Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez kangurek 14 sie 2008, 19:54
Witam
Jestem nowym członkiem tego forum. Mam na imię Piotrek i w tym roku skończę 32 lata. Chciałem opowiedzieć swoją historię. Nie wiem po co, nie wiem komu, i nie wiem czy będziecie chcieli to czytać. Uważam jednak że przeczytanie tego pomoże zrozumieć pewne zasady którymi rządzi się choroba która występuje w nazwie strony. Celowo nie wymieniam jej nazwy ( ale dojdziemy do tego ) chcę byście poczuli to wszystko co działo się z moją osobą przez ostatnie lata.
Zatem zaczynam swoją historię.
Wszystko zaczeło się w czerwcu 2005 roku kiedy dowiedziałem się że mój ojciec ( długoletni alkoholik ) jest chory na raka mózgu tzn. glejaka ( tutaj więcej info ) Muszę powiedzieć że stosunki w mojej rodzinie nie były najlepsze, rodzice byli po rozwodzie, a ja miałem swoją rodzinę i malutkie dziecko. Jednak w obliczu choroby nastąpiła pełna mobilizacja w rodzinie i walka która trwała dokładnie rok. W tym czasie wraz z matką opiekowałem się ojcem ( tzn. patrzyłem na jego powolną destrukcję ) Wydaje mi się że zrobiliśmy wszystko co było możliwe tzn. dwie operacje, radioterapia, chemioterapia. To był bardzo ciężki rok ojciec bardzo cierpiał. Przyplątywały się do niego inne choroby co skutkowało np. amputacją nogi, paraliżem połowy ciała, afazją itp. W maju 2006 roku ojciec zmarł, praktycznie na moich rękach. Po jego śmierci nastąpiły wydarzenia które również pozostawiły ślad na mojej psychice, a mianowicie szereg kłótni i awantur z jego rodziną. Ale o tym nie chcę pisać ponieważ nie jest to przedmiotem sprawy ( próbuję zasygnalizować tylko kolejny etap który przyczynił się do tego czegoś ) Życie toczyło się dalej, pomimo wielu przykrości jakie wyrządził mi mój ojciec to smutek wszystko wyciszył i zapomniałem o tym co kiedyś było. Nadszedł listopad i dzień który zmienił moje życie.
Zaczeło się niewinnie: włosy staneły mi dęba, poczyłem paniczny strach, i myślałem że umieram. Trafiłem na ostry dyżur gdzie dostałem leki tzn. paracetamol, potas, coś na kłopoty z oddychaniem, i tabletkę uspakajającą. Zrobiono mi podstawowe badania, które były dobre. Po paru godzinach pojechałem do domu, w stanie dobrym. Mineło kilka tygodni i sytuacja się powtórzyła. I znowu ostry dyżur leki, badania itp. Jednak lekarka która mnie badała nieśmiało wymieniła słowo Nerwica i przepisała Pramolan. Kilka tygodni spokoju i znowu to samo. Jednak doszło do tego silne kołatanie serca. Postanowiłem więc udać się do kardiologa. A zapomniałem dodać że przez cały czas towarzyszyło mi poczucie że tak samo jak ojciec jestem chory na raka mózgu. Człowiek do którego poszedłem okazał się wyjątkowy. Trafiłem w tzw. dziesiątkę. To on uświadomił mi że moje objawy są typowe dla Nerwicy. Przepisał mi leki wg. nowych trendów w tej chorobie ( od tej pory nie będę wymieniał nazw leków bo było ich tak dużo że musiał bym założyć osobny temat ) I tak zaczeło się leczenie tzn. leki, parę dni spokoju i atak, większa dawka parę dni spokoju i atak, zmiana leków, parę dni spokoju i atak, większa dawka itd itd. Zacząłem również dużo czytać na temat Nerwicy ( chciałem poznać ją jak najlepiej ) Tak też trafiłem do psychologa a właściwie do grupy DDA. leczenie trwało z różnymi skutkami, raz lepiej, raz gorzej. Jednak cały czas miałem ataki, co najgorsze trwały one całymi dniami, wręcz tygodniami. Psycholog, lekarz, leki, zmiana leków, psycholog itp. Po pół roku sesji indywidualnych i grupowych poczułem że psycholodzy powiedzieli mi już wszystko, nic nowego od nich nie usłyszę i przestałem korzystać z ich usług ( proszę mnie źle nie zrozumieć to wszystko było bezpłatne, ludzie bardzo mili, atmosfera wspaniała ) Skoncentrowałem się na leczeniu farmakologicznym, zmianiałem leki, dawki, i sposób zażywania. Efekty były różne, parę tygodni było dobrze, potem przychodził kryzys który trwał kilka dni. Tak jest do dnia dzisiejszego.
Teraz kilka moich refleksji. Moja choroba objawia się tym że występuje u mnie bardzo dużo objawów somatycznych. Co to znaczy ? A no to że umieram kilka razy w miesiący. Wysokie ciśnienie ( biorę na nie leki ) które powstaje podczas ataku ( zasługa adrenaliny ) Co ciekawe im więcej objawów somatycznych tym większy lęk i >>>>> większe objawy somatyczne. Rozumiecie ? Takie błędne koło. Ponadto cały czas towarzyszy mi potworny strach prze rakiem mózgu. Chodzę od lekarza do lekarza, wykonuje badania które zazwyczaj są O.K. Jednak choroba robi swoje tzn. w lutym miałem TK by wykluczyć raka mózgu. A w marcu dostałem ataku ze strachu że go posiadam. Dobre nie ?
Najgorsze w tym wszystkim jest to że żyję w przekonaniu że ja naprawdę mam raka tzn. boli mnie głowa, mam nudności itp. Po co to piszę, ano po to byście poznali metodę działania tej choroby. Ona wam wmówi wszystko dosłownie i w przenośni będziecie żyć w przekonaniu że wasz czas się kończy i nikt i nic wam tego nie będzie w stanie wytłumaczyć. Tak to działa. Powiecie trzeba sobie samemu tłumaczyć. A ja odpowiem owszem, to łatwe zadanie do czasu aż nie pojawi się lęk i myśli w stylu "a może jednak" Wtedy jest już z górki, ja przestaję nad sobą panować, wszystko jest nieważne, liczy się tylko moje zdrowie. Powiem Wam jedno zaprzyjaźniłem się z tym lekarzem o kórym pisałem wcześniej, i w każdej takiej sytuacji dzwonię do niego i żądam zapewnień że wszystko jest O.K. Tylko to mi pomaga. Troska o zdrowie jest tak duża że każda pierdoła powoduję moją szybką wizytę u lekarza. Walka, walka przeważnie zawsze przegrana. A jak brzmi imię przeciwnika Nerwica depresyjno-lękowa


