Witam!

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam!

przez Namaah 10 sty 2008, 23:21
Nie wiem już do kogo się zwrócić... Czuję jak znów pochłania mnie uczucie beznadziejności, bezcelowości i nienawiśc do samej siebie. To już zdarzyło się cztery lata temu. Teraz boję sie, że powraca wielkimi krokami... sad Nie chcę iść do żadnego terapeuty, bo już zdążyłam się do nich zrazić. Nie wiem, co robić. Wpisałam w google "depresja" i.. Tak oto jestem tutaj i witam się z Wami wszystkimi, licząc na to, że ktoś mnie wysłucha smile

Moja sytuacja wygląda tak:

Cztery lata temu mój ojciec zachorował. Nienawidziłam go z całego serca i życzyłam mu śmierci.. Potem okazało się, że ma guza mózgu a ja zaczęłam obwiniać siebie... To chyba było pierwszą przyczyną. Zamknęłam się w sobie, odwróciłam się od znajomych i wszyscy moi "przyjaciele" zostawili mnie samą. Dwukrotnie usiłowałam podciąć sobie żyły. Teraz mam liczne paskudne blizny na nadgarstkach, przy kostkach, ale i w różnych dziwnych miejscach. W końcu wylądowałam u psychologa. Pierwszy przepisał mi leki. Wzięłam naraz dwie paczki... Okazało się za mało. Drugi - chciał zamknąć mnie w szpitalu psychiatrycznym, gdyż stwierdził, że jestem niebezpieczna dla siebie i dla otoczenia... Uciekłam... Poznałam ludzi, którzy zaoferowali mi przyjaźń. A ja tak bardzo potrzebowałam przyjaźni... Nie wiedziałam wtedy w jak złe towarzystwo się pakuję... Alkohol stał się moim sposobem na ucieczkę od rzeczywistości, moje zachowanie było skandaliczne... Do tej pory jest mi wstyd.

Przypadkiem poznałam chłopaka. Rozmowy z nim były cudowne! Był taki wesoły, zadowolony z życia. I był taki... porządny! RObiłam wszystko, by jak najczęściej się z nim widywać, bo w jego towarzystwie czułam się kimś lepszym. W krótkim czasie stał sie moim przyjacielem, po paru miesiącach kimś więcej... Nieświadomie wyciągnał mnie ze złego towarzystwa, w którym się obracałam, zmienił mnie, znów stanęłam na nogach. Zmienił moje wartości, sprawił, że znów zaczęłam szczerze sie uśmiechać... Znów zaczęłam interesować się nauką, snułam plany na przyszłość i zawsze, kiedy było mi źle, on wspierał mnie szczerą rozmową.

Nic, co piękne nie trwa wiecznie... Przez rok wszystko było w porządku. W ciągu kolejnego - moje "dołki" pojawiały się coraz częściej, często właściwie bez powodu... Mój chłopak winił się za to, że nie potrafił mi pomóc. Ja juz kiedyś pociągnełam kogoś ze soba na dno - moja przyjaciółka, która starała się mnie wepsrzeć kiedy się cięłam, sama sięgneła w końcu po zyletkę... - bałam się, że jego czeka to samo. Odsunełam się od niego, on zwątpił czy jest dla mnie wystarczająco dobry, nasz związek zaczął się sypać...

Teraz znowu zostałam sama, czuję się coraz słabsza i boje się, że znów dojdę do tego, że pomyśle o samobójstwie... Nie widzę sensu w życiu, izoluję sie od ludzi, nie potrafię z nikim nawiązać kontaktu... Ciągle czuję w sobie paniczny strach, choć sama nie wiem przed czym, czuję sie zupełnie nikomu niepotrzebna, beznadziejna i... Po co ja w ogóle jestem?...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 sty 2008, 22:48

przez Pstryk 11 sty 2008, 20:28
Hej Namaah. Miło Cię poznać.

Najwyższy czas, abyś chwyciła za stery swojej łajby. Może jeszcze pofaluje, ale spokojne wody są w zasięgu Twojego wzroku. Jedynie Ty znasz drogę na spokojne morze... idź do lekarza, zajmij się porządkami w sobie. Zdecyduj się na to, kim chcesz być i idź w tym kierunku. Jeszcze nie jest za późno na nic.
Pstryk
Offline

przez georgina 12 sty 2008, 12:35
Hmmm.. namaah z oknew... ?
co źle znosisz będziesz dobrze znosił. przywyknij tylko.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
12 sty 2008, 12:06

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do