Dzień dobry wszystkim

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Dzień dobry wszystkim

przez kacha800802 01 kwi 2008, 08:25
Witam wszystkich. Jestem nowym użytkownikiem na forum i chciałam się podzielić swoimi dolegliwościami. Od kilku juz miesięcy dręczą mnie potwornie mocne bóle głowy, ból typu opaski uciskającej na głowie, szczególnie w okolicy karku. Poza tym mam napady zawrotow głowy, jest to strasznie nieprzyjemne. Byłam już u psychiatry, najpierw kazali mi brać Asentre połączoną z tegretolem. Niestety ten zestaw lekow zupelnie mi nie sluzyl, czulam sie strasznie, mialam koszmary senne i dziwne mysli, nawet samobojcze - czego wczesniej nie bylo. Odstawilam. Teraz mam brac doxepin - wzielam raz, przez dwa dni nie moglam sie obudzic, ledwo wleklam za soba nogi. te leki chyba nie sa dla mnie. Oprocz tego chydzę na psychoterapie, jak narazie bylam na dwoch spotkaniach wiec nie ma jeszcze efektow. Wszystko dlatego, ze jestem strasznym nerwusem. Denerwuje mnie byle powod,, ludzie mnie bardzo szybko wyprowadzaja z rownowagi. Niecierpie balaganu po powrocie z pracy, gdzie dzien wczesniej zostawilam "błysk", głupich uwag mojego męża, po ktorych czuje sie winna, mimo iz nie jestem. Najbardzi9ej jednak rozbraja mnie tesciowa, jej wiecznie niezadowolona mina i ton glosu - wiecznie pretensjonalny i krzykliwy. Wszystko musi byc tak jak ona to widzi, nie daj Boże zeby kto inny mial rację. Musze jak najszybciej sie od niej wyprowadzic, tylko narazie stan zdrowia nie pozwala mi na normalne funkcjonowanie, a co dopiero wlasny kat z malym dzieckiem. Nie czuje sie na silach narazie. Bardzo ciezko mi sie siedzi w pracy, nikt nie wie jak sie czuje, a ja juz rozkladam rece, nie mam juz sily i mysle czy mi to kiedys minie. Pomocy!!!
kasiula
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:18

przez TESS 01 kwi 2008, 11:52
witam.
ja też jestem świeży tutaj.
uważam, że doradzanie osobom będącym na tym forum jest rzeczą delikatną. bardziej skłaniam się ku wymianie doświadczeń.
ja też jestem osobą nerwową. w przeciwieństwie do ciebie lubię porządek ale jestem urodzonym bałaganiarzem ;) z doświadczenia wiem, że napięcie we mnie wzrasta z czasem gdy nie potrafię rozwiązać sprawy która jest dla mnie fundamentalna czyli ostatecznie dotycząca bezpośrednio mnie i nie podlegająca kompromisowi np. praca, ciężka (nieuleczalna) choroba osoby mi bliskiej, własny kąt.
będę dość banalny ale w moim przypadku rozmowa, wygadanie się zaufanej bezstronnej osobie o tym co mnie wku..wia miało najlepszy efekt. kontakt z ludzmi i ruch(wysiłek fizyczny).
poza tym uważam, że młodzi powinni żyć oddzielnie od starych (teoretycznie) ale życie to życie.
mam nadzieje,że jakoś nawiązałem do twojego postu. pozdrawiam.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
01 kwi 2008, 01:24

