Oto moja historia...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Oto moja historia...

przez mikos 29 mar 2008, 21:54
Długo się zastanawiałem zanim zdecydowałem się napisać tego posta.

Zdecydowałem się dziś. Dziś było wyjątkowo. Wyjątkowo strasznie.


Jeszcze nigdy wcześniej mój poziom zdenerwowania,lęku nie był tak wysoki jak dziś (albo był ale organizm sobie jakoś z nim poradził).

Wiedziałem,że tak będzie-jeszcze dziś nie chciało mi się żyć,wszystko wydawało się beznadziejne przez ten strach. Ale teraz jest inaczej,strach minął i znowu chce się żyć.

Poczytałem trochę na forum i wydaje mi się,że mam fobię społeczną,która nabawiła mnie nerwicy a od jakiegoś czasu mam także objawy depresji (zastanawiam się jak długo można ciągnąć fobię społeczną bez popadnięcia w depresję...w końcu ludzie są wszędzie...).

Oto moja historia...

Gdy miałem pięć lat zachorowała moja siostra. Moja jedyna siostra. Zachorowała ciężko,dostała czerniaka-złośliwego nowotworu,który jak na złość,u niej wcale nie był na skórze ale w oku,na dnie oka... Rozpoczęły się diagnozy,leczenie...Ja dorastałem...Dodatkowo mój ojciec popadł w alkoholizm i kłócił się z moją matką.Pamiętam jak na mnie wpływały te kłótnie-była z mojej strony wielka złość,oraz bezsilność. Moja siostra chorowała 5 lat i w końcu umarła-w końcu? Zabrzmiało jakbym chciał by w końcu skończył się ten koszmar. Jakbym chciał,bym znowu miał dzieciństwo. Bardzo ją kochałem. Nawet nie chcę zagłębiać się co zostało w mojej psychice. Idźmy dalej. Dalej było dorastanie-moje dorastanie wraz z moją wielką nieśmiałością. Pamiętam,że kontakty z ludźmi zawsze wywoływały u mnie zdenerwowanie-wtedy jeszcze objawów somatycznych nie miałem,było za wcześnie. Pojawiły się pierwsze "objawy" dorastania u mnie-przetłuszczające się włosy,skóra,a w związku z tym ogromne problemy z pryszczami i wypadaniem włosów,oraz rozbudowa kości czaszki-z ładnego kiedyś dzieciaka zrobił się zapryszczony,łysiejący i do tego coraz brzydszy nastolatek. Popadłem w ogromne kompleksy w których pozbyciu się nie pomagali mi ludzie. Czasami na ulicy słyszałem śmiech,docinki i komentarze na temat mojego wyglądu. Wszystko potęgowała ogromna nieśmiałość. Trwałem tak wiele lat. Jak jest dzisiaj? Dziś moja nieśmiałość przerodziła się w prawdziwą fobię,stałem się strasznie nerwowy,oraz pesymistycznie nastawiony do świata. Podejrzliwy ,tchórzliwy, niepewny. Wieloma słowami możnaby określić jaki dziś jestem. Moje problemy z wyglądałem narosły w tym czasie do ogromnej wielkości. Czytając posta o dysmorfofobii wypatrzyłem u siebie prawie wszystkie objawy. Jako prawdziwy dysmofrofobik nadal nie akceptuję mojego wyglądu,widzę w nim wiele uchybień,tyle,że dziś pewnie przez moją nerwicę i depresję mój wygląd rzeczywiście jest zły. Od jakiegoś czasu moje ciało reaguje na stres ogromnymi objawami somatycznymi. Problemami z krążeniem,a po ustaniu na jakiś czas problemów z krążeniem-wiotkością,bladością skóry,która w dodatku do dziś pokryta jest pozostałościami po trądziku (przetłuszczająca się skóra i włosy nie przeszły-zastanawiam się czy to przetłuszczanie też ma związek z poziomem stresu..tzn nie zastanawiam się bo wiem,że ma-widzę przecież,że po silnym stresie moja twarz błyszczy się dużo bardziej). Włosów też dziś już prawie nie mam-także obstawiam na stres. Wszystko to w połączeniu z fobią społeczną,depresją i ciągłbym przejmowaniem się wszystkim a szczególnie wyglądem spowodowało,że dziś jestem wrakiem. Dopiero pare dni temu uświadomiłem sobie,że za większość moich problemów mogę obwiniać stres,nerwy,zdenerowanie. Najgorsze,że poziom tego zdenerowania jest taki,że nie pozwala mi normalnie egzystować w świecie. Czasami mam nawet strach odwrócić głowę do tyłu,gdy gdzieś siedzę,bo wiem,że ściagnę na siebie uwagę. Totalnie zero luzu. Strasznie mnie to męczy.

