Witam wszystkich serdecznie. Pomóżcie jeśli możecie.

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam wszystkich serdecznie. Pomóżcie jeśli możecie.

przez Skomplikowany 01 lip 2011, 12:22
Witam. Jestem tutaj nowy. Potrzebuje pomocy bo nie radzę sobie ze sobą. Mam 34 lata i jestem facetem. Jestem żonaty a właściwie już prawie rozwiedziony. Nie mogę znaleźć pracy a raczej boję się znaleźć i na dodatek mam problemy z relacjami z innymi ludźmi. Otóż kiedy byłem mały byłem chuderlawym i chorowitym chłopakiem, matka zawsze mnie wyręczała a jak ojciec dał mi coś do roboty to albo matka mówiła żeby sam to zrobił bo ja nie dam rady albo jak już coś robiłem to po mnie poprawiał bo mówił że źle zrobiłem albo zabierał mi robotę w trakcie bo stwierdzał że nie wiem jak nie wiem co i nie potrafię. Taki też sobie wyrosłem. W późniejszym wieku poznałem dziewczynę (moją obecną żonę) i udało mi się ją zdobyć, jednak byłem o nią chorobliwie zazdrosny ,dopuszczałem się wręcz głupich zachowań żeby ją kontrolować , dochodziło też do szantaży emocjonalnych z mojej strony.Wiem że było to spowodowane niską samooceną. Mierzyłem 178 cm wzrostu a ważyłem ledwo 50 kg , taką miałem przemianę materii bo jeść jadłem normalnie. Później jednak postanowiłem coś z tym zrobić, pójść na siłownie zażywać jakieś odżywki dla sportowców i ćwiczyć i udało się bo nabrałem może nie tyle mięśni co masy ciała , masa wzrosła z 50 kg do 74 kg zacząłem w końcu wyglądać normalnie i czuć się normalnie, pojawiło się spore zainteresowanie płci przeciwnej, bo zawsze kobiety mi powtarzały że jestem atrakcyjny tylko za chudy i kiedy to się zmieniło zauważyłem spore zainteresowanie i jak ręką odjął znikła moja chora zazdrość w stosunku do żony. Mało tego zacząłem ją puszczać nawet samą czy z innymi kolegami do pubu czy na dyskotekę bo czułem się ze sobą dobrze. Ale większym problemem jest u mnie kłopot z pracą.Na początku tłumaczyłem to sobie brakami z wykształceniu i doświadczeniu ,dopiero po pewnym czasie zauważyłem że ja po prostu się tego boję.Jak rozwoziłem podania to wysyłałem kolegę żeby je zaniósł, jak zadzwonił telefon żeby przyjść na rozmowę to zadowolony byłem do momentu dnia w którym była rozmowa, na rozmowy najczęściej nie docierałem bo albo sobie tłumaczyłem że to nie praca dla mnie że nie dam rady że i tak mnie nie zatrudnią. Później tak się stało że znalazłem pracę u siostry i pracowałem sumiennie przez 3 lata , niestety nie mogliśmy się dogadać i zrezygnowałem i to był błąd bo znów wróciły problemy z poszukiwaniami, znów to samo nie dochodziłem na rozmowy w sprawie pracy.Przyciśnięty do muru wyjechałem za granicę i tam nie mając prawie żadnej pomocy znalazłem pracę i pracowałem 4 lata. Nie podobało mi się jednak życie na obczyźnie i stwierdziłem że skoro już dałem radę to i dam radę w kraju jak wrócę. Jednak po powrocie wróciły stare kłopoty z podjęciem pracy. Raz zaniosłem podanie i szybko chciałem stamtąd uciec ale sekretarka kazała zaczekać na kierownika i tak się złożyło że po rozmowie powiedział że da mi szansę. Miałem przyjść w kolejnym tygodniu do pracy. Przyjechałem rano pod ten zakład jednak widząc ludzi idących do pracy poczułem się przerażony że będą na mnie patrzyć bo jestem nowy że będą szukać błędów w tym co robię a nie daj boże jak ktoś mnie ochrzani to nie dam sobie z tym rady. No i nie poszedłem , płakałem w aucie że co ja robię że tak nie można ale nie dałem rady, wróciłem do domu popołudniu i pokłamałem żonę że byłem że było ok ale jest więcej chętnych a miejsce jedno i że mam czekać na odzew. Innym razem znajoma załatwiła mi pracę bez rozmowy kwalifikacyjnej na budowie. Popracowałem 2 dni ale nie bardzo dawałem radę fizycznie więc zewsząd