racja

przez kacha800802 01 kwi 2008, 14:02
Witam,
napewno masz rację z tym, że to forum polega raczej na wygadaniu się, aczkolwiek jest tu wiele osob z podobnymi dolagliwosciami, ktore mniej lub bardziej im dokuczaja i czasami mozna sie czegos od nich nauczyc.
Jak najbardziej uwazam, ze mlodzi powinni mieszkac z dala od "starych", i to ze wprowadzilam sie do tesciow na okres "odchowania dziecka" bylo moja pomylka zyciową. teraz bym tego bledu nie popelnila, ale czasu sie nie da cofnac, a zyc trzeba.
Ciebie denerwuja rzeczy bezposrednio z Toba zwiazane, fundamentalne, a mnie oprocz tych co Ciebie rowniez szereg innych. Choc jak sie przypatrze to one tez sa raczej ze mna zwiazane, nie przejmuje sie tym co dzieje sie wokol mnie i mnie nie dotyczy. Bynajmniej staram sie. Na dzien dzisiejszy nie jestem w stanie ci nic pomoc, doradzic, gdyz sama potrzebuje pomocy, ale jak mi sie uda wyjsc z tego okropnego stanu to napewno podpowiem jak sie zachowywac (jasli poznam jakies sztuczki).
Ja jak narazie zyje w garsci z tabletkami przeciwbolowymi, ktore z reguly i tak nie pomagaja na tego typu bol, ale biore.
kasiula
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:18

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Pstryk 01 kwi 2008, 21:21
Cześć kacha. Miło Cię poznać.
Jest w Tobie ogromnie dużo złości i żalu. Może dobrze byłoby zastanowić się nad źródłem tych negatywnych emocji i spróbować zmienić coś w związku z tym :?: Cóż, ciągła krytyka ze strony najbliższych pomimo nieustannych starań z Twojej strony, niezauważanie ich i ciągłe wymaganie od Ciebie czegoś, być może również niespełnione Twoje ambicje i oczekiwanie lub choćby niesatysfakcjonująca praca czy relacje w małżeństwie potrafią z czasem nieźle nabruździć tak, że człowiek już sam nie wie czego chce. Rozmowa na pewno dobrze zrobi - lepiej abyś wylała te emocje tutaj - na Forum, wśród ludzi, którzy są (nie umniejszając nikomu) bardziej wyrozumiali na pewne aspekty zachowań ludzkich, aniżeli na najbliższych, którzy pewnie czują się równie zagubieni w całej tej sytuacji i nie całkiem obiektywnie postrzegają to, co się z Tobą dzieje.
Pozdrawiam
Pstryk
Offline

przez kacha800802 02 kwi 2008, 08:15
Witaj bethi,
rozmowa napewno duzo daje, dlatego tez znalazlam sie na tym forum. Probuje jakos to zwalczyc w ten wlasnie sposob. Faktycznie masz racje, ze jest we mnie ogromnie duzo zlosci. Nie zauwazalam tego wczesniej, gdyz na ogol jestem osoba bardzo spokojna, ulozoną, nie jestem szalona ( no chyba ze w pewnych sytuacjach), a kiedys wlasnie taka bylam. Zmienilam sie bardzo mocno. To, ze drzemia we mnie takie poklady zlosci, uswiadomila mi Pani psycholog na terapii, poprzez rozne zadania domowe. ja staram sie nie byc "zlosnica", ale to co dzieje sie wokol mnie samo napedza te emocje. Sama sie raczej niczym nie denerwuje, to osoby wokol, otoczenie wywoluja takie sytuacje, w ktorych moje emocje siegaja zenitu, a ja na tym cierpie potwornym samopoczuciem. Napewno niepotrzebnie - ale nic nie potrafie zaradzic. Tak sie dzieje i juz. Psycholog radzi mi, abym zmienila nastawienie i np. jak maz wroci napity do domu to zapytala bez nerwow czy sie dobrze bawil, siedzac i poijajac lampke wina. Moze to i dobra metoda, ale ja nie potrafie narazie tak sie zachowac, z bardzo prostego powodu: nienawidze jak wraca w takim stanie do domu, wiec jak moge sie nie zdenerwowac i pyutac czy sie dobrze bawil, skoro w tym momencie najchetniej bym spakowala torby i sie od niego wyniosla. Robic cos wbrew sobie? nie mam pojecia. Mam nadzieje ze terapia przyniesie efekty.
kasiula
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:18

