Depresja a pomoc od najbliższych osób

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Depresja a pomoc od najbliższych osób

przez ellawisla 12 maja 2010, 23:40
Witam wszystkich, jestem nowa na forum, więc kilka słów o mnie. Nie wiem od kiedy dokładnie cierpię na depresję, ale dokładnie rok temu udałam się do psychiatry. Miałam duszności, lęki i ogólnie mówiąc źle czułam się psychicznie.Psychiatra stwierdził depresję i zalecił Lexapro i psychoterapię.Nie poszłam na nią, bo po prostu finansowo było to niezbyt możliwe i mój mąż stwierdził że to mi niepotrzebne i to tylko wyciąganie kasy. Po roku widzę że leki pomagały owszem ale problem tkwi gdzieś we mnie nadal, bo po chwilach lepszych lub gorszych wróciłam z powrotem do psychiatry...
Niszczą mnie te stany depresyjne bo zawodowo nie mogę się skoncentrować na pracy, a muszę bo wszystko kosztuje...

Napiszcie, jak odnajdują się Wasi najbliźsi w tym wszystkim, i jak Wy się odnajdujecie w kontaktach z nimi?
Ja mam wielki żal do mojego męża, bo on nie widzi co się ze mną dzieje, a nawet jak widzi to interpretuje odwrotnie.Mam takie dni kiedy nie chcę wychodzić z łóżka, nie widzę żadnego celu ani sensu tego wszystkiego. Jedyną mobilizacją są moje dzieci które kocham nad życie i które muszę przygotować rano do przedszkola.Mam takie dni kiedy płaczę i mam żal do losu że brak mi bliskości mojego męża, brak czułości i brak zainteresowania, i chce mi się wyć z żalu i tak bym chciała żeby ktoś mnie przytulił... Ale on ma taki charakter oschły i raczej niedelikatny, mówi że mnie kocha ale chyba taką swoją miłością - nie moją.Nie wiem kto w tym związku jest toksyczny, ja czy on...Częścią tej potrzebnej bliskości są moje dzieci, bardzo często się z nimi przytulam i to mi choć trochę pomaga, ale przecież miłość dzieci i do dzieci nie zastąpią innych uczuć.I czuję się jak w błędnym kole bo jak się wyleczyć w takim przypadku. Podnosze się i znów spadam w to bagno. Na dodatek reaguję bardzo nerwowo na wszystko, wiem że czasami za bardzo.Ale... mamy wielu znajomych, co weekend więc jest okazja do "nachlania się" bo inaczej tego nazwać nie można, i mój mąż oczywiście zawsze te okazję wykorzysta, nie choć trochę się ograniczyć, wiele, wiele razy go o to prosiłam ale to żenada.Nienawidzę jego wyglądu po alkoholu, jego bełkotu, jest wtedy odpychający.I po takich akcjach tracę większość uczuć jakie mam... mój tako był alkoholikiem, może dlatego przesadnie reaguję.
Nie umiem o tym mówić, jest to mój pierwszy raz kiedy napisałam wprost co mnie boli.
Jak sobie radzicie z bliskimi? Tak sobie myślę ze może to ja jestem nie do wytrzymania, a nie widzę tego do końca.
Mam wielki zal do siebie ze na dzieci krzycze, ze nie moge sie zmobilizowac do pracy, zaniedbałam mieszkanie, wszystko jest mi obojetne.
A najgorsze jest to ze uleciała gdzies radosc zycia, jej nie ma !!! nie ma szczerego usmiechu.
Jak przeżyć to życie, jak dać przykład dzieciom skoro ma się takie huśtawki?
Do usłyszenia.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
12 maja 2010, 22:58

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do