Pierwszy raz...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Pierwszy raz...

przez vantro 18 lut 2009, 15:27
Witam. Nie bede zanudzal potencjalnego czytelnika tym, ze nigdy nie sadzilem, ze mi cos takiego sie przydazy... itd.
Choroba nie dotyczy mnie bezposrednio, to "cień" mojej zony. Spowodowana czynnikami zewnetrznymi - tu nie chodzi o nasze wspolne zycie/problemy pary.
Sprawa ciagnie sie za nami od siedmiu lat z wiekszymi przerwami. Pierwsze powazne zalamanie nastapilo jakies 3 lata temu - nagly atak strachu tak obcego tej silnej osby... bylem w szoku, pierwszy raz moje tlumaczenia nie przynosily skutku... Pozniej wielotygodniowe sprawdzanie czy to co sie jej wydawalo bylo prawda czy tez tylko uluda. Niemniej udalo sie nam z tego wyjsc - bez pomocy specjalistow, doszlismy do wniosku, ze nasza milosc jest silna i to ona pomoze nam w zwalczeniu tego co jest juz tylko przeszloscia. Naiwnosc!

Pozniej, co jakis czas moja zona miala stany depresyjne - nie trwajace jednak jak dzien/dwa. To byly lekkie stany lekowe, mysli, ze ktos cos moze jej zrobic zlego. Na zasadzie, ze przeszlosc ma dlugie szpony. Dawalismy sobie jednak rade, obowiazki wobec dzieci tez dawaly jej odetchnac, zajac sie czyms innym niz jej mysli. Tak minely ostatnie trzy lata.

Wystarczyl "efekt motyla" by caly nasz swiat okryl sie mrokiem. Atak - inaczej tego nie umiem nazwac - jaki przezyla moja zona kilka tygodni temu byl wstrzasem. Pierwszy raz (a nie raz juz stalem w sytuacji podbramkowej jakich pelno w zyciu) nie wiedzialem co robic. To o czym pisalem wczesniej, wydalo mi sie "malym pikusiem" w porownaniu z tymi obsesyjnymi myslami - nie mogac sobie poradzic (zona miala mysli i co gorsza odruchy samobojcze), zglosilismy sie do szpitala psychiatrycznego. NIgdy wczesniej nie widzialem tak przygnebiajacego miejsca, gdzie byli tak rozni ludzie. Od starych, zmeczonych zyciem po mlodych, mniej lub bardziej pograzonych w chorobie. Wytrzymalismy tak tydzien, wyszlismy z mocnym postanowieniem leczenia w poradnii. Pierwsza wizyte mamy za soba, bylo po niej jakby lepiej. Tylko na chwile. Krotka. Od kilku dni - byc moze po leku, ktory moze wywolywac leki (wzmozone?) - zona ma sie gorzej. najpierw bylo poczucie nienazwanegoleku i strachu. Pozniej strach przybral bardziej realna postac z przeszlosci...

Wiem, ze to poczatek, ale to takie trudne, tym bardziej, ze zdaje sobie sprawe, ze przed nami dluga droga, a nie wiem czy wytrwamy. Nie wiem, czy te leki nie uzaleznia, czy da sie bez nich zyc. Nie wiem, czy moja zona znajdzie w sobie dosc sily (wspieram ja/wspieramy z dziecmi), by zwyciezyc lub chocby na poczatek, zapoanowac nad tym wszystkim co pcha ja ku otchlani zlych mysli. Widze u niej apatie, wie, ze ja kochamy, ale to dociera jakby przez mgle obojetnosci, dodatkowo strach przeslania wszystko inne - tak ja to widze. Nigdy chyba nie bylo mi tak ciezko w zyciu, a to co ona przechodzi jest dla mnie czyms nie nazwanym.

Nie wiem czemu to pisze, moze jest mi po prostu troszke lzej, ze moge sie podzielic z kims jeszcze, w miejscu do tego przeznaczonym. Gdzie nie znajde glupich usmieszkow, tylko zrozumienie. Kiwniecie niewidzianej i nieznanej mi osoby.
Nie wiem. Odnosze tylko wrazenie, ze jestem w ciemnym tunelu i nie widze z niego wyjscia mimo, ze bardzo tego pragne.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 lut 2009, 14:52
Lokalizacja
Warszawa

Re: Pierwszy raz...

