Cześć?

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Cześć?

przez gdzie 06 wrz 2008, 23:33
Witam.

Co mogę o sobie napisać. Mieszkam w Polsce, mam 19 lat i idę na studia, na które nie chcę. Mam nerwicę natręctw i być może depresję. A może taki już jestem.
Od wczesnego dzieciństwa, a raczej wieku młodzieńczego mam myśli traktujące o egzystencjalizmie. Zastanawiam się kim jestem i dokąd zmierzam. Kiedyś życie wydawało mi się ciekawe.

Były marzenia i to nawet banalnie realne. Jednak teraz to wszystko nie jest już takie proste. Naprawdę nie widzę żadnej przyszłości, to straszne-nigdy nie miałem takich problemów.
Powoli zaczyna mnie to osaczać. Nie potrafię wyobrazić sobie co będzie, nie logicznie-bo tego nikt nie wiem, ale zawodowo.. Czuje się tak jakby nie było dla mnie miejsca.
Psioczyłem na liceum, a teraz wiele dałbym, żeby cofnąć czas i znowu iść na 8:00, spóźnić się, spotkać z Kumplami-ich mi chyba będzie najbardziej brak, a w szczególności jednego. Może zabrzmi to gejowsko, ale nie jestem homoseksualistą.

Po prostu poznałem kogoś niezwykle inteligentnego i innego, chyba przyjaciela. Normalny człowiek tego nie zrozumie, ale ja osoba aspołeczna i naprawdę samotna, potrafi docenić przyjaźń. Teraz to się skończy. Kumple poszli do innych szkół.
Może mógłbym iść z nimi, ale nie mam raczej predyspozycji do wybranych, tych konkretnych zawodów, do tego ze swojego podania chyba też nie-ale przecież trzeba iść na studia, wszyscy idą. Ponoć najlepszy okres w życiu.
A ja się go boję. Nie śpię w nocy i myślę. Czy ten Bóg na pewno istnieje? Chodzę do kościoła, modle się i nie wstydzę się tego, ale po prostu nie wiem czy ktoś tam jest. Czasem myślę jak to jest, umrzeć, zobaczyć Śmierć, wiem, że każdy się boi, moja kochana Babcia, bała się-widziałem to.
Mimo, że przeżyła swoje życie godnie i w wierze-w jej oczach, gdy leżała na szpitalnym łóżku dostrzegłem strach i zwątpienie. Nigdy nie zapomnę tych oczu-w końcu są zwierciadłem duszy.. Zaczyna do mnie dochodzić, że ludzie umierają i odchodzą na zawsze, w ciele nie ma już Życia.
Że ze Śmiercią zawsze jest się samemu. I co będzie w tych ostatnich sekundach, czy będę mógł pomyśleć "Przeżyłem je tak jak chciałem!". Spróbujcie sobie to wyobrazić. Dziwne uczucie, ściska w żołądku, uczucie podobne do tego w karuzeli-nie można zebrać myśli, brzmi strasznie. Kiedyś o mało się nie utopiłem. I nie miałem takich refleksji.
W głowie powtarzałem sobie tylko "/cenzura/ w taki miejscu, co za żenada". Sorry za niespójność tego posta, ale jest on jak mój umysł-nieuporządkowany, niedokończony, przerażony, szczęśliwy i smutny w jednym. Wiem, że po czytającym ten wpis (o ile ktoś skończy) spłynie to wszystko jak po kaczce. Pomyśli sobie tylko
"Kolejny człowiek z wyimaginowanymi problemami, próbujący sklecić jakąś robiącą wrażenie wypowiedź-żałosne"-bo sam tak czuje czytając posty obcych mi i nieznanych istot, nie obchodzi mnie nikt inny. Jestem samolubnym zasrańcem i czasem naprawdę mi z tym źle.

