Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Avatar użytkownika
przez niewolnica.umyslu 31 gru 2009, 00:05
Hej,
Przyznam, że od jakiegoś czasu Was podglądałam, coś tam sobie czytałam itp. Ale myślę, że nadszedł czas, żeby wyjść z podziemia. Otóż moja historia przedstawia się mniej więcej tak:
Już jako dziecko (4-5 lat) byłam bardzo nieśmiała, miałam mało koleżanek na podwórku i ogólnie ciężko było mi zawierać nowe znajomości. Później poszłam do przedszkola – zerówki. Tu wcale nie było lepiej. Dwie, może trzy koleżanki, jak były jakieś zabawy w grupach zwykle trzymałam się gdzieś na uboczu. Później szkoła – to samo, bez zmian. Odludek. W wieku 14 lat strasznie zaczęła boleć mnie głowa. Taki tępy ból, codziennie, od ok. godz. 10 do wieczora. Tabletki za bardzo nie pomagały, więc dostałam skierowanie do szpitala na neurologię. Zrobili mi morfologie, EEG, pobrali krew na badania tarczycy i wysyłali mnie do psychologa. Wyglądało to mniej więcej tak: Pani psycholog zaczęła rozmowę, pytała mnie o rodzinę, czym się zajmuję i takie bzdety. Później dała mi jakąś kartkę do wypełnienia, gdzie było trzeba dokończyć zdania typu: Najbardziej lubię… Mój tato najbardziej kocha… Zaczęłam to czytać i się rozpłakałam, sama nie potrafię podać przyczyny dlaczego. Ogólnie to zawsze miałam coś takiego, że gdy zaczynam z kimś rozmawiać, coś mówić, opowiadać, to od razu pojawiają mi się łzy w oczach i ciężko mi powstrzymać płacz. Płakałam i płaczę bez powodu. Chociaż teraz zdarza mi się to trochę rzadziej. Wracając do Pani psycholożki, posiedziałam, popłakałam i poszłam. Później już nie robili mi żadnych badań tylko potrzymali tydzień, przypisali Atarax i wypuścili do domu. Przyznam, że trochę się wkurzyłam, bo u innych dzieci robili jakieś tomografie i inne badania, ogólnie stwierdziłam, że trafiłam na beznadziejnego lekarza prowadzącego i tyle. Brałam kilka dni ten Atarax, ale hmm jakby to powiedzieć, strasznie mnie piekła głowa na skroniach, tak jakby w środku coś mi się paliło. Więc zostawiłam to. I tak sobie żyłam dalej odizolowana od świata. Po 3-4 latach dopadła mnie hipochondria. Zaczęłam szukać sobie co raz to bardziej wymyślnych chorób, przerobiłam już chyba wszystko możliwe co zna medycyna. I w końcu zdiagnozowałam u siebie nerwice, jak zwykle stwierdziłam, że wszystkie jej rodzaje do mnie pasują, ale chyba najbardziej nerwica lękowa. Jeśli już mowa o lękach to mam klaustrofobię, hipochondrię, panicznie boję się śmierci mojej, albo kogoś z rodziny. Ciągle mam jakieś sny, że ktoś umiera. Jeśli ktoś długo nie wraca do domu to od razu pojawiają mi się jakieś wizje, że miał wypadek, ktoś go napadł. I od razu włącza się moja chora wyobraźnia. Wyobrażam sobie co będzie dalej, jak będzie na pogrzebie (heh?), ogólnie to sama się sobie