Mam słabe fundamenty...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Mam słabe fundamenty...

przez Vabank_2007 01 gru 2010, 09:37
Witam serdecznie wszystkich.

Byłem wychowany w chaosie i maraźmie, mam czeste napady nerwicy, jestem alkoholikiem, depresje noszę w duszy.
Wiem że mam bardzo kiepskie fundamenty, lecz dośc mocną górę. Jak wgrać w siebie podstawy, czy jest to w ogóle mozliwe. Korzystałem z porad psychologa od 1994 do 206 roku, lecz nie bardzo mi to pomogło. Potem byłem na odwyku alkoholowym ale ciągle mam słabą osobowość, nie bardzo wiem jak żyć... Ciężko mi z tego powodu...
Proszę napiszcie, czekam to zawsze dodaje otuchy.
Ostatnio edytowano 01 gru 2010, 21:36 przez Korba, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Edit: usunięcie zdublowanego posta oraz poprawka błędu w tytule.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 gru 2010, 09:22

Re: Mam słabe fundamenty...

przez wiolkas6 02 gru 2010, 11:02
Depresję nosisz w duszy?? Nie, w duszy jej nie ma, w duszy jest tylko miłość.To umysł stwarza depresję. To on powoduje że patrzysz na życie takimi właśnie oczyma. W duszy jest tylko miłość... Pozwól ją w sobie odkryć, zobacz może twoje życie nie jest usłane różami, nałogi i tym podobne, ale każdego dnia budzisz się i każdego dnia możesz zacząć od nowa. Żaden psycholog ci nie pomoże jeśli ty sam nie wyciągniesz ręki i nie powiesz sobie dość. Czy chcesz aby tak wyglądało twoje życie? Chcesz patrzeć na swoją nędzę? Jeśli najdzie cię nawet ochota na alkohol obserwuj jak sięgasz po butelkę, obserwuj swoją złość przy odstawianiu a wtedy ona odejdzie, przejdzie także twój nałóg. Pomyśl o odwyku o jakichś spotkaniach, tam spotkasz ludzi którzy także się z tym borykają lub nawet tych którzy już przez to przeszli. Nie bój się pytać o takie spotkania, nic nie stracisz możesz tak wiele zyskać. Możesz znowu pokochać siebie, zobaczyć jak bardzo jesteś wartościowym człowiekiem.

[Dodane po edycji:]

Nie bądź smutny. Masz już tak wiele za sobą, już prawie pokonałeś swój nałóg. To wszystko wydarzyło się po to aby cię wzmocnić a nie osłabić. Wielkokrotnie " szczęśliwi ludzie" są bardziej puści niż ci z problemami. Popatrz na pozytywną stronę życia. Żyjesz, świat już cię pokochał, istniejesz, jesteś. Masz w sobie wiele wartości. Pomyśl o pracy, o tym jak wiele możesz pomóc innym ludziom, jak wiele możesz jeszcze zrobic dla samego siebie. To ci doda sił, radości, chęci do życia. Wiem, nie łatwo jest zapomnieć ale nie można także żyć wspomnieniami. One będą ciągle wracać ale nie myśl o sobie jako o kimś gorszym bo otarłeś się o nałóg. Jesteś na pewno wartościowy. Możesz zacząć wszystko od nowa, możesz pokochać siebie i swoje życie
wiolkas6
Offline

Re: Mam słabe fundamenty...

przez Vabank_2007 02 gru 2010, 13:35
Ok Dziękuje serdecznie za tak budującą odpowiedź. Jest we mnie dziecko z niezaspokojonymi emocjami, boję się z tego powodu wykonywać jakieś większe ruchy... myslę że ślizgam się przez życie i zastanawiam się , kiedy to wszystko się wreszcie skończy ? Czas biegnie mi bardzo wolno. Chciałbym żeby to wszystko się juz skończyło...
Nie jestem szczęśliwy. Zastanawiam się co z tym zrobić. Ale czy to ma sens, czy moje życie ma sens ? Czy poszukiwanie sensu życia ma sens? To musi mieć sens... Ale czy sie uda...Te moje myśli mnie wkurzają...A co z moją rodziną ? A co z moją firmą ? Ale czy tylko po to mam żyć ? To jest bez sensu...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 gru 2010, 09:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Mam słabe fundamenty...

