wiem ze potrzebuje pomocy

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

wiem ze potrzebuje pomocy

przez baby_luv_gold 29 wrz 2007, 21:19
Wiem to ale do cholery kto ma mi pomoc????????
Ja chyba cale zycie choruje na cos, zaczelo sie od tego,ze urodzilam sie w zamartwicy, dostalam zastrzyk z adrenaliny w moje jeszcze wtedy malutkie serduszko i jestem ........ale po co???????
Czesto mysle i mowie,ze nie potrzeba pomagac naturze, i po co sie teraz mecze???????????
Boze , najgorszym cierpieniem jest dla mnie to ,ze moje 2 coreczki widza co sie dzieje i nierozumieja. Co mam im powiedziec?? Ze mama jest zla, ze nie nadaje sie na matke???
Moj tato od kiedy skonczylam 3 lata poniewieral mna , szmacil mnie , zawsze bylam kur.. . Dlaczego ?? Nie rozumialam tego i nigdy nie zrozumiem, choc tlumacze go, ze tak samo byl wychowywany , bez uczucia bez milosci. Zawsze byl zazdrosny o mame, godz trzecia kiedy wracal do domu , to koniec zabaw z mama,musielismy byc w pokoju , nie przeszkadzac mu.
Bil mnie czesto po glowie czym sie dalo , wiec gdy zazelam miec migreny z aura, przestraszyl sie i wspanialomyslnie zawiozl mnie na badania. bylo ok wiec juz sie nie bal.
Ganial mnie po domu po pijaku, ja bylam obiektem wyladowan , balam sie ze mnie zabije.
Gdy zaszlam w ciaze , wyzywal mnie okropnie, bylam czesto w szpitalu z powodu przedwczesnych skurczy, cala ciaze bylam na lekach podtrzymujacych. Musialam z nim mieszkac, bo moj maz obecnie (wtedy chlopak) okazal sie tchorzem. Ale to bardzo dluga historia

Jestem w blednym kole , 5 lat temu mialam przepisana Amitrypiline , ale ja odstawilam bo tylko mnie usypiala, teraz mam Paroxetine ale mam po tym potworne bole glowy i nie biore, czekam na skierowanie do psychologa juz w3 miesiac. mam dosc.

Jestem potworem , robie to co ojciec, moze nie tak samo ale klne do dzieci, uciekam w samotnosc , nie chce mi sie nic , nie nadaje sie na czlowieka...................
Mysle ze lepiej bedzie im beze mnie, czesto mysle aby wyjsc i nie wrocic..

Co mi jest ja mam raz stany depresyjne a czasem ogromna agresje.

I po co kolejne pokolenie ma placic za cudze krzywdy.

kocham Maje i Kajunie(to dziecko jako jedyna osobe na swiecie dopuszczam do siebie) , odsuwam ludzi od siebie , czasem brutalnie i chamsko , ale nie dam sie krzywdzic.

Zyje z miom mezem, choc krzywdy od niego nie zapomne nigdy , tacie moge wybaczyc bo to moj ojciec i kocham go bez wzgledu na cokolwiek, ale nie grzeskowi, Boze jak mozna krzywdzic tak mocno, to bylo 3 lata temu a jest jak wczoraj, dzisiaj.
Bylam wtedy w ciazy , potrzebowalam go , a on mial inne zajecia , narkotyki, inna kobieta ale byl tchorzem i nie odszedl, choc go blagalam.
dlatego wyslalam go do Anglii , aby z nim ostatecznie sie rozstac , i co ???????? Pojechalam do niego , bo wiem ze zrozumial , ze sie zmienil i ze chce stworzyc rodzine, ale ja sie mszcze , nie daje mu za wygrana , walcze z nim ........nie wiem o co !!!!! Zamiast zapomniec , ja swieta tez nie bylam, zamiast cieszyc sie zyciem rujnuje je sobie. NIENAWIDZE SIEBIE, jego tez........................
Wiem, ze nikt mie nie rozumie "wez sie w garsc" to zdanie przeszywa ma dusze jak tepy noz , tak boli , BO JAK MAM SOBIE POMOC, KTO MI POMOZE??????????!!!!!!!!
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
29 wrz 2007, 20:24
Lokalizacja
Anglia

