Było mi cudownie. Wielkomiejskie życie mnie wykańcza. Masz swoja mekke?? Ja dzis nie mam na tyle pieniędzy, by móc wsiąść w pociąg i pojechać naładować baterie. Właśnie tam!
Ponoć najtrudniejszą rzeczą dla człowieka jest przebywanie samym ze sobą. dla mnie nie jest. Umiem i to lubię. Kiedyś nie umiałam i godzina w samotności kończyła się źle. Dziś popadłam w skrajność bo w ogóle rpzestałąm przebywać z ludźmi. Nie lubię ludzi. Chodzę do rpacy, bo tam nie myślę o swoim zyciu, ale jak słucham ludzi i ich problemów związanych z pieczeniem ciast, czy z nowym radiem do samochodu to narasta we mnie mega złość. Nie pogadają o niczym ważnym, bo są zbyt płytcy. Zawsze sie wyróżniałam i będę wyrózniać na tle innych. To męczy i boli.
Czemu nie chcesz wyjść do ludzi? Otworzyć się na życie? Masz przyjaciela?
Nie marnuj czasu i życia.
Ja mam 32 lata i uwierz mi.... więcej czasu spędziłam w chorobie niż na życiu. Bo moje życie tak naprawdę skończyło się z dniem kiedy zostałam zgwałcona. Miałam 17 lat. I setki innych plag. Ale żyję! Choć o śmierci myśle setki razy dziennie. Żyję i chcę żyć, choć moje życie to kupa gówna. Walczę. Ty też zawalcz o siebie. I bądź sobą. I nie pozwól by ktoś Ci to kiedykolwiek odebrał. Bo amsz tylko jedno życie, tu i teraz. I tak żyj, byś nie musiał płakać i cierpieć w samotności. Wyjdź i żyj dla samego siebie. Bo twoje życie to twój najcenniejszy dar jaki posiadasz. Nie marnuj go.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
23 paź 2011, 19:30
Lokalizacja
Zagłębie

Witam! Problem z samym sobą

przez brecht 25 paź 2011, 19:13
Logicznym jest, że skoro mi na niej zależy i jest dla mnie wszystkim to chcę żeby była szczęśliwa. Zawsze swoje potrzeby zostawiałem daleko w tyle, priorytetem było, żeby jej było dobrze, żeby była zadowolona. Lubie czytać tzn lubiłem, teraz nie mogę się na niczym skupić.
Zajmowałem się iluzją, na dosyć wysokim poziomie. Jednak przez rok pokazałem z kilka sztuczek tylko, zostawiłem to, zaprzepaściłem. Zajmowałem się tym od kilku lat, teraz... teraz od dwóch miesięcy nie trzymałem kart w ręku. Gram na gitarze elektrycznej, tzn uczę się grać bo ciężko to nazwać graniem, jednak całkowity brak chęci i zapału mną ogarną. A teraz najwięcej czasu poświęcam na siedzeniu w domu i po prostu siedzeniu.
Na koncercie fajnie było, ale nawet bawić się nie potrafiłem z początku, sam na koncercie.
Gdybym miał kasę to bym wyjechał gdziekolwiek, nawet nad morze 40km dalej od domu, na tydzień albo dwa. Choćbym wrócił do rzeczywistości prędzej czy później, jak ją zobaczę na mieście czy w jakimś lokalu to wszystko powróci, już nigdy ona nie będzie dla mnie obojętna.
Nie mam nikogo, co piątek "modlę się" żeby w weekend była brzydka pogoda, bo kiedy jest ładnie to ogarnia mnie straszny żal, że nie mam z kim wyjść na dwór. Weekend przychodzi i przez dwa dni nie mam do kogo ryja otworzyć, samemu chodzić po mieście też mogę ale po 40 minutach już mi się to nudzi tak samemu.
To, że jestem wartościowym człowiekiem już dawno gdzieś pękło. A kiedy poczułem się, że jestem dla kogoś naprawdę ważny... odeszło, uszło ze mnie całe szczęście. Boję się, że się nie pozbieram, zamknę się przed ludźmi, i nieustannie będę płakać a już się zdarzają momenty, że nie mam nawet czym.
Zamiast się poprawiać jest coraz gorzej. Nie mam się komu nawet wygadać przez chociażby smsa. Promieniłem radością, bylem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Ze skrajności w skrajność teraz jestem strasznie nieszczęśliwy to mało powiedziane. Wiem, wiem, że ludzie mają większe problemy, niepełnosprawnych członków rodziny, wielkie kredyty, nie mają co jeść czy gdzie mieszkać. Jednak każdy jest inny, żyje inaczej, każdy ma swoje problemy mniejsze lub większe.
Moje życie to nie jest życie... wegetacja. Przeżyć wieczór, noc i rano do pracy. Zero szczęścia, radości, już nigdy nie będę już aż tak szczęśliwy.
Miałem wylecieć do Armenii, to miała być ucieczka do pracy. Jednak nie wytrzymałem na lotnisku przetrzeźwiałem i skoro nie potrafię wytrzymać bez niej 1,5km to co dopiero setki czy nawet tysiące kilometrów. Wróciłem do domu i mi się oberwało, że skoro nie próbowała mnie zatrzymać po prostu jej nie zależy. Stwierdziła jedynie "to leć". Jak głupio mi było się przyznać, cały czas przedstawiałem ją wszystkim jako idealną dziewczynę, bez wad, czystą jak łza.
Marzyłem o byciu najlepszym iluzjonistą, o posiadaniu własnego programu telewizyjnego. Zaniedbałem to, poświęcilem wszystko dla jednej osoby, miałem taką potrzebę? Czułem po prostu, że skoro chcę z nią być muszę dać jej wszystko co najlepsze i w ogóle wszystko bo na to zasługuje. Ze wszystkich marzeń zostanie mi jedynie wylot do Egiptu i Vegas a nóż się mi tam spodoba i zostanę jakimś żulem.
Tak naprawdę nic nie warte życie jakiegoś 23latka. Jestem totalnie i ekstremalnie załamany, w strzępach.
Gdybym miał klamkę... bez najmniejszego pierdnięcia strzeliłbym sobie w łeb.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
25 paź 2011, 13:51

