Witam.

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam.

przez burek 18 kwi 2010, 19:44
Nie wiem czy mam nerwice czy inną chorobę, ale czuje że życie mnie przerosło, przegrałem je z kretesem.

Powód dla którego jeszcze ze Sobą chyba nie skończyłem, to moja druga "osobowość", chcąca się doskonalić, dojść do czegoś być szczęśliwym i dać szczęście innym, od kilku lat codziennie wstaje ze szczerą chęcią poprawy, czasami zaczynam coś ale szybko się poddaję, moja druga połówka ta którą widzą wszyscy ciągnie mnie w dół, gbur, leń, obojętny na wszystko, to moja skorupka która się wykształciła (to chyba dobre określenie), na niezbyt dobrą atmosferę w domu, później przeniosła się do szkoły, aż w końcu rzuciłem ją w wieku szesnastu lat(rodzice to skwitowali "będziesz żałował" i żałuje jak cenzura:)), później komputer gry i kompletne odsunięcie się od wszystkiego i wszystkich.

Wiem, co chcę w Sobie zmienić, znam Swoje wady, a co najważniejsze mam środki by je wykonać a pomimo tego nie potrafię! - to boli najbardziej.
Wymówki, chyba jedyna rzecz w której jestem mistrzem. Mógłbym pewnie napisać jeszcze wiele, ale nie wiem o czym, czue zbyt duży napływ myśli i emocji by skupić się i opisać wszystko jakoś sensownie.
Czuje się głupio, pierwszy raz wylewam to z Siebie i nie wiem dlaczego mam wyrzucać to co mnie boli i z czym nie daje rady obcym mi osobom.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
18 kwi 2010, 18:57

Re: Witam.

przez eufrozyna 18 kwi 2010, 20:33
Witaj :)

burek napisał(a): Czuje się głupio, pierwszy raz wylewam to z Siebie i nie wiem dlaczego mam wyrzucać to co mnie boli i z czym nie daje rady obcym mi osobom.


I bardzo dobrze, że to z siebie wyrzucasz. Nie czuj się głupio z tego powodu. Między innymi w tym celu powstało to forum. Tu znajdziesz ludzi, którzy często przeżywają podobne rozterki i którzy będą mogli wesprzeć Cię swoimi radami oraz doświadczeniem.
Często takie wyrzucenie tego co nas boli jest bardzo potrzebne. A przed obcymi łatwiej jest się otworzyć. Niestety czasem bywa tak, że to właśnie obcy ludzie rozumieją, a najbliżsi nie mogą za cholerę pojąć co się z nami dzieje… :/

A chęć doskonalenia się i świadomość swoich wad to już naprawdę bardzo dużo jak na początek :)
eufrozyna
Offline

Re: Witam.

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 18 kwi 2010, 20:36
Witaj

Możesz napisać ile masz lat?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Witam.

przez ZostałamSama 18 kwi 2010, 20:52
mam podobnie.
ale zawsze mowi sie dasz sobie rade itp .
do nic niedaje bo ludzie nierozumieją co sie z nami dzieje trzeba ci wsparcia kogoś dla kogo bedziesz chął żyć. coś co sprawi ci przyjemnośc do czego bedziesz mogł wracć na czym polegać wyzalać sie ma zarazem uszcześliwaiać.
Czarna.
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
18 kwi 2010, 00:14

Re: Witam.

przez burek 19 kwi 2010, 12:09
@Eufrozyna
Może w końcu mi się uda z pomocą forumowiczów, zobaczymy jak to się wszystko potoczy
Dzięki pomógł mi ten post, myślę że znalazłem się w dobrym miejscu.

@wiola173
Mam 22 lata, ale raczej zatrzymałem się na poziomie szesnastolatka:P

@ZostałamSama
Ile razy można Sobie wmawiać, że da się radę, skoro się nie udaje podołać wystawionym przez Siebie celom:(
Chciałem poprawić kondycje - zebrałem informacje, pościągałem artykuły książki, opracowałem treningi, kupiłem drążek i kicha(robi za wieszak:P)
Rysowanie - Mam masę książek na ten temat, zakupiłem tablet i po chwili zniechęcenie... itd.

Może i tak, ale to trudne, gdy nikt dla mnie nie jest bliski(nawet jeżeli stara mi się pomóc, to tłumie wszystko i nie okazuje emocji). Do związku się nie pcham, na to przyjdzie pora.