słyszałem ochrzan ze strony innych pracowników. Na koniec dniówki szef powiedział że mam się postarać bo inaczej nie będzie mógł mnie trzymać w tej pracy,następnego dnia już nie pojawiłem się w pracy bo się panicznie bałem znów słuchania tego wszystkiego i tego że on mnie zwolni zresztą i tak mnie zwolnił bo nie przyszedłem. Rodzice chcą mnie prowadzić za rączkę co dzień dzwonią pytają się gdzie byłem czy gdzieś dzwoniłem za pracą i co załatwiłem, nie chcę już z nimi rozmawiać czuję że traktują mnie jak dziecko i to mnie wkurza powoduje bunt.Oni uważają że znalezienie pracy do priorytet i ja też tak uważam ale oni chcą żebym zawiesił całe swoje życie i o niczym innym nie myślał i nic innego nie robić tylko myślał o znalezieniu pracy. Zaszyłem się w domu straciłem znajomych , zarzuciłem marzenia i myślę tylko pracy, zaczynam wariować. Moja żona odwróciła się ode mnie rok temu , nie sypiamy razem , nie spędzamy wolnego czasu. Teraz widzę że nasze relacje w ogóle od początku były źle prowadzone przeze mnie. Już jej nie kocham nie zależy mi na tym, poznałem inna kobietę i teraz znów problemy bo ona jest młodsza ode mnie i jej rodzice tego nie akceptują , znów posunąłem się do szantażu emocjonalnego, choć nie widzę u siebie i ona również nie widzie żadnej zazdrości więc chyba tylko ten jeden kłopot udało mi się usunąć. Niestety nie potrafię sobie poradzić z ucieczkami z rozmów kwalifikacyjnych ,nie rejestruję się nawet w UP bo nie widzę sensu skoro i tak na rozmowę nie trafię. Nie szukam już nawet pracy bo wiem że nie pójdę na rozmowę albo ucieknę albo rozmowę przejdę a do pracy nie przyjdę ze strachu.I nie mam problemu z lenistwem bo jak mam pracę to zasuwam jak robot. Za granicą nawet awansowałem bo mnie docenili ale ja się panicznie boję że ktoś mnie ochrzani, powie coś złego , wyrazi niezadowolenie, nie przyjmie mnie do pracy a ja już nie potrafię tych porażek znosić:( Nie wiem co siedzi w mojej głowie pomóżcie. Czy to dobrze że zarzuciłem marzenia i przyjaciół bo znalezienie pracy jest najważniejsze? Ja widzę że wycofałem się z życia prawie całkiem . Od momentu jak poczułem się atrakcyjny nie mam problemu z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi a szczególnie z kobietami ale gorzej już sobie radzę z samymi relacjami. Zauważyłem jeszcze że miewam problemy typu np sprawdzanie kilka razy czy zamknąłem drzwi wejściowe albo zamknąłem kurki od gazu ale to było jakiś czas temu teraz już nie widzę tego problemu. Sam nie wiem co mam robić , co o mnie sądzicie , wiem że jestem pokopany całkiem. Najgorzej że nikt tego nie widzi, nikt nie widzi że mam problem każdy myśli że mi się pracować nie chce , a kiedy wspomnę o realizacji swoich pasji i marzeń to każdy mówi lepiej poszukaj roboty a nie pierdoły w głowie.Czy ja mam się całkiem ze wszystkiego wycofać dla innych:( Nie wiem jak żyć. Nie chcę się dzielić problemami z rodzicami , właściwie czuję do nich żal że tak mnie wychowali ale nie chcę im tego mówić. Przed żoną też się nie przyznam. Przyznałem się koleżance tylko.Poradźcie czy ja jeszcze mama szanse na normalne życie czy jestem już skończony?Co się ze mną dzieje? Nawet ja usłyszę słowa krytyki na jakimś forum to z niego znikam. Ja już nie wiem , ale powiedzcie mi wprost kim ja jestem bo już sam nie wiem i coraz trudniej mi z tym żyć. Rano nie chce mi się wstawać boli mnie brzuch że to kolejny beznadziejny dzień , znów będę wysyłał podania albo rozwoził autem, pójdę z psem na spacer do rodziców i tak minie mi kolejny nieudany dzień w życiu:( Coraz częściej myślę o śmierci. Nie o samobójstwie bo tego bym nie zrobił , ale o tym że chciałbym umrzeć :(
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 lip 2011, 11:34

