depresja, żałoba..

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

depresja, żałoba..

przez ramia 12 lis 2010, 22:56
witam, jestem nową użytkowniczką, ale potrzebowałam do kogoś napisać.. w środę minie miesiąc od śmierci mojego taty.. zmarł bardzo młodo na nowotwór.. czuję ogromny smutek i już nie wiem jak sobie z tym radzić.. mam przyjaciół, ale nie do końca mnie rozumieją i nie chce ich za bardzo obarczać swoim smutkiem i problemami.. tak strasznie za nim tęsknie. z jednej strony czuje jakby to było wczoraj a z drugiej jakby minal juz rok. nie umiem tego opisać.. potrzebuję jakiejs rozmowy, kogos kto mnie zrozumie. ciagle wspominam ostatnie dni spędzone z moim tata..
kiedy odchodzą szybko ci, którzy żyli tak niewinnie..
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
12 lis 2010, 22:45
Lokalizacja
wro

Re: depresja, żałoba..

przez Piorunka 12 lis 2010, 23:01
ramia współczuje;/
Piorunka
Offline

Re: depresja, żałoba..

przez paradoksy 12 lis 2010, 23:24
ramia, rozumiem Cię.
przeżywasz normalny okres - okres żałoby. Nie wszyscy muszą Cię wtedy rozumieć.
Jest to pewnego rodzaju kryzys psychologiczny. Podejrzewam, że jesteś w drugiej fazie żałoby... Każdy przechodzi owe fazy indywidualnie:
Najczęściej wymienia się cztery stadia żałoby:

I. wstrząs i szok, uczuciowa anestezja, otępienie – bezpośrednio po śmierci,
II. gwałtowny szloch, protest – minuty, godziny,
III. dezorganizacja – godziny lub dni, miesiące,
IV. reorganizacja – 6 miesięcy

Jestem na ostatnim etapie po 1,5 roku po śmierci Mamy.


Powiedz, miałaś tę wspaniałą szansę na pożegnanie z tatą? Jeśli tak, to szczerze zazdroszczę.
W razie czego służę pomocą na PM, bo póki co jest to dla mnie nadal zbyt osobisty temat - nawet na terapii, po 2óch miesiącach nadal szlocham jak przychodzi co do czego.
paradoksy
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: depresja, żałoba..

przez ramia 12 lis 2010, 23:45
paradoksy: mój tato cztery lata chorował na raka płuc.. wszystko zaczęło sie pogorszać od maja.. z każdym miesiącem dochodziło cos nowego.. przez dwa tygodnie był w hospicjum, z każdym dniem było coraz gorzej.. w wieczór przed śmiercią pojechałam go odwiedzić razem z moim bratem i wtedy się pożegnaliśmy. mimo to, śmierc taty była dla mnie strasznym szokiem, tak jakby zginął w wypadku, nie wiem do czego to porównać. widziałam w jakim był stanie, jak cierpiał ale nie spodziewałam się, ze to nastapi tak szybko.. a do tego mam maturę w tym roku.. i ciezko mi jest sobie z tym poradzić, nie mam siły ani motywacji do niczego, chociaż się bardzo staram.. sięgnęłam po forum, chociaz nie spodziewalam sie pomocy.
jeśli moge to tak nazwać, to czuje ulgę, że jest tu ktoś kto przeżywa to co ja, bardzo ci wspólczuję z powodu startu mamy., ale dobrze jest porozmawiać z kimś, kto rozumie te uczucia..
kiedy odchodzą szybko ci, którzy żyli tak niewinnie..
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
12 lis 2010, 22:45
Lokalizacja
wro

Re: depresja, żałoba..

przez paradoksy 12 lis 2010, 23:50
ramia, myślę, że znalazłoby się tutaj więcej osób, które potrafią zrozumieć.
Powiedz mi, jak bardzo Ci ciężko? bo jeśli masz zarywać noce i nie móc się na niczym skoncentrować w czasie klasy maturalnej, to dobrze by było dla Ciebie, gdybyś jednak porozmawiała z kimś "na żywo". Nie mówię tu o koleżance, bo koleżanka nie jest w stanie zrozumieć tego, co teraz przechodzisz, jak to czujesz, jakie zmiany w Tobie zachodzą. Mówię tu o pomocy psychologa. Strata rodzica jest strasznym, traumatycznym przeżyciem i warto się wspomóc w takich chwilach, zwłaszcza takich jak u Ciebie - w szczytowych punktach Twojego życia.
Po śmierci Mamy nie byłam w stanie jeść, chodzić, spać, pracować, w ogóle funkcjonować... Mam całkowicie wymazane 2 tygodnie z życia po pogrzebie. Nie wiem co się wtedy ze mną działo.
Jeśli będziesz mieć podobnie, to naprawdę radzę Ci udać się do psychologa.
A jeśli dasz radę bez pomocy, to lepiej dla Ciebie.
Pamiętaj, że istenieje druga strona medalu - takie wydarzenia wzmacniają Cię, mimo, że teraz odczuwasz to na pewno inaczej. Kiedyś to zrozumiesz, ale najpierw musisz się pogodzić ze śmiercią taty, co jest w tej chwili najtrudniejszym zadaniem.
paradoksy
Offline