przez Pstryk 02 kwi 2008, 09:07
kasiu, dziwię się, że Pani Psycholog poradziła Ci taką metodę :shock: Przecież to właśnie poprzez tłumienie w sobie emocji znajdujesz się w takim stanie :? Powinna doradzić Ci raczej odczekanie do rana i szczerą rozmowę z mężem o tym, jak się czujesz gdy on wraca pijany do domu. Powinna raczej nauczyć Cię wyrażać emocje na bieżąco aby nie kumulowały się, bo właśnie przez taką taktykę, przez nieumiejętność wyrażania emocji w chwili ich powstania jest w Tobie tyle złości. I nie ma w tym nic nienaturalnego - większość ludzi jest agresywnych przez takie właśnie praktyki. Spróbuj porozmawiać szczerze z mężem i wyjaśnić mu, co czujesz, spróbuj dojść z Nim do kompromisu, np. poprzez ustalenie, że wyjdziecie czasem razem gdzieś na imprezę, lub choćby do baru - niech zaprosi Cię na drinka czy piwo , choćby sok czy bilarda abyście mogli spędzić ten czas razem dobrze się bawiąc. Chyba zbyt podporządkujesz się też otoczeniu, co budzi w Tobie sprzeciw i to całkiem normalny. Przecież również masz swoje zdanie, naucz się asertywności a ludzie będą Cię szanować a nie wykorzystywać, przez co masz tyle żalu do nich.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez nierzeczywista 02 kwi 2008, 09:11
A ja się trochę nie dziwię... Bo z jednej strony trzeba umieć rozmawiać o tym, co się czuje, ale z drugiej umieć spojrzeć nieco dalej i zrozumieć drugą osobę, która też ma emocje, uczucia z którymi może eż do końca sobie nie radzi... Ja na początku myślałam tak, jak Ty bethi i powstało przez to parę nieporozumień między mną a moją miłością... A właśnie przez takie zachowanie jakie poradziła Kasi pani psycholog udało nam się je zażegnać.
black flowers blossom
feathers on my breath
Avatar użytkownika
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
25 gru 2007, 05:10
Lokalizacja
Warszawa

przez Pstryk 02 kwi 2008, 09:18
Cóż, trzeba jeszcze umieć pójść na kompromis ;) Czasem też trzeba okazać wiele dobrej woli, aby druga strona nie czuła się osaczona.
Pstryk
Offline

przez kacha800802 02 kwi 2008, 10:22
Kobietki,
z pewnością kazda z Was ma trochę racji. ja osobiście praktykuję szczerą rozmowę na drugi dzien w takich przypadkach o którym mowilam, ale to co sie ze mna dzieje danej nocy, przed porankiem, doprowadza mnie do szalu. Na drugi dzien emocje sie juz stabilizują i rozmowa owszem jest, ale juz nie taka dosadna, jaka bylaby we wczesniejszym momencie. Raczej nie tlumie w sobie emocji, wyrzucam je, o co tez zreszta sa klotnie. Z meem jeszcze sobie jako tako radze, najgorzej jak dojdzie do spiecia z tesciowa, wowczas juz moj stan jest tragiczny. Doszlo do tego, ze teraz nie denerwuje mnie juz tylko to co ona do mnie mowi, ale rowniez co mowi do innych. Ma bardzo specyficzny sposob "ustawiania" wszystkich. Do mnie teraz zbyt wiele nie mowi, dalam jej do zrozumienia ze sobie nie zycze, ale do calego otoczenia jest wciaz taka sama, a nwet z wiekiem gorsza. jak jestem gdzies obok i slysze jej slowa umoralniajace to juz wzbiera we mnie zlosc, bo ten jej ton rozbraja kazdego. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, ze ona ma o sobie taaakie zajebi..te zdanie, ze szok. Uwaza sie za najmadrzejsza, najrozsadniejsza i co najciekawsze o najwiekszym sercu kobiete na swiecie, podczas gdy nawet jej rodzina mnie uswiadamia, ze ona taka jest "kierowniczka" i musze jakos to wytrzymac. Dzien, w ktorym sie od niej wyprowadze bedzie najszczesliwszym w moim zyciu. Ale jak to zrobic teraz? najpierw trzeba stanac na nogi.
kasiula
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:18

przez sylv 03 kwi 2008, 08:44
hej ;) to ja też bym się chciała tu przywitać bo to wpis kachy800802 skłonił mnie do wypowiedzenia się w "krokach do wolności" :smile:

ja mam 26 lat i od zeszłych wakacji "to" się ze mną dzieje. w sumie czytając to forum, to może krótko, dla mnie koszmarnie długo. od lutego spełniło się moje największe marzenie - wyprowadziliśmy sie z chłopakiem (z którym jestem 9 lat, więc nie jakiś kaprys z tą wyprowadzką) na swoje. marzyłam o swojej kuchni, swojej sypialni, łazience. jeszcze jak robiliśmy remont to było w miarę ok, mój stan się pogarszał, apogeum osiągnął w lutym. ogólnie miałam zajoba na punkcie zdrowia, w ciągu pół roku robiłam 3 razy ekg na przykład. i w lutym pani doktor zrobiła mi badania i wszystko ok tylko cholesterol za wysoki i oczywiście natychmiast wmówiłam sobie zawał serca! odebranie tych wyników zbiegło się (dosłownie, tego samego dnia!) z wyprowadzką.

i mam to co zawsze chciałam - tą kuchnię, psa na którego od dziecka nie chcieli mi pozwolić i czuję że się tym nie cieszę. jestem jakby obok. lubiłam bardzo gotować a teraz robię to bo trzeba. nie mam siły na nic i nic mi się nie chce, nie umiem podjąć decyzji żadnej, najlepiej jak ktoś robi to za mnie. ataki paniki minęły na razie nie wiem czy od terapii (tak jak kacha na 2 spotkaniach byłam) czy od afobamu który biorę doraźnie ale chyba przestanę bo uzależnia a poza tym nie ufam takim lekom jakoś. chociaż jest po nich lepiej...

po terapii oczekuję radości ze wszystkiego, a nie myślenia non stop czy mi nie za mocno wali serce, a mi stopy zdrętwiały, a mi huczy w uszach, a kręci mi się w głowie, a chyba zaraz zwymiotuję :/ ale wierzę bardzo że to osiągnę!!!

pozdrowienia dla wszystkich i trzymajcie się! i nie dawajcie! kacha masz dziecko - dla niego na pewno warto żyć i chcieć wszystko - zdobywać góry! moim motywatorem jest mój facet - naprawdę zadziwia mnie jego cierpliwość do moich "akcji" ;) pozdrowionka raz jeszcze!!
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
02 kwi 2008, 12:35
Lokalizacja
wawa

przez kacha800802 03 kwi 2008, 10:14
Droga Sylv,
ciesze sie, ze naklonilam Cie do wyzalenia sie na forum. Takie cos ponoc pomaga, wiec trzeba probowac. Widze, ze mamy wiele wspolnego, ja rowniez mam takie ataki i mysle tylko o tym kiedy to sie stanie, gdzie mnie zlapie, kiedy pusci itp. To jest straszne. Rowniez tak jak Ty mam niechec do wszystkiego, robie wszystko bo musze, ale najchteniej nie zabieralabym sie do niczego, gotowanie najbardziej mnie irytuje. Ogolnie jestem nie do zycia. Moj maz tez to dzielnie wytrzymuje, ale on w rzeczywistosci nie wie jak ja sie czuje. To, ze boli mnie glowa i mam zawroty to takie normalne dla niego, a ja mysla o tym jeszcze bardziej sie sama nakrecam i jest wtedy jeszcze gorzej. To wszystko dzieje sie w naszych myslach, musimy sie z tego uwolnic, ale to dlugi i zmudny proces. Ja jak narazie pomalutku krocze w tym kierunku, ale na efekty trzeba jeszcze pewnie dlugo czekac. Terapia napewno mi pomaga, tylko na wszystko trzeba czasu.
Sylv zazdroszcze Ci wlasnego kącika, ja tez o nim marze. Moj problem polega jednak na tym, ze jak sobie pomysle o moim samopoczuciu i o tym ze mialabym byc tam sama z dzieckiem (meza czasto nie ma do pozna), to jeszcze gorzej bym sie czula. teraz w razie czego mam pomoc, moge odstawic dziecko itp. Licze na to, ze wkoncu stane na nogi. Tobie rowniez zycze sukcesow w zmaganiu sie ze swiatem.
kasiula
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:18