przez lara* 29 wrz 2007, 21:54
wiesz, nie miałam tak strasznego dzieciństwa, ale tak strasznego miałam pierwszego męża. Był marynarzem. Bił mnie, poniewierał... ale jakoś bałam sie odejśc, a poza tym bardzo go kochałam. Któregoś dnia jednak uciekłam (zaczął odprawiać nade mną egzorcyzmy - powiedział, że w moich oczach widzi szatana).
Potem przeżyłam koszmar - śledził mnie, zamówił agencję detektywistyczną, ochroniarzy, bałam się wyjść z domu.
Wiem, że to bardzo skrzywiło mi obraz życia i że teraz .. tak, ja Ciebie rozumiem.
Chodziłam kiedyś do psychologów, ale to nie miało sensu. Wiedziałam, że jak sama sobie ze sobą nie poradzę, nikt nie potrafi mi pomóc.
Może dlatego, że straciłam zaufanie, a może dlatego, że TEGO NIE ROZUMIELI.
Po kilku latach poszłam na terapię metodą ustawiania rodziny - systemowa terapia Berta Hellingera. I prawdę mówiąc tylko to postawiło mnie na nogi.
Trzeba to przeżyć, żeby zrozumieć, nie potrafię tego opisać.
Zrozumiałam wówczas wiele spraw.
Ale dzisiaj... mam 2 męża, ale popełniam te same błędy - zapominam o sobie, poddaję się wymuszeniom i nastrojom mojego męża, a na to wszystko patrzy mój 16-to letni syn.
I co? I jak ja czegoś chcę to muszę zrobić to sama. np. dzisiaj - chciałam jechać do lasu, no i pojechałam SAMA. Natomiast on, kiedy poprosił go kolega, ubrał się i pojechał po niego do Gorzowa, a podobno, nie chciało mu się wychodzić z domu.
A teraz SAMA siedzę w domu, bo mój mąż poszedł do kina. Bo przecież jestem nienormalna i nie wiadomo o co mi chodzi.
Tak mogłabym pisać godzinami, ale... ten temat jest TWÓJ.
Chciałabym, żebyś wiedziała, że nie jesteś sama.
Bo jest gdzieś jakaś nowa znajoma, która od dzisiaj będzie myślała o Tobie :-)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
29 wrz 2007, 20:43

:)

przez baby_luv_gold 29 wrz 2007, 22:14
dziekuje ci bardzo.

Tylko ja mam ten problem, ze to ja jestem zla, krzycze , przeklinam, to ja psuje wszystko.
Tyle ze on zdradzil mnie w najwazniejszym momencie naszego wspolnego zycia i to jest bardzo bolesne , ze bylam w szpitalu raz po raz z tego samego powodu co w pierwszej ciazy, tyle ze przez to co wyprawial, sama pani ginekolog kazala mi sie polozyc do szpitala , bo on nie da mi urodzic w spokoju- to jej slowa.
Bol ogromny kiedy do kobiet lezacych przychodzili mezowie i glaskali je po dloni , po prostu byli. moj mi przynosil kanapke, albo cos i zaraz byl telefon ni i musial isc. Wiedzialam do kogo idzie, a zarzekal sie ze juz to skonczl, ze wie jak mnie krzywdzil i ze tego juz nie robi. Trzymalam sie w szpitalu , probowalam nie plakac bo bylo mi tak strasznie wstyd. A kiedy wracalam do pustego domu , wachalam czy nie czuc jej obecnosci w moim lozku i kiedy Maja byla w przedszkolu wtedy siadalam i wylam, wylam jak pies w glos ,okropnie. Czekalam az urodze i wtedy sie wyzylam na niej , na nim.
Wyrzucilam go z serca............dalej go tam nie ma , jestem tchorzem.

Mowie mu co czuje , a on jakby nie chcial wracac do tego , ale to nie minelo, zdradzil mnie , nasze dzieci.

Ja nie wybaczam. Jestem tchorzem , boje sie odejsc.

Pozdrawiam cie Lara
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
29 wrz 2007, 20:24
Lokalizacja
Anglia

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez lara* 29 wrz 2007, 22:26
nie chciałam CI powiedzieć, że masz odejść, ale że nie możesz zapominać o sobie.
Wszyscy jesteście ważni.
Wiele osób mi mówi - usiądźcie i porozmawiajcie, a ja za każdym razem powtarzam to samo - ale mój mąż nie rozmawia ze mną. Stale tylko mówi - o co ci chodzi, czepiasz się, stale masz jakieś reklamacje, napisz do Bravo...
no i tak wygląda nasza rozmowa i ja też sie wściekam

ja myślę, że wcale nie jest tak, że TY jesteś zła!!!
Tylko gdzieś zgubiłaś siebie. Wiesz, ja tam psychologiem nie jestem i takiego doświadczenia nie mam, ale też wiele przeżyłam (niestety)
Kiedyś usiadałam i zaczęłam zastanawiać się nad sobą i wiesz do jakiego doszłam wniosku - że połową sukcesu jest jak sama przed sobą przyznasz co Ty źle robisz, z czym Ty ię źle czujesz...
tak naprawdę to nie jest ważne, co powiesz innym, ale SOBIE... tak właśnie jest w moim przypadku.
pozdrawiam
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
29 wrz 2007, 20:43