Witam wszystkich serdecznie. Pomóżcie jeśli możecie.

Avatar użytkownika
przez alabama 01 lip 2011, 13:50
czesc :)
wiem,ze ciezko napisac wszystko tak,zeby bylo dobrze zrozumiane,ja tez nieraz mam takie beznadziejne dni i czuje sie identycznie jak ty, chcialabym zeby ktos mnie zrozumial, pomogl jakos,zagladam tu zeby znalezc cokolwiek.. jakiekolwiek slowa otuchy,chce juz cos napisac o tym jak sie beznadziejnie czuje.. i ostatecznie nie pisze, bo nie mam sily tego opisywac,a w ogole to nie mam nadziei ze uslysze cos nowego oprocz tego co typowe tutaj, w sensie idz do lekarza albo na psychoterapie. W sumie sama czesto tez tak ludziom odpisuje, jakby wszystkie problemy jakie ludzie maja swiadczyly o tym,ze wszystko ma podloze albo w dziecinstwie, albo ze lekami da sie cos zmienic a prawda jest taka ze kazdy z nas tutaj z osobna ma zupelnie inny swiat od samego poczatku, zupelnie inne postrzeganie rzeczywistosci,swiata i siebie. Chociaz wszyscy zyjemy calkiem podobnie, marzymy wlasciwie o tym samym - oszczesciu, czy o pasji zeby jakakolwiek w ogole miec,albo zeby umiec sie jej poswiecic jesli nawet sie ja ma... w zwiazkach sie kielbasi, dziewczyny zalamane po stracie faceta pisza, ze nie wiedza co robic, ze nie chce im sie zyc.. kazdy szuka tutaj czegokolwiek zeby miec jakas nadzieje, zeby jakos wierzyc ze przed nim cos jeszcze jest, i ze bedzie wreszcie dobrze. Ja sama od kilku lat mam takie problemy ze nie wiem nawet juz co czuje. Nie wiem czy chce jeszcze i czy mam sile rozmawiac z kimkolwiek o tym. Przerabialm psychoterapie,lekarzy,leki.. dalam spokoj i nie znaczy to ze nie jest to metoda. W moim przypadku zawsze dzialalo to tak, ze chcialam tylko doprowadzic sie do stanu takiego, w jakim zawsze czulam sie soba-osoba szczesliwa, zaradna a dalej juz zyc jak normalny czlowiek, silny czlowiek, ktory wie czego chce. Pisze o sobie troche celowo tobie.. chodzi mi o to, zebys uzmyslowil sobie, ze sa ludzie ktorzy maja bardzo podobnie jak ty. Ja tez sie boje krytyki. Boje sie oceny. Kiedys bylam osoba bardzo wesola i odwazna uwielbialam byc w centrum zainteresowania. Pasmo wydarzen w moim zyciu wszystko odmienilo i zaczelam popadac w coraz gorszy stan. Przezylam juz chyba wszystko lacznie z zalamaniem nerwowym, fobia spoleczna, depresja,nberwica ale w srodku czulam,ze jestem normalna i moje takie reakcje i to w jakim jestem stanie jest wlasnie normalne i naturalne bo jestem zdrowa i gdy zle sie dzieje to zle sie czuje.
Szukalam pomocy wlasnie na psychoterapiach, u psychiatrow i wlasciwie zawsze slyszalam ze ze mna ok. Podobnie jak ty zebym sie za robote wziela. Jedna tylko babka powiedziala mi cos, o czym zreszta zawsze wiedzialam ale uswiadomilam sobie dzieki temu ze to uslyszalam od niej, ze jestem "złym charakterem" ale złym w senie funkcjonujacym na wlasna niekorzysc. To polega mniej wiecej chyba na tym samym co wlasnie u ciebie, a mianowicie pewnych cech mam wiecej niz