gdzie idę?

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

gdzie idę?

przez marcisz 14 mar 2010, 22:52
Zaczęło się ok 30 lat temu, urodziłem się a moja rodzona matka oddała mnie do pogotowia opiekuńczego po 2 latach (oddała, bądź zabrały mnie tam inne służby). Trafiłem po ok. roku czasu do rodziny zastępczej w innym mieście. Ojczym nadużywał alkoholu, matka była nadopiekuńcza, często od nich obrywałem. Pod blokiem nie byłem zbyt lubiany i w jakiejś przepychance dowiedziałem się, że jestem "z domu dziecka". Moi rodzice nie potrafili odpowiedzieć mi na moje pytania: jak się u nich znalazłem, kim byli moi rodzice. Uważali, że powinienem być im wdzięczny, że wyrwali mnie z piekła. Mówili, że moja matka była "kur**" itp. A o resztę nie pytać. Gdy zacząłem szukać w domu jakichś śladów mojej przeszłości znowu oberwałem i moja matka zagroziła mi, że jak będę dalej szukał to wrócę tam skąd przyszedłem. Moja matka leczyła się na nerwicę. Bardzo często wpadała w furię i potrafiła wykrzyczeć, że jestem taki sam jak moja rodzona matka i że żałuje, że jestem z nimi, kończyło się to też dodatkowym laniem. Po pewny czasie gdy sytuacja się uspokoiła (czyt. przestałem oficjalnie szukać czegokolwiek) matka powiedziała mi, że porwała wszystkie dokumenty, które po mnie pozostały. Okres dojrzewania to mój bunt, zamykałem się w pokoju, myślałem nad swoim życiem, nad tym kim będę. Byłem/jestem uważany za bardzo inteligentnego człowieka, nauka jeśli tylko chciałem przychodziła mi z wielką łatwością, ale przykładałem się do niej średnio. W szkole średniej wpadłem w alkoholizm, przez prawie rok czasu miałem okres gdzie potrafiłem chodzić pijany na lekcje bądź wracać pijany do domu - najczęściej na lekcje nie chodziłem bo nie byłem w stanie - w efekcie na półrocze miałem bodajże 6 ocen niedostatecznych. Rodzice albo nie chcieli tego zauważyć, albo nie zauważali. Zdałem do następnej klasy wyciągnęła mnie z tego dziewczyna. Czułem się kochany i potrzebny mogłem dokonywać cudów, później stwierdziła, że jestem małym chłopcem i nie będzie mnie prowadzić za rękę całe życie. Dół totalny - sam się dziwię, że nie wróciłem wtedy do alkoholu - znaczy piłem, ale nie codziennie - może raz na tydzień/dwa. W międzyczasie - będąc u lekarza wpadła mi w rękę moja karta zdrowia - na której oprócz mojego obecnego nazwiska, skreślone i zamazane były jeszcze dwa inne. Oczywiście przywłaszczyłem kilka pierwszych stron tej karty. Miałem już jakieś podstawy do poszukiwań. Studia to okres w którym staram się dorosnąć. Poznałem dziewczynę, która później stała się moją żoną. Z poszukiwań rodziny nic mi nie wychodzi. Moja przyszła żona wspiera mnie w tym, dzięki niej staję się bardziej odpowiedzialny. Po kilku latach względnego spokoju emocjonalnego (biorę ślub i wyprowadzam się od rodziców do teściów), dostaję pracę.
Po pewnym czasie zaczynają się problemy, konflikty z szefem w pracy. Kłopoty w domu - relacje - ja/teściowie. Nie potrafię radzić sobie ze swoimi myślami. Żona była bardzo związana ze swoją rodziną i ciężko jej było obiektywnie ocenić sytuację w domu. Do swoich rodziców nie mogłem pójść bo uważali, że zrobiłem błąd wprowadzając się do teściów. Myśli krążyły, dodatkowo problemy z pracy, które narastały. Nie miałem komu się wyżalić, miałem myśli samobójcze. Mówiłem o tym żonie. Rozmawialiśmy i wydaje mi się, że to pomogło.
I wyglądało to tak, że kilka miesięcy był spokój potem znów takie sytuacje, które powodowały nawrót złego samopoczucia i myśli. Bardzo często nawet nie mówiłem o nich żonie bo nie chciałem jej tym martwić. Tym bardziej, że pojawiło się dziecko. Udało mi się odejść z pracy gdzie byłem bardzo skonfliktowany z szefem gdyż parę razy powiedziałem otwarcie o tym co mi się nie podoba i to w obecności innych pracowników (inni mieli takie same zdanie, ale nikt mnie oficjalnie nigdy nie poparł).
Dzięki pomocy kolegi, który podpowiedział mi jakich środków prawnych mogę użyć przy szukaniu rodziny biologicznej udało mi się odnaleźć rodzoną matkę. Było to duże przeżycie. Mógłbym powiedzieć, że moja córka to jej wierna kopia... Niestety - przeżyłem bardzo to bardzo źle, spotkaliśmy się kilka razy, kontakty były bardzo wymuszone. Mimo zapewnień z jej strony. Dowiedziałem się, że miałem tez młodszego brata, który też trafił do jakiejś rodziny zastępczej. Udało mi się odnaleźć postanowienie sądu o ustanowieniu ojcostwa i dzięki temu ustaliłem adres ojca, kolejna porażka bo nie chciał się ze mną spotkać, w rozmowie telefonicznej powiedział żebym nigdy więcej do niego nie dzwonił, a gdy zapytałem go jak trafiłem do pogotowia w jego odpowiedzi zrozumiałem, że cała historia podana przez moją biologiczną matkę jest wymyślona. Urwałem kontakt, boję się teraz szukać brata żeby się nie zawieść, chociaż nie ukrywam, że tego pragnę.
W nowej pracy bardzo duża odpowiedzialność, bardzo duży stres - chociaż początkowo mi się to podobało, bo to była nowa jakość pracy dla mnie po tej poprzedniej. Z czasem jednak zmieniło się bezpośrednie kierownictwo i rozpoczęła się nagonka na popełnianie błędów. Otarłem się o to, że nowy kierownik powiedział mi otwarcie, że gdyby nie było możliwości zatrudnienia mnie na czas określony to by mnie wyrzucił. Od tego momentu jakby zgasło słońce.
Nie miałem już radości z pracy, starałem się nie przynosić do domu tego stresu, ale żona to wyczuwała. Mam wspaniałą córkę i bardzo często jej uśmiech ratuje mi życie. Wkrótce (za 2,5 mies) upływa czas mojej umowy i niestety czuję, że nie będzie przedłużona. Z żoną już bardzo często nie potrafię rozmawiać bo szybko się denerwuję, cały czas jestem zdenerwowany częściej się kłócimy i potem w ogóle się nie odzywamy. Wieczorami się uspokajam, ale długo nie mogę zasnąć, a rano jestem totalnie zmęczony i myślę nad tym żeby te 8 h minęło jak najszybciej. Próbowałem uciec w alkohol, ale po wytrzeźwieniu zrozumiałem, że to mi nic nie da i że czuję się przez to tylko gorzej, że to powoduje moje konflikty z żoną. Wkrótce mamy się przeprowadzić do swojego mieszkania. A ja nie potrafię się skoncentrować na szukaniu pozytywnych rzeczy. Wydaje mi się, że ja jestem przyczyną właśnie tego że jest w moim życiu tak jak jest. Nie umiem przystosować się do nowego środowiska, myślę nad ucieczką gdzieś... Tylko ta twarz mojego dziecka to mnie trzyma. Wyobrażam sobie, że płacze kiedy się dowie, że mnie nie ma, ale wolę chować w pamięci jej uśmiech...Psuję wszystko czego dotykam w swoim życiu.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
14 mar 2010, 21:39