dokladnie

przez baby_luv_gold 30 wrz 2007, 00:20
wlasnie na tym dokladnie polega moj problem , nawet moja lekarka to stwierdzila, ze dokladnie zdaje sobie sprawe co sie ze mna dzieje , co robie zle, w ogole co jest nie tak . Ja wiem co chce w zyciu,ze nie takiego zycia chce. Boze ja sie boje przyznac ze nie kocham meza, nie moge sie zmuszac , nie moge dluzej udawac , ze jestesmy razem. grzesiek sam siebie potrafi oklamywac , ja nie. teraz ja jestem winna bo on sie raczyl zmienic, sorry dla mnie to za pozno.
Moj maz tez ze mna nie rozmawia, mowi -jak jestes chora to sie lecz i takie szczeniackie odzywki.
Ja tak naprawde nie potrzebuje nikogo bo wiem co jestem warta, umiem kochac i tego tylko potrzebuje by byc szczesliwa. To poczucie braku uczuc , tego ,ze ja nie moge kochac kogos na calego, dla mnie milosc jest motorem dzialan , sensem zycia, milosc dzieci mi nie wystarcza niestety, ja ciagle pragne podswiadomie ,by ktos wypelnil pustke po moim tacie....

JESTEM PRZERAZONA, ja naprawde nie chcialabym sie rozstawac, ale to do cholery nie to, ja takiego uczucia nie chce, to plytkie i samolubne uczucie, sam nie wezme i nikomu nie dam-to na takiej zasadzie dziala.
Wiele by pisac o tym, ja mam dopiero 25 lat i swiat przede mna, a ja czuje sie jak kaleka , musze sobie pomoc............ale jak???????????????
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
29 wrz 2007, 20:24
Lokalizacja
Anglia

przez lara* 30 wrz 2007, 19:27
baby_luv_gold napisał(a):umiem kochac i tego tylko potrzebuje by byc szczesliwa. To poczucie braku uczuc , tego ,ze ja nie moge kochac kogos na calego, dla mnie milosc jest motorem dzialan , sensem zycia, milosc dzieci mi nie wystarcza niestety


baby_luv_gold napisał(a):sam nie wezme i nikomu nie dam-to na takiej zasadzie dziala


wiesz, moje obecne życie wygląda dokładnie tak samo... i czuje dokładnie to samo co Ty.
Wszelkie sposoby, aby coś zmienić - zawodzą. Nawet dla mojego męża nauczyłam sie jeździć na motocyklu i zrobiłam prawko, ale co z tego...
Ja chciałam żebyśmy spędzali czas razem, mieli wspólne zainteresowania (choć 1), ale to też za mało... jak zrobię coś tak jak chce, to wymyśla, że teraz to chce inaczej... i tak bez końca...
a potem udaje, że nic sie nie stało i że nie wie o co chodzi...
Ale najdziwniejsze jest to, że skoro tyle nienawiści mi okazuje, to dlaczego nie odejdzie?
Ja bardzo go kocham, ale nie czuję aby on kochał mnie choć trochę.
Jest złośliwy i bardzo często okropnie wulgarny i chamski.
...............
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
29 wrz 2007, 20:43

Avatar użytkownika
przez scrat 30 wrz 2007, 19:47
lara* napisał(a):Ale najdziwniejsze jest to, że skoro tyle nienawiści mi okazuje, to dlaczego nie odejdzie?


Bo potrzebuje ofiary. Tacy nigdy się nie zmieniają...

Powodzenia dziewczyny...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

przez lara* 30 wrz 2007, 19:53
Bo potrzebuje ofiary. Tacy nigdy się nie zmieniają...


to co robić?
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
29 wrz 2007, 20:43

wiem

przez baby_luv_gold 30 wrz 2007, 19:56
Wiem, ze kobieta duzo zniesie, jestesmy silne , a moze bardziej naiwne. Ale mezczyzni to tchorze , nie chca podejmowac istotnych decyzji sami, wola ,az my to za nich zrobimy. Oczywiscie nie uogolniam, wierze ,ze kiedys poznam kogos, kto bedzie moja definicja meskosci (nie mowie ,ze idealem bo to 2 rozne rzeczy) , nie szukam ale czekam sam mnie znajdzie.