inni, jak np wchodzenie zbyt szybko w relacje, ufanie zbyt silne ludziom, zakladanie ze ludzie sa tacy jak ja, lub skoro ja np jestem taka zyczliwa i dobroduszna to ludzie wobec mnie wg mnie sa tacy sami a wcale tak nie jest. Dlatego gdy mi sie np w zwiazku nie powiedzie to nie potrafie sie z niego wycofac tak latwo jak ta druga str ze przezywam to duzo silniej niz ta osoba, i ma to tez odzwierciedlenie na innych plaszczyznach zycia czy relacjach z ludzmi. Przezywam wszystko duzo mocniej i bardziej niz przecietny czlowiek - taka juz osobowosc i pani psycholog byla zdania ze to lata terapii aby ten "zły charakter" naprawić.
Z tego co piszesz, widze ze tez latwo sie zniechecasz. No i tu kolejna sprawa, kiedys czytalam taka ksiazke jak byc optymista, no tam wiadomo piecset przykladow i wskazowek, ale utkwilo mi cos w szczegolosci. Byl podany przyklad faceta, ktory pracuje jako agent ubezpieczeniowy,wydzwania po ludziach i sprzedaje im tzn ma im sprzedac ubezpieczenie. Oczywiscie jak tow tym fachu raczej spotyka sie z odmowami. Jego kolezanka pracuje na tym stanowisku i ma podobne doswiadczenia z klientami. Roznica jest tylko taka,ze on sie poddaje. Po ktorejstam rozmowie.oczywiscie konczacej sie odmowa ubezpieczenia facet zrezygnowany kladzie sie przed tv czy zajmuje sie czyms innym, jednym slowem opada z sil tkwiac pograzony w beznadziei.A jego kumpela mimo 15 odmowy dzwoni dalej. Trafia w koncu na klienta, ktrory sie decyduje. No i jaki moral tak?Moral jak na moje taki, ze ludzie roznie podchodza do porazek. Kazdy je widzi kazdy zdaje sobie z nich sprawe, ale sa tacy, ktorzy sie nie zniechecaja i nawet ich to mobilizuje jeszcze bardziej. No wlasciwie tacy ludzie maja wieksze szanse na sukces niz ten pan zalamany przed tv nie?
Ale teraz kwestia nastepna. Fajnie wszystko pieknie, moze sie zgodzisz ze to racja itd.. ale jak to wszystko zastosowac w swoim zyciu i w swoim przypadku bo chyba tu najwiekszy problem. No to ja znow o sobie ci napisze. Wlasnie jestem na kolejnym zyciowym zakrecie. Naprawde mam teraz bardzo kiepska sytuacje, no i jest ona kolejna zreszta,bo w bardzo podobnej bylam juz nie raz. Zazwyczaj moje reakcje sa takie same, spie, leze, placze, nie widze wyjscia, nie widze nadziei, gadam z Bogiem w myslach pytajac go dlaczego i za co.. sama sobie szukam odpowiedzi,mysle ze tylko zmiana tej sytuacji jest w stanie mi pomoc i mnie z tego dola wyrwac. Ale jest czasami w zyciu tak, ze sytuacji zmienic sie nie da. Teoretycznie. Jesli nie masz wplywu na to co sie wydarzylo badz wydarza to wiadomo,ze tego nie zmienisz. ALe zawsze mozesz zmienic swoje nastawienie. Mnie np jeste teraz uwierz mi..bardzo bardzo ciezko. Wiem ze jak skoncze to pisac do ciebie to pewnie znow pojde sie polozyc i bede plakac. No i co z tego, mysle. Moze bede plakac, moze bede miala tysiac mysli ale czuje w srodku ze zachozi we mnie przemiana. Ze mimo,ze tyle zlego sie zadzialo i dzieje w moim