Powinienem chyba bardziej uściślić gdzie leży problem.
- Problemy z wyrażaniem myśli - to tragedia rozmawiać z kimś mam ogromne problemy z komunikacją(wzięły się z tego, że prawie całe dzieciństwo spędziłem przed telewizorem, minimum rozmów).
- Nigdy nie byłem zmuszany do pracy, jakiejkolwiek. teraz to bardzo odczuwam gdy muszę coś zrobić.
- Obojętność, brak ambicji.
- Nieporadność życiowa - nie byłbym w stanie sam funkcjonować i zapewnić Sobie podstawowe warunki bytu.
To są chyba największe wyzwania z jakimi muszę się zmierzyć, a jest jeszcze masa innych wpływająca na całość tej beznadziejnej sytuacji. Za dziecka nie zostało mi nic kompletnie nic wpojone, byłem pozostawiony sam Sobie, a jak już miałem jakąś inicjatywę to była tłumiona przez matkę widzącą wszędzie problem i rodzinę która to uznawała to za kombinowanie z góry skazane na porażkę.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
18 kwi 2010, 18:57

Re: Witam.

przez ZostałamSama 21 kwi 2010, 19:36
rozumiem bo ja sama niedaje sobie rady . ale musze niemam innego wyjścia nikt mi niepomorze no chyba ze samobojstwo ale to jeszcze nieteraz jak coś to 18 maja .

ehh wiem ze ci cięzko jednak nieznam cie w realu .
wszyscy tutaj probojemy pomagać zrozumieć i wspierać jak sie tylko da i tobie rowiez bedziemy robowac pomuc ..
Czarna.
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
18 kwi 2010, 00:14

Re: Witam.

przez ZostałamSama 21 kwi 2010, 21:01
bo to moje urodziny .;)
Czarna.
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
18 kwi 2010, 00:14

Re: Witam.

przez burek 23 kwi 2010, 10:53
Nie było mnie trochę, ale przysięgam, że spożytkowałem większość czasu na dobre cele:P

ZostałamSama nie ma po co tego robić, zadowoli Cię przegrana? - bo to w jakimś celu uciekanie, osiągnę to co chcę, jeżeli jesteś w podobnej sytuacji jak ja, to mamy łatwiej jest tu wielu ludzi mających na prawdę źle, naszym problemem jest otoczenie zewnętrzne., ale nie oszukujmy się to często my stwarzamy więcej problemów otoczeniu.
To co napisze, jest okrutne, ludzie dzielą się na padlinożerców bez ambicji, biorących ochłapy i drapieżców walczących o Swój los i nie ma w tym nic złego, bo przecież osoba która odniosła sukces nie musi dojść do tego złą drogą(jak to często w naszym społeczeństwie się myśli:)) i to przede wszystkim dzięki nim nasz świat jest lepszy:)

Ostatnio przeczytałem autobiografię Benjamina Franklina i fragment z kursu prawa sukcesu Napoleona Hilla (zachęcam do zapoznania się życiorysem tego człowieka przed czytaniem jego książekhttp://pl.wikipedia.org/wiki/Napoleon_Hill), miał możliwość przebywania z tymi którzy którzy odnieśli wielkie sukcesy w Swoim życiu i sformułował prawa dzięki którym im się to udało. Na końcu części była tabelka w której mogłem wpisać i Siebie ocenić w każdej pozycji dając od 0 do 100.


1. Określony cel główny 0
2. Pewność Siebie 10 (gdy nie ma rodziny to nawet dałbym Sobie 50)
3. Zwyczaj służenia 0 (czasami warto się przemóc i zrobić coś jeżeli nawet nam to na rękę)
4. Inicjatywa i przywództwo 30 (brak wytrwałości, by dokończyć :P)
5. Wyobraźnia 60
6. Entuzjazm 30 (bo szybko opada)
7. Samokontrola 20 (Nie pije i nie pale, ale w innych sytuacjach często ciężko jest się opanować)
8. Zwyczaj robienia więcej niż to, za co Ci płacą 0 ("15" i do domu:()
9. Przyjemna osobowość 10 (oceniam tu życie realne, a nie kontakt na forum, czasami zdarzenia mnie przerastają i zachowuję się głupio))
10. Precyzyjne myślenie 30
11. Koncentracja 0 ( odrywam się co chwile od robionej rzeczy, chociażby od tego artykułu już kilkanaście razy^^)
12. Współpraca 40 (jeżeli to nie ja dowodzę i konkretna osoba zajmuje się organizacją to nie jest tak źle)
13. Korzystanie z porażek 0 (czasami myślę, że jakby ktoś klamkę podłączył do prądu to i tak bym za każdym razem się nabierał =p)
14. Tolerancja 10 (szczerze to raczej nie jestem w pewnych sprawach tolerancyjny)
15. Praktyka złotej zasady 0 (spycham się w skrajności:P)