Ale to mocno wciska w ziemie gdy probujesz rozmawiac z mezem, wywnetrzasz sie az do bolu, a tu slyszysz zycie to nie telenowela (choc dzieki niemu poczulam sie jakbym byla w taniej soap opera) , albo moje ukochane zdanie - inni maja gorzej.

Powiedz mi lara dlaczego tak trudno wziac zycie w swoje rece????????

Choc powiem ci ,ze kwestia finansowa jest , u mnie przynajmniej, na 1 miejscu. Nie jestem niezalezna i boje sie czy dam rade utrzymac siebie i dzieci.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
29 wrz 2007, 20:24
Lokalizacja
Anglia

Avatar użytkownika
przez scrat 30 wrz 2007, 20:00
lara* napisał(a):
Bo potrzebuje ofiary. Tacy nigdy się nie zmieniają...


to co robić?


Gdyby nie syn, to napisałbym, że musisz znaleźć siłę, żeby odejść od męża. Ale dziecko potrzebuje ojca. Jaki by nie był, jest potrzebny, wiem po sobie...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

przez lara* 30 wrz 2007, 20:09
Powiedz mi lara dlaczego tak trudno wziac zycie w swoje rece????????


dlaczego? w/g mnie dlatego, że my nie szukamy przygody. Tworząc rodzinę, staramy się utrzymywać płomyk w kominku.
I co gorsza, wydaje nam się, że nasi partnerzy myślą tak samo. Ale okazuje się, że tylko nam się wydawało. I co nam pozostaje? Sama nie wiem. Bo JA CHCĘ SIĘ DOGADAĆ!!! Ale mi nie wychodzi.
Przecież to straszne, kiedy musisz prosić o uczucia... to jest CHORE.
Wiesz, czasem czuję, że serce mi pęka, ale najgorsze jest to, że nikogo to nie obchodzi.
Ale ja nie chcę się zmieniać. Nie chcę być twardą BABĄ. Chcę być nadal czuła i wrażliwa.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
29 wrz 2007, 20:43

:(

przez baby_luv_gold 30 wrz 2007, 20:47
DOKLADNIE!!!!!
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
29 wrz 2007, 20:24
Lokalizacja
Anglia

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 30 wrz 2007, 21:20
scrat napisał(a):Gdyby nie syn, to napisałbym, że musisz znaleźć siłę, żeby odejść od męża. Ale dziecko potrzebuje ojca. Jaki by nie był, jest potrzebny, wiem po sobie...

Scrat przepraszam, ale to totalna bzdura być z katem dla dobra dziecka jakiego dobra????? tu nie ma dobra dziecko na to patrzy chłonie to jak gąbka.....

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:26 pm ]
baby_luv_gold napisał(a):Powiedz mi lara dlaczego tak trudno wziac zycie w swoje rece????????

jeśli mogę coś od siebie dodać to syndrom ofiary, on da przysłowiowo po raz setny Ci w łeb a Ty i tak będziesz się łudzić, że to ostatni raz, że może się coś zmieni, że jeszcze zawalczysz, że będzie dobrze...... niestety prawda jest taka, że zazwyczaj nigdy nie jest dobrze a nawet jest gorzej.....życie przecieka przez palce, wegetuje się, dzień leci za dniem i tak się trwa w tym bagnie i niemocy zrobienia czegokolwiek, wiem jak trudno jest odejść, strach przed samotnością i cała reszta koszmarków, jednak te, które odchodzą wygrywają życie, te które zdobywają się na przerwanie tej matni, potem nie potrafią zrozumieć jakim cudem tak długo tkwiły w tym bagnie i czemu nie zrobiły tego wcześniej.... nasz życie jest w naszych rękach a szczęście czasem jest tuż za rogiem, sęk w tym aby wyjść i je odnaleźć- z calego serca Wam życzę abyście je znalazły.
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Avatar użytkownika
przez scrat 01 paź 2007, 04:26
Jaśkowa napisał(a):
scrat napisał(a):Gdyby nie syn, to napisałbym, że musisz znaleźć siłę, żeby odejść od męża. Ale dziecko potrzebuje ojca. Jaki by nie był, jest potrzebny, wiem po sobie...

Scrat przepraszam, ale to totalna bzdura być z katem dla dobra dziecka jakiego dobra????? tu nie ma dobra dziecko na to patrzy chłonie to jak gąbka.....


Zastanawiam się, czy gdyby mój ojciec był, bił ale był, to czy nie wyrządziłoby mi to mniejszej krzywdy niż rozdarcie między matką a nim... To naprawdę rujnuje psychikę :(

Ale nie mogę być w tym temacie obiektywny...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do