zyciu to ja staje sie paradoksalnie silniejsza, kolejne doswiadczenie, ale dajace mi taka szkole ze to ja jestem osoba najwazniejsza, ze to ja sama musze zaczac siebie kochac i o siebie sie troszczyc, dostarczac sobie pozytywow, ze moze i moj strach przed osmieszeniem czy zlymi ocenami nie zniknie, moze zawsze bedzie mi to sprawialo przykrosc, a moze nie, ale najwazniejsze to chyba jak ja sama siebie oceniam. Byc moze ludzie widza we mnie kogos super, kto sobie radzi,kto ma wiele zalet,moze sa ludzie ktorzy widza wszystko we mnie zupelnie na odwrot, ale czy ich zdanie cos tak naprawde zmieni w moim wlasnym postrzeganiu mojej osoby? Nie. Nawet jakbys dostal super oferte pracy i wszyscy twoi znajomi w tej pracy zaczeli cie chwalic itd czy w srodku w tobie nie zylby ten maly zalekniony chlopiec,ktory tylko czeka az cos sie znow zchrzani i jest to tylko kwestia czasu? A jakbys tak przezyl cale zycie w przekonaniu ze i tak komus nie podpasujesz a tak by sie nie stalo to co bys na koniec pomysla? Nie pomyslal bys czasem ile wlasnie ten zyjacy w tobie chlopiec, ktorego sam w sumie chodujesz i podtzrymujesz przy zyciu zrujnowal i zabral ci zdrowia?usmiechu? Wydaje mi sie, ze z innym podejsciem, nawet jakbys trafil wreszcie na osobe ktora znow by cie skrytykowala, nie uczynilbys jej przeszkoda i metą swojej walki, potraktowalbys ja tylko jaka małą przeszkodke,albo pomyslalbys ze nie ma racji i szedlbys dalej. Tyle ze najwieksza osoba przed ktora czujesz paniczny strach bycia skrytykowanym jestes ty. ??
A wez pozanos tak sobie nawet w miejca w ktorych nie chcesz pracowac te CV.Olej czy dostaniesz odp czy nie. A jak kilka firm sie odezwie, nie bedzie to fajne uczucie? A jak im odmowisz, bo to tobie nie bedzie pasowalo to nie bedzie fajne uczucie? Ze ty tak samo jak kazdy masz prawo nie chciec? Mozesz byc przekoanny ze stac cie na cos wiecej niz praca akurat tam?
Nie znam zbyt wiele madrych cytatow zeby walnac tu mega przeslanie, ale pisze ci wlasne mysli, to wszystko co sama przeszlam i przechodze pokazuje mi pewna prawidlowosc.Zycie moje nalezy do mnie i to w jaki sposob przezywam je i przezyje zalezy glownie ode mnie nie od tego co ktos mi napisze czy powie, ale od tego co sama sobie w glowie bede tworzyc.Moge myslec ze jestem beznadziejna i lezec przed tv albo wziac sluchawke i dzownic dalej. Rozumiesz? Chcialabym ci jakos pomoc i sobie zreszta tez. Kazdy z nas ma chwile slabsze i lepsze, ale chyba w zyciu najwazniejsze jest walczyc o siebie i wyznaczac sobie wlasna szczesliwa droge. Chyba sami mozemy sobie najbardziej pomoc, trzeba sie tylko troszke pokochac, bo kto bedzie nas tak cenil, szanowal i kochal wlasnie jak nie my sami? A nie warto? Tak z reka na sercu? Nie zaslugujemy na to, bez znaczenia ile wazymy czy mierzymy, czy komus kto jest ladniejszy, madrzejszy, bogadszy ten swiat nalezy sie bardziej?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
11 maja 2011, 10:23