dziwię. Często sobie też myślę, że umieram na jakąś straszną chorobę (bo przecież jestem chora na wszystkie najgorsze choroby jakie istnieją), kto będzie po mnie płakał jak to dalej będzie jak mnie nie będzie. Teraz mam już prawie 20 lat i coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że nie jestem normalna. Ostatnio zdiagnozowałam u siebie niedoczynność tarczycy. Mam wszystkie objawy, zresztą moja mama też choruje na niedoczynność, więc jestem już na 100% pewna, że w końcu znalazłam coś realnego. Wybieram się do lekarza na badania, ale wybrać się jak zwykle nie mogę. Ogólnie nic mi się nie chce, ciągle jestem zmęczona, ale mam nadzieję, że jak zacznę leczyć tą tarczycę to się poprawi. Jak już wcześniej wspominałam mam straszne trudności z nawiązywaniem nowych znajomości. I nie mam się dlatego co dziwić, że nie miałam jeszcze nigdy chłopaka. Zostanę starą panną, kupię sobie pieska i będzie fajnie. Teraz poszłam na studia i co? Jak zwykle, jakoś nie potrafię się wpasować w towarzystwo. Próbowałam, uwierzcie mi, naprawdę się starałam, ale po prostu nie dam rady. Mało mówię, prawie w ogóle nie włączam się do rozmowy, bo wydaje mi się, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Jeśli jeszcze chodzi o chłopaków. Jeśli z kimś dłużej rozmawiam, ale nawet jest to zwykły kolega, to od razu wyobrażam sobie, jak biorę z nim ślub, mamy dzieci i co to nie jeszcze. W szczegóły już nie będę wchodziła. I te myśli prześladują mnie prawie codziennie, przez kilka miesięcy, dopóki nie znajdę sobie nowej „ofiary”. I wszystko zaczyna się od nowa. Jeśli z kimś rozmawiam, to później kilka dni analizuję po kolei co powiedziałam, co mogłam powiedzieć i jeszcze kilka razy odtwarzam sobie tą rozmowę. Ogólnie to przejmuję się za przeproszeniem pierdołami. Z wszystkiego robię wielkie problemy, a inni nie zwróciliby na to nawet uwagi. Mam też coś takiego, że wszystkiego się wstydzę. Wstydzę się iść do lekarza, rozmawiać o moich dziwactwach, dlatego nie powiedziałam nikomu o tym, nawet mamie. Ciągle się ukrywam ze wszystkim. Jak siostra przechodzi obok, to wyłączam wszystkie stronki, żeby chociaż nie widziała co robię, a przecież nie robię nic co byłoby nie normalne. O żadnych portalach społecznościowych też nie było mowy. Ostatnio się przełamałam i założyłam konto na naszej klasie. Ale to też się z tym cholernie ukrywam. Aaaa.... i jak mogłabym zapomnieć o mojej bezsenności. W bardzo mocnym skrócie - zasypiam z ciężkim trudem o 3-4 w nocy, a później dziwię się, że jestem nie wyspana.
No i tak oto sobie żyję. Samotna, zamknięta w pokoju, przed wszystkimi staram się udawać normalną, chociaż mojej głowie się dzieje zupełnie co innego. Tak sobie napisałam tu, bo stwierdziłam w końcu, że muszę komuś o tym powiedzieć. Może mi choć trochę ulży.