Re: depresja, żałoba..

przez ramia 13 lis 2010, 00:01
moj nastroj i uczucia zmieniaja się w ciągu dnia bardzo często.. czasem mam takie chwilę, ze zapominam wręcz co sie stało a potem jak piorun przychodzi mysl, ze go nie ma już i ta nagła swiadomosc, wtedy czuje straszny smutek.. najgorzej jest rano, ale jakos zmuszam się, żeby wstać, ubrac się, pojechać do szkoły.. staram się, na razie jakos daję radę, ale potrzebują zwykłej rozmowy. a przyjaciele myślą, że jak będa gadać o zwykłych codziennych rzeczach to orzegadają mój smutek..

a ty jak sobie poradziłaś ze strata mamy? czy jest ci już trochę lżej? ostatnio usłyszałam w radiu: ' czas nie leczy ran tylko przycisza emocje' ..

ja na razie nie widze żadnej przyszlości i ciężko mi sobie wyobrazić cokolwiek..
kiedy odchodzą szybko ci, którzy żyli tak niewinnie..
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
12 lis 2010, 22:45
Lokalizacja
wro

Re: depresja, żałoba..

przez Natusia 13 lis 2010, 09:26
ramia ja również Cię doskonale rozumiem... mi rok temu zmarła babcia i to nagle nie zdążyłam się z nią pożegnać i to dobiło mnie jeszcze bardziej, na początku był szok przeogromny szok i pytania dlaczego,potem płacz , siedzenie i patrzenie się w jeden punkt przez kilka godzin , a potem smutek i życie z tym że jej już nie ma... do dzisiaj jest mi się trudno z tym pogodzić za szybko to wszystko się stało , zostały mi tylko wspomnienia... jeśli nie będziesz dawała sobie rady to tak jak pisze paradoksy wybierz się do psychologa, ja mam nadzieję że z czasem będzie Ci coraz łatwiej

Trzymaj się <przytul>
...śmierć jest spokojna łatwa życie jest trudniejsze...
Offline
Posty
1382
Dołączył(a)
13 maja 2010, 11:32

Re: depresja, żałoba..

przez paradoksy 13 lis 2010, 09:29
ramia napisał(a):moj nastroj i uczucia zmieniaja się w ciągu dnia bardzo często.. czasem mam takie chwilę, ze zapominam wręcz co sie stało a potem jak piorun przychodzi mysl, ze go nie ma już i ta nagła swiadomosc, wtedy czuje straszny smutek.. najgorzej jest rano, ale jakos zmuszam się, żeby wstać, ubrac się, pojechać do szkoły.. staram się, na razie jakos daję radę, ale potrzebują zwykłej rozmowy. a przyjaciele myślą, że jak będa gadać o zwykłych codziennych rzeczach to orzegadają mój smutek..

a ty jak sobie poradziłaś ze strata mamy? czy jest ci już trochę lżej? ostatnio usłyszałam w radiu: ' czas nie leczy ran tylko przycisza emocje' ..

ja na razie nie widze żadnej przyszlości i ciężko mi sobie wyobrazić cokolwiek..


zarzucę tu bardzo prawdziwym cytatem odnośnie czasu i leczenia ran:

It has been said, 'time heals all wounds.' I do not agree. The wounds remain. In time, the mind, protecting its sanity, covers them with scar tissue and the pain lessens. But it is never gone.

- Rose Kennedy.

Całkowicie się z tym zgadzam. Ból nigdy nie znika, tylko z czasem trochę maleje, ale rany pozostają.
Nie potrafię odpowiedziec na pytanie, czy jest mi lżej. Jest inaczej. Akceptuję pewne sprawy, których wcześniej nie dostrzegałam, bo nie chcialam ich dostrzec.
paradoksy
Offline

Re: depresja, żałoba..

przez Shadowmere 13 lis 2010, 09:57
It has been said, 'time heals all wounds.' I do not agree. The wounds remain. In time, the mind, protecting its sanity, covers them with scar tissue and the pain lessens. But it is never gone.


