Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cześć wszystkim!


alannis

Rekomendowane odpowiedzi

Moje imię zaczyna się na literę A. Chyba nie muszę pisać więcej :) Jutro wybieram się po raz drugi w swoim życiu do psychiatry i tak jakoś nagle zapragnęłam "znaleźć się" wśród ludzi, którzy również borykają się z problemami natury psychicznej.

Moje zaburzenia zaczęły się gdzieś w 1 klasie gimnazjum. Wcześniej byłam po prostu chyba tylko lekko nieśmiała, ale umiałam się przełamać. Wiele złego w moim życiu uczyniła mi, jak teraz po latach na to patrzę, próba zmiany wyglądu zewnętrznego na lepszy. Zaczęły mi się kręcić włosy, psuć wzrok i postanowiłam ściąć włosy na krótko i zacząć nosić okulary. Pomyślicie, jak coś takiego może zmienić wygląd na lepszy? No cóż, byłam dzieckiem, wtedy myślałam, że dzięki temu będę wyglądać doroślej, co samo przez się wydaje się atrakcyjne.

Jednak większość ludzi nie podzielała mojego zdania. Kiedyś mówiono mi, że jestem ładna, gdy przeszłam metamorfozę, ludzie ograniczali się tylko do: "Aleś ty wyrosła!" Niestety jeden z moich kolegów z klasy również nie zaaprobował mojego nowego wyglądu. Zaczął się ze mnie wyśmiewać, a to, że wyglądam jak mutant, a to, że nie mam piersi, a to, że jestem chuda, "z tyłu deska, z przodu deska, kto to taki (i tu wymieniał moje nazwisko)... Stosował jeszcze inne, o wiele gorsze i dotkliwsze inwektywy, ale nie mam zamiaru ich sobie przypominać. Nastawiał przeciwko mnie innych, prowokował ich do śmiania się ze mnie. Zaczęłam symulować choroby, zostawać w domu pod nieobecność rodziców, nie chciałam chodzić do szkoły. Pogrążyłam się w świecie książek i wyobraźni, w szkole bałam się odezwać, starałam się być dla wszystkich miła, żeby nie dać im powodu do wyśmiewania się ze mnie. Miałam przyjaciółki, ale nie wydaje mi się, żeby wiedziały co w głębi duszy przeżywałam, bo zawsze starałam się sprawiać wrażenie twardej. Wymyślałam osoby, z którymi spędzałam czas, a potem im o swoich "przygodach" opowiadałam, żeby chociaż one myślały, że jestem "fajna". W końcu olśniło mnie, że to wszystko przez mój wygląd, że jak go zmienię, to będzie tak jak dawniej, znowu wszyscy będą mnie lubić. Powróciłam do starej fryzury i zdjęłam okulary, pomimo, że prawie nic bez nich nie widziałam. Jednak mój uczynny kolega tym razem dostrzegł, że się garbię (zaczęłam się garbić w geście obronnym), więc zaczął nazywać mnie "krzywą", "garbatą". Nie pomagała mi też nauczycielka wychowania fizycznego, która przy wszystkich mówiła mi, żebym się wyprostowała. Dopiero pod koniec 3 klasy, zdobyłam się na odwagę i powiedziałam mu, żeby się odwalił. Ku mojemu zdziwieniu poskutkowało. Ach, gdybym wiedziała to wcześniej...

W liceum nadeszli nowi ludzie, nowe otoczenie. Już nie byłam wytykana palcami, wszyscy mnie lubili, może nie byłam w szkolnej elicie, ale czułam się lubiana, miałam grupę przyjaciół, którzy akceptowali moje dziwactwa i nadal się z nimi jako tako przyjaźnię. Oczywiście przeżywałam jakieś tam swoje nastoletnie dramaty, ale kto ich nie przeżywał?

Myślałam, że to, że jestem lubiana rozwiąże moje problemy, ale tak się nie stało. Wróciły lęki, później myśli samobójcze. Gdy tylko zwrócił się do mnie nauczyciel, albo ktoś z dalszych znajomych oblewała mnie fala gorąca, kołatało serce, trzęsły się dłonie, nogi, plątał język, zapominałam co chciałam powiedzieć. Bałam się, że mnie zaatakują, wyśmieją, skrzywdzą. Zaczęłam nosić workowate ubrania, bywało, że nosiłam te same rzeczy przez okrągły miesiąc, bo czułam się w nich bezpiecznie, byłam do nich "przyzwyczajona", one przynosiły mi w danym tygodniu szczęście, więc ubierałam je też w drugim. I tak w kółko. Bałam się chodzić ze znajomymi na pierwsze imprezy, bo nie byłam pewna swojego wyglądu, charakteru... Wciąż tłukły mi się po głowie dyskoteki gimnazjalne, na których chłopcy prosili do tańca dziewczyny z klasy, a ja podpierałam ścianę... Nie poszłam na 100, nie dlatego, że "nie uznaję tego typu imprez", jak wszystkim ogłosiłam, ale dlatego, że śmiertelnie przerażało mnie pokazanie się w sukience i w dodatku pewnie i tak nie znalazłabym partnera... A jeśli nawet, czy umiałabym się przy nim normalnie zachowywać? Wychowawczyni zaczęła robić mi z tego powodu wymówki, na lekcjach zaczęło mi się nudzić, otaczały mnie różnego rodzaju fobie, więc znowu zaczęłam wagarować... Przyjaźniłam się z najładniejszą dziewczyną w szkole i znowu czułam się ignorowana, odpychana, gorsza...