Nie wiem czemu jestem taki, a nie inny. Czasem popłynie łza w związku z współczuciem dla innych ludzi, a innym razem mnie to nie obchodzi-z przewagą na to drugie narcystyczne gówno. Naprawdę mam już dość. Czuje zmęczenie. Lubię usiąść na skraju sadu we wsi w domu mojej zmarłej Babci, zaciągnąć się powietrzem niesionym przez silny zimny wiatr. Wtedy to czuję, że żyje.
A potem wracam, a razem ze mną moje problemy. Samotność-słowo tak silnie nacechowane negatywnymi emocjami, paradoksalnie zawiera w sobie pierwiastek szczęścia, dobra, jakby ciemny tunel ze światełkiem, bardzo małym (nie jest to pociąg). Tylko co tam jest. Piosenki, które mnie opisują to chyba:

The Kinks "To The Bone" "i'm not like everybody else"
Moby "when it's cold i'd like to die"

Może nie jestem taki, może talko mi się tak wydaje, tzn. podobny do Tonego Soprano, w sensie jego problemów dotyczących życia, może po prostu nieudolnie naśladuje fikcyjną postać, którą w gruncie rzeczy, po części, trochę chciałbym być, może mi się tylko tak wydaje..
Może czas dorosnąć i wreszcie się zdefiniować. Niektórzy cieszą się na papierkową dojrzałość, ja nie. Wciąż czuje się jak nastolatek i nie chcę tego zmienić. Być może to normalny objaw-nie wiem, nie rozmawiałem o tym z nikim. Pozostaje pytanie dlaczego piszę tego kmiota. Po prostu mam ochotę to z siebie wyrzucić. Nie mam już siły tego trzymać.
To jest właśnie magia i brzemię Internetu, każdy może napisać co chce, kiedy chce i jak chce, dokładając własną cegiełkę do hali pełnej bezsensu i filozoficznego gówna, po którego przeczytaniu ludzie rzucają pracę, wieszają się i maja wszystko gdzieś, włącznie z samym sobą.

Już niedługo wsadzony zostanę do obcego środowiska, otoczony przez obcych mi i obojętnych ludzi, już widzę siebie siedzącego gdzieś z boku, myślącym po raz nty na temat teg gówna które nas otacza. Z niepohamowaną chęcią wyjścia i nie wracania do obskurnej pracowni.. Chciałbym za jakaś średnią wypłatą (co by starczyła na elektronikę i zabawę)
wyjechać, zamieszkać w jakimś odludnym miejscu, mieć własny karabin, własne małe Życie, bez tego jazgotu w okół, tak jak siedząc na trawce przy skraju sadu.. Niestety to nie możliwe i to są właśnie te proste marzenia, które trzymają mnie przy Życiu. A nerwica natręctw? To chyba osobny temat, zresztą nie wart opisania, bo dużo ludzi już to zrobiło i zna ten ból.
Kolejny pain in the ass, następny cierń w dłoni, z którym trzeba się pogodzić, a z którym się walczy niczym Don Kiszot z wiatrakami. Komputer zniszczył mi Życie, już nie boje się teg głosic, a mimo dalej siedzę i gniję, dlaczego, bo od 5 lat powtarzam sobie, że już za późno.

Jestem żałosny.. I w gruncie rzeczy oczekuje pocieszenia, bo przecież po co niby pisał bym to gówno..
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
06 wrz 2008, 23:12

Re: Cześć?

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 06 wrz 2008, 23:40
nigdy nie jest za późno, krok po kroczku, powoli bo powoli, ale da się wyjśc z każdej sytuacji która jest dla nas uciążliwa... w końcu to tylko myślenie, myślenie to nie jest nieuleczalna choroba, trzeba się tylko postarać - na pewno dasz radę coś z tym zrobić ;)
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Re: Cześć?

przez gdzie 07 wrz 2008, 00:23
Ale ja nie chce tak wiele. Mam gdzieś to jaki jestem, bo tego nie zmienię. Tgeo, że nie lubię ludzi i nie lubię siebie. Chciałbym rzeczy, tak prostych, a niezależnych ode mnie. Jak miła atmosfera na studiach.
Może zmienić kierunek mimo wszystko i iść z Kumplem-sam nie wiem..
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
06 wrz 2008, 23:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Cześć?

przez Pstryk 09 wrz 2008, 09:20
Hej gdzie, miło Cię poznać. Qrcze, fajnie czyta się Twojego posta - jest taki rzeczywisty, szczery i przekłada na słowa problemy chyba większości z Nas. gdzie, wchodzisz w dorosłość w sensie - teraz będziesz musiał sam się o siebie zatroszczyć, dbać i uczestniczyć w tym wyścigu szczurów po to, aby na końcu drogi - umrzeć :!: :!: :!: Nie każdy człowiek dostrzega co jest na końcu tej drogi... i ciężko stwierdzić, czy lepiej jest tego nie widzieć, czy lepiej jest być tego świadomym. Sama długo nie widziałam sensu w pójściu tą drogą - skoro śmierć i tak mnie dotknie, prędzej czy później, wybrałam - prędzej. Ale z każdą kolejną nieskuteczną próbą samobójczą doszłam do wniosku, że najwyraźniej jestem tutaj [na świecie] potrzebna, ktoś na mnie czeka lub coś muszę zrobić - i przestałam patrzeć przed siebie, na koniec tylko starać się, aby każdy mój krok miał jakiś sens, jakieś znaczenie, coś przyniósł... Śmierć nie wydaje mi się już taka ostateczna - gdy przyjdzie, będzie dla mnie nagrodą za podjęte trudy życia.
Pstryk
Offline

