Moja historia - jak żyć?

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Moja historia - jak żyć?

przez lamia111 29 sty 2010, 19:33
Witam serdecznie!

Postanowiłam napisać o swoim wieloletnim koszmarze. Może ulży, może ktoś lub coś sprawi, że poczuję się wreszcie tą normalną kobietą z przed lat. Mam 34 lata, a koszmar depresji i lęków trwa od lat.
W wieku 22 lat, po próbie samopójczej, kiedy już naprawdę nie potrafiłam znieść samej siebie i tej wielkiej bezradności i beznadziejności wobec lęków, trafiłam do kliniki psychiatrycznej w Poznaniu. Po półrocznym pobycie i różnych eksperymentach z lekami jakoś zaskoczyłam i powoli wróciłam do normalnego życia. Skończyłam studia, wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, podjęłam pracę. Zapowiadało się, że juz nigdy ten irracjonalny lęk nie weźmie mnie w swoje szpony. A jednak...Po 3 latach względnego spokoju znów pojawiły się napady paniki. Lęk przed zwariowaniem, śmiercią, samotnością, wychodzeniem z domu, fobie - lęk przed otwarta przestrzenią, lęk wysokości, klaustrofobia, lęk przed tłumem, myśli natrętne ( np. że zabije własne dziecko) i to straszne uczucie nierealności, niebytu. Po prostu dramat! I znów się zaczęło testowanie nowych leków. Fluoksetyna z czasów hospitalizacji straciła swoją moc. Brałam przeróżne leki, m.in. mianseryna, asentra, zoloft, petylyl, amitryptylina, depakine i oczywiście różne benzodiazepiny. Wreszcie nieco zaskoczyłam na lexapro i xanaxie. Ale od kilku miesięcy znów czuję się fatalnie. Doszły nowe lęki i ciągłe napięcie i ból pleców. Lekarka przepisała mi neuroleptyk - ketrel, po którym jestem jak zombie. W nocy czuję przerażliwy lęk, jakbym znikała, świat dookoła jest jak inna planeta. Patrzę na mojego syna jak na obcą istotę. Nie potrafie zrobić obiadu, zapominam się umyć, uczesać, patrzę w sufit i odjeżdżam w ciemną przestrzeń bez dna. A może ja juz jestem w piekle?
Przechodziłam kilka psychoterapii, indywidualne, grupowe, bez rezultatów, terapeuci rozkładali ręce. Chodzi o to, że ja znam źródła swoich lęków i depresji. Miałam niełatwe dzieciństwo. Ojciec-furiat-często mnie bił i upokarzał. Matka - ukochana, ale całkowicie niezaradna a przede wszystkim chora na...psychozę schizoafektywną. Pierwszy raz zachorowała po moim urodzeniu. Wyrzuciła mnie przez okno ( na szczęście z parteru). Przez kilka miesięcy wychowywała mnie babcia. O chorobie matki dowiedziałam się w dniu moich imienin, miałam 10 lat. Matka wróciła wtedy z wczasów i nagle zobaczyłam zupełnie inną osobę. Nie poznawała mnie. Rzuciła się na ojca z nożem. Byłam sama. Ojciec leżał nieprzytomny w kałuży krwi, a mama gadała z telewizorem. Byłam przerażona. Zadzwoniłam na pogotowie. Matka trafiła do Gniezna a ojciec na OIOM. A ja zostałam w domu zupełnie sama. Nie mam rodzeństwa, a przed sąsiadami i koleżankami wstydziłam się otworzyć. Dalsza rodzina mieszka daleko, zanim przyjechała do mnie ciotka minęły 3 dni. Przez te 3 dni siedziałam skulona w kącie, przekonana, że ojciec może umrzeć, a matka zostanie wariatką na zawsze. To były najgorsze 3 dni mojego dzieciństwa. Po kilku miesiącach wszystko wróciło do normy, mama wyzdrowiała, ojciec sie nieco uspokoił a ja znów stałam sie radosnym i przebojowym dzieckiem. Do nastepnego ataku matki. Mama miewa epizody co 7 lat, na szczęście nie tak często, ale zawsze to bardzo przeżywam. Opiekuję sią nią najlepiej jak potrafię, karmię, ubieram, myję, przesiaduję całymi dniami w szpitalu, gdzie naooglądam się wiele ludzkich tragedii.
Tak więc, wiem skąd bierze sie mój lęk, ten przed choroba psychiczna. Wiem również, że raczej już mi ona nie grozi, nigdy nie miałam typowych objawów psychotycznych. Nigdy nikogo nie skrzywdziłam, nie miałam urojeń. Wiem, że na traumę z dzieciństwa zareagowałam depresją. Tyle wiem, a nie potrafię sobie z tym poradzić. Jestem bardzo zmęczona życiem na półgwizdka. Zmęczona tą ciągłą szarpaniną. Nie potrafie juz czegokolwiek pragnąć, marzyć, realizować cele. Jestem w kwiecie wieku a więdnę pod ciężarem niewypowiedzianego lęku. Czy jest jeszcze nadzieja? Czy kiedykolwiek przypomnę sobie, jakim pięknym darem - Życiem - obdarował mnie Bóg?

ps. Dziękuję każdemu, kto przeczytał moją historię...
Ostatnio edytowano 29 sty 2010, 19:56 przez Anonymous, łącznie edytowano 1 raz
Powód: dubel kopii.. czy jakoś tak, poprawione.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 sty 2010, 18:41

Re: Moja historia - jak żyć?