Przez problemy z krążeniem (bo występują także w reakcji na zimno-wtedy też mam wodnisty katar) zaczęłem poszukiwać chorób i modliłem się by je znaleźć. By móc powiedzieć- "a widzicie? to nie ja byłem taki beznadziejny,że sobie nie potrafiłem poradzić z własną psychiką,ale to była choroba!!! choroba która sprawiała,że się wszystkim przejmowałem i denerowałem się bez powodu!!!".

Fajne jest dziś jeszcze to,że mam momenty dobre. Ale chyba jest ich coraz mniej. Czasami wystarczy jakaś pierdoła bym spochmurniał,zamknął się w sobie. Znam wspaniałą dziewczynę,kocham ją i serce mi się kraja jak widzę,że ona nie może sobie poradzić z moim zachowaniem. Że teraz w momencie,gdy to ja,facet,mam nas poprowadzić przez życie,ja jestem tak słaby. Widzi moje irytacje,smutki,nerwy,widzi także co dzieje się z moim ciałem pod wpływem stresu. Boi się moich "pustych" oczu ,gdy "zapadam" się w siebie,poddając się nachalnemu,do niczego nie prowadzącemu myśleniu,a raczej przejmowaniu się.

Utarłem sobie w główce sporo złych szlaków. Czy nie jest za późno by wytyczyć nowe?

Dziś,po dniu tak ogromnego zdenerwowania,zimna (a raczej odczuwania przezemnie zimna,bo zimno aż tak nie było),sinego nosa,podkrażonych oczu i tych przerażonych,zaszczutych oczu w lustrze zdecydowałem,że bez pomocy się nie obejdę. To chyba ostatni dzwonek alarmowy.

Pocieszcie mnie tylko...prosze,powiedzcie,że leki mi pomogą,że pozwolą wytyczyć nowe szlaki. Sprawią ,że znów wrócę do życia i nauczę się funkcjonować bez stresu. Że będę miał siłę zrobić wszystkie rzeczy,których chcę. Że w końcu zacznę żyć. Że wreszcie zaznam spokoju..............


Dziękuję wszystkim którzy przeczytali całego posta i przepraszam za mój ponury ton,ale teraz tak się czuję. Wybaczcie.

Na koniec: Czy za wszystko odpowiadamy my? Czy wszystko to moja wina? To co z sobą zrobiłem?

PS.:mam 24 lata.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:07 pm ]
Aha,jeszcze mam takie pytania: czy jak będę pod wpływem leków to można powiedzieć,że to nie będę prawdziwy ja? oraz czy bliscy,którzy mnie znają zauważą,że jestem inny,czy po prostu będą się z tego cieszyć i dadzą sobie spokój z dociekaniem co mnie zmieniło?

i jeszcze jedno: jaka jest szansa,że lekarz trafi mi z lekami.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 mar 2008, 11:55

Avatar użytkownika
przez nierzeczywista 29 mar 2008, 22:15
Witaj, mikos.
Nie obwiniaj się za wszystko. Nie jesteś winny temu, że zachorowałeś, że akurat Tobie trafiło się takie nieszczęście. Choroba to rzecz nabyta, tylko czasami trzeba pomocy innych ludzi i farmaceutyków, żeby się odkleiła. Trzymam kciuki za Twoje zdrowie.
black flowers blossom
feathers on my breath
Avatar użytkownika
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
25 gru 2007, 05:10
Lokalizacja
Warszawa