Avatar użytkownika
przez LucidMan 18 lut 2009, 16:17
Witaj na forum

Bardzo mi się podoba Twoja postawa. Akceptacja żony taką jaką się stała jest godne podziwu, nie mówiąc już o usilnej próbie pomagania jej.
Napisałeś tu na forum, co znaczy, że nie dajesz już sobie rady. Muszę Ci powiedzieć, że Ty nie możesz zrobić nic 'bezpośrednio' aby Twoja żona wyzdrowiała. Możesz działać tylko 'pośrednio' wspierając ją.
Twojej żonie potrzeba solidnej psychoterapii, dzięki której pozna przyczyny swoich lęków. To jest długotrwały proces, ale w 100% skuteczny.

Pozdrawiam 8)
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Pierwszy raz...

przez vantro 18 lut 2009, 16:49
Witaj. Dzieki za odpowiedz. To tak jakby nagle ulotnilo sie troche gazu z mojej glowy. Odrobina zainteresowania, poswiecenie uwagi.

Wiem o tym, ze ja jestem tylko "wspomagaczem" w leczeniu, ktore dopiero co sie zaczelo. Wiem, ze na pewien sposob leki, sam lekarz to tez tylko/w przypadku lekarza moze az tak duzo! - tez sa tylko supportem. Najwazniejsza jest praca mojej zony. Nad soba, by to co slyszy z ust specjalisty brala do siebie - by uwierzyla, ze to tylko choroba niosaca ulude wywolujaca strach. Strach wiekszy niz racjonalne myslenie, strach jaki "normalny" czlowiek przezywa tylko raz i gasnie, a ludzie wrazliwi ciagle i ciagle...

Chcialbym wierzyc w skutecznosc terapii, lecz na dzis (wiem, ze to maly kawalek, dopiero start), to zbyt trudne. Niemniej mam goraca nadzieje, ze bedzie dobrze. Ze my tez mozemy byc na nowo szczesliwi.

Pozdrawiam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 lut 2009, 14:52
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Pierwszy raz...

Avatar użytkownika
przez astalavista 19 lut 2009, 01:31
witam. Jestem w szoku i należy Ci sie pokłon z mojej strony.

ja też mam nerwicę,z którą borykam się już od 1.5 roku. Mój chłopak jak i reszta znajomych nie wie co to za choroba i nie zdaje sobie sprawy co siedzi w naszych głowach. Niby mnie pociesza jak jest źle..ale to nie jest to...Twoja żona jest szczęściarą, że ma kogoś takiego jak Ty przy boku. Musisz ją wspierać ze wszystkich sił i wierzyć że będzie lepiej. pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
13 lut 2009, 21:20

Re: Pierwszy raz...

przez vantro 19 lut 2009, 11:22
Astalavista, dziekuje.

Wiem o czy piszesz, na samym poczatku, ja tez nie wiedzialem o co jej chodzi. Przyznam szczerze, ze zignorowalem to o czym mowila. To byl blad! Bo juz wtedy, gdybym tylko wyciagnal dlon, dzis byloby pewnie inaczej. Coz, jestem tylko czlowiekiem, braklo mi doswiadczenia w tym zagadnieniu. Dzis tez nie wiele wiecej o nim wiem, ale zdaje sobie sprawe, ze jak we wszystkim, samemu jest trudno (czasami wrecz nie ma takiej mocy!) wyjsc z opresji. Dlatego stoje przy niej i stac bede. Zawsze. W koncu, gdyby bylo inaczej, jakim bylbym czlowiekiem, mezem?

Pozdrawiam i zycze wszystkeigo dobrego!
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 lut 2009, 14:52
Lokalizacja
Warszawa

Re: Pierwszy raz...

Avatar użytkownika
przez astalavista 21 lut 2009, 02:58
gdybym tylko miała taką moc i mogła rozdawać nagrody Nobla, Ty byłbyś pierwszy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
13 lut 2009, 21:20

Re: Pierwszy raz...

przez vantro 24 lut 2009, 13:13
:) Wystarczylby swiety spokoj i zapomnienie.

pozdrawiam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 lut 2009, 14:52
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do