Avatar użytkownika
przez tup_tup 29 sty 2010, 19:47
Po przeczytaniu Twoich słów nasuwa mi się jedno pytanie (na które nie znam odpowiedzi): dlaczego nasze dzieciństwo wywiera aż taki wpływ na nasze życie ?! i zaraz za pytaniem idzie strach... przed macierzyństwem...

Pytasz czy możesz jeszcze cieszyć się życiem, myśle że tak, ale droga do celu będzie długa i trudna, jednak możliwa do pokonania... :)

Pozdrawiam i witam na forum!
My one regret in life is that I am not someone else.

Everything is simpler than you think and at the same time more complex than you imagine...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
91
Dołączył(a)
06 lis 2009, 20:11
Lokalizacja
zielone płuca Polski :)

Re: Moja historia - jak żyć?

przez celineczka3 29 sty 2010, 20:02
Kiedy człowiek zaczyna dołować jedną z rzeczy jaką może dla siebie zrobić to przypomnieć sobie moment kiedy sobie poradził i czuł się w porządku, Myślę że w Twoim przypadku tym momentem jest powrót do normalnego funkcjonowanie po próbie samobójczej. Uwierz że nie jest proste podnieść się i osiągnąć tak wiele tj. urodzić dziecko i pracować. Świadczy to o tym że MASZ ZASOBY żeby poradzić sobie ze trudną sytuacją. I o tym zawsze pamiętaj, że jesteś silną, mądrą kobietą która i teraz sobie poradzi.W końcu o tym jak jesteśmy silni nie decyduje ilość upadków tylko umiejętność podnoszenia sie po każdym z nich.
celineczka3
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Moja historia - jak żyć?

Avatar użytkownika
przez Majster 29 sty 2010, 20:37
celineczka3 ma racje. Od siebie dodam, ze:
- jesli przed 30tka nie bylo zadnych objawow schizotypowych to schiza Ci nie grozi. Owszem, bylo ryzyko ze wzgledu na mame, bo te sprawy sie czasem dziedziczy, ale pierwsze objawy schizy wystepuja najczesciej przed osiagnieciem 20-25 lat, wyjatkowo przed 30tka, a po 30tce praktycznie wcale.
- tak wg Twoich objawow to nie masz deprechy. Masz nerwice.
Pozdrawiam ;)
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Moja historia - jak żyć?

przez lamia111 29 sty 2010, 21:13
Calineczko, Tup Tup, Majstrze bardzo dziękuję za odzew, za słowa otuchy, zawsze nieco raźniej mieć świadomość, że nie jest się samej. Zyczę Wam samej pomyślności!
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 sty 2010, 18:41

Re: Moja historia - jak żyć?

Avatar użytkownika
przez Prometeus 29 sty 2010, 21:34
Historia na dobrą książkę <przytul>

Dlaczego dzieciństwo wywiera na nas najsilniejszy wpływ?

Mówi o tym teoria "wdruków". Ogólnie na to kim człowiek jest składają się programy zainstalowane w układzie nerwowym - psychice :

1. Wdruki. Są to dość głęboko zainstalowane programy. Trudniej je zmieniać, niż pozostałe.
2. Uwarunkowania. Są to programy nadbudowane na wdrukach, posiadają znacznie luźniejszą strukturę, więc łatwiej je zmienić.
3. Procesy uczenia się, przyjmujących jeszcze luźniejszą postać niż warunkowania, bardzo łatwo je zmieniać.

Wdruki pochodzą z dzieciństwa i są bardzo trudne do zmienienia. To dzięki nim trzyma się spójna osobowość i wiemy, ze my to my.
To BE YOURSELF is all that you can do

Czat naszej grupy medytacyjnej:
http://www.flash-chat.pl/chat.php?chatID=GrupaMedytacyjna
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
07 gru 2009, 11:42
Lokalizacja
Szczytno/Olsztyn

Re: Moja historia - jak żyć?

Avatar użytkownika
przez tup_tup 29 sty 2010, 22:37
Prometeus napisał(a):Historia na dobrą książkę <przytul>

Dlaczego dzieciństwo wywiera na nas najsilniejszy wpływ?

Mówi o tym teoria "wdruków". Ogólnie na to kim człowiek jest składają się programy zainstalowane w układzie nerwowym - psychice :

1. Wdruki. Są to dość głęboko zainstalowane programy. Trudniej je zmieniać, niż pozostałe.
2. Uwarunkowania. Są to programy nadbudowane na wdrukach, posiadają znacznie luźniejszą strukturę, więc łatwiej je zmienić.
3. Procesy uczenia się, przyjmujących jeszcze luźniejszą postać niż warunkowania, bardzo łatwo je zmieniać.

Wdruki pochodzą z dzieciństwa i są bardzo trudne do zmienienia. To dzięki nim trzyma się spójna osobowość i wiemy, ze my to my.


coś zrozumiałam...
My one regret in life is that I am not someone else.

Everything is simpler than you think and at the same time more complex than you imagine...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
91
Dołączył(a)
06 lis 2009, 20:11
Lokalizacja
zielone płuca Polski :)

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do