Witam ponownie

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam ponownie

Avatar użytkownika
przez Red92 14 lip 2011, 00:26
Więc od czego by tu zacząć... Nie wiem, czy ktokolwiek mnie pamięta, choć mam nadzieję, że tak. Przedtem nigdy nie mówiłem wiele o sobie na forum i może właśnie dlatego często byłem ignorowany. Ale jestem już zmęczony, sobą, życiem i wszystkim dookoła. Dlatego tym razem zacznę od początku i tym razem jako osoba która się leczy i z wystawioną diagnozą zamierzam opowiedzieć wszystko...
Po pierwsze zmęczyło mnie udawanie osoby która jest nieszczęśliwa... owszem jestem, ale mam w sobie o wiele więcej złości, nienawiści i goryczy. Jak już kiedyś wspominałem idę w ślady w swoich rodziców. Ale o tym zaraz. Kiedy miałem 2- 3 lata mój ojciec popełnił samobójstwo kiedy to moja matka zdradziła go z mężczyzną którego do tej pory mam ochotę zabić... Nie będę opisywał za długo jak wyglądało moje życie z ojczymem. Myślę, że każdy może sobie wyobrazić co się dzieje gdy w grę wchodzi alkohol: przemoc fizyczna w bardzo dużym stopniu i to naprawdę cud, że moja matka żyła tyle lat, gwałty, ucieczki z domu i tak przez ok. 12 lat kiedy to moja matka zmarła na raka. Zamieszkałem z siostrą która znęcała się nade mną psychicznie... Kiedy zamieszkałem sam jak już przedtem pisałem zacząłem się samookaleczać i jak też wspominałem wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym. Pierwsza diagnoza była natychmiastowa- depresja. I tak rzeczywiście się czułem, pozbawiony nadziei, użalający się nad sobą cień który chce umrzeć. Schody zaczęły się jednak po miesiącu leczenia farmakologicznego... I wtedy właśnie wszystko się zmieniło, nadal miałem i z resztą nadal mam myśli samobójcze, ale swoją złość zacząłem wyrzucać na innych. Zniknęły ataki lęku, lecz stałem się agresywny, impulsywny, bezpośredni. Zawsze wstydziłem się siebie więc bałem się związków... ale to też się zmieniło. Zacząłem wiązać się z osobami ( nie mówię tylko o kobietach) z którymi związek nie miał szans, które pozwalały mi karmić moją wewnętrzną nienawiść. W szpitalu z nienagannego zachowania zacząłem popadać w bójki, zdarzały się "kłótnie" z pracownikami personelu. I faktycznie stwierdzono u mnie to czego kiedyś się obawiałem, a teraz jest dla mnie tylko słowem... borderline. Kiedy wyszedłem moje życie zupełnie się zmieniło. Jest o wiele gorzej niż wtedy kiedy użalałem się nad sobą z żyletką w ręku... narkotyki, używki, alkohol, sprawdzanie u siebie granic możliwości, życie na krawędzi... tylko po to żeby poczuć bicie serca... żeby poczuć cokolwiek, że żyję. Nie jestem z tego dumny, a wyrzuty sumienia są na tyle duże, że wciąż żyletka jest jedynym wyjściem... Wiem, że mój sposób życia jest zły, ale nie mogę go zmienić. Bo na chory i pokręcony sposób w końcu coś czuję, coś więcej niż smutek, czy złość, w końcu naprawę czuję, że w tym całym pieprzonym chaosie odnalazłem siebie, że mogę siebie wyrażać... chociaż nie tak sobie to wyobrażałem... To wszystko co teraz mi przychodzi do głowy. Tak czy inaczej, miło mi wrócić na forum nawet jeśli będę ignorowany :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
26 mar 2011, 01:32

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do