Witam wszystkich serdecznie. Pomóżcie jeśli możecie.

przez Skomplikowany 01 lip 2011, 14:05
Faktycznie jest coś wspólnego między nami. Myślę że masz bardzo dużo racji. Ja nie rozumiem tylko dlaczego mam tyle kłopotu z tą pracą, boję się że ktoś zrobi coś ode mnie lepiej że będę miał ciężko przetrawić porażkę, że pójdę gdzieś zabłysnąć a ktoś mi pokaże że nic nie wiem nie umiem i jestem taki mały :( Najgorsze jest to że ten strach jest tak silny że paraliżuje mnie do takiego stopnia że ja zwyczajnie nic już nie robię w temacie i widzę że sam sobie nie pomogę. Z drugiej strony sam nawiązuje kontakty z ludźmi i najczęściej z kobietami , nie mam z tym problemów tutaj czuję się bezpiecznie i atrakcyjnie.Zastanawia mnie też dlaczego lepiej jest mi i czuję się bardziej akceptowany przez kobiety niż facetów. Dużo myślę o śmierci, często sobie ją wyobrażam że nie żyję i wyobrażam sobie jak wszyscy mnie opłakują i to mi daje jakiegoś kopa poprawia samopoczucie na jakiś czas. Sam już nie wiem jak bardzo jestem pokopany
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 lip 2011, 11:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witam wszystkich serdecznie. Pomóżcie jeśli możecie.

Avatar użytkownika
przez alabama 01 lip 2011, 14:08
masz tyle kłopotu bo wpadles w bledne koło. Sam z gory cos zakladasz, ze bedzie wg twojego scenariusza, odczuwasz przez to paralizujacy strach i nie robisz ostatecznie nic zeby nie daj Bog nie okazalo sie ze miales racje. Dlatego napisalam ci ze podtrzymujesz przy zyciu tego "zlego podpowiadacza". Nie myslisz ze tak to troche dziala?

-- 01 lip 2011, 14:11 --

no i pokopany? ja tak nie uwazam, nie znam cie ale po tym co piszesz, tzn na podstawie tego nie stwierdzilabym ze jestes pokopany tylko bardziej ze sam siebie kopiesz. No bo troche chyba kopiesz nie? :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
11 maja 2011, 10:23

Witam wszystkich serdecznie. Pomóżcie jeśli możecie.

przez Skomplikowany 01 lip 2011, 14:46
No myślę że masz sporo racji. Ale jaka jest recepta na wywalenie z siebie tego złego "podpowiadacza" , skoro on rządzi moim życiem i nie dopuszcza tej drugiej lepszej części mnie do słowa?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 lip 2011, 11:34

Witam wszystkich serdecznie. Pomóżcie jeśli możecie.

Avatar użytkownika
przez alabama 01 lip 2011, 14:54
a co lubisz robic? i jaką chciałbyś mieć pracę?

