Powitać:)

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Powitać:)

przez Kapitan Zbik 14 kwi 2008, 22:20
Witam:)
Właśnie zarejestrowałem się na waszym forum. Na wstępie pozdrawiam wszystkich użytkowników :D Czytałem je jako niezarejestrowany gość i byłem zafascynowany pomocą i życzliwością jaka tu panuje, więc postanowiłem się zarejestrować. Dlaczego odnalazłem to forum? Otóż chciałbym się podzielić z wami tym co mnie spotkało i uzyskać odpowiedź na kilka pytań m.in. do jakiego działu mam zajrzeć, by odnaleźć się wśród swoich ;)
Otóż rzecz zaczęła się jakiś rok temu. Wyprowadzałem się z mieszkania w innym mieście, gdzie kończyłem studia. Pewnego wieczoru będąc już w rodzinnym domu, postanowiłem zapalić sobie "blanta' jak się okazało, takiego, który odmienił moje życie. Wcześniej paliłem dosyć często, gdyż uważałem to za bardziej cywilizowany sposób bycia między ludźmi na imprezach niż alkohol, po którym człowiek zachowuje się jak kretyn, prostak i cham, ale powróćmy do wątku głównego:) Po zapaleniu położyłem się do łóżka i leżąc zacząłem wpadać w nieopanowany lęk że rodzice mogą przez przypadek wejść do pokoju i zobaczyć mnie "spalonego". Faza którą sobie wkręciłem była na tyle silna, że popadłem w panikę. Po kilku godzinach takiej męki, kołaczącego serca i nieopanowanego strachu poczułem, że nie mam czucia w lewej ręce i jest ona strasznie posiniała. Pierwsza myśl - mam zawał.... Obudziłem rodziców nie bacząc już na to że odkryją co robiłem, przyjechało pogotowie, dostałem zastrzyk uspokajający i usnąłem. W ciągu kilku dni szybko doszedłem do siebie i popelniłem jeszcze większy błąd - zapaliłem po raz kolejny. Tym razem strach był spowodowany tym, że może mi się przydarzyć to samo co poprzednio. Znajomi ukoili mnie końską dawką melisy i jakoś ten dzień przeżyłem, ale następne dni jakoś nie wyprowadzaly mnie z tego stanu. Miałem lęki o to, że ponownie tym razem już na trzeźwo może mi się coś takiego przydarzyć. Przez miesiąc chyba dochodziłem do siebie by jako tako normalnie funkcjonować. Zacząłem jakoś żyć "normalnym" życiem, ale ten wewnętrzny niepokój był we mnie jakoś ukryty. Kilka razy zdarzyło mi się mieć większy atak lęku, jednak opanowywałem go jakoś ataraxem i melisą - następnego dnia zawsze jakoś dochodziłem do siebie, do tej "prawie normalności". Nie zapaliłem już nigdy więcej, przeprosiłem się z alkoholem i 2-3 razy w miesiącu chodziłem na piwo, piłem tez mocniejszy alkohol, jakoś sobie radziłem. Fizycznie jednak w dalszym ciągu czułem się czasem źle, dziwne ukłucia serca itp. Do tego zacząłem usypiać przy włączonym tv lub komputerze, by nie pozostać w ciszy sam na sam z własnymi myślami. Jakiś miesiąc temu rodzice wyjechali na weekend, a ja zostałem sam w domu. Nic nie wskazywało na to, że może mi się powtorzyć napad lęku, jednak wieczorem (nie wiem dlaczego ale zawsze wieczorem mam takie stany niepokoju, lęku) naszła mnie myśl, a co by bylo gdyby ta sytuacja się powtórzyła? Machina się rozpędzała, ja się nakręciłem i ponownie musiałem zazyć końską dawkę melisy i łyknąć atarax. Z sytuacji wybawił mnie jakoś znajomy który siedział ze mną cały wieczór, dając mi poczucie, że w razie jakiegoś nagłego wypadku jest ktoś kto zareaguje. Postanowiłem po tym wszystkim pójść na początku do lekarza rodzinnego. Przepisał mi on leki przeciwlękowe - Zomiren. Zacząłem je brać i poczułem się jakby lepiej. Pewnego dnia leżąc na łóżku jednak przypomniałem sobie że czytałem kiedyś ulotkę jednego z leków, bodajże Cloranxenu, że może wywoływać myśli samobójcze. Zacząłem się obawiać - a co by było gdyby mnie takie myśli zaczęły dręczyć? a co by było gdybym nie opanował ich? gdybym zrobił sobie krzywdę? Stany lękowe jakoś ustały, schowały się w cień, bo nie wierzę w to że odeszły na zawsze, pożyjemy zobaczymy, ale zastapiła je ta natrętna myśl że mógłbym sobie coś kiedyś zrobić gdyby to się rozwinęło i nie zapanowałbym nad tym. Mam to do dzisiaj. Nie dzieje się to przez cały czas oczywiście, cały dzień chodzę zadowolony, odczuwam przyjemności, ale czasem nachodzą mnie te stręczące myśli, czasem jest to 5 minut dziennie, czasem kilka godzin, myślę co będzie jeśli zacznę tracić zdrowy rozsądek? Co będzie jeśli najdą mnie takie myśli gdy będę pod wpływem alkoholu, kiedy zdrowy rozsądek jest gdzieś w dali? Wydaje mi się że obecnie jest lepiej niż na samym początku gdy mnie to dopadło, ale nie zniknęło w 100%. I sam nie wiem co jest gorsze - tamte stany lękowe ograniczały mnie, bo bałem się gdziekolwiek sam wyruszyć na dalszą trasę, czy w podróż, ale pojawiały się raz na dłuższy czas, a przez ten właśnie czas miałem spokój i "czystą" głowę. Teraz nie mogę oczyścić tej głowy w 100% na cały dzień. A przepraszam - ostatnia sobota była chyba tym dniem, gdy te myśli mnie nie naszły, w dzień siedziałem nawet przez dłuższy czas sam ze sobą w domu i miałem jakoś ogólnie dobry humor, wieczorem natomiast spotkałem się z dziewczyną i wracając od niej było tak późno że położylem się spać i usnąłem od razu.
Wiecie może jak okreslić to co mi się dzieje? Jesli macie jeszcze jakies szczegółowe pytania to pytajcie chętnie odpowiem. Powiem Wam, że wczoraj np. po przestudiowaniu części forum poczułem się jakoś lepiej, położyłem się do łóżka w dobrym nastroju i nie mogąc zasnąć (kolejny skutek feralnych zdarzeń sprzed roku) myślałem o pozytywnych rzeczach nie nastręczając sobie głowy tym co się ze mną dzieje :)
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
14 kwi 2008, 21:46
Lokalizacja
inąd:)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do