Oczywiscie się rozplakalam,ale mi ostatnio potrzeba bardzo niewiele.

Odwieczne pytanie:czy bywa łatwiej?

Ból ewoluuje..a w koncu pamieta sie dobre rzeczy i zamiast rozpaczy przychodzi melancholia,taki dojrzaly,spokojny smutek.
Umiejetnosc godzenia sie to przywilej wieku,dojrzalości.Ale cholera wie ile czasu to zajmie..Ja pogodzilam się z pewną stratą,ale nie byla nią niczyja śmierć-tak straszliwego bólu nie jestem nawet w stanie sobie wyobrazic.W zeszlym roku zmarła moja koleżanka,moje zauroczenie.
Nie umiem tego przeżyć,odcielam się,uwierzylam,że tego nigdy nie bylo.

Nie ma gorszej tragedii dla dziecka niż śmierć rodziców...i chociaż szczesliwie tego nie doswiadczylam...to jest to taka rzecz,ktorej nawet nie umiem sobie wyobrazić.Nikt nie jest bardziej opuszczony i sam na świecie niż ten,kto stracil mamę i tatę.Odcięcie od korzenia już na zawsze.
I nieważne jacy ci rodzice byli..to przekracza moje pojęcie.
Shadowmere
Offline

Re: depresja, żałoba..

przez paradoksy 13 lis 2010, 10:09
Każdy, kto przeżył stratę jest najbardziej opuszczony, nie tylko ten, który stracil rodziców. Strata jest stratą...
paradoksy
Offline

Re: depresja, żałoba..

przez Shadowmere 13 lis 2010, 10:14
Nie zgadzam się.
Jakoś nie potrafię-ale moi rodzice żyją,wiec pewnie nie mogę nawet oceniać..

Rodzice..jestes ich koncówką,przedlużeniem,a oni są Twoim początkiem..W mojej wyobrazni (!) wyglada to tak jakby ktos odrąbal Ci nagle głowę..Strata jest naturalnym elementem życia..To przecież prawda.Ale mam w glowie zakodowane,że to by bylo najstraszniejsze co by moglo sie stać..
Shadowmere
Offline

Re: depresja, żałoba..

przez ramia 13 lis 2010, 10:59
Dziękuje wam za tyle odpowiedzi. to mi daje jakąs nadzieję, ze nie jestem sama. o prawda, czuje sie okropnie. patrze cieagle na zdjecia, wspominam..

ale mam pytanie do was. czy jak zmarły bliskie wam osoby, to odczuwałyście ich obecność, rozmawiałyscie z nimi? ja teraz bardzo czesto jezdzę na cmentarz, rozmawiam z nim a jak wieje wiatr, to mam nadzieję, ze mnie słyszy.. jak robię coś, czego mój tato nie lubił, to go w myslach przepraszam.. błagam powiedzcie czy macie tak samo..
kiedy odchodzą szybko ci, którzy żyli tak niewinnie..
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
12 lis 2010, 22:45
Lokalizacja
wro

Re: depresja, żałoba..

przez paradoksy 13 lis 2010, 11:08
ramia, ja też na początku zwracałam się do Mamy. Ale tylko raz mi się śniła, nie odczuwałam jej obecności, tylko wielką pustkę. Mój brat za to miał lepszy kontakt z Mamą za życia, więc jemu śniła się codziennie, opowiadał, że w nocy do niego mówiła... Jakieś rzeczy w pokoju podobno się przesuwały itd... Także to nic dziwnego, naprawdę.
paradoksy
Offline

Re: depresja, żałoba..

Avatar użytkownika
przez szczesliwy_chomik 13 lis 2010, 13:32
ramia według mnie życie na ziemi jest tylko zasranym sprawdzianem, który każdy z nas musi przejść, po coś to wszystko istnieje, ma jakiś cel. Tylko filozofuję, ale poczytaj sobie trochę o reinkarnacji, polecam książke "Życie po śmierci" M.T Brown. Coś w tym jest, nie wiem czemu ale wierzę kobiecie która to napisała. Twojemu tacie jest pewnie dobrze tam gdzie się teraz znajduje, być może spotkacie się po śmierci, któż to wie. W życiu jeszcze niejedną osobę pochowasz i będziesz opłakiwać, sama też umrzesz i ktoś inny będzie opłakiwał Ciebie :? Tak to wszystko leci, niestety. Jednak rozumiem twój ból i szczerze współczuję.
Posty
324
Dołączył(a)
21 sty 2010, 05:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do