przez wiolkas6 02 gru 2010, 14:27
Obawy są zawsze, one są wpisane w nasze istnienie, dlatego jeśli się boisz nie obwiniaj się. Zadajesz sobie pytania czy to ma sens, czy życie ma sens. Chciałbyś coś zmienić, ale nie wiesz jak, pragniesz by twoje życie było intensywne, by się dużo działo, chciałbyś doznać prawdziwego szczęścia. To jest naturalne, każdy człowiek o tym marzy, lecz wielokrotnie brakuje nam odwagi i śmiałości żeby coś w swoim życiu zmienić ale także życie wielokrotnie nie daje nam takiej szansy. Często się porównujemy, dlaczego tamten człowiek jest taki szczęśliwy a ja nie jestem, dlaczego los mu bardziej sprzyja ani mnie. Takie sytuacje często potęgują nasze cierpienie. Ale dam ci dobrą radę zaakceptuj to że czas biegnie ci wolno, może właśnie dzięki temu stajesz się bogatszy wewnętrznie. Czy podobają ci się ludzie zaharowani robotą, którzy nie mają chwili czasu aby się zastanowić nas sobą i swoim zyciem. Oni są puści wewnętrznie, nie wiedzą nawet że żyją, tak się nawet w tym zapędzili. Poszukiwanie życia ma sens, jest to coś wspaniałego i powoduje że się rozwijamy. Brakuje ci odwagi do podejmowania różnych wyzwań, być może boisz się rozczarowań jeśli coś się nie uda, ale jeśli nie spróbujesz nigdy nie zaspokoisz siebie i swoich emocji. Będziesz sobie wyrzucał że byłeś nieśmiały, nie miałeś odwagi. Życie może ci wiele dać jeśli tylko wyciągniesz rękę. Ciesz się z każdej rzeczy, dziękuj losowi za to że możesz się znowu uśmiechać, że możesz pracować, wykonywać codzienne obowiązki. A że czas płynie wolno też się ciesz, inni ludzie narzekają że czas tak szybko biegnie. W wolnych chwilach rozwijaj jakieś hobby, coś co mogłoby dać ci trochę radości i dzięki czemu mógłbyś poczuć się szczęśliwy. Życie to coś więcej niż tylko praca i rodzina, życie to ty to twoja chwila, twoje wzloty i upadki. Znajduj dużo czasu dla siebie, nie obwiniaj się że za dużo myślisz. Myślenie to nasze istnienie, to ono pobudza nas do działania. Bądź świadomy swojej wartości i tego jak dużo możesz. Jeśli przyjdą rozczarowania przyjmuj je, dzięki nim się rozwijamy. Życzę dużo dobrego i powodzenia w życiu
wiolkas6
Offline

Re: Mam słabe fundamenty...

przez Vabank_2007 03 gru 2010, 09:42
Dziękuje za słowa wsparcia. Rzeczywiście mam problemy w kontaktach z ludźmi. Nie mam pewnych rzeczy zakodowanych, nie wiem jak się zachować. Podobnie jest w mojej rodzinie- żona , dzieci. Otoczenie wydaje mi się obce, mam problemy adaptacyjne. Dochodzi więc do nieporozumień. Później biorę sobie wszystko do głowy, analizuję, cierpię. Nie lubię przebywać między ludźmi, czuję że coś albo ktoś mi przeszkadza . Żona pochodzi z normalnej rodziny- różnimy się bardzo, ona pozbawia mnie energi. Później jest alkohol, żeby się zaadoptować. Alkohol daje przez chwilę tę wolność i poczucie własnego JA.( ) A potem.... cierpienie...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 gru 2010, 09:22

Re: Mam słabe fundamenty...