przez szatz 03 kwi 2008, 10:15
kacha800802 napisał(a):Dzien, w ktorym sie od niej wyprowadze bedzie najszczesliwszym w moim zyciu. Ale jak to zrobic teraz? najpierw trzeba stanac na nogi
a moim zdaniem nie staniesz na nogi dopóki się nie wyprowadzisz.Ale myślę,że sama o tym wiesz.Nie ma nic gorszego od toksycznej teściowej.Mąż sobie znalazł ucieczkę,a Ty?Musisz zaciskać zęby i stać na równi pochyłej.Współczuję i życzę Ci szybkiej wyprowadzki.
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

przez kacha800802 03 kwi 2008, 10:26
Witaj szatz,
moj maz nie znalazl sobei ucieczki od Niej, on jest zapatrzony w swoja mame, jest dla niego najwazniejsza osoba w rodzinie, liczy sie z tym co mowi, co robi. Ma do niej wielki szacunek, moim zdaniem az za bardzo wielki. Jest zaslepiony swoja miloscia do niej i nie widzi tego, jaka ona jest naprawde. Tak ich wychowala, cale zycie wpajala ze szacunek do rodzicow jest najwazniejszy i tak tez w tej rodzinie zostalo. Tym bardziej pogarsza to sytuacje, gdyz moje zle slowo na jej temat konczy sie przestroga :"uwazaj co mowisz, bo to moja mama". Ach duzo by gadac.
Napewno jest to racje, ze wyprowadzka postawilaby mnie na nogi, ale uwierz Szatz, ze nie jestem w stanie teraz sie odizolowac, chocby ze wzgledu na dziecko. Zdarza mi sie ze gdzies zaslabne, wowczas gdyby nie pomoc w zajeciu sie corka, mogloby dojsc do jakiegos nieszczescia w niedopilnowaniu. Chce sprobowac najpierw podleczenia sie w terapi, jednoczesnie izolujac sie maksymalnie od tesciowej (mamy osobna gore). Staram sie jej w ogole nie widziec, omijam wielkim lukiem. Jak jej nie widze, jest mi lepiej. Jak nie pomoze, wowoczas odwaze sie na krok wyprowadzki
kasiula
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:18

przez sylv 03 kwi 2008, 11:08
kacha800802 ja Cię rozumiem bardzo dobrze. NIENAWIDZĘ zostawać sama zupełnie bo mam wtedy milion myśli i się nakręcam bardzo. wogóle to się zastanawiam czy właśnie od tej wyprowadzki mi się nie nasiliły objawy a nie od tego cholesterolu. pewnie od jednego i drugiego. panicznie bałam się zostać sama. a mój chłopak chodzi na piłkę, i wtedy ściągałam do siebie koleżankę, mamę albo ja do nich jechałam. na szczęście zaczynam to ogarniać i po prostu czymś się mocno zajmuję jak go nie ma. na przykład prasowaniem ;) nienawidzę tego robić ;) ale zajmuje mnie to tak mocno i taka jestem zła jak mi się coś zagniecie że zapominam o jak to ja nazywam cały czas "jazdach" ;) na szczęście ta piłka to 2 razy w tygodniu tylko. i dochodzą spacery z psem. też nie lubię sama zostawać wtedy ale muszę zrobić obiad czy coś i mój facet musi mieć zawsze telefon przy sobie. czasem marudzi jak mu o tym przypominam ale ogólnie jest grzeczny ;)
kurczę to ciekawa jestem czy ja też będę miała taką pracę domową jak Ty ostatnią, bo ja tych sytuacji panicznych mało teraz wypisałam bo jak mówię jako takich ataków raczej nie mam ostatnio - tylko taka niechęć do wszystkiego i bóle w klatce i takie dławienie. no tak jakbym cały czas czekała na egzamin czy coś. myślę że wiecie o czym mówię.

ale dla Ciebie to ja myślę że mimo wszystko ucieczka od teściowej i przezwyciężenie tego lęku przed byciem samą byłaby i tak lepsza. nie wyobrażam sobie takiego babska - przepraszam ;) wtrącającego się w moje życie i pouczającego. wrrrr!!!

pozdrawiam jeszcze raz wszystkich!
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
02 kwi 2008, 12:35
Lokalizacja
wawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do