witam

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

witam

przez paula44 18 lip 2010, 00:07
Od niedawna moim problemem stało się ciągłe poczucie strachu , szybkie bicie serca , a nawet chęć wymiotów. Paradoksalne jest to , ze wyniki są w porządku , wszytko jak najbardziej okey.Obecnie mam 20 lat , wcześniej leczyłam się na zaburzenie osobowości jednak po terapii trwającej 2 miesiące i zażywania leków wszytko było okey. Natomiast teraz pojawił się ciągły lęk w zasadzie nie wiadomo przed czym, dodam że on mija ale po kilku minutach godzinach ponownie wraca . Jest to nie do wytrzymania, ponieważ oglądając film w kinie (horror) zaczęłąm mieć podobne objawy bicie serca i uczucie pocenia się , trzęsą mi się także ręce, kiedy były głośne dżwięki. Nie wiem co mam robić , rozumiem że najbardziej odpowiednie byłoby pójście do lekarza ale jakiego psychiatry? czy początkowo kardiologa? proszę o odp. i dziękuje :)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
17 lip 2010, 23:55

Re: witam

Avatar użytkownika
przez *Monika* 18 lip 2010, 01:04
paula44, PSYCHOLOG (terapia!!!) i psychiatra.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: witam

przez brokenwing 18 lip 2010, 01:24
paula44, Witaj
Monika ma racje ..bez wstydu i żenady zastosuj się do jej rad
brokenwing
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: witam

przez andrzej80 18 lip 2010, 08:59
Witaj
Mogę powiedzieć skąd ja to znam , to napad lękowy.Śmiało idz do lekarza po pigułki.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
17 lip 2010, 21:47
Lokalizacja
gdańsk

Re: witam

przez paula44 18 lip 2010, 09:22
dziękuje za rady , dziś jadę na pogotowie dlatego ze znowu miałam duszności i to bicie serca.Jutro pojadę do psychologa mam nadzieję ze juz bedzie okey, bo jest to nie do zniesienia. Jeszcze raz wielkie dzięki!:)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
17 lip 2010, 23:55

Re: witam

Avatar użytkownika
przez *Monika* 18 lip 2010, 12:03
paula44, pewnie przejdzie, jak znajdziesz xródło swego strachu , lęku., NIe nastawiaj się,że to przejdzie z tygodnia na tydzień. Fakt-leki pomogą wyciszyć Cie trochę, zależy na jakim podlożu masz te ojawy. Natomiast podczas terapii powinnaś dojść do sedna konfliktów, które w sobie masz. Bo nerwica to choroba duszy.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: witam

przez paula44 25 lip 2010, 14:48
kochani przez tydzień robiłam badania i okazało się , że jest to problem z zastawkami w sercu, które powodują własnie takie objawy jak pisałam wcześniej , kardiolog powiedział, że jest to normalne , a leczenie się u psychiatry tutaj nie jest wskazane , Przepisał mi tabletki i póki co wszystko jest okey , biorę je doraźnie :) pozdrawiam:)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
17 lip 2010, 23:55

Re: witam

Avatar użytkownika
przez *Monika* 25 lip 2010, 21:33
paula44, zaburzenia osobowosci ....z nimi sobie poradzilas w 2 miesiace.Gratuluję!

A teraz zastawki.

Co z nimi? Migotanie?

A nie jest tak,że problemy czyli zaburzenia spowodowały objawy wegetatywne? somatyczne? własnie migotanie?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: witam

przez paula44 26 lip 2010, 10:52
co do zaburzeń osobowości nie poradzilam sobie z nimi wcale w ciągu dwóch miesiecy , tyle trwała sama terapia , która poniekąd mi pomogła, z samą chorobą walczyłam 2 lata , a jeśli chodzi o zastawki to nie mam pojęcia czy może te lęki to spowodowały , myślę, że nie. Wczoraj znowu miałam własnie problem z oddychaniem i bicie serca po tabletce znowu już było dobrze ;)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
17 lip 2010, 23:55

Re: witam

przez ilonkaladny 31 lip 2010, 22:59
:uklon:

[Dodane po edycji:]

Kłaniam się wszystkim, cieszę się, że znalazłam to forum. Jestem zdrowa, ale cierpiałam kiedyś na nerwicę i depresję, myślę, że moim doświadczeniem mogłabym pomóc niektórym w drodze do wyzdrowienia :-)

[Dodane po edycji:]