Re: Cześć?

Avatar użytkownika
przez K. 11 wrz 2008, 23:49
gdzie, no wiesz, nie lubisz ludzi ?
Ludzie są fantastyczni, tylko trzeba wiedzieć z którymi należy się zadawać. Naprawdę nie ma sensu nosić w sobie takiej nienawiści, ponieważ ona Ciebie zatruwa od środka.
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

Re: Cześć?

przez Nata_pl 12 wrz 2008, 00:32
Jak zmarła babcia (dzień ustnej matury z polskiego) nie umiałam się poskładać. właściwie to cały czas miałam poczucie winy, że to przeze mnie - bo przecież nie miałam dla niej czasu, aby porozmawiać, aby usiąść i zatrzymać się w jej świecie, a później odwiedzić w szpitalu. nie miałam możliwości w tamtych dniach się nią zaopiekować, a ona nie czuła się dobrze. wezwane pogotowie zabrało ją do szpitala z którego nigdy nie wyszła... tylko ja wiem jak ważną była dla mnie w całym moim życiu, później to ja zostałam sama, tak jak ona była kiedy ja nie miałam czasu.
A przecież rok wcześniej dostałam od życia lekcję, że nie należy bagatelizować ważnych ludzi, bo "śmierć jest przygłucha i myśli powoli". Zabrała mi Przyjaciela, któremu nigdy nie zdążyłam powiedzieć, że jest ważny. To właśnie taki inteligentny facet, o którym będzie się zawsze pamiętać.
I nie wie nikt jak bardzo chciałam bym to była ja - nie ONI. Dlaczego właśnie oni? Dlaczego właśnie wtedy?
A przecież trzeba było znaleźć sobie nowe miejsce na ziemi. Zostawić to co znane. Zacząć nowy rozdział.. hahahahaha....

Nie ma lekarstwa na codzienność. Są dni czarne i te bielsze. Są dni kiedy nic się nie chce. I pytasz beznamiętnie przestrzeni: co dalej? po co? i nikt nie odpowiada. i możesz uciekać od tej codzienności w nierzeczywistość sadu, nic to nie da, i tak będziesz musiał wrócić.
Ale jest jeszcze gorzej. Tylko Ty możesz sobie to wszystko poukładać, nie dać się i dążyć do spełnienia swoich marzeń.. prędzej czy później.

----
"Przeżyj swe życie na tworzeniu czegoś,
co będzie trwało dłużej niż samo życie"
/Wiliam James/
Nata_pl
Offline

Re: Cześć?

przez gdziehasło 08 gru 2008, 01:56
Świetnie.

Zapomniałem hasła i maila na stare konto...
Zresztą mniejsza z tym. Co żeście narobili z komunikatorem, teraz to się tam nie da połączyć...

Wszystko jest nie tak jak trzeba.
Ta wewnętrzna pustka, brak chęci dążenia do czegokolwiek... Żałosne, nie daję już rady z tym. W całej swojej wspaniałomyślności po wielu perypetiach powróciłem do punktu wyjścia, mimo, że z uporem i niemal niemożliwością osiągnąłem swój cel. Jak zwykle zabrakło jaj, tak jak na początku, jak zwykle zabrakło odwagi. A teraz siedzę jak Idiota na przeciwko ekranu monitora pisząc to gówno nie mające sensu w temacie do tego nie służącym nie pamiętając nawet co napisałem te 3 miesiące temu. Byłem tak blisko! Tak blisko! I po raz kolejny wypuściłem to z rąk, po raz kolejny znowu celowo... Ludzie jak wojna, nigdy się nie zmieniają, a moim największym brzeniem jestem ja sam.

To jest wszystko gówno warte...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
08 gru 2008, 01:23

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 7 gości

Przeskocz do