dzień dobry - znowu się boję

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

dzień dobry - znowu się boję

przez dmuchawiec 09 lip 2006, 09:45
Dziewczyny!
Mam prawie 30 lat, rodzice planują wyjazd na wakacje na miesiąc do Francji (wyjazd za dwa dni), a mi właśnie w tym momencie wróciły ataki lekowe. Budzę się rano z poczuciem, że za moment zacznę wymiotować, cała w środku dygoczę, chce mi się płakać, że nie umiem wygrać ze sobą, czuję się przez nich opuszczona, wzięłam bezpłatny urlop w pracy – ewidentnie uciekam…
U mnie wszystko zaczęło się jeszcze w szkole – zawsze byłam nadpobudliwa i nerwowa, już w dzieciństwie traciłam przytomność, chociaż wszystko było ok. Zbadali mnie jak króliczka z każdej strony – kiedy okazało się, że jestem zdrowa – mam stwierdziła, że histeryzuję. W liceum było nieźle, na studiach miałam nadopiekuńczego chłopaka, i w zasadzie nie odczuwałam tak mocno swoich lęków. Mało tego, jego nadopiekuńczość spowodowała, nasze rozstanie. Następnie nowy chłopak (obecny mąż) – to nowe życie. Już na pierwszym wyjeździe dostałam ataku paniki. Byliśmy we Francji, z dala od rodziców, od domu, a ja zaczęłam budzić się z dreszczami, nie byłam w stanie połknąć żadnej tabletki, ponieważ wymiotowałam. W efekcie on zwiedzał, ja siedziałam w pokoju w schronisku trzęsąc się ze strachu i tak naprawdę nie wiedząc, co się dzieje. Po powrocie do Polski (byliśmy tam 2 tygodnie – a dla mnie to niemal wieczność) powoli bardzo się uspokajałam. Ale kiedy 2 lata później moja rodzina wyjechała na tydzień – ja dostałam ataku paniki – siedziałam na łóżku odliczając godziny, ba, nawet chciałam cofnąć czas :)
Wrócili, mi się polepszyło.
Poszłam na psychoterapię, bez leków. I tak 3 lata były super. W marcu terapia się skończyła, ja wracam do panicznego lęku. Mało tego zaczęłam błagać rodziców żeby zostali. Czuję się strasznie. Dobija mnie też upał, który tylko potęguje wszystkie objawy. Zapisałam się do swojej terapeutki ponownie (mama twierdzi, że to dowód mojej słabości). Zastanawiam się nad pójściem do psychiatry i poproszeniem o proszki. Najgorsze jest to, że czuję jakby moje emocje były wielką sinusoidą. W ciągu dnia potrafię być spokojna, żeby Chile później się zacząć bać. Wiem, że sama karmię swoje lęki, ale nie umiem ich opanować.
Jest mi wstyd przed rodzicami, przed bratem, przed mężem, przed przyjaciółmi.
Wstyd, że jestem taka słaba. Że nie umiem się opanować.
Moja terapeutka zawsze pytała: „Co ci daje ten lęk, że tak go w sobie pielęgnujesz?”. Nie wiem…
Czasami, kiedy to wraca, tak jak teraz – czuję, że nigdy z tego nie wyjdę, że już zawsze będę naszpikowana lękiem, że przeszkadzam, a raczej że utrudniam życie innym.
Czy kiedyś to się skończy?
Czy ten straszny upał ma wpływ na reaktywowanie się moich lęków?
Czuję się tak strasznie sama (mimo tego, że moje 2 ukochane przyjaciółki to bardzo mądre dziewczyny, z doświadczeniem terapeutycznym).
Dlaczego w chwili lęku czujemy się tacy samotni?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
09 lip 2006, 09:39

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do