przez wiolkas6 03 gru 2010, 10:40
Jesteś człowiekiem spełnionym , masz rodzinę, dzieci. Pomyśl jakie to cudowne. Alkohol nie jest rozwiązaniem, ale dobrze że zauważasz że on powoduje tylko chwilowe oderwanie się. Pomyśl o żonie, o tym że ciebie kocha bez względu na twoje wady, ona pokochała ciebie takim jakim jesteś. Nie myśl że się różnicie, nie wyszukuj różnic, pomyśl o tym co was łączy, macie dzieci. Dostaliście największy dar od życia. Szczęście jest blisko ciebie to właśnie ty, twoja żona, twoje dzieci. Pomyśl o tym, że dzieci mają dużą umiejętność obserwacji, one patrzą na twoje cierpienie i zmagania, cierpią razem z tobą. Dlatego jeśli pomyślisz znowu o butelce pomyśl nie tylko o swoim cierpieniu, ale o nich. Niech one staną się dla ciebie siłą napędzającą, doda ci to siły kiedy będziesz się zmagał z osobistymi problemami. Pragniesz naprawić przeszłość, ale pomyśl ona jest nieważna, nie da jej się naprawić.To już było, minęło. Przyszłości też nie zaplanujesz, możesz jedynie tracić chwilę obecną na rozpamiętywanie i obwinianie się, ale czy to o to chodzi? Ważne żebyś odnalazł w sobie miłość i odnalazł ją w drugim człowieku. Jest to bardzo proste, wystarczy wyłącznie docenić siebie, docenić to że jesteś, żyjesz, to jak bardzo jest to piękne i jak wiele ci życie może dać. Tylko miłość potrafi naprawić błędy przeszłości i tylko dzięki niej jesteśmy ludźmi. Psy ani koty nie zakochują się to piękny dar dany wyłącznie ludziom. Nie obwiniaj się że nie masz jasno wytyczonych planów czy celów, że nie wiesz jak się zachować, po prostu bądź spontaniczny w tym co robisz. Niczego nie planuj daleko w przyszłość, nie patrz też daleko w przeszłość, Jeśli odkryjesz w sobie wartość, odkryjesz ją także w drugim człowieku. Nawet przykazanie mówi: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. tylko jeśli zaakceptujesz siebie, swoje wady, zaakceptujesz też świat i drugiego człowieka. Alkohol nie adoptuje, to ty musisz sam się zaadoptować, dostrzec swoją wartość i to jak bardzo jesteś bogaty. Zrób żonie mały prezent, powiesz jak bardzo ją kochasz, przytul dzieci na dobranoc, powiedz im coś miłego a zobaczysz że powoli docenisz siebie i docenisz świat. Szczęście to ty i twoje otoczenie. Zaakceptuj rzeczywistość, nie stroń od ludzi, oni potrafią czynić zło ale nie zmuszą cię do niczego. Nic ci nie zrobią, pogadają i przestaną. Jeśli cię nie zaakceptują, trudno, to ich wybór, to oni sami siebie pozbawiają kontaktu z drugim człowiekiem i przez to tak wiele tracą. Bądź dobrej myśli. Zobaczysz że wybór należy wyłącznie do ciebie.
wiolkas6
Offline

Re: Mam słabe fundamenty...

przez Vabank_2007 05 gru 2010, 17:55
Tak. Tak oczywiście Miłość jest ważna. Uważam jednak, że ważniejasza jest nadzieja... Kiedy mieszkałem w Niemczech, moja ówczesna dziewczyna, która była niezmiernie inteligentna, ładna i pracowita, mówiła do mnie: "Masz w sobie tak dużo miłości że czuje się przy tobie bardzo szczęśliwa, ogrzewasz mnie swoim ciepłem". Jednak kobieta ta miała męża i dziecko, była jednak nieszczęśliwa... wracam, gdyż mogę zbyt wiele stracić".() Do czego zmierzam - KOT może kochać PSA, lecz nie będzie biegał i obszczekiwał samochodów. Kiedy byłem na odwyku, ordynator podał mi do przeczytania książkę opowiadającą o lekarzu psychiatrze i jego perypetiach życiowych, książka ta mówiła tylko i wyłącznie o miłości ,lecz ja tego nie widziałem... Podczas rekonesansu opowiadałem o wszystkim tylko nie o miłości, co doprowadziło do irytacji ordynatora (BARDZO GO SZANUJE). Bałem się swojego małżeństawa, a jak pisze Joseph Murphy: " To czego się boisz, spotka cię".
Nie miałem wiele... jedną torbę z ciuchami. Dziś mam dwa domy, trzy markowe samochody, znam dwa obce języki... Ale proszę, o odpowiedź
jak mam żyć, żeby nie zwariować...Może żona mi przeszkadza.. Może nie umiem zwyczajnie żyć. Jak wskoczyć w swoje tory?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 gru 2010, 09:22