przez Kaiten 30 mar 2008, 01:30
Witaj, wiem co to za piekło, ta paranoja połączona z fobią. Gdy kiedyś będę miał więcej czasu, może w końcu opisze moja historię. Mi nikt nie pomógł, nawet nie szukałem pomocy, bo nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Wiesz co czujesz, wiec nie będę się rozpisywał teraz. Trwało to 5 lat, do punktu kulminacyjnego, gdy byłem gotów zabić każdego kto krzywo na mnie spojrzał.
U mnie problem leżał w tym, że zbyt ceniłem człowieka jako istotę, jego zdanie i poglądy. A przecież z reguły było to zdanie ludzi znacznie głupszych ode mnie, tylko o tym nie wiedziałem, bo nie znałem własnej wartości.
Próbowałem różnych rzeczy by się z tego wyrwać.
Moja droga do wolności wiodła przez całkowitą śmierć tożsamości. Bolesne ale teraz jestem silny psychicznie, silniejszy od innych, tych którzy byli zdrowi przez całe życie.
Wiem jak trudno jest opanować te niespójne myśli. Polecam medytacje, naucz się odpowiednio oddychać, odetnij się od swojego ciała, zacznij traktować je jak wehikuł, nie utożsamiaj się z nim. Nabierz pewności siebie, to długa droga ale oszczędzi Ci powolnego gubienia tego czym jesteś. Poszukaj materiałów na necie. Ja przez pewien czas korzystałem z jednego triku, z jakiejś książki. Wieczorem spisz 40 czynności które wykonałeś za dnia. Chodzi o to byś zasypiając myślał o swoich sukcesach, a nie porażkach. Gdy czujesz strach dochodź jego przyczyn, drąż. Szukaj, w którą cześć Ciebie on uderza. To rozwinie inteligencję emocjonalną. Stosuj higienę myśli, odcinaj te negatywne. To wszystko jest jedynie w Twojej głowie.
Mi pogarszał się wzrok, po powrocie z pracy traciłem przytomność i spałem 3 godziny. Stres wyczerpuje ciało, ale odzyskałem dawną sprawność fizyczną. Wiec Ty też wrócisz do zdrowia.
Walcz z sobą albo "umieraj". Obydwa wyjścia są dobre, pierwsze wymaga dużo trudu, a drugie, które mi los przyszykował jest bardzo bolesne. Mnie ta ostatnia osoba, która we mnie wierzyła opuściła, bo nie mogła ze mną wytrzymać.
Chciałbym dać Ci siłę i spokój, które mam teraz, a których kiedyś brakowało mi tak jak Tobie. Wierzę, że życie stanie się dla Ciebie takie proste jak teraz dla mnie. Będziesz silniejszy od tych "normalnych", bo już zahartowany.
I jeszcze raz: to nie nasza wina, że nas to spotkało. To dar, docenisz to, gdy wyzdrowiejesz. Ja czasem idę ulicą, dostrzegam kolory, zapachy i zaczynam płakać ze szczęścia, że to już się skończyło. Będziesz dostrzegał w świecie więcej niż ktokolwiek inny. Dla mnie stał się na swój sposób magiczny, nic nie jest niemożliwe. Wszystkie marzenia są na wyciągniecie ręki. Spoglądam wstecz i nie rozpoznaję samego siebie sprzed roku. To dwie różne osoby, całkowite przeciwieństwa.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 wrz 2007, 13:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez mikos 30 mar 2008, 08:51
Masz rację,że to wszystko jest w głowie. Mam momenty gdy myślę "trzeźwo",dostrzegam piękno świata i jestem wtedy taki szczęśliwy!!! Najgorzej jest gdy się "nakręcę"...wtedy jedynie dłuższy odpoczynek może przywrócić mi spokój myśli. W zdenerwowaniu ciężko mi jest zapanować nad myślami-są chaotyczne i trudno się nimi kieruje. Próbuję wtedy oddychać,ale to też trudne,bo nerwy wytrącają mnie z rytmu oddechu. U mnie najważniejsze jest robienie czegoś,co pochłania moje ciało-rzeczy które pochłaniają w większości mój umysł-czytanie,komputer,muzyka-te rzeczy nie do końca mi pomagają. Chyba poziom mojej nerwicy jest zbyt duży. Kiedyś mogłem te rzeczy robić ze spokojem. Teraz uspokajają mnie rzeczy które robię rękami,albo gdy gdzieś idę. Często mam tak,że się "nakręcam",robię jakieś rzeczy coraz szybciej,coraz bardziej chaotycznie. Trudno mi wtedy się rozluźnić.

U mnie najgorsze jest to,że wraz z nerwicą pojawiają się bardzo silne objawy ze strony ciała. Najuciążliwsze są problemy z krążeniem. Przeszkadzają mi one,np spokojnie gdzieś iść w góry,czy uprawiać sport.
Muszę drążyć diagnozę w stronę kardiologiczną,bo możliwe,że nerwica jest u mnie w połączeniu z jakąś chorobą ciała.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 mar 2008, 11:55