Witam! Problem z samym sobą

przez kam80 25 paź 2011, 20:29
Iluzjonista!!!!!!! Suuuuuper!!!! zawsze mnie ciekawiło jak się robi takie sztuczki:D. Extra!!!!
Przepraszam, ze nie napiszę już nic więcej dzisiaj bo zbieram się wlasnie na nocna zmiane (bluesa) a jutro przyjaciolce mam pomagać wybrać farby (to bedzie koszmar dopiero :/. jej niezdecydowanie). Ale odezwe sie napewno do Ciebie:). Teraz lece na kolacje i do pracy. Praca, to jedyna sensowna rzecz w moim zyciu.
Trzymaj się i wyspij sie porzadnie i zacznij realizowac swoje marzenia!!! Byles moze w Mam Talent? :)
Obiecaj sobie, że zmusisz się do kontynuowania nauki w iluzji:). Super!!! Masz talent! Mnie natura nie obdarowałą żadnym talentem. dwie lewe nogi do tanczenia, glos zarzynanej swini:D, a i talent palstyczny to taki mooocno dziecięcy:D . kompletnie w niczym nie ejstem dobra:D. Wiec ciesz sie swoim darem i go szanuj! Szanuj siebie:):):).
Masz znajomych iluzjonistów?? Nie? To szukaj i działaj:).
Ups! sklamalam. mam jeden dar. widze piekno w brzydocie. Robie zdjecia. Ale sie nie rozwijam. Ale bede!:) Tak postanowilam:).
Trzymaj sie i nie daj sie demonom :)
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
23 paź 2011, 19:30
Lokalizacja
Zagłębie

Witam! Problem z samym sobą

przez brecht 27 paź 2011, 13:06
Nie jestem żadnym iluzjonistą, miałem zadatki na bycie kimś jednak jak rok temu praktycznie całkowicie to zostawiłem to teraz nie mam nawet ochoty na zabawy ze sztuczkami. Nie bylem w Mam Talent, brak aż takiej wiary w siebie żeby pójść tam i coś pokazać, aczkolwiek chciałem, nie powiem. Nie raz i nie dwa obiecywałem sobie siedzieć dniami, nocami i szlifować swoje umiejętności aż pojawiła się pewna osoba co zawróciła mi w głowie i życiu i zostawiłem wszystko by móc dać jej więcej siebie i od siebie a teraz... nie mam chęci, zapału.
Czy to jest talent? Pewnie nie. Kwestia treningów, długich treningów, znajomości praktyki jak i teorii. Jeśli ktoś się chce temu poświecić naprawdę tak od siebie a nie tylko po to żeby chodzić po szkole czy po dworze i pokazywać triki których się nie umie, to będzie czerpał z tego satysfakcję a własna satysfakcja jest najważniejszym elementem do pracy nad sobą.
Ja już nie mam siły na nic. Dusza już umarła a ciało jest niszczone farmaceutykami, brakiem jedzenia, witamin, brakiem snu. Nie podniosłem się i już się zapewne nie podniosę. Dzień sądu wydaje się być coraz bliżej, mam coraz mniej siły żeby żyć jedynie po to żeby żyć, ranić siebie i innych, jedynie diabelski pakt z szatanem mógłby mnie jakoś przekonać.
Gdybym miał klamkę... bez najmniejszego pierdnięcia strzeliłbym sobie w łeb.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
25 paź 2011, 13:51

