Witam jako nowy na forum - życie z depresj

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam jako nowy na forum - życie z depresj

przez wsgk 07 lip 2010, 00:36
Witam wszystkich serdecznie, jestem tu nowy choć kiedyś zdarzyło mi się tu zajrzeć. Dziś jednak zdecydowałem się zarejestrować i przedstawić. Mam nadzieję, że użytkownikami tego forum są tylko osoby poważne, dla których umieszczanie wątków nie jest zabawą i przelotnym wygłupem. Jaki jest mój powód zalogowanie się tu dziś?
Trzy lata temu, w lipcu 2007 roku zachorowałem na depresję, a przynajmniej taką diagnozę postawił psychiatra do którego zaprowadziła mnie żona. Dziś przestałem uczęszczać na spotkania bo najzwyczajniej w świecie nie stać mnie na nie (120 zł - wizyta).
Czy dziś jest lepiej? Czy czuję się zdrowy? Odpowiem na to nieco później. Bo dziś udam się już na spoczynek. Myślę, że żyje z depresją, że do niej przywykłem, trwam na przekór wszystkiemu!
wsgk
Offline

Re: Witam jako nowy na forum - życie z depresj

przez wsgk 07 lip 2010, 13:23
No to zgodnie z tym co zapowiedziałem wczoraj, dziś będę kontynuował wątek zapoczątkowany wczoraj. Odpowiem jednak na opinię jaka pojawiła się pod moją wczorajszą wypowiedzią. Czy mógłbym załatwić sobie lekarza z NFZ? Pewnie tak, ale czy są we mnie chęci? Pewnie nie. Czy szkoda, że przerwałem leczenie? Zależy od punktu widzenia. To, że chorowałem na depresję, czy, że nadal na nią choruje nie sprawia bym zatracił zdolność refleksji nad rzeczywistością. Obserwując swój kontakt z psychiatrą, do którego chodziłem zauważyłem jak bardzo jego działania podlegają zdehumanizowanej rutynie. Nic tylko tabletki i tabletki. Takie, siakie, owakie, a ja czułem jak bardzo potrzebny jest mi banalny ludzki kontakt by z dna tej głębokiej studni ujrzeć twarz drugiego człowieka. Zajmuję się działalnością artystyczną i od czasu do czasu mam okazję wystąpić publicznie. Zaprosiłem kiedyś Pana doktorka na taki występ, i to on właśnie był mi tam potrzebny. To właśnie w tym widziałbym ludzki gest podania ręki. I co, Pan doktorek sprawę zbagatelizował i nie pojawił się. Przecież nie zapraszałem go do pubu na piwko by zalać pałę, to nie były jakieś grubiańskie wyskoki, ale zaproszenie na kulturalną imprezę w dość kameralnym gronie, kulturalnych i inteligentnych ludzi. Ważniejsze dla niego były tabletki i wówczas zrozumiałem, że takich popaprańców jak ja to on wyciąga z taśmy i taśmowo ich obsługuje, a na każdy przypadek wyciąga z rękawa schemat i wpasowuje w niego delikwenta i już. Dziś sądzę, że nawet jeśli znajdę lekarza z NFZ to będzie ktoś bardzo podobny. Już w młodości, gdy po raz pierwszy miałem kontakt z psychiatrą to zobaczyłem kogoś właśnie takiego, kogoś kto nie słucha, a wie swoje i gdy ja zupełnie szczerze odpowiadałem na pytania typu: "jak Pan chce żyć?", to w odpowiedzi i tak słyszałem, że to nie możliwe, bo tak żyć nie chce nikt. Panu od banera psychologicznego powiem tyle. Podczas studiów miałem wielu znajomych studiujących psychologię, znałem tych ludzi, spotykałem się z nimi prywatnie na imprezach. Czy zdaje pan sobie sprawę ilu z nich miało problemy osobiste z którymi nie potrafili sobie poradzić, ilu z nich przy całej posiadanej wiedzy nie potrafiło utrzymać swoich związków małżeńskich, ilu nie radziło sobie z własnymi dziećmi. Czy to budzi jakiekolwiek zaufanie do psychologów. Jak taki człowiek może pomóc mi koro nie umie pomóc sobie? Wiedzę psychologiczną jaką zdobywali na studiach potrafili najlepiej wykorzystać do manipulacji podwładnymi w pracy i w ogóle sądzę, że cała ta dzisiejsza psychologia przestała zajmować się tajnikami funkcjonowania ludzkiej osobowości, a skupiła się na usługach dla wielkich korporacji jak zmanipulować klienta by opróżnić do cna jego sakiewkę!
Wracając do wątku zasadniczego, czyli osobistego. Dziś czuję się zdecydowanie lepiej, staram się za radą znajomego skupić na pracy i jak najwięcej tworzyć odnajdując w tym mizerne bo mizerne, ale zawsze jakieś ukojenie. Najgorzej bywa nocami, kiedy dopada mnie bezsenność. Wówczas duszą mnie prawdziwe koszmary na jawie i tego nie będę ukrywał boję się najbardziej. Staram się jakoś z tym radzić środkami farmakologicznymi. I uwielbiam chwile gdy mogę spać bez zakłóceń. Sen jest wspaniały i nigdy nie sprawiał mi tyle radości co dziś to jedyne chwile gdy mogę mieć wszystko w d... i nie myśleć o nikim i o niczym. Tęsknię i marzę za błogim spokojem kamienia. Paradoksalnie w tym wszystkim poczułem się naprawdę lepiej wówczas gdy po raz pierwszy przyszła mi do głowy myśl o samobójstwie i autentycznej możliwości zakończenia tego odrażającego chaosu i pustki. Od tam tej pory często o tym myślę, lubię rozprawiać sam ze sobą ten właśnie temat, zwłaszcza przed zaśnięciem. Świadomość, że jestem wolny i mogę zrobić to kiedy będę już u kresu wytrzymałości przynosi tak wielkie ukojenie i upragniony spokój. Ale jak napisałem wcześniej póki co trwam na posterunku. Żyję głównie dla córek. To są małe dziewczynki i wiem, że gdybym przerwał to wszystko teraz to byłby raptem zakichany egoizm, a ich maleńkie nie ukształtowane psychiki skrzywiłbym na resztę ich życia. Przyjdzie jednak czas, że one dorosną i dojrzeją, a ja jeśli nadal będę miał ochotę wówczas ze spokojem ducha zasnę kamiennym snem. Proszę Najwyższego by dał mi siły dotrwać do tego czasu, bym nie okazał się egoistycznym słabeuszem. I jako refleksję na koniec muszę Wam powiedzieć, że myślenie o śmierci jest ma wiele pozytywnych stron. Bardzo motywuje do pracy.
Byłem niedawno nad jeziorem, ot taki mały wypad na kilka godzin by uspokoić skołatane zmysłu widokiem wody i błękitnego nieba. Znalazłem tam czaszkę jakiegoś zwierzęcia, a w zasadzie tylko szczękę i wiecie było w niej pełno robactwa. Zapakowałem to w worek foliowy i przywiozłem do domu. Dobrze wymoczyłem w wodzie z różnymi płynami i robactwo się potopiło. Następnie wystawiłem na palące słońce i zbielała i wyschła na kość. Mam teraz własny symbol "vanitas" na biurku. Koi moje oczy, koi moje myśli!!!
wsgk
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do