Kiedy po raz pierwszy poszłam do psychiatry, strasznie się zraziłam, poza tym przepisał mi leki, po których byłam tak senna, że ledwo udawało mi się utrzymywać otwarte oczy. Próbowałam psychoterapii, ale nie umiałam dogadać się z kobietą, która ją ze mną przerabiała. Kazała mi wracać do przeszłości, rozdrapywać stare rany, może i nadal bym do niej chodziła, gdyby nie mój wykładowca, który powiedział, że ten rodzaj psychoterapii nic nie daje i że mamy uciekać gdzie pieprz rośnie, jeśli ktoś będzie kazał nam analizować najmniejsze bolesne zdarzenia z przeszłości.

Obecnie studiuję psychologię, wiele rzeczy zrozumiałam, wiele zachowań sobie wyjaśniłam i wielu się nauczyłam. To śmieszne, że pomimo tego, iż jestem najbardziej "chora" ze wszystkich moich znajomych, to ja udzielam im porad i na dodatek dzięki nim radzą sobie ze swoimi problemami. :great:

Starałam się nawet pogodzić z moimi zaburzeniami nerwicowo-depresyjnymi, przekonać siebie, że to jest część mnie, część mojej osobowości, że po prostu jestem nadwrażliwa i smutna. Ale całkiem niedawno usłyszałam coś w serialu "Glee". Jedna z bohaterek miała silne zaburzenia obsesyjno-kompulsywne i w końcu udała się do psychiatry. Byłam zszokowana, kiedy zaczęła się tłumaczyć zupełnie tak samo jak ja. Psychiatra powiedział do niej coś w stylu: "Jeżeli przychodzi do ciebie uczeń i mówi ci, że ma cukrzycę oraz że potrzebuje insuliny, co myślisz? Że to część niego, czy że jest chory?" Dzięki temu jednemu zdaniu, postanowiłam spróbować leków jeszcze raz. Nie wiem czy udam się na psychoterapię, ale mam nadzieję, że w końcu ruszę dalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja przeczytałam cała Twoją wypowiedź i to już dla mnie sukces.

Pieką mnie oczy a,le mam satysfakcję z tego,że przeczytałam o Tobie.

Witam Cię bardzo serdecznie an tym forum chociaz jestem nowa i jescze się tu bardzo gubię.

Pierwsze co chciałam napisać to wiele osób ,które teraz cierpią na jakieś zaburzenia psychiczne były wyśmiewana w dzieciństwie lub wytykane palcami.

Różnimy się tym z,ę ja nie symulowałam chorób i jestem młodsza i do liceum przeszły ze mną kilka tych osób z gimnazjum .

Ah i ja się kieruję na medycynę.

 

Trzymaj się ciepło i jeszcze raz witaj

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skoro jesteś psychologiem w trakcie kształcenia jak dobrze zrozumiałem, wiesz doskonale iż leki są tylko czasowym wsparciem dla terapii właściwej, czyli psychoterapii. Wiem że jest ciężko, ale uwierz mi na słowo.. rezultat pojawi się szybciej niż sobie zdajesz z tego sprawę.. tylko się zaangażuj. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W powszechnej świadomości panuje stereotyp, że na te studia idą sami ludzie z problemami. Prawda to? Też myślałam o psychologii, ale bardziej marzy mi się psychiatria. Również byłam wyśmiewana w dzieciństwie i dorobiłam się fobii społecznej. W liceum faktycznie dużo się zmienia. Nikt nikogo nie wyśmiewa i łatwiej znaleźć ludzi podobnych do siebie. Mam nadzieję, że moje dzieci nie będą miały takich problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja na razie po swoich doświadczeniach jestem bardzo uprzedzona do psychoterapii i jeszcze nie wiem czy się na nią zdecyduję ponownie. I dochodzi jeszcze fakt, że ja "znam zasady", ale nie umiem ich wprowadzić w praktykę, bo moje lęki i bardzo niski nastrój mi na to nie pozwalają. A jeżeli znowu mam trafić na kogoś, kto będzie mi robił psychoanalizę w stylu Freuda, to podziękuję.

Badziak na moim roku wiele jest osób, które mają mniejsze lub większe problemy ze sobą. Ale znam też ludzi z innych wydziałów i myślę, że wszędzie znajdzie się ktoś "psychiczny" ;) Chociaż jak na razie spotykam się ze stereotypem szalonych wykładowców z psychologii. Nie mam teraz pod ręką danych statystycznych, ale chyba około 70% ludzkości ma problemy natury psychicznej, więc... naprawdę wszędzie ktoś taki się znajdzie.

Z tej perspektywy żałuję, że nie postawiłam się szybciej, że nie byłam bardziej asertywna. I również mam nadzieję, że moje dzieci nie będą miały takich problemów, bo nasze społeczeństwo zrobi się chociaż w małym stopniu bardziej empatyczne i tolerancyjne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×