Witam! Problem z samym sobą

Avatar użytkownika
przez lenna 27 paź 2011, 19:59
Witam. Jestem nieco starsza od Ciebie, ale to nie istotne jeśli chodzi o odczuwanie. To wszystko prawda co piszą wyżej. Byłam mężatką 14 lat. Myślałam że razem sie zestarzejemy. W życiu nie pomyślałam, że mnie zostawi z dziećmi. Ale tak się stało. Kochałam go do ostatniej chwili. Minął już rok. Wiem , że nigdy nie związałabym się z nim ponownie. Chociaż jestem sama, mam kupę problemów i depresję, mam go gdzieś. Z perspektywy czasu, zobaczyłam z jakim człowiekiem byłam. Z niego się wyleczyłam na pewno. Trzymaj się, świat nie zawęża się do tej jednej ukochanej osoby. Tego się nauczyłam przez ten rok, kiedy jestem sama. ;) Ale wiem też jak bardzo boli rozstanie, jaki odczuwasz brak, każda strata boli bardzo. Pozdrawiam i bądź z nami. ;)
-Żyj powiedziala nadzieja, - bez Ciebe nie moge odparło cicho życie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
26 paź 2011, 13:57
Lokalizacja
Łódź

Witam! Problem z samym sobą

przez brecht 28 paź 2011, 10:28
lenna Zapewne A... myśli podobnie, jak mogłam być z kimś takim jak on, nienormalny człowiek. Oprócz zielonych oczu nie mam nic co mogłoby się podobać komukolwiek w sumie. Ale nie dziwie się jej, jestem chory. Najprawdopodobniej też się już ze mnie wyleczyła.
" świat nie zawęża się do tej jednej ukochanej osoby" kilka na raz nie potrafię i nie będę potrafił kochać. Być z kimś i oszukiwać bo kocham inną? Starczy już ranienia ludzi. Jest idealna.. w każdym centymetrze ciała, duszy i charakteru.
Pojechałem wczoraj nad morze, nie daleko 40km. Kupiłem tequile i sam siedząc na plaży zrobiłem prawie 0,7l. Co mi to dało? Nic. Dużo więcej myśli i łez których na całe szczęście nie pamiętam. Obudziłem się przed 7 na piasku, poszedłem na autobus i wróciłem do "domu".
W przyszłym tygodniu będzie praca w trójmieście na kominach. Tak, pracuję na wysokościach... ale nie zrobię tego w taki sposób by przez ułamek sekundy poczuć się jak ptak. Nie będę robił problemu kolegom z pracy, a nie powiem korci strasznie stojąc 200 metrów nad ziemią.
Ten wątek widać będzie moim pamiętnikiem. Może być... póki nikt go nie zamknie lub usunie.
Gdybym miał klamkę... bez najmniejszego pierdnięcia strzeliłbym sobie w łeb.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
25 paź 2011, 13:51

Witam! Problem z samym sobą

Avatar użytkownika
przez lenna 28 paź 2011, 11:51
Brecht, ja też żylam dla niego, wybaczalam mu wszystko, choć nieraz ranil. Ale myślałam, że to moja wina. Nikt nie każe Ci szybko pokochac kogoś innego. Najpierw musisz uporac sie z tą stratą. Z biegiem czasu zaczęłam tęsknić za bliskością, kimś, dla kogo bylabym ważna. Ale wiesz co, w zyciu nie chcialabym ,źeby to byl mój byly mąż. Karta zamknięta. Szukam kogoś zupelnie o przeciwnych cechach charakteru. Dopóki cierpisz, odczuwasz stratę, nie widzisz nic innego. Myśli samobójcze traktuj jako ulgę. Zawsze mozesz to zrobic. Ale jesli masz kogoś, chociaż jedną osobę, która mialaby plakac po tym co zrobileś, nie rob tego. Mój tata się zabił, powiesil się w domu, kiedy spałam. Wstałam i go znalazlam. Poczucie winy jakie mam do tej pory , jescze sie nie zagoilo, a minęly 2 lata. Ból jest niewyobrażalny. Pomyśl o tym. Ja traktuję te myśli jako alternatywę. Ale ciągle je odsuwam w przyszłość. I tak żyje nadal. Choc sama, bez perspektyw, z dwójką dorastających dzieci, bez alimentów, za 200 zl miesięcznie (bo tyle zostaje z pensji po splacie dlugow, rownież męża). Płakac nawet nie mogę, bo przy dzieciach musze udawac silną. Alkohol nic nie daje, nastepnego dnia jest gorzej. Kiedy jest na prawdę żle, to nie ma jednej recepty na to. Każdy radzi sobie inaczej. Ważne, żebyś TY znalazlł wlasny sposób. Wizyta u psychologa to dobry pomysl, ale jedna wizyta chyba nie wystarczy. Jesli bol nie minie dlugo, zgloś sie do psychiatry. Nie musisz iść prywatnie. Z NFZ też są dobrzy lekarze. Dobiorą Ci leki żebyś mógl funkcjonowac, a jednocześnie wyciszać emocje związane ze stratą. Jeśli chcesz się wygadać, lepiej tutaj pisz, ja chętnie odpowiem. Pozdrawiam mlodszego kolegę. ;)
-Żyj powiedziala nadzieja, - bez Ciebe nie moge odparło cicho życie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
26 paź 2011, 13:57
Lokalizacja
Łódź

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do