Podziwiam wszystkich, którym się udało to przeczytać, a tym bardziej zrozumieć ;) Sama jestem pełna podziwu, że tak dużo udało mi się napisać. Toć to prawie wypracowanie.
Posty
5
Dołączył(a)
30 gru 2009, 23:01

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 31 gru 2009, 00:25
Wydaje mi sie,ze powinnas porozmawiac z mama na temat Twojego samopoczucia.
I koniecznie wybrac sie na terapie.
Mysle tez,ze masz bardzo niska samoocene......od dziecinstwa, moze jakies bledy wychowawcze rodzicow..........Tak naprawde to korzenie naszych dolegliwosci tkwia w dziecinstwie juz, nalezy to rozwiklac z pomoca profesjonalnego terapeuty.

Jestes mloda, jeszcze wszystko da sie uratowac, wypracowac oczywiscie z Twoja pomoca....bo tylko od Ciebie zalezec bedzie to czy chcesz sie zmienic. tTerapia najczesciej jest bolesna, ale przynosi efekty, Na rezultaty trzeba bedzie poczekac, ale uwierz...oplaca sie.

Pisz i pytaj.
Pozdrawiam.
Monika.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

przez paradoksy 31 gru 2009, 00:28
witaj :)
paradoksy
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Avatar użytkownika
przez niewolnica.umyslu 31 gru 2009, 00:48
Monika1974 nieświadomie sprawiłaś, że znów prawie się rozpłakałam. Ach... jak ja to "kocham". :P

Jak byłam w szpitalu, to właśnie stwierdzili, że mam niską samoocenę i mnie wypuścili. Zapomniałam o tym napisać ;)

Mówisz, żebym powiedziała mamie. Nie da rady. Nie potrafię. Powiem dwa słowa, zacznę płakać i pójdę do pokoju. Jak pomyślę sobie o jakiejkolwiek terapii to mi się coś w środku dziwnego robi. A już jakbym miała opowiadać innym ludziom o moich dziwactwach to już w ogóle odpada. Tutaj w Internecie łatwo jest mi pisać, ale na żywo nie dałabym rady. Nawet lekarzowi czasami nie mówię wszystkiego, bo… nie wiem dlaczego. Chyba się wstydzę. Mówię zawsze, że wszystko jest w porządku. Pewnie tak samo byłoby jak bym zaszła do psychologa. Zaczęłaby o coś pytać, a ja bym wszystkiemu zaprzeczała. Porostu nie potrafię, nie wiem dlaczego.

A co do wychowania, to sama nie wiem. Wydaje mi się, że mam normalną rodzinę, nie miałam żadnych patologii w dzieciństwie, czy coś w tym stylu. Taka ot sobie zwykła rodzinka. Mam dwójkę rodzeństwa, brat w ogóle nie ma problemów, wszystko mu za przeproszeniem zwisa i powiewa, cieszy się życiem, niczym się nie przejmuje. Widzę, że siostra też ma lekkie odchyły, ale są naprawdę minimalne w porównaniu ze mną. Chociaż… coś mi się przypomniało. U nas nigdy nie było czegoś takiego, że się przytulaliśmy do mamy, nie ma czegoś takiego, że przychodzi i mówi „kocham cię”, czy coś w tym stylu. Nie wiem czy to tylko na filmach tak robią, czy to na tym polega ta moja „patologia”.
Posty
5
Dołączył(a)
30 gru 2009, 23:01

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 31 gru 2009, 01:10
To sa problemy w okazywaniu sobie uczuc.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Avatar użytkownika
przez niewolnica.umyslu 31 gru 2009, 01:31
Myślę, że nie było u nas czegoś takiego, bo dziadkowie tego nie nauczyli rodziców. A co za tym idzie, rodzice nie nauczyli nas. Tylko jak ktoś jest bardziej odporny psychicznie to mu to nie przeszkadza. Widocznie ja jestem hmm... za miękka.
Posty
5
Dołączył(a)
30 gru 2009, 23:01

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 31 gru 2009, 02:08
jestes wrazliwa. Wszyscy nerwicowcy jestemy wrazliwi, podatni na zranienia, empatyczni............dlatego czesto cierpimy.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

przez GreenEye 31 gru 2009, 02:56
Monika1974 napisał(a):dlatego czesto cierpimy.

