Witam i o drogę pytam:)

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam i o drogę pytam:)

Avatar użytkownika
przez cameron21 05 paź 2011, 00:32
Witajcie,
nie wiem czy to dobrze że założyłam nowy temat czy raczej powinnam pisać gdzie indziej. Przyznam że jeszcze nie rozeznałam się w forum.
Specjalnie założyłam tu konto bo szukam hmmm... porady może i pomocy ale nie dla siebie, no może po części, ale dla mojej mamy. Pewnie nie przekonałabym jej żeby sama założyła tu konto a kto wie może znalazłaby tu pomoc.
Dobrze, ale od początku, moja mama od kąt skończyłam 5 lat lądowała w szpitalu, pękła jej noga, stopa źle się zrosła więc lekarz postanowił ją wyprostować (nadmienię jeszcze że mama urodziła się z rozszczepem kręgosłupa przez co miała lekkie porażenie na noge) operacja się udała ale lekarz przyćmiony sukcesem stwierdził że musi również prostować kolano, tym razem operacja się nie udała. Od tego momentu mama zaczęła walczyć z nie zrastaniem sie kości. Każdy nowy lekarz nowa metoda, nowy eksperyment nowe nie powodzenie i tak już 16 lat. W domu też nie miała łatwego życia najpierw rodzice wyżywali się psychicznie potem jak wyszła za mąż mój ojciec okazał się alkoholikiem. Kolejne chyba 16 lat męczyła się z pijakiem i starała się chronić mnie i brata przed ojcem. Zawsze uważałam ją za silną i twardą kobietę. Była dla mnie wzorem kobiety która sama chciałam być twardą jak skała. Dopiero teraz widzę jakie moje wrażenie na jej temat było złudne. Tak naprawdę swój charakter budowałam na ciągłej walce z udawanianiem że mając ojca alkoholika jestem kimś wartościowym, bez względu na wszystko nie wolno mi sie do niego porównywać. Ale nie o tym chciałam mówić bo nie ja teraz jestem tu ważna.
Mamą ciągle musiał się ktoś opiekować choć kiedyś nazywało się to pomocą, najpierw ta rolę pełnił mój brat a kiedy się wyprowadził ja. Kompletnie mi to nie przeszkadza, bo z przyjemnością z nią przebywam pomagam. Jest całym moim światem, moja przyjaciółka. Zawsze miałyśmy dobry kontakt. I tu pojawia się problem który narasta już od pół tora roku a moż ei nawet więcej. Zaczęło się od diagnozy jednego lekarza który brzmiał "amputacja nogi", mama doszła do wniosku że ma rację. Dziwnym trafem zaczęły się silne bóle nogi, nie mogła spac zawsze miała z tym problem ale po tej diagnozie to się nasiliło. Zaczęłam chodzić z nią od lekarza do lekarza i tak przez pół roku a kolejne diagnozy inne jedni mówili że nie trzeba amputować inni że owszem ale się tego nie podejmą. Mama dostała na tym punkcie wręcz jakieś obsesji mówiła o tej operacji jak o czymś przyjemnym, w końcu co to tam dla niej. W końcu trafiła do lekarza który stwierdził ze podejmie się ratowania tej nogi. No i tak zrobił ale od tego momentu rozpoczęło się dla mnie gehenna. Z każdą operacją mama narzekała że jest gorzej że tego się nie spodziewała, że ją boli. Zarówno lekarz jak i ja załamywaliśmy ręce, bo zdjęcia były dobre odrzutu metalu który zdarzał się wcześniej nie było. Na punkcie zdrowia dostała wręcz kręćka, po pewnym czasie zorientowałam się ze nie potrafimy już o niczym innym rozmawiać jak o tylko o chorobie. Wystarczyło zmienić temat czy powiedzieć inne zdanie na temat lekarza czy jej choroby już się było najgorszym. Obecnie mam mamę w domu. Są dni że jest lepiej są dni że jest gorzej. Powstała między nami przepaść i sie zastanawiam czy to moja wina. Jestem zmęczona jej chorobą ale nie tym że muszę nią opiekować ale tym że się poddała. Nie mogę jej zachęcić do rehabilitacji mimo że ma teki zalecenia, ona ciągle widzi gimnastykę z przed lat kiedy to uszkodzono jej nogę. Zasłania się bólem ale z własnego doświadczenia wiem że zastała kończyna boli jeszcze bardziej niż ta rozruszana. Nie mam już sił jej wysłuchiwać jej nowych chorób, że ją boli, nie mam już cierpliwości, coraz częściej się kłócimy. Zapisałam ją do psychiatry bo razem z rodzinna podejrzewamy że ma depresje ale czy on jej pomoże? Czy ona sama ze chce sobie pomóc? I jak ja mam jej pomóc? Wiem że będzie potrzebowała mojego wsparcia i mojej cierpliwości. A wstyd mi przyznać że ja już jej nie mam. Co mam zrobić? Zwróciłam się do brata ale on mi tylko potrafi mówić a nic nie pomoże. Zostałam z tym sama, ona ma mnie a ja ją. Chciałabym żeby wszystko wróciło do normy ale tracę nadzieje ze tak będzie. Piszę tu na forum o tym z nadzieją że może ktoś mi coś poradzi co ma robić jak postępować. Wiem że uda mi się ją wyciągnąć ale pytanie kiedy. Jeżeli ktoś uzna że może mi pomóc to proszę o odpowiedź a jeżeli uznacie że pomyliłam fora abo coś podobnego to przepraszam i proszę moderatorów o usunięcie posta.
"Nie żyj przeszłością bo zmarnujesz sobie przyszłość."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
04 paź 2011, 22:43
Lokalizacja
Poznań

Witam i o drogę pytam:)

przez Laima 05 paź 2011, 02:07
cameron21, jesteś ważna!Może przyczyną Twojej lojalności jest to ,że cierpisz na syndrom DDA.Rozumiem,że sytuacja Cię męczy ,to zrozumiałe i na miejscu.Powinnaś zadbać również o siebie.Chyba słyszałaś to,że aby pomóc innym najpierw trzeba pomóc sobie-to bardzo modre stwierdzenie.
Myślę ,że powinnaś udać się na terapię.

Twojej mamie chyba pasują te dolegliwości bo potrzebuje ,abyś Ty ,czy wcześniej Twój brat się nią opiekowali.Tylko,że to Ty jesteś córką,a ona Twoją matką i powinno być odwrotnie przynajmniej w dzieciństwie.Relacja między Wami wydaję mi się zaburzona.Twoja mama potrzebuje pomocy,bez wątpienia,ale Ty również.Miej na uwadze również siebie.
Laima
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do