Witam wszystkich

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam wszystkich

przez gornik 23 lip 2010, 12:08
czuje ze popadam w stan ktory mozna smialo nazwac depresja...

jestem czlowiekiem dla ktorego wszystko jest albo czarne albo biale, z tad moje sklonnosci do popadania w skrajnosci ( skrajnosc w skrajnoscc.....)

malo co mnie cieszy, ciagle chodze przybity nie mam ochoty na zadne kontakty towarzyskie, jestem czlowiekiem porywczym i niespokojnym, mozna by powiedziec znerwicowanym.......

ostatnio dosyc czesto daje sie wyprowadzic z rownowagi ale tak maksymalnie ( te moje skrajnosci )... i na szczescie ten stan jak rownie latwo przychodzi latwo szybko odchodzi i sie uspokajam...

umiem nad tym panowac , jestem swiadomy wielu swoich bledow, potrafie obserwowac ludzi, wyciagac wnioski ....

Ale od poczatku, mam prace ktora wogle mi nie lezy, co wiecej robie w niej kariere i pne sie po szczeblach nie moge z niej zrezygnowac bo ona daje mi poczucie stabilizacji i dostateczna ilosc pieniedzy do normalnego zycia....ale ja jestem typem "artysty" powinienem skonczyc szkole muzyczna i teraz pracowac w jakims studiu nagraniowym :), jestem czlowiekem wrazliwym i nieobojetnym na krzywde innych, niestety moja praca wymaga podejscia "totalnego" , bez owijania w bawelne, chamskiego i wrednego...a wiec bawie sie w takiego jegomoscia w tej robocie....ale co dalej ??

Dziewczyna, mam piekna i wspaniala dziewczyne,kochana troskliwa zaradna opiekuncza....itd...problem jest taki ze ja jestem czlowiekiem "goracej krwi" ...uwielbiam lozko, zabawy w lozku wszystko co zwiazane ze sfera seksualna ;p..mozna powiedziec ze chodze wiecznie niewyzyty ;p

Moja nadmierna pobudliwosc seksualna spowodowana jest totalnym brakiem zainteresowania ( lub baaaardzo malym) z jej strony...u niej z kolei jest to zwiazane rowniez z psychika ( nie bede sie na ten temat rozpisywal), to powoduje brak naturalnej rownowagi a to z kolei powoduje brak normalnosci z czego bierze sie frustracja, nerwy, uczucie bezsilnosci, bol.......

Jak wczesniej wspomnialem duzo analizuje kontempluje, zastanawiam sie mysle...to moja wada bo zle mi z tym....duzo rozmawiam ( a w zasadzie chce rozmawiac) wyjasniac , chce znalec zawsze zloty srodek, ten wazny kompromis... niestety, bez odzewu.....

ale co dalej??


Rodzice.....taaaak, rodzina, zawsze na tym polu byly problemy i beda problemy, moja rodzina jest wiecznie sklocona , odkad pamietam byly problemy, w domu jako maly chlopak przezywalem traume, demony przeszlosci, wieczny stres, bicie, ponizanie...

teraz mieszkamy daleko od siebie, jestem na swoim juz od dluzszego czasu, oni sobie przypomnieli ze jest syn ktory nie dzwoni nie ma ochoty przyjezdzac..ale do czego mam przyjezdzac....widziec matke wiecznie znerwicowana ktorej nic nie pasuje czy ojca ktorego zawsze chcialem nasladowac ale tak naprawde prawie nigdy nie czulem sie przy nim normalnie i swobodnie....

to moja spowiedz ,nie oczekuje od was odpowiedzi na pytania ktore nie istnieja, nie potrzebuje wsparcia czy tez nie uzalam sie nad soba...chce zeby ktos kto to przeczyta choc troche staral sie mnie zrozumiec ......

rozne sytuacje same sie rozwiazuja, to jacy jestesmy zalezy od nas samych..niektorzy maja przewage w zyciu poprzez zdawanie sobie sprawy z roznych rzeczy, uwazam ze tylko dzieki wytrwalosci samozaparciu i podejsciu czlowieka do zycia mozna przejsc nawet te najciezsze chwile....ja nie bede ocenial w danej chwili czy teraz jest juz tak zle......bo zawsze moze byc gorzej...


( sory za pisownie ale pisze co mam w glowie i uwazam ze czytanie i sprawdzanie bledow mija sie z celem ...bo ten tekst nie bedzie juz tak wiarygodny dla mnie jaki jest teraz )
gornik
Offline

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do