... zbyt często :(
Offline
ExModerator
Posty
526
Dołączył(a)
02 lis 2009, 00:33
Lokalizacja
Zielony Przylądek

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

przez polakita 31 gru 2009, 03:19
niewolnica.umyslu, muszę przyznać że chyba jestem (a może byłam) dość podobna do ciebie. Ja też od dziecka byłam bardzo zamnięta, miałam trudności w rozmowie z innymi (duże trudności, zwłaszcza wobec osób nieznanych).Moja rodzina również nie jest patologiczna ani żadnych traumatycznych przeżyć czy chorób nie przeżyłam, i mój brat wydaje mi się że jest jakis bardziej "normalny" ode mnie. No ale może tak na zewnątrz wygląda. To jest może tzw. "fobia społeczna" która nam dolega. Ja z biegiem czasu jednak jakos przemogłam swoje lęki (trochę na siłę, trochę przez ciekawość innych ludzi, cheć wejścia w kontakt) trochę mi też myślę pomogła wiara w Boga (dała więcej nadziei, otuchy). Wygląda na to że rzeczywiscie wymagasz jakiejś pomocy, z nas większość korzysta z pomocy psychologa (czyli psychoterapia, prywatnie lub panstwowo). Nawet jeśli ciężko byłoby ci się na to zdecydować, to mogłoby ci może trochę pomóc!
polakita
Offline

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

przez beatrix 31 gru 2009, 16:26
witaj niewolnico, ja też byłam podobna do Ciebie w dzieciństwie - zawsze na uboczu, nie zabiegałam o nowych znajomych - zresztą do teraz staram się trzymać z boku, mało mówię i wszyscy przez to myślą, że jestem nieśmiała.. a ja po prostu nie lubię aż tak dużo mówić jak inni, pisać stu sms-ów codziennie do wszystkich z jakimiś głupotami i ogólnie nie zaprzyjaźniam się z ludźmi bo im nie ufam. wiele razy oszukały mnie najbliższe osoby, wykorzystując dobre serce i chęć pomocy dlatego nie szukam już nowych znajmości - mam swoją małą grupkę od kilku lat, z którą się dobrze czuję w każdej sytuacji i wiem, że chociaż mało się odzywam w ich towarzystwie to zawsze mogę liczyć na ich pomoc jeśli bym jej potrzebowała (ale nie proszę).
te moje problemiki zaczęły się co prawda w dzieciństwie, ale w mojej rodzinie nigdy nie brakowało miłości, nie było żadnych napięć. myślę, że po prostu taka już jestem, taki charakter. też się maskuję tak jak i Ty, ukrywam depresję, przy ludziach się uśmiecham zawsze i nigdy nie mówię, że mam jakiś problem - i wiesz co ? z czasem to nawet zaczęło mi pomagać, umiem wziąść się w garść i żyć z tym wszystkim w miarę normalnie :)
gdybyś chciała pogadać to pisz do mnie śmiało, może doradzę Ci jak sobie to wszystko poukładać żeby było Ci lżej, bo mi się to udaje coraz lepiej ;)
beatrix
Offline

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Avatar użytkownika
przez niewolnica.umyslu 31 gru 2009, 17:29
Jak fajnie wiedzieć, że są podobni ludzie do mnie, bo już na prawdę myślałam, że to tylko ja taka wypaczona. Wydaje mi się, że w końcu zaczynam sobie z tym wszystkim radzić. Sama widzę, że w porównaniu z tym co było np. 4-5 lat temu to teraz jest o niebo lepiej. Ale to i tak jeszcze kropla w morzu. Czasem zdarzają mi się takie dni, że jest wszystko w porządku, jestem jakaś szczęśliwa, nic mnie nie obchodzi. A czasem to sama nie wiem co ze sobą zrobić, zaczynam wszystko rozkładać na czynniki pierwsze, analizuję każde słowo, każdą rzecz, dosłownie wszystko. Jest mi wtedy tak ciężko w środku, że tego się nie da po prostu opisać.
W kontaktach z ludźmi to też strasznie mało mówię, bo wychodzę z tego założenia, że lepiej nic nie mówić niż nawijać o głupotach. Może to dlatego, że jestem bardziej ścisłym umysłem niż humanistycznym i mówię krótko i konkretnie. Nie lubię, nie potrafię rozwijać moich wypowiedzi.