Ps. Nie czytam tego co napisałem. Jeżeli ktoś ma jakieś pytania chętnie odpowiem. Znam to gó......
Ps2 trochę nabałaganiłem w postach, przepraszam za to
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
14 sie 2008, 16:40

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez Katarzynka35 14 sie 2008, 21:00
Witaj Kangurku:)
Ech, doskonale Cie rozumiem, naprawdę i myślę, ze większośc forumowiczów również. My znamy doskonale to umieranie po kilka razy w miesiącu, inni nawet kilka dni w tygodniu, kilka razy dziennie.... MI pani kardiolog kiedyś powiedziała cos takiego, że wie od psychiatry, że poziom stresu podczas napadu palpitacji serca (kołatania, częstoskurczu) i tzw. ataku paniki jest taki sam jak u zawałowca. Nerwicowiec niby wie, ze badania sa ok, ale boi się i stresuje na poziomie stresu zawałowca jadacego erka, który nie wie czy przezyje...
Wiesz, ja sie uspokoiłam, że nie mam raka- wlaśnie glejaka - na dwa dni po wykonaniu rezonansu. Rezonans ok, ale tylko dwa dni byłam spokojna, potem dopadly mnie watpliwości... a może radiolog cos przeoczyl, a może się poruszyłam i czegoś nie widać na kliszy itp....
TYlko nerwicowiec zrozumie nerwicowca jak może się czuć...
Trzymaj się Kangurku:)
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
12 lip 2008, 19:13

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez kangurek 14 sie 2008, 21:24
Katarzynka35 o to właśnie chodzi.
U mnie problemem było to że lekarz nie widział kliszy , tylko sam opis :lol:

Ps. proszę modów o usunięcie zdublowanych tematów. Oraz o przeniesienie tego tematu do działu Nerwica Lękowa.

edit: Bethi// dubelki usunięte ale nie widzę potrzeby przenoszenia tematu. Pozdro.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
14 sie 2008, 16:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez apka 14 sie 2008, 23:05
Hej!
Świetnie rozumiem to umieranie ze strachu przed chorobą, śmiercią, to uspokajanie się na chwilę, by potem zauważyc kolejne objawy kolejnej choroby. Moja terapia trwała 30 miesięcy, oswoiłam lęk, co nie znaczy, że go nie mam. Bardzo pomagał mi wewnętrzny dialog, który ze sobą prowadziłam. Mówiłam- boję się, bo na tym polega moje zaburzenie, ten lęk minie, miałam zrobione badania, jest ok...Bolało. z czasem objawy słabły.Dzis pojawiają się pewne dolegliwości, ale nie tak silne, aja nie skupiam się na nich, tylko analizuję, co było przyczyną. Pozdrawiam :D
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
14 sie 2008, 18:59

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez Pstryk 15 sie 2008, 09:31
Witaj kangurek, miło Cię poznać. Dobrze jest znać mechanizm lękowy - z doświadczenia należy korzystać - szczególnie w tym przypadku. Nie dawaj się zaskakiwać i gdy już atak nadejdzie, pamiętaj, że wiesz, co się dzieje, o co chodzi. To pozwala z czasem opanować ataki, sprawia, że tracą one na 'mocy'.
Pstryk
Offline

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez Liljana 17 sie 2008, 16:30
Witaj Piotrze ja też jestem nową użytkowniczką forum kiedy czytałam Twoją historie..wydawało mi się jak gdybym czytała o sobie..nie dosłownie bo mam odmienne dolegliwości ale mianownik ten sam Nerwica:p
Powodzenia i życzę abyś stoczył ostateczną bitwę która będzie wygraną!
Liljana
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
17 sie 2008, 11:39

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez AKINOM 17 sie 2008, 20:15
Witaj Piotrze!
Najpierw ,,przeleciałam,,tekst,a potem powoli wróciłam do niego ,właściwie czytając go od końca.Jestem od Ciebie duzo starsza ,ale czuje sie bardzo młodo i wygladam naprawde młodo.Dlaczego to pisze ,nie dla pochwalenie sie tylko abys zrozumiał ,że nie jestem jakas tam starsza pania dajaca Tobie rady ,ale jestem osoba ,,walcząca,,cały czas z zyciem a własciwie z jego przeciwnosciami.Nic mi nie jest ,oprócz cisnienia które lecze od 5 lat no i ...napadów panicznego leku ,strachu walenia serca ,które o mało co nie wyskoczy mi z płuc, zapadajacej ciemnosci ,takiej niemocy ,że ogarnia mnie szał,szał ,,niewiedzenia,, co w danej chwili ze soba zrobic .2x znlazłam sie na pogotowiu a potem- nauczyłam sie z tym walczyc.JESTEM TAK DUżA OPTYMISTKA -że tylko gdyby cos stało sie z moimi dziecmi -tego bym nie wytrzymała.Moje zycie mój drogi, gdybym je opisała i nakręcono by film zdobyłby Oskara.
Piotrze prosze spróbuj z tym walczyc,kiedy napadną Cie takie obiawy ,zdaj sobie najpierw sprawe ,,O NADCHODZI,,-TO 1 KROK,-POTEM ODDYCHAJ GłEBOKO ,USIADź I ZACZNIJ ANALIZOWAC CO TO JEST I CZY WARTO.Nie poddawaj sie przede wszystkim tym wszystkim objawom.Pamietaj -NIC ALE TO NIC NIE JEST WARTE TEJ CHOROBY-bierz kartke pisz swoje problemy ,czy wiecej przeważa za czy przeciw i powtarzaj sobie ,,JESTEM OPTYMISTA-NIC NIE JEST MI WSTANIE SIE STAC.
Na zakończenie mam 50 lat.Piotrze przepraszan za ten nieuporządkowane mysli ,ale ja wolę ,,gadac,,niz pisac.Pozdrawiam Ciebie serdecznie,życze dużo dobrego .Monika. :D
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
17 sie 2008, 18:20

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez ja sama 26 lut 2010, 18:12
witajcie ja jestem nowa na tym forum.....umieram codziennie:( boje sie doslownie wszytstkiego..nie wychodze ze znajomymi chociaz bardzo staraja sie mnie gdziekolwiek wyciagac...ciagle palpitacje serca, skaczaxe cisnienie..strach przed ruszeniem z domu a nawet doszedl strach w domu, bycie w domu samej z dzieckiem w obawie, ze gdy mi sie cos stanie to co zrobi moje malenstwo........do tego depresja, powoli mam wszystkeigo dosyc, boje sie co bedzie dalej, nie umiem podjac zadnej pracy bo zzera mnie stres.
Byla u psychiatry, ktory przepisal mi cital .... bralam 1 tabletke dziennie i na trzecim dniu sie skonczylo ogromnym atakiem, ktorego nigdy w zyciu nie mialam i przewrocil on moje zycie jeszcze bardziej do gory nogami bo takie ataki zdarzaja sie praktycznie codziennie (wczesiej byl tylko lek przed wszystkim bez takich atakow). stwierdzilam, ze nie bede sie trula i sama sobie poradze ale widze, ze jest coraz gorzej...coraz czesciej mysle o smierci....poprostu jestem bezwartosciowym czlowiekiem, ktory nic nie da od siebie bo nie potrafi:( marnuje zycie swojemu dziecku, ktore ma tylko mnie
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
01 lis 2009, 11:22

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

Avatar użytkownika
przez Valeria 25 sie 2010, 18:01
witaj Piotrze..rownolatku a na dodatek o takim samym imieniu jak moj 4 letni synek Piotrus....
gdyby nie on to chyba bym umarła podczas tych ataków lękow....ja dodatkowomam bulimie:( wiec herdcore na maxa....dobrze z ejest to forum bo przymajniej zrozumialam ze jest masa ludzi ,ktorzy ciepria tak jak ja czy Ty...ludzi wspaniałych,wrazliwych.dobrych....dlaczegomy???
dlaczego??
mam nadzieje ze wszyscy znajdziemy odpowiediz na to pytanie i uda nam sie pokonac wszystkie słabosci.....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
455
Dołączył(a)
03 sie 2010, 19:13
Lokalizacja
Cymeria

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez Aniaasz75 12 paź 2010, 10:44
Hej :) Mam na imie Ania i mam 20 lat...Tak też mam tą chorobę... Tyle ze ja juz nie potrafie z nia zyc nie mam siły po prostu:( Nie mam na nic ochoty, nie wychodze z domu, nie chce mi sie z nikim rozmawiac. Jak wychodze z domu to czuje jak bym nie nalezała do tego swiata jakby mnie wogóle nie było nie wiem juz co mam robic:(( a trwa to dopiero miesiac... ataki mam codziennie...budze sie i odrazu zaczynam płakac bo wiem ze czeka mnie znowu taki sam dzien jak poprzednie...:( POZDRAWIAM
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 paź 2010, 14:16

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez PATRA 12 paź 2010, 17:29
Hej Kangurku! Bardzo życzę powodzenia w walce.Nie mam takich problemów,wydawało mi się,że jest mi cieżko,ale przeczytałam Twój list ... Walcz! powodzenia.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
12 paź 2010, 16:56