-- 01 lip 2011, 14:55 --

wywalenie to lata praktyki nieraz. Zacznij od uświadomienia sobie, że w ogóle go w sobie masz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
11 maja 2011, 10:23

Witam wszystkich serdecznie. Pomóżcie jeśli możecie.

przez Skomplikowany 01 lip 2011, 15:35
Jeśli chodzi o pracę to niestety na to co chciałbym robić jest za późno bo nie mam wykształcenia w tym kierunku nie poszedłem na studia wydawało mi się że bez nich zawojuję świat, byłem kierowcą dostawczaka i było nieźle, poza tym za granicą świetnie się spisywałem jako zaopatrzenie na liniach produkcyjnych i nawet mi to pasowało choć to było dość stresujące , później zaproponowano mi pracę Line-leadera ale nie doczekałem się bo wcześniej wyjechałem z powrotem do kraju.Prowadziłem też dwa razy własną działalność jednak po jakimś czasie trzeba było zamknąć. Raczej nie lubię siedzieć w miejscu , lubię się przemieszczać. Mam też swoją pasję którą są motocykle , ciągnie w taki niebezpieczny hardcore, sytuacje ciężkie uzmysławiają mi że w ogóle żyję , z drugiej strony w pracy się tego zaś boję. Jestem taki spokojnym facetem na co dzień który potrzebuje tony adrenaliny ale to już na własne życzenie takiej kontrolowanej dawki jaką dostaję na motocyklu i sam sobie dozuję. Nie boję się tego , miałem dwa wypadki i nawet połamany potrafiłem sam chodzić i się podnieść takie sytuacje nie robią na mnie wrażenia ale za to w sferze emocjonalnej mam cholernie słaby charakter. Nawet szantażowałem emocjonalnie bo bałem się odejścia drugiej strony nie potrafiłem sobie wyobrazić że jej po prostu nie będzie że zniknie z mojego życia na zawsze. Widzisz ja to mam tych kłopotów co nie miara i to każdy chyba z innej beczki albo coś siedzi we mnie jakiś jeden problem który wszystko zawala.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 lip 2011, 11:34

Witam wszystkich serdecznie. Pomóżcie jeśli możecie.

Avatar użytkownika
przez alabama 01 lip 2011, 16:16
to może na siłę narazie nie szukaj tej pracy, poczekaj aż poczujesz, że chcesz sam z siebie a nie dlatego, że ktoś ci każe. Rodzice pewnie swoją nadopiekuńczością i załatwianiem za ciebie troche sknocili sprawę, ale do nich nie wolno mieć pretensji. Trudno być rodzicem i dozować odpowiednio troskę, opiekuńczość itd. W stosunku do dziecka zazwyczaj relacje są niezdrowe, bo nikt dla nikogo tak się w życiu liczyć nie będzie jak własne dziecko. Wydaje mi się, że jeśli w pracy - ale takiej, w której masz możliwość wykazania się - odniesiesz sukces, w sensie może nie awansów, ale dostrzeżenia że potrafisz i jesteś dobrym pracownikiem, to nabierzesz też więcej odwagi i wiary w siebie. Bo na budowie jest faktycznie ciężko i tam raczej zwykły pracownik spełnienia nie znajdzie. A poza tym widzę, że w najważniejszej pracy odniosłeś sukces i dałeś sobie radę, najcięższej bo nad sobą. Sam mówisz, że się zmieniłeś, nabrałeś masy potrafiłeś zawziąć się i zdobyć to, na czym ci zależało. Jeśli tu ci się udało to masz duże szanse że uda ci się też z pracą zawodową. Ale jeśli czujesz, że teraz nie jesteś na siłach to troszkę wyluzuj i zajmij się bardziej zmianą swojej osobowości pod tym względem. :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
11 maja 2011, 10:23

Witam wszystkich serdecznie. Pomóżcie jeśli możecie.

przez Skomplikowany 02 lip 2011, 09:59
Dzięki Alabama :D Biorę się za siebie na poważnie. Tak żebym mógł tu zawitać i bez wstydu powiedzieć że coś się zmieniło , zmienia na lepsze u mnie. Nie zawiodę!
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 lip 2011, 11:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 6 gości

Przeskocz do