Re: gdzie idę?

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 15 mar 2010, 00:31
Witaj
W Twoim myśleniu , zresztą chyba podobnie jak u większości ludzi, którzy mają ze sobą problemy; występuje jeden wielki błąd. Tzn obwiniasz siebie o wszystko , uważasz ,że to Ty jesteś nieudacznikiem i sprawcą swoich nieszczęść. A to nieprawda. Miałeś trudne dzieciństwo, brak miłości i odpowiednich relacji z rodzicami i zostałeś tak ukształtowany.
Moim zdaniem powinieneś jak najszybciej zgłosić się na terapię.
A co do brata, myślę, że powinieneś spróbować. Nigdy nie wiadomo jak jest, być może On też bardzo potrzebuje kogoś bliskiego i jest fajnym facetem , takim jak Ty.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: gdzie idę?

przez polakita 15 mar 2010, 10:45
marcisz, przeczytałam twoją historię - ona mną wstrząsnęła. Tak wiele dramatów przeżyłeś, odrzucenie przez biologicznych rodziców i przez tych którzy cię wychowywali, stresy. A jednocześnie podziwiam cię za to że budujesz sobie normalne życie, masz siły aby walczyć o siebie, o swoją żonę i córkę! Chciałabym ja sama mieć tyle siły żeby walczyć o siebie...
polakita
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: gdzie idę?

przez ewaryst7 15 mar 2010, 12:03
Witaj.Skupmy sie na tym co masz .Masz kochająca , wspierająca Cię żonę , masz córeczkę , jestes młody i zdrowy.Naprawde wiele powodów do radości.Ale , masz za sobą mroczna przeszłość , i dopóki sie z nia nie uporasz , będzie Ci "stać w gardle".Potrzebujesz psychoterapii.Pilnie uwazam.Musisz rozliczyć sie z przeszłoscia.Wybaczyc rodzicom , pogodzić się z tym co JUZ BYŁO.Zadbaj o swoją rodzine.Rozmawiaj z nimi .Kochaj ich.Rozpieszczaj.Bo masz , uwazam mimo wszystko szczescie.Nie depcz tego , rozpamietując przeszłosć.Żyj dniem dzisiejszym.Nie odwracaj się i nie patrz za siebie.Trzymam za Ciebie kciuki.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: gdzie idę?

przez betty_boo 15 mar 2010, 23:04
marcisz uważam że bardzo dużo w swoim życiu osiągnąłeś i podziwiam cię (zresztą chyba nie ja jedna).

widzę że chyba jednak korci cie zeby poszukac brata biologicznego - ja bym spróbowała bo juz i tak chyba nie masz nic do stracenia, a przynajmniej bedziesz miał jasność sytuacji.

widać że jestes rozsądnym , wrazliwym i dobrym cżłowiekiem. myślę że powinieneś bazowac na kontaktach z zoną i córką oraz poszukac wiecej zyczliwych ludzi w swoim otoczeniu (rózniez w pracy), którzy dadza ci wsparcie. moze takze psychoterapeuty?

nie poddawaj sie bo masz dla kogo zyc - dla siebie i swojej rodzininy.

szukaj a będzie dobrze!
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 9 gości

Przeskocz do