Re: Mam słabe fundamenty...

przez wiolkas6 06 gru 2010, 09:42
Żona ci nie przeszkadza ,jestem tego pewna. Wiesz często wyładowujemy swój gniew czy irytację na osoby które kochamy, robimy to bo na przykład nie widzimy sensu w życiu, żona dostarcza ci jedynie powodów ale to ty sam w środku nie jesteś uporządkowany. Może szukałeś sensu w życiu w wykształceniu, zarabianiu na życie, a teraz widzisz że to nie jest prawdziwym sensem. Żeby prawdziwie żyć trzeba żyć wyłącznie w zgodzie ze sobą. Nie robić nic na siłę jeśli się nie widzi w tym sensu. Życie jest ciężkie bo postawiło na umysł, a o uczuciach już nic nie mówi, zepchnęło je w kąt. To dlatego mamy depresje, nerwice, załamania i różnego rodzaju dołki emocjonalne. Bo nie możemy się w tym odnaleźć. Bo życie narzuciło nam stereotypy. I w tym problem że tego nie zmienimy, bo uważamy że umysł jest ważniejszy, uważamy że tak trzeba. Czy takie przeżywanie życia jest dobre, gdzie ludzkość postawiła wyłącznie na karierę finansową, na pracę, na rodzinę a nie na samą siebie? Rodzina, praca, znajomość języków jest ważna ale nie najważniejsza. To pozwala odnaleźć się w świecie, ale trochę odrywA od własnych uczuć które są naszą istotą. Trzeba mieć czas też dla siebie. Jeśli żona cię kocha pozwoli ci na tzw. wolność, będziesz mógł zacząć robić to czego niegdy wcześniej nie robiłeś bo uważałeś że nie wypadało. Wtedy zrozumiesz siebie, czego ci potrzeba, jak masz żyć żeby "nie zwariować". Może odnajdziesz wtedy drogę która poprowadzi cię do szczęścia? ChociaŻ musisz odróżnić to od egoizmu, bo jeśli to źle zinterpretujesz możesz stać się egoistą który szuka wyłącznie własnego szczęścia. Trzeba brać wszystko pod uwagę, żeby nikogo nie skrzywdzić po drodze. jednak pamiętaj że musisz miec czas dla siebie, na to co lubisz co kochasz. Bez tego na[rawdę można zwariować. Trzeba to w sobie odnaleźć, odpowiedzieć sobie na pytanie co daje mi nadzieję, co daje mi szczęście?
wiolkas6
Offline

Re: Mam słabe fundamenty...

przez Vabank_2007 08 gru 2010, 12:01
Tak, nie jestem w środku ułożony. Można rzec że jestem roztrzaskany... Kiedy co dzień wstaje rano, za każdym razem jestem kimś innym. Zastanawiam się kim dziś będę. Zastanawiam się jaki mam być. Najtrudniej zapanować mi nad emocjami, szczególnie w pierwszej części dnia, kiedy umysł nie jest jeszcze rozruszany. Wszystko wydaje mi się obce i drażni mnie. Chodzę wcześnie spać, bo wtedy świadomość jest wyłączona dużo śpię... Bo nie muszę myśleć i zastanawiać się nad życiem. Brak mi jakiejś iskry, może kobiety która kochałaby mnie, brak mi miłości...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 gru 2010, 09:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do