przez Kaiten 30 mar 2008, 13:12
Musisz zrozumieć, że nie jesteś sam, są inni, bardzo dużo innych ludzi czuje się tak jak Ty. Ja nie wiedziałem co się dzieje, myślałem że świat jest takim jak go widzę - okrutnym, a ja po prostu jestem za słaby, aby mu sprostać. Dopiero po wszystkim zobaczyłem, że byłem chory. Na świat patrzyłem innymi oczami niż reszta ludzi. Dla mnie to już się skończyło i chciałbym móc jakoś pomóc reszcie.
Szukałem rozwiązań w medytacji, filozofii, w autosugestii, probowałem zmieniać najbliższe otoczenie, ludzi i rzeczy, by moje spojrzenie zmieniło się razem z nimi. Czytaj i ćwicz różne techniki, zgłębiaj wiedzę z zakresu psychologii. Polecam 3 różne spojrzenia:

"Potęga podświadomości" Murphiego - pomaga nauczyć się higieny myśli, gdy powtarza się pewien zwrot i wierzy się w to, z czasem staje się on prawdą, umysł podświadomi kieruje Cię w jej stronę. Tak jest z negatywnymi i z pozytywnymi myślami, wiec uważaj na to co myślisz. To nie są bajki, to jest psychologia.

"Przebudzenie" De Mello - to filozofia życia, banalna i trudna jednocześnie.
Nasz problem tkwi w tym, że utożsamiamy "ja" z naszym ciałem fizycznym. A tak naprawdę to tylko niewielka część nas. Nie jestem swoją tożsamością. Jedno zdanie, a potrzeba tyle bólu, by go zrozumieć.

"Tako rzecze Zaratustra" - Nietzschego ta książka prezentuje znacznie odmienny punk widzenia niż poprzednia, ale dodawała mi siły. Mieszanie filozofii pozwala zachować otwartość umysłu i nie brać niczego za pewnik.

Musiałbyś znaleźć sobie jeszcze jakieś techniki podniesienia samooceny, to bardzo ważne.

Wszystko to przychodziło mi z ogromnym trudem, wiem jak nieskładne i trudne do opanowania są myśli w tym stanie. Ale teraz, gdy jestem zdrowy, stało się naturalne jak oddychanie. Całkowita kontrola nad własną psychiką. Normalni ludzie tego nie szukają, bo niby wszystko jest z nimi ok, nie potrzebują tego. Ty teraz masz motywacje do szukania, a gdy wyzdrowiejesz, będziesz miał je opanowane. Te filozofie i techniki, kiedyś pozwolą Ci się wzbić w przestworza tak jak mi. To otwiera oczy, zobaczysz że byłeś gorszy i słabszy od innych i nagle przeskoczyłeś ich. Każdy człowiek tkwi w swoim własnym malutkim śnie, ale dla niektórych ten sen to koszmar, i właśnie ci ludzie mają motywację, by się z niego obudzić. Obudzisz się kiedyś z tego horroru i to zobaczysz. Każdego można złamać, tylko nas los uczynił słabszymi od innych, nie nasza wina. Nie można też mieć do niego pretensji, zaakceptuj że wszystko co stało się w twoim życiu miało jakiś cel. Umarłem i zmartwychwstałem do nowego życia, może teraz w to nie wierzysz, ale kiedyś będziesz się czuł jak nowo narodzony, jak zupełnie ktoś inny. Od tego czasu nie byłem smutny, życie stało się wieczną ekstazą. Wszystkie przeciwności losu, jakby mnie nie dotykają, nie mają odbicia w mojej psychice, po prostu są i przepływają bokiem. Nie boję się śmierci, bo w swoim sercu umierałem już tysiące razy. A inni... raz są smutni, raz weseli, może nie przejmują się wszystkim co ich spotyka, ale jednak dalej żyją w swoim malutkim światku.
Wszystko dla Ciebie się zmieni, wstając rano niech pierwszą twoją myślą będzie: "dziś". Oczekuj tego, wierz w to i czuj to. Jeśli Twoja głowa spowodowała całe to piekło to i ona może Cię z tego uwolnić.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 wrz 2007, 13:44

przez Pstryk 31 mar 2008, 20:17
Cześć mikos. Miło poznać.
mikos napisał(a):Utarłem sobie w główce sporo złych szlaków. Czy nie jest za późno by wytyczyć nowe?

Nigdy nie jest za późno. Człowiek najlepiej uczy się na błędach, które sam doświadczył. Każdy z Nas jest na tyle inteligentny, że potrafi wyciągnąć wnioski z dotychczasowych wydarzeń, tylko czasem mu brakuje odwagi, aby pójść inną ścieżką, niż do tej pory...
Pstryk
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do