Tak naprawdę, to skutki tego co przeżyłam są widoczne do dziś w moim życiu, charakteryzuje się to brakiem stabilizacji w życiu, nie mam stałej pracy, partnera......... A zatem , jeśli kogoś to interesuje napiszę kilka słów o sobie, postaram się o max skrót mojego 38 letniego życia :-) Dzieciństwo : rozwód rodziców, doświadczyłam przemocy fizycznej i emocjonalnej ze str. mamy ( wiecznie sine nogi i ręce, na lekcjach w-f często pod krótkie spodenki wkładałam rajstopy żeby ukryć wszystkie kolory tęczy siniaków, pamiętam jak w 2 kl szkoły podstawowej mama po zebraniu w szkole kazała położyć mi się na dywanie, usiadła na mnie i biła mnie mnie pasem, nie mogłam wtedy oddychać i myślałam, że mnie zabije, byłam drobnym dzieckiem a mama ważyła 80 kg, zbiła mnie dlatego, bo na półrocze nie miałam odznaki wzorowego ucznia !, biła mnie za wszystko, za to, że zapomniałam gdzie zostawiłam klucze od mieszkania, nie zjadłam tego co naszykowała, ale najgorzej dostawałam lanie za oceny niedostateczne , łamała na mnie kije od bielizny, szczotki do zamiatania podłogi itp. Mając 18 lat w moje urodziny zaręczyłam się z moim przyszłym mężem i ...........wyprowadziłam się bo nie mogłam już znieść przemocy, przestała mnie bić, bo byłam już silniejsza i potrafiłam wyrwać jej z ręki pas lub inne narzędzie tortur, ale za to przemoc emocjonalna nabrała mocy : wyzwiska, upokarzanie, dręczenie, zmuszanie do sprzedawania kwiatów z działki pod cmentarzem, nie miałam wolnego czasu, musiałam zarabiać i oddawać mamie zarobione pieniążki ! Dlatego w wieku 18 lat wyprowadziłam się do narzeczonego :-) Potem były czasy spokoju, miłości, radości, urodziłam dwóch zdrowych chłopców, skończyłam Studium Nauczycielskie, mąż policjant bardzo dobrze zarabiał, dobrze się nam powodziło..... do czasu, jak stresy w pracy zaczęły powodować częstsze zaglądanie do kieliszka przez mojego męża............ robiło się nieciekawie, wiadomo, coraz później wracał do domu, zmienił się, początkowo po alkoholu był spokojny, zawsze szedł spać, zero awantur, ja realizowałam się jako mama, bardzo kochałam moje dzieci, byłam mamą na pełny etat, byłam wyrozumiała, cierpliwa, i starałam się dać moim synom tyle miłości ile to było tylko możliwe, nie biłam swoich dzieci, wiedza którą zdobyłam w Studium Nauczycielskim pozwoliła mi fachowo podejść do właściwej opieki nad chłopcami, ale niestety mąż nie doceniał mojego wkładu pracy w budowanie rodzinnego ogniska i wychowanie dzieci, zaczęło mu przeszkadzać że nie pracuję, że jestem kulą u jego nogi, pasożytem i poszłam w końcu do pracy, pracowałam w przedszkolu a swoje dzieci zaprowadzałam do innego przedszkola :-) Po 2 latach straciłam pracę, nie miałam studiów wyższych, w 97 r był spory niż demograficzny i zamykano niektóre przedszkola. W tym czasie ukochany małżonek przyczynił się do rozwoju swojej choroby alkoholowej, a ja trafiłam do psychiatry po kilku wizytach pogotowia (miałam duszności) dostałam lek tranxene , po 3 miesiącach uzależniłam się, myślałam że oszaleję, przestałam wyraźnie widzieć, ciągle musiałam potrząsać nogą, nerwy chodziły jak chciały, płacz, ataki globusa - dusiły mnie, przestałam wychodzić z domu, w sklepie robiło mi się coś w głowę, szumiało mi, kręciło się w głowie, regały wirowały, to był koszmar, ciągłe napięcie, serce waliło, na zewnątrz musiałam panować nad sobą, robiłam to tylko dla dzieci, tak bardzo kochałam chłopców ! musiałam opiekować się, karmić, chronić ich - to była największa moja motywacje żeby żyć ! i wyjść z tego stanu, a uwierzcie, był to koszmar. W momentach panicznego lęku kuliłam się i modliłam, prosiłam opatrzność o pomoc o przetrwanie, o ratunek ! Więcej nie wzięłam żadnych leków do ust ! w dzieciństwie byłam bardzo wierząca i religijna, miałam nadal dziecięcą wiarę w Boga, że pomoże mi to przetrwać, bardzo dużo się modliłam, robiłam to dyskretnie w myślach. Kupiłam zioła lipę, czy kwiatostan lipy i piłam taką ziołową herbatkę przez ponad 2 lata i żyłam, ciągle żyłam dla dzieci ! W tym czasie przeżyłam 2 zdrady męża, pobicie - brat męża zawiózł mnie na obdukcję ( też był policjantem :-) ) zostałam 2 razy na kilka miesięcy sama w domu z dziećmi, gdy małżonek był na odwykach ( w Gorzycach i w Otwocku) to była dla mnie szkoła przetrwania z moją nerwicą, nad którą musiałam panować, żeby zapewnić dzieciom spokojne dzieciństwo. Potem ja na swoją prośbę pojechałam do szpitala psych. w Cieplicach, byłam tam miesiąc i po miesiącu lekarze wypisali mnie, nie brałam żadnych lekarstw, piłam tylko lipę :-) odpoczęłam tam, poznałam super ludzi, brałam udział w licznych zajęciach relaksacyjnych...... nie żałuję tego że tam byłam. Przeczytałam wiele książek na temat pozytywnego myślenia..... rozwiodłam się, przeprowadziłam z synami do innego miasta, znalazłam pracę. Jestem zdrowa, szczęśliwa, niezależna, ja decyduję o swoim życiu, nie stosuje żadnych używek, często się uśmiecham, kocham życie i wiem, że tylko dzięki wyższej nieznanej mocy przeżyłam to wszystko. Mam świadomość tego, że choć nauczyłam się medytacji, różnych technik relaksacyjnych, wiem że pozytywne nastawienie i wiara w powodzenie jest podporą w zmaganiu z każdą chorobą, nie tylko nerwicą, ale również wiem, że moje trudne dzieciństwo, urazy nadal odbijają się na moim życiu, ciągle tracę pracę, często spotykam się z niezrozumieniem ludzi, którzy uważają mnie za zbyt niezależną, spontaniczną i pewną siebie, usłyszałam ostatnio, że mam bardzo silną osobowość :-) a mężczyźni boja się silnych kobiet :-) i dlatego jestem sama ............ chłopcy już urośli, 18 i 16 lat mają obecnie, mają swoje towarzystwo, tajemnice, a ja żeby zapełnić pustkę rozpoczęłam studia :-) socjologia to ciekawe studia. Tylko czasami jest mi smutno, bo brakuje miłości, bliskości drugiego człowieka, a tak bardzo tego potrzebuję, nadzieja nie pozwala mi się poddać.