Aktualnie wyznaczam Sobie cel, jak to zrobię ustalę jak chcę dojść do dobrego poziomu w każdym punkcie. Tak więc ZostałamSama nie załamuj się szczerze popracuj nad Sobą jak ja to teraz zaczynam robić i zapewne za jakiś czas razem napiszemy tu jakieś miłe posty opisując nasze sukcesy. Wcale nie muszą być ogromne by przynieść nam radość.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
18 kwi 2010, 18:57

Re: Witam.

przez yans 23 kwi 2010, 12:44
Hej burek, wiesz, mamy dużo wspólnego. Też zdaję sobie sprawę z potencjału jaki we mnie tkwi jednocześnie nie potrafię na dłuższą metę wykrzesać z siebie energii, wystarczającej determinacji i dyscypliny by zrealizować swoje zamierzenia. Doskonale wiem JAK, mimo to ciągle stoję w miejscu. Na początek powiem Ci że jestem od Ciebie starszy kilka latek i będąc w Twoim wieku czułem się podobnie. Patrząc wstecz widzę u siebie ciągłe pasmo niepowodzeń i - paradoksalnie - determinację to tego, by coś z tym jednak zrobić. Parę razy zachodziłem już nawet gdzieś, ale potem znowu wracałem do punktu wyjścia. Ostatnio jednak znalazłem "nowe dowody w tej sprawie" i po raz kolejny próbuję znaleźć sposób na zmianę stanu rzeczy. Nie wiem na ile odkrywcze jest to, co napiszę, ale wyznam że jak na dość rozgarniętego człowieka nigdy wcześniej nie myślałem o tych sprawach w ten sposób i myślę że po raz pierwszy jestem bliski zrozumienia przyczyn czemu tak się ze mną dzieje. A znać przyczynę to pierwszy krok do znalezienia rozwiazania. Postaram się streszczać, choć mam tendencję do rozpisywania. =)
Chodzi mianowicie o ideę pana i niewolnika. Jest bowiem udowodnione że niewolnictwo z ekonomicznego punku widzenia jest nieopłacalne dlatego też w kapitalizmie nie występuje. Zadowolony, uczciwie wynagradzany pracownik jest tańszy w utrzymaniu i wielokrotnie bardziej wydajny. Człowiek przymuszony do pracy naturalnie buntuje się przeciwko nakazom i ów gniew musi jakoś wyładować. W relacji dwóch równych ludzi można nakazu nie posłuchać, można drugą osobę zignorować, w relacji pan <-> niewolnik takiej opcji nie ma. Jedynym sposobem na okazanie buntu przez niewolnika jest sabotaż pracy. W miarę możliwości wykonuje on swoją pracę najgorzej jak tylko może. Jest to kwestia bezdyskusyjna, wpisana w naturę owej relacji (stąd m.in. wysoki koszt utrzymania niewolnika ponieważ musi być nadzorowany przez strażników niemal cały czas).
Jak to się ma do naszego życia? Nasze relacje z rodzicami, nauczycielami w dzieciństwie, okresie kształtowania naszego charakteru, osobowości zbyt często przyjmują relację pan <-> niewolnik. Gdy nakazują nam się uczyć, wyjść z klasy, lecieć po zakupy, sprzątnąć pokoik itd itp nikt z nami nie dyskutuje, nikt się nie pyta. Jest czymś powszechnym (i przez to traktowanym jako normę) że dzieciom wydajemy komendy i oczekujemy ich realizacji nie pozostawiając miejsca na negocjacje. Przeto równie powszechny jest dziecięcy bunt, stawianie oporu. Dziecko też chce czuć się wolne i gdy się je zniewala, buntuje się. Relacja pan <-> niewolnik sprawia że dzieci również buntują się poprzez sabotaż (a co mają zrobić? Postawić się?). Matka musi 10 razy wchodzić do pokoju i mówić "idź wyrzuć śmieci". Śmieci są w końcu wyrzucone, ale ile jest przy tym nerwów, chodzenia do pokoju dziecka, zaglądania itp? Mam 3 letniego siostrzeńca. Jego zapał, determinacja do banalnych spraw potrafią wzbudzić we mnie podziw. Kiedy tak się dzieje? Kiedy miast kazać mu coś zrobić, proszę go o pomoc. Kiedy daję mu do zrozumienia, że jesteśmy partnerami i robimy coś razem. Gdy daję mu wybór. " - Żeby iść szybko na spacer musimy sprzątnąć zabawki i pokroić chlebek dla kaczuszek. Pomożesz mi? Hmm, kto posprząta a kto zajmie się chlebem? - Wujek Ty idź przygotuj chlebek a ja posprzątam". Sprawa załatwiona. Chyba nie muszę Wam pisać, ile trwa sprzątanie zabawek, gdy ktoś mu każe po prostu posprzątać.
Jak to się ma tego, że w dorosłym życiu nie potrafimy zrealizować swoich celów? Bo podświadomie je sabotujemy. Wychowani w relacji pan <-> niewolnik często nie znamy innej alternatywy i w naszej głowie też siedzi taki pan i niewolnik. Miast robić coś, bo chcemy, robimy bo dajemy sobie taką dyrektywę, rozkaz. Bez dyskusji, bez negocjacji. W efekcie wykonujemy pracę coraz niechlujniej, coraz gorzej, unikamy jej, odkładamy na później. Wszystko to oczywiście dzieje się poza świadomością, zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy. Życie jawi się jako seria czynności które muszę wykonać. Jak je zrobię, będę miał czas na to, co chcę zrobić. Uzmysłowienie, doświadczenie, zaakceptowanie prawdy, że nic nie MUSZĘ robić - wydaje się niemożliwe i wymaga ogromnego wysiłku. Spójrz burek na sprawę poprawy kondycji - ja ilekroć zabieram się za sztangę i hantle, najpierw jest euforia a potem osiadam na laurach. Najpierw jest przyjemność, potem przykry obowiązek. Wpierw OCHOTA, potem NAKAZ. Kiedy budzę się rano z myślą że muszę dziś trochę poćwiczyć to znak, że nie minie tydzień i przestanę pracować nad sobą. Nie masz podobnych doświadczeń?