Jeśli chodzi o lekarzy i o terapie, to to na razie nie wchodzi w grę. Wydaje mi się, że to wszystko przez ten szpital, o którym wyżej pisałam. Po prostu trafiłam na nieodpowiednich lekarzy i teraz mam do wszystkich uraz. Nawet, żeby pójść do mojego lekarza rodzinnego to musiałabym bardzo poważnie zachorować.

Nawet fakt o tym, że w końcu się tu zarejstrowałam i napisałam świadczy o tym, że już ze mną lepiej, bo wcześniej to było w ogóle nie do pomyślenia. Cały czas żyję nadzieją, że jednak uda mi się wyzdrowieć bez lekarza.

A tymczasem, żeby nie było tak cukierkowo i zakończyć to bardziej pesymistycznym akcentem. Po raz n-ty kończę ten rok samotnie, znajomi się dobrze bawią, a ja znów jestem skazana na samotność. Muszę się czymś zająć, bo jak znowu zacznę to rozkminiać to nigdy się nie skończy.

Życzę wszystkim lepszego, mniej znerwicowanego przyszłego 2O1O roku ;)
Posty
5
Dołączył(a)
30 gru 2009, 23:01

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Avatar użytkownika
przez aviska 31 gru 2009, 17:49
niewolnica.umyslu, dobrze wiem, o czym mówisz, bo sama też zamykałam się na ludzi, mało odzywałam, analizowałam wszystko milion razy... Przeszło mi co prawda, bo zaczęłam sama na siebie wrzeszczeć, że co ja robię i pomogło xd Ale nie o tym chciałam. Nie chcesz mamie o tym powiedzieć, bo nie potrafisz... A gdybyś jej pokazała te posty? Tylko mi nie mów, że może ewentualnie kiedyś, jak będziesz gotowa czy inne bzdury. Krok za krokiem idziesz do przodu, ale może przydałaby się pomoc, jeśli nie psychologa czy innego diabła, to właśnie rodziny?
- [...] czy ty jesteś chory na umyśle?
- Jasne.
- Jasne? Tak po prostu? Jasne, jesteś chory na umyśle?
- Każdy jest. Jeśli myślisz, że ten czy tamten nie jest wariatem, to znaczy, że mało o nim wiesz. Najważniejsze [...] jest znalezienie kogoś, kogo szaleństwo pasuje do twojego.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
220
Dołączył(a)
31 maja 2009, 01:00

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Avatar użytkownika
przez niewolnica.umyslu 31 gru 2009, 18:11
aviska właśnie o to chodzi, że ja nie chcę nic powiedzieć rodzicom. Tak jak pisałam wcześniej, przed wszystkimi ukrywam się, staram się być normalna. Wiem, że gdybym powiedziała mamie, to od razu poleciałaby do lekarza i mnie zapisała. Zaczęłoby się ciągłe wypytywanie, nie miałabym chwili spokoju. Nie chcę jej też zawracać tym głowy, wydaje mi się, że i tak ma dużo na głowie.
Posty
5
Dołączył(a)
30 gru 2009, 23:01

Re: Cała prawda o mnie ujrzała światło dzienne/monitora.

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 31 gru 2009, 18:23
niewolnica.umyslu napisał(a):aviska . Wiem, że gdybym powiedziała mamie, to od razu poleciałaby do lekarza i mnie zapisała. Zaczęłoby się ciągłe wypytywanie, nie miałabym chwili spokoju. Nie chcę jej też zawracać tym głowy, wydaje mi się, że i tak ma dużo na głowie.

To też właśnie nasz błąd(nerwicowców) często chcemy ze wszystkim poradzić sami osczędzając z różnych powodów najbliższych, no i w rezultacie nasz organizm sam zaczyna się tej pomocy domagać.

Jestem dużo starsza od Ciebie, ale też widzę mnóstwo podobieństw w dzieciństwie, teraz jestem dużo bardziej otwarta i śmiała, więc i Tobie też to się uda:)
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do