[Dodane po edycji:]

Tak naprawdę, to skutki tego co przeżyłam są widoczne do dziś w moim życiu, charakteryzuje się to brakiem stabilizacji w życiu, nie mam stałej pracy, partnera......... A zatem , jeśli kogoś to interesuje napiszę kilka słów o sobie, postaram się o max skrót mojego 38 letniego życia :-) Dzieciństwo : rozwód rodziców, doświadczyłam przemocy fizycznej i emocjonalnej ze str. mamy ( wiecznie sine nogi i ręce, na lekcjach w-f często pod krótkie spodenki wkładałam rajstopy żeby ukryć wszystkie kolory tęczy siniaków, pamiętam jak w 2 kl szkoły podstawowej mama po zebraniu w szkole kazała położyć mi się na dywanie, usiadła na mnie i biła mnie mnie pasem, nie mogłam wtedy oddychać i myślałam, że mnie zabije, byłam drobnym dzieckiem a mama ważyła 80 kg, zbiła mnie dlatego, bo na półrocze nie miałam odznaki wzorowego ucznia !, biła mnie za wszystko, za to, że zapomniałam gdzie zostawiłam klucze od mieszkania, nie zjadłam tego co naszykowała, ale najgorzej dostawałam lanie za oceny niedostateczne , łamała na mnie kije od bielizny, szczotki do zamiatania podłogi itp. Mając 18 lat w moje urodziny zaręczyłam się z moim przyszłym mężem i ...........wyprowadziłam się bo nie mogłam już znieść przemocy, przestała mnie bić, bo byłam już silniejsza i potrafiłam wyrwać jej z ręki pas lub inne narzędzie tortur, ale za to przemoc emocjonalna nabrała mocy : wyzwiska, upokarzanie, dręczenie, zmuszanie do sprzedawania kwiatów z działki pod cmentarzem, nie miałam wolnego czasu, musiałam zarabiać i oddawać mamie zarobione pieniążki ! Dlatego w wieku 18 lat wyprowadziłam się do narzeczonego :-) Potem były czasy spokoju, miłości, radości, urodziłam dwóch zdrowych chłopców, skończyłam Studium Nauczycielskie, mąż policjant bardzo dobrze zarabiał, dobrze się nam powodziło..... do czasu, jak stresy w pracy zaczęły powodować częstsze zaglądanie do kieliszka przez mojego męża............ robiło się nieciekawie, wiadomo, coraz później wracał do domu, zmienił się, początkowo po alkoholu był spokojny, zawsze szedł spać, zero awantur, ja realizowałam się jako mama, bardzo kochałam moje dzieci, byłam mamą na pełny etat, byłam wyrozumiała, cierpliwa, i starałam się dać moim synom tyle miłości ile to było tylko możliwe, nie biłam swoich dzieci, wiedza którą zdobyłam w Studium Nauczycielskim pozwoliła mi fachowo podejść do właściwej opieki nad chłopcami, ale niestety mąż nie doceniał mojego wkładu pracy w budowanie rodzinnego ogniska i wychowanie dzieci, zaczęło mu przeszkadzać że nie pracuję, że jestem kulą u jego nogi, pasożytem i poszłam w końcu do pracy, pracowałam w przedszkolu a swoje dzieci zaprowadzałam do innego przedszkola :-) Po 2 latach straciłam pracę, nie miałam studiów wyższych, w 97 r był spory niż demograficzny i zamykano niektóre przedszkola. W tym czasie ukochany małżonek przyczynił się do rozwoju swojej choroby alkoholowej, a ja trafiłam do psychiatry po kilku wizytach pogotowia (miałam duszności) dostałam lek tranxene , po 3 miesiącach uzależniłam się, myślałam że oszaleję, przestałam wyraźnie widzieć, ciągle