Tyle teorii. Praktyka? Póki co stoję na skraju lasu i widzę ślady zwierzyny. Zaobserwowałem, że nie potrafię wyzbyć się tego pana i niewolnika z mojej głowy. Przynajmniej na dłużej. Zauważyłem też, że mam problem z odpowiedzią na takie pytanie - co CHCĘ w danej chwili robić. Ze strachem odpowiadam zbyt często - że nic. Ale widzę pewną poprawę. Staram się nie popadać w przesadny optymizm, ale coraz częściej budzę się z przeczuciem, że są pewne rzeczy, które zrobiłbym z przyjemnością...

Jeszcze na koniec dodam że ową koncepcję poznałem za sprawą pewnego filozofa, łebskiego faceta zza oceanu. Nie zgadzam się z nim w pewnych kwestiach, ale tu trafił w samo sedno moim zdaniem. nazywa się Stefan Molyneux, prowadzi własne internetowe radio, pisze książki, takie tam. Oczywiście nie ogłasza się on autorem owej teorii, ja sam zaś dysponuję nikłą wiedzą z zakresy psychologii więc być może są to dla wielu frazesy i banały. Zainteresowanych odsyłam do filmiku na tubie w którym - w szerszym zakresie niż ja - opowiada o tym zagadnieniu http://www.youtube.com/watch?v=h1WC6hNTONg

Oczywiście znajomość angielskiego obowiązkowa. Gdyby kogoś kto nie znał angielskiego a interesowała go treść całego "wykładu" hmm... można się zawsze skontaktować z facetem i jeśli zgodzi się na tłumaczenie i publikację na forum - mógłbym podjąć się przetłumaczenia. Ale tak jak wspominałem - nie wiem na ile może się to okazać odkrywcze dla innych. Mój św. Graal może się dla innych okazać plastykowym kubkiem do mycia zębów ;)
"Rząd jest wielką fikcją, za pośrednictwem której każdy usiłuje żyć na koszt wszystkich innych."
Frederic Bastiat
Mądry chłopak lub dziewczyna - Prostą ma taktykę: - W pierwszej turze na Korwina - W drugiej wygra Mikke!
Offline
Posty
454
Dołączył(a)
21 kwi 2010, 01:18

Re: Witam.

przez burek 24 kwi 2010, 01:19
Zaciekawiło mnie to co napisałeś i zwracałem prawie cały dzień na to jak się zachowuję i faktycznie, gdy coś postanawiam czuję przymus, a później wykręt gdy muszę to wykonać.
Dzięki za post, pomógł mi bardzo nawet nie wiedziałem o tym, że tak mi to szkodziło:P


PS Biczem po plerach niewolnikowi przejade niech czuje oddech pana:D
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
18 kwi 2010, 18:57

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do