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez lidzia8704 14 paź 2010, 21:33
Witam Was Kochani!
Piszę, gdyż potrzebuje ZROZUMIENIA.Chcę dołaczyc do Waszego grona.
Po krótce opiszę swoją historie.
Mam 23 Lata
Choruję na nerwice od około 8 lat.Na poczatku objawy sercowe,zawroty głowy potworne lęki,dusznosci)
(przestałam wychodzic z domu..pobyty w szpitalu w szpitalu-Diagnoza-NERWICA LĘKOWA.
Nie wierzyłam,jak moge być zdrowa fizycznie i tak cierpiec,tak źle sie czuc fizycznie?
Miałam Tomografie głowy,badania krwi,tsh,pobieranie płynu mozgowo rdzeniowego(punkcja)EEG,EMG,EKG Echo serca,
Badanie laryngologiczne,podstawowe neurologiczne..wiele wiele innych i wszystko w normie.
A ja czułam,że umieram..wkoncu odwiedziłam nie jednego psychologa, psychiatre-i zaczełam kuracje antydepresantami
-Była poprawa ale lęki zostały (objawy somatyczne miałam w sytuacjach stresowych)a takim była szkoła,kościół
(dodam ze miałam bardzo dobre oceny,byłam zawsze lubiana,wesoła dziewczyną...
Pożniej nawrot objawow przed samą maturą,zasłabniecie -standardzik Izba przyjec w szpitalu...te same objawy tylko bardziej nasilone
-Diagnoza-Nerwica-3 lata leczyłam sie Rexetinem po czym tanszym zamiennikiem o nazwie Paromerck.
Wyjechałam do Anglii na trzy miesiace..Było znośnie Do czerwca 2008..gdy w moje zycie wkroczyła podwojna zdrada
(miłosc mojego dokonała podwojnen zdrady)wybaczyłam,i zaczał sie powrot objawow somatycznych plus wpadanie w histerie,
ciagły strach,wieczne kłótnie konczace sie histerią i omdleniami..Moj stan sie pogorszył dramatycznie.
Zaczełam opuszczac zajecia(studiuje zaoczneAnglistyke)pogorszyły mi sie oceny-Problemy z koncentracja i pamiecią..
Potem odstawiłam leki,bo czułam że juz mi nie pomagały,miałam dośc .3 miesiace w sumie bez lekow..
W styczniu 2009 znow do psychiatry po leki,bo nie mogłam oddychać,wychodzić z domu..stałe uczucie duszności...
Dostałam Asertin 50mg(brak objawow ubocznych)..Pobrałam miesiac-i kazała mi zwiekszyc dawke do 100mg..
wraz z drugim dniem poczułam coś okropnego,zrobiło mi sie słabo...i to czego boje sie najbardziej
-UCZUCIE UCISKU W GŁOWIE..ale tego nie da sie opisać..To uczucie jest raczej z tyłu głowy po sam czubeczek..
ściska tak mocno ze mam wrazenie ze mam tętniaka i zaraz mi pęknie..albo jakiegoś guza..Czuje sie smiertelnie chora..
To uczucie jest bez przerwy w sumie juz od 2ch tygodni z nasileniem w nocy jakby mozg sie trząsł,
gotował i mam wrazenie, ze jak rozluźnie głowe to dostane wylewu,udaru..
Dodam ze jak pochyle głowe do przodu to sztywnieje mi kark i głowa..Odwiedziłam lekarza rodzinnego-
Zrobiłam badanie krwi,tsh,moczu,EKG(wyszło wporzadku poza dodatkowymi skurczami,ktore rzekomo sa wynikiem nerwow
i sa niegrozne-..skierowanie do neurologa.Niewytrzymałam byłam 3 razy juz na izbie przyjec..
Konsultacja neurologiczna obejmujaca podstawowe badanie,tomografia głowy,Angio CT i odcinka szyjnego kregosłupa
z kontrastem oczywiscie,i podobno nie mam guza ani tetniaka..
lekarz powiedział ze to Nerwica!Ale ja znów nie potrafie w to uwierzyć,
mam wrazenie ze mam tetniaka albo guza co mi uciska głowe..Ludzie mozna zwariować ze strachu..Po dwóch latach na studiach wziełam dziekanke,
rozstałam sie z facetem na poł roku po czym w maju 2010 wrocilam(nie radziłam sobie z objawami i lękiem),
wrociłam po dziekance na studia,miałam 7,8 pierwszy zjazd,bede pisa prace licencjacką.Biore obecnie Paromerck i chodze na terapie
poznawczo behawioralną od ponad miesiaca,ale jest ciezko z tymi objawami,najgorsze są duszności.Nie pracuje już ponad rok,do tego mam
jeszcze zdiagnozowaną umiarkowaną depresję..

Pozdrawiam Was wszystkich Goraco i zycze zdrowia
P.S-Jesli ktoś z Was jest z Ząbek,Wołomina,Zielonki badz Warszawy chetnie sie spotkam i porozmawiam!
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
23 lut 2009, 12:50
Lokalizacja
Ząbki

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

Avatar użytkownika
przez DianaSara17 09 sty 2011, 18:04
Ja też mam nerwice a oprócz tego jeszcze rzadką chorobę krwi. Mam 17 lat i nie ma dnia bym nie chciała się zabić.
Człowiek jest zawsze sam w swoim bólu.
Bernhard Kellermann
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
09 sty 2011, 17:16

Re: Prawie każdy dzień jest bitwą, prawie zawsze przegraną.

przez Anna Maria 09 sty 2011, 18:46
Witaj Piotrze :smile:
Też jestem DDA.Mój ojciec zmarł gdy miałam 12 lat.
Jestem genetycznie ociążona rakiem,ale wiem że jestem hipochondryczką i zawsze to sobie powtarzam gdy zaczynam coś sobie wkręcać.
Powodzenia ;)
Anna Maria
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do