musiałam potrząsać nogą, nerwy chodziły jak chciały, płacz, ataki globusa - dusiły mnie, przestałam wychodzić z domu, w sklepie robiło mi się coś w głowę, szumiało mi, kręciło się w głowie, regały wirowały, to był koszmar, ciągłe napięcie, serce waliło, na zewnątrz musiałam panować nad sobą, robiłam to tylko dla dzieci, tak bardzo kochałam chłopców ! musiałam opiekować się, karmić, chronić ich - to była największa moja motywacje żeby żyć ! i wyjść z tego stanu, a uwierzcie, był to koszmar. W momentach panicznego lęku kuliłam się i modliłam, prosiłam opatrzność o pomoc o przetrwanie, o ratunek ! Więcej nie wzięłam żadnych leków do ust ! w dzieciństwie byłam bardzo wierząca i religijna, miałam nadal dziecięcą wiarę w Boga, że pomoże mi to przetrwać, bardzo dużo się modliłam, robiłam to dyskretnie w myślach. Kupiłam zioła lipę, czy kwiatostan lipy i piłam taką ziołową herbatkę przez ponad 2 lata i żyłam, ciągle żyłam dla dzieci ! W tym czasie przeżyłam 2 zdrady męża, pobicie - brat męża zawiózł mnie na obdukcję ( też był policjantem :-) ) zostałam 2 razy na kilka miesięcy sama w domu z dziećmi, gdy małżonek był na odwykach ( w Gorzycach i w Otwocku) to była dla mnie szkoła przetrwania z moją nerwicą, nad którą musiałam panować, żeby zapewnić dzieciom spokojne dzieciństwo. Potem ja na swoją prośbę pojechałam do szpitala psych. w Cieplicach, byłam tam miesiąc i po miesiącu lekarze wypisali mnie, nie brałam żadnych lekarstw, piłam tylko lipę :-) odpoczęłam tam, poznałam super ludzi, brałam udział w licznych zajęciach relaksacyjnych...... nie żałuję tego że tam byłam. Przeczytałam wiele książek na temat pozytywnego myślenia..... rozwiodłam się, przeprowadziłam z synami do innego miasta, znalazłam pracę. Jestem zdrowa, szczęśliwa, niezależna, ja decyduję o swoim życiu, nie stosuje żadnych używek, często się uśmiecham, kocham życie i wiem, że tylko dzięki wyższej nieznanej mocy przeżyłam to wszystko. Mam świadomość tego, że choć nauczyłam się medytacji, różnych technik relaksacyjnych, wiem że pozytywne nastawienie i wiara w powodzenie jest podporą w zmaganiu z każdą chorobą, nie tylko nerwicą, ale również wiem, że moje trudne dzieciństwo, urazy nadal odbijają się na moim życiu, ciągle tracę pracę, często spotykam się z niezrozumieniem ludzi, którzy uważają mnie za zbyt niezależną, spontaniczną i pewną siebie, usłyszałam ostatnio, że mam bardzo silną osobowość :-) a mężczyźni boja się silnych kobiet :-) i dlatego jestem sama ............ chłopcy już urośli, 18 i 16 lat mają obecnie, mają swoje towarzystwo, tajemnice, a ja żeby zapełnić pustkę rozpoczęłam studia :-) socjologia to ciekawe studia. Tylko czasami jest mi smutno, bo brakuje miłości, bliskości drugiego człowieka, a tak bardzo tego potrzebuję, nadzieja nie pozwala mi się poddać.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
31 lip 2010, 21:52

Re: witam

Avatar użytkownika
przez *Monika* 01 sie 2010, 00:41
ilonkaladny, Gratuluję wytrwalosci w dązeniu